Dronozagadka, czyli nalot NATO na polską chałupę

Witam wsyzstkich po dłuższej przerwie. Dziś zajmiemy się nalotem na naszą ukochaną ojczyznę. Wypowiedzieli się politycy i „eksperci”, a jakoś więcej zaciemniają niż rozjaśniają. Zastanowimy się nad takimi „głupotami”, jak to, czy to, co uszkodziło dom w ogóle przyleciało z Rosji i czy był to dron, czy może coś innego.
Po kilku dniach maglowania przez media z pewnością wszyscy już wiedzą lepiej ode mnie, jakie są parametry techniczne dronów „Gerbera”, które przyleciały do Polski … Poliglotom zalecam przejrzenie hasła w innych wersjach językowych. Zdziwicie się różnicami, szczególnie odnośnie zasięgu. Polskojęzyczna wikipedia ocenia parametry drona znacząco wyżej niż anglojęzyczna, rosyjska czy ukraińska (zasięg „polski” od 600 do 900km z dodatkowym bakiem w miejsce głowicy bojowej (przy czym 900km pojawia się po edycji hasła z 14.09.2025), a „angielski” i „ukraiński” – 300 do 600km z ww. dodatkowym bakiem; dziwne, że polscy „eksperci” wiedzą lepiej niż Ukraińcy, do których tych dronów przyleciało setki jeśli nie tysiące; „rosyjski” zasięg to oczywiście zrozumiała w warunkach wojny dezinformacja „Дальность полёта дрона может достигать до 300 км без боевой нагрузки.”). Po co polskim „ekspertom” te manewry przy zasięgu drona? Bo trzeba stworzyć „na papierze” możliwość dotarcia „Gerbery” z głowicą bojową z Rosji do POLINezji (do wsi Wyryki).

Inaczej nie da się wyjaśnić (w sposób bezpieczny dla lotniczych pagonów i rządowych garniturów POLINezji) zniknięcia pewnego dachu … No i jakoś trzeba wyjaśnić, skąd wziął się dron w Mniszkowie pod Łodzią (to już minimum 800 km) …

Dron na królikarni w Bychawce Trzeciej pod Lublinem przebył minimum 650km, jeśli przyjąć lot po linii prostej:

W sieci pojawiły się „teorie spiskowe” (łomatko!), jakoby drony przybyły z Ukrainy lub Białorusi, ale jako że niebo jest monitorowane przez wiele państw, można niewiele ryzykując przyjąć i oficjalną wersję trasy przelotu, opublikowaną na wikipedii. To nam niewiele zmieni, jeśli chodzi o ostateczne wnioski w sprawie incydentu w Wyrykach. Ale przyjmując wersję oficjalną trzeba zrewidować zasięg Gerbery z paliwem zamiast głowicy bojowej stosownie do wykreślonych tam tras.
Powiedzmy, że istnieje jakiś nieznany mi margines błędu przy szacowaniu zasięgu na dodatkowych 5kg paliwa i te dodatkowe 50km (do 650km z ww. Bychawki Trzeciej) jeszcze się w nim zmieszczą (w dodatkowe 600km zasięgu, postulowane przez polskich „ekspertów” wierzyć mi trudno).  Jak to pogodzić z tym, że jeden z dronów dotarł do Mniszkowa pod Łodzią (ponad 800 km w linii prostej od granicy białorusko-rosyjskiej)?
Jeśli nie chcemy przyjąć takiego marginesu błędu, musimy zakładać, że drony przyleciały z Ukrainy albo z Białorusi, ale dalej nie mamy pewności, kto je przysłał (czy to prowokacja ukraińska, czy przyjacielska przysługa Białorusi wyświadczona Rosji) – wiemy tylko, że wszystkie odnalezione w Polsce miały dodatkowy zbiornik paliwa zamiast głowicy bojowej.

Rola „Gerbery” nad zachodnią Ukrainą

Zostawmy te spekulacje i załóżmy, że na wikipedii opublikowano prawdziwe informacje. Zgodnie z ww. danymi ze źródeł anglojęzycznych i ukraińskojęzycznych „wiemy”, że maksymalny zasięg drona bez głowicy bojowej to 300km. Ukraińcy nie mają po co kłamać w tym przypadku. Ponadto – także ze źródeł ukraińskich „wiemy”, że Gerbery mogą latać z dodatkowym bakiem paliwa zamiast głowicy bojowej – i wtedy dolecą i na odległość 600km, ale bez głowicy bojowej – czyli nie wyrządzą większych szkód, niż wynika to z samej masy drona (wg polskiej wikipedii masa startowa to 18kg, czyli z paliwem i ew. głowicą bojową lub dodatkowym paliwem). Po co komu dron bez głowicy bojowej przy granicy z Polską? Jako fałszywy cel dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, która zajmując się „Gerberami” nie jest w stanie zestrzelić innych dronów z głowicami bojowymi, które przylatują niejako pod osłoną „Gerber”.

Dezinformacje

W czasie, gdy w polską przestrzeń powietrzną weszły „Gerbery” doszło do uszkodzenia domu Tomasza Wesołowskiego w Wyrykach. W sieci po incydencie pojawiły się następujące dezinformacje, częściowo szerzone przez pracowników rosyjskich służb wojny informacyjnej, częściowo – przez zdezorientowanych lub wykazujących złą wolę Polaków – być może ze służb specjalnych … III RP:

  1. dom został uszkodzony podczas burzy kilka tygodni temu
    Ta fałszywa informacja jest najlepiej znana w tej wersji (źródło): O fałszywości tej wersji wiemy od razu po spojrzeniu na tą fotkę: – żadna burza nie zdemolowałaby tak ściany, we wnętrzu widać, że ściana pękła w miejscu uderzenia:
  2. drony przyleciały z Ukrainy, bo mają zasięg tylko 300km
    Nawet strona ukraińska twierdzi, że 300km bez głowicy bojowej, a 600km z dodatkowym paliwem w miejscu głowicy; w sieci są fotki „Gerber” z tymi ekstra-bakami z toreb foliowych. Wg oficjalnej wersji trasa przelotu jest znana stronie białoruskiej, ukraińskiej i USA, których samoloty AWACS i satelity non stop obserwują niebo nad Ukrainą. Oficjalną wersję trasy przelotu, opublikowano na wikipedii. Co o tym myślę opisałem we wstępie. Wiara w wersję oficjalną wymaga założenia, że zasięg realny jest o min. 200km większy od oficjalnego. Jeśli nie wierzymy – nadawcą dronów może być albo Ukraina albo to Białoruś udostępniła swoje terytorium – i nie mamy jak tego rozstrzygnąć.
  3. drony przyleciały z Białorusi, bo mają zasięg tylko 300km
    Patrz wyżej.
  4. w dronie nie instaluje się zbiornika paliwa w nosie. Zużycie paliwa w czasie lotu powoduje zmianę wagi części nosowej, problemy z wyważeniem i katastrofę statku powietrznego.
    Te problemy są rozwiązane za pomocą układu sterowania dronem.
  5. dokumentacja techniczna wyraźnie mówi o zasięgu maksymalnym 300 km bez ładunku bojowego, a 600 km to spekulacje niektórych źródeł bez potwierdzenia
    Kto publikuje prawdziwe dokumentacje swojego uzbrojenia podczas wojny? No i jeśli te dokumentacje są opublikowane, dlaczego jedynym źródłem informacji na wikipedii są teksty z różnych portali – głównie ukraińskich, a nie „oficjalna” rosyjska dokumentacja techniczna?

Po co komu dezinformacje?

No cóż, wiadomo, że w polskim internecie wojuje kilka ośrodków – Ukraińcy z CIPSO i „bander-patrioci”, Rosjanie z ich komórek ds. wojny informacyjnej, trolle z różnych polskich partii politycznych, a także polskie służby specjalne. Moim zdaniem celowo nagłośniona została sprawa rzekomej burzy. Cel manipulatorów z polskojęzycznych mediów i komórek dezinformacyjnych był następujący – przekierowujemy spór z niebezpiecznych okolic „co w ogóle mogło przylecieć w ten dom” w bezpieczny spór – „czy to burza, czy nie burza”. Czy „wrzutka” przyszła od Rosjan, czy nie – nie dowiemy się. Ale dlaczego mamy się zastanawiać, co właściwie przyleciało do Wyryk? Ponieważ skala zniszczeń i sposób uszkodzenia domu nijak nie pasuje do „Gerbery” z dodatkowym paliwem zamiast głowicy. Popatrzcie sobie na te zdjęcia (źródło: W. Łaskarzewski, „Wrócił do domu i …”): Jeden dron rzekomo spada na kryte eternitem królicze klatki i nawet nie łamie eternitu, nie wbija się do środka. Drugi dron (czy nie dron?) wbija się przez ścianę na strych, jakiś jego (drona albo i nie drona) fragment demoluje kawał elewacji, przy czym uderzenie jest na tyle silne, że pęka ściana zewnętrzna budynku, co widać na zdjęciu z wnętrza pomieszczenia. Eksplozja na strychu zmiata cały dach i wybija dziurę w stropie pomieszczenia.

Ten dron „w przekroju” (foto z wikipedii) wygląda tak:

To białe to nie stop stali pancernej, tylko steropian. Trudno sobie wyobrazić, by coś takiego było w stanie przebić się przez mur tak, że popękała ściana nośna, wlecieć na strych i dopiero w środku eksplodować.

Hipotezy

Hipotezy mogą być dwie. Jeśli to, co przyleciało to byłby Gierań-2 z głowicą bojową do 50kg (w tym do 20kg materiału wybuchowego), z budynku niewiele by zostało (przykładowe eksplozje tego drona można zobaczyć tu: youtube.com/watch?v=iiHNioLRThE ), a w okolicznych domach wyleciałyby wszystkie szyby. No a jeśli Rosjanie wysłaliby drona ze znacznie lżejszą głowicą bojową (z jakiego powodu mieliby to robić?), to jakieś jego fragmenty gdzieś by się znalazły – np. skrzydła powinno oberwać przy wlatywaniu na strych przez ścianę. No i na strychu, powbijane w podłogę i elementy konstrukcyjne dachu powinny być całkiem spore, rozpoznawalne fragmenty.

Jeśli wierzycie, że by nam tych fragmentów nie pokazywano we wszystkich serwisach informacyjnych, to jesteście w błędzie. W końcu celem mediów jest szczuć na złych Rosjan-orków, a nic tak nie wspomaga propagandy jak dowody rzeczowe (np. „biały proszek” Colina Powella, którym bezspornie udowodniono na posiedzeniu ONZ, że Irak produkuje broń biologiczną).

Druga hipoteza jest „kontrowersyjna”. Jak nam trąbiono w mediach w celu zniszczenia dronów ze styropianu i sklejki poderwano myśliwce NATO nawet z Danii. Do dronów odpalono z lecących nisko myśliwców ileś tam rakiet typu powietrze-powietrze. No i te rakiety ponoć większość tych dronów zniszczyły (Sała NATO! Obrońcom nieba III RP sała!). Problem polega na tym, że jak się strzela po nisko lecącym celu i nie trafi, to rakieta powietrze-powietrze, nawet jeśli zdąży w niej zadziałać mechanizm autodestrukcji (a obowiązkowo taki mechanizm ma) zmienia się w rakietę powietrze-ziemia – i albo wlatuje w różne miejsca w postaci odłamków, albo, gdy ktoś ma pecha – wlatuje gdzieś tam w całości i autodestrukcji dokonuje w miejscu do tego nie przewidzianym, np. u kogoś na strychu.

Oczywiście jeśli coś takiego miało miejsce, to media rządowe i nierządne III RP nas o tym nie poinformują. Wszak byłby to atak na „obrońców naszego polskiego nieba” podstępnie atakowanego hybrydowo przez Imperium Zła lorda Vadera. Czy można głośno mówić o możliwym potknięciu naszych asów przestworzy – albo, co gorsza, naszych NATOwskich sojuszników, którzy przybyli z odsieczą naszej udręczonej ojczyźnie? Może obrażą się i więcej nie przylecą? No i na dodatek co by sobie tubylcze bydło pomyślało – nie daj Bóg i Jahwe, mogłoby zacząć się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby odesłać sojuszników do wszystkich diabłów, a naszym asom przestworzy (lub … całej polskojęzycznej klasie politycznej) odebrać niebezpieczne zabawki, żeby przypadkiem w szale walki z wirtualnym „ruskim najazdem” na suwerenność naszej nieszczęsnej ojczyzny, nie rozwalili jeszcze komuś chałupy?

Kiedy spisałem już te swoje przemyślenia, przekonany, żem „jedyny sprawiedliwy” i „jedyny trzeźwy” w tej naszej POLINezyjskiej Sodomie i Gomorze, znalazłem jeszcze jeden tekst (i to na wp.pl, a nie na jakimś nikomu nie znanym blogu: Właściciel zniszczonego domu w Wyrykach-Woli rozprawia się z teoriami spiskowymi), który tu zacytuję:

(…) Prokuratura na razie jednak nie przekazuje swoich ustaleń.
– Na chwilę obecną nie potwierdzono jeszcze, czy obiekt, który spadł na dom mieszkalny, był dronem, czy też jego elementem. Brak jest dowodów również tym samym na to, że jeśli to był ewentualnie dron, to czy on został zestrzelony – mówiła w czwartek prokurator Jolanta Dębiec. (…)Myśliwiec wystrzelił rakietę. Relacja fotografa
Pan Tomasz Kawiak (…) W środę o świcie był w Adampolu koło Wyryk, gdzie wybrał się na obserwacje rykowiska jeleni. (…) stał się mimowolnym świadkiem wydarzeń na niebie. Najpierw usłyszał huk samolotu odrzutowego.
– Przez lornetkę zaobserwowałem w oddali myśliwiec, a następnie po około 1-2 minutach zobaczyłem drona, leciał ze wschodu na zachód – relacjonuje mężczyzna. Było około godziny 6.28-6.30.
– Widziałem go nawet gołym okiem, leciał nad ścianą lasu, na wysokości może 60-70 metrów, miał trójkątny zarys. Słychać było silnik dwusuwowy, jednostajne obroty – relacjonuje pan Tomasz. Myśliwiec zrobił przelot nad terenem, a następnie ustawił się w kierunku zachodnim.
– Widziałem, jak oddał strzał. Czy rakieta nie trafiła w drona? Tego nie mogę jednoznacznie stwierdzić – przyznaje Tomasz Kawiak. (…)

Wojsko: powstaną rekomendacje ws. zwiększenia efektywności systemu Wirtualna Polska zapytała Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, czy pilot, który wystrzelił rakietę w okolicach Wyryk w kierunku drona, raportował, w co trafił. Wojskowi odpowiadają, że jedynie prokuratura jest upoważniona do przekazywania informacji w sprawie prowadzonych postępowań.

– Pragnę podkreślić, że szczegółowe informacje dotyczące działań wojskowych w trakcie naruszeń przestrzeni powietrznej w nocy z 9 na 10 września br. mają obecnie status informacji niejawnych i nie mogą być udostępnione opinii publicznej – dodał ppłk Jacek Goryszewski, rzecznik prasowy DORSZ.

Zapowiedział równocześnie, że zostaną przygotowane rekomendacje w celu zwiększenia efektywności polskiego systemu obrony powietrznej.

Rozumiecie, co tu między wierszami napisano? Ni mniej ni więcej tyle, że nasza rwąca się do boju z „ruskim najeźdźcą” NATOwska armia (przy tym nie wiadomo, czy tutejsza, czy zagraniczna) zadziałała „nieefektywnie”, czytaj: zamiast zestrzelić drona, zestrzeliła dach z chałupy.

Rosja

Co Rosja chciała osiągnąć wysyłając do naszej ukochanej POLINezji te wszystkie drony, nie bardziej groźne niż MODELE SAMOLOTÓW wykonywane przez hobbystów? Wedle wersji najbardziej optymistycznej – w ogóle tych dronów nie wysłała, pobłądziły one wskutek skutecznego zakłócenia danych geolokacyjnych przez ukraińską obronę powietrzną (oby bracia-Ukraińcy nie wysłali nam tą metodą faktycznie śmiercionośnych podarków, adresowanych do nich).

W wersji mniej optymistycznej – Rosjanie wysłali tą formację, by wpędzić naszych bohaterskich NATO-jastrzębi (czytaj – obywateli państw NATO, którzy jastrzębiom muszą finansować te zabawki) w koszty. Wszak strzelają po dronach za 3-10 tys. dolarów rakietami kosztującymi po ponad milion dolarów za sztukę. To i tak drobny psikus, jeśli wziąć pod uwagę to, że dzięki POLINezyjskim zabawkom przekazanym Ukrainie wielu rosyjskich żołnierzy już trafiło na cmentarz lub zostało kalekami – i niemało jeszcze podzieli ten los. A przecież to nie wszystko. POLINezja pozostaje amerykańskim centrum logistycznym, zaopatrującym Ukrainę w sprzęt i amunicję. Jeśli polskojęzyczna klasa polityczna POLINezji de facto prowadzi z Rosją wojnę, jakie ma prawo moralne wyć, gdy do POLINezji wleci, nawet nie przypadkiem czy wskutek błędu, kilkanaście nieuzbrojonych dronów? Nie byłoby niczym dziwnym, gdyby przeciw składom broni przeznaczonej dla Ukrainy były na terytorium POLINezji prowadzone akcje sabotażowo-dywersyjne.

W wersji oszołomskiej, serwowanej przez „nasze” POLINezyjskie media i „naszych” polityków – Rosja bada systemy obrony przeciwlotniczej naszej ukochanej POLINezji w celu ich obezwładnienia, gdy wybije, już zaplanowana godzina „W”. Nie wierzę w tą ewentualność, bo skoro z jedną Ukrainą Rosja sobie od 3,5 roku nijak nie może poradzić, to raczej nie będze zaczepiać reszty NATO, która od początku nie-wojny raczej pozoruje wsparcie Ukrainy niż realnie ją wspiera, tak samo jak Rosja zajmuje się raczej ogłaszaniem woli zwycięstwa niż działaniami, które mogłyby zaowocować zwycięstwem. Wygląda na to, że lokalna, w pełni kontrolowana nie-wojna na Ukrainie urządza i elity zgniłego zachodu i elity Federacji Rosyjskiej. Jakaś część ukraińskich kompradorów, nie mogąc zaakceptować takiej sytuacji, usiłuje wymusić na Rosji zakończenie tej nie-wojny, systematycznie demolując rosyjskie zakłady przetwórstwa ropy naftowej, co (tzn. to demolowanie) jest nieakceptowalne dla jakiejś części elit ekonomicznych FR. Ponieważ prowadzi to także do wzrostu cen paliw i wszystkich pozostałych cen – sytuacja zaczyna grozić wybuchem społecznym w Rosji.

Post scriptum – jak wojować z dronami wlatującymi w naszą przestrzeń powietrzną

Tak sobie pomyślałem, że niektórym przyjdzie do głowy, że chcę zasugerować by z rosyjskimi (lub „rosyjskimi”) dronami wlatującymi do naszej ukochanej POLINezji nie walczyć. Otóż odpowiadam – te statki powietrzne należy niszczyć, bo mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia i życia, w końcu nawet 18-kilogramowy dron typu Gerbera spadając może kogoś pokaleczyć albo zabić, może spowodować straty materialne, pożar lasu itp. A jeśli Ukraińcom uda się przekierować do nas drony innych typów, np. Gierań-2, może dojść do tragedii. Ale z dronami należy walczyć z głową. Nie – podrywać dałe dywizjony F-35 i F-16 – i bezmyślnie tłuc po steropianie i sklejce rakietami powietrze-powietrze. Należy uczyć się od Ukraińców – stworzyć dedykowane dronowe oddziały obrony przeciwlotniczej, które przy użyciu dronów FPV będą precyzyjnie unieszkodliwiać zabłąkane rosyjskie drony. Można też wzorować się na ukraińskich „myśliwych”, którzy latając na dwumiejscowych samolotach Jak-52 zestrzeliwają rosyjskie drony z samopowtarzalnych śrutówek podobnych do „Sajgi” lub ze zwykłych myśliwskich „dwururek”. W ten sposób ryzyko dla odób postronnych i ich mienia zostanie znacznie zredukowane. Elity polityczne POLINezji wolą urządzać kosztowne demonstracje „siły” i „jedności NATO”, w ramach których strzelają z armat do muchy, trafiając niestety z tych armat nie w muchy, a w polskie domy.

Bezmyślne przygłupy w pagonach i analogicznie bezmyślne przygłupy w garniturach, siedzące na administracyjnych stołkach, to choroba nie tylko POLINezyjska, ale z racji naszego położenia nieopodal teatru nie-wojennego, u nas ta choroba zaowocuje kosztami finansowymi, a może i tragediami. No, chyba, że potrafimy w porę pozbyć się obu grup przygłupów – w co, oglądając 36 lat budowy „demokracji i wolnego rynku” w POLINezji, nie wierzę.

Post scriptum II- wątek „ukraiński”  i inne spekulacje

W tekście chciałem się skoncentrować na kwestii zniszczenia domu przez „naszych orłów” z NATO, bez wnikania w manipulacje zasięgiem „Gerbery” (nie do końca się to udało) czy w wątek możliwej prowokacji ukraińskiej. Celem Ukrainy miałoby być wciągnięcie do wojny minimum Polski, a najlepiej – NATO. Prowokacja mogłaby być uzgodniona z rządem polskim (który mógłby np. zdobyć punkty poparcia w sondażach, demonstrując niezłomną wolę obrony POLINezji, może zdołałby przechwycić część „patriotycznego” i rusofobskiego elektoratu PiS), albo nie (ale czy to mądra zagrywka, robić takie nieuzgodnione prowokacje państwu będącemu ważnym węzłem logistycznym armii ukraińskiej?). Mogłoby chodzić o stworzenie pretekstu dla wkroczenia na Ukrainę wojsk NATO lub jakiejś „koalicji dobrej woli”, która np. przejęłaby obronę przeciwlotniczą „wschodniej flanki NATO”. Fantazjować można do woli, ale jak na razie nie mamy w garści żadnych dowodów na to, skąd te drony przyleciały. Moim zdaniem w chwili obecnej zarząd Ukrainy daje sobie dość dobrze radę zarówno w zakresie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, jak i powstrzymywania natarcia wojsk rosyjskich na lądzie (przy czym nie widać większej determinacji strony rosyjskiej, by osiągnąć jakieś przełamanie czy to na lądzie, czy to w powietrzu) – i w żadnym z tych obszarów nie grozi załamanie, które wymuszałoby podobne prowokacje. Trwa dość udana ofensywa powietrzna Ukrainy przeciw rosyjskim rafineriom.

Można rozważyć jeszcze jedną możliwość – zamówienie tej prowokacji przez amerykański przemysł zbrojeniowy, zainteresowany w sprzedaży naszej „wschodniej flance NATO” jakichś kolejnych cudownych broni do odpierania „dronowej ofensywy” Moskwy.

Tylko to wszystko „wiszące w powietrzu” spekulacje, ograniczone wyłącznie moją fantazją. A w przypadku zniszczonego w Wyrykach domu mamy jednak konkrety,  dowody rzeczowe w postaci opublikowanych zdjęć i materiałów wideo, możemy ocenić, czy oficjalna narracja mediów POLINezyjskich pasuje do tego, co możemy sami pooglądać.

Dodaj komentarz