Pocztówki z Donbasu: A. Morozow pisze, co w Donbasie myślą o „wymianie” „sanitariuszki” Julii Pajewskiej – „Tajry”

Szanowny "Murz" raczy ignorować, że narodowość zdrajców na samej górze piramidy społecznej ZSRR i FR nie była rosyjska, tylko żydowska. To Żydzi doprowadzili ZSRR do upadku i przedzierzgnęli się w "nową elitę finansowo-przemysłową", przejęli media i sterując debatą publiczną i pojawiającymi się w niej ideami przerobili część narodów ZSRR wg swoich potrzeb - na totalne szabes-łajno. Przecież znamy to aż za dobrze z naszej historii, bo przeszliśmy od polskiego PRL, przez złodziejską III RP do "pełnowymiarowej" POLINezji. To nie jest konflikt jakiejś "rosyjskiej mafii" gnid-zdrajców niszczącej własny naród. Mafii, która zrobiła z części ogłupionych i zdemoralizowanych Rosjan swoich "współzłodziei", poganiaczy niewolników i siepaczy. To jest konflikt narodu rosyjskiego ze śmiertelną chorobą niszczącą go od środka - żydowską mafią etniczną, która za pomocą mediów, szkół, uniwersytetów, literatury i innych narzędzi "kulturowych" zniszczyła solidaryzm narodowy i świadomość narodową u znaczącej części Rosjan - i bez rozprawienia się z tą chorobą nawet wybicie wszystkich banderowców niczego nie zmieni.

Putin odkrywa, że „frontalne ataki na ukraińskie rejony umocnione w Donbasie są niecelowe”. W czwartym miesiącu „nie-wojny”.

Z ostatniej chwili: Putin, po 3,5 miesiąca marnowania najlepszych jednostek odkrywa, że szturm na ukraińskie rejony umocnione pod Donieckiem jest bezsensowny. Światowid: Schlieffen wiedział o tym już w 1906. Osiem lat przed wojną. Manstein, myśląc w ten sposób pokonał Francję w 1940, układając odpowiednie plany przed wojną. Putin po 3,5 miesiąca wojny zaczął się zastanawiać nad kwestią racjonalności zdobywania rejonów umocnionych atakami czołowymi. Odkrycie militarne WWP pojawia się dokładnie w momencie, gdy to samo mówią nawet babcie klozetowe w Omsku i Władywostoku. Tylko one - od minimum miesiąca. Może warto je rozważyć jako alternatywę przy nieuniknionych przetasowaniach kadrowych w sztabie Generalnym RF?

Pocztówki z Donbasu: A. Morozow „Murz” – Zabrakło już ludzi do tłuczenia głową w umocnienia, skończyli się.

Ofiarami nieprzygotowania kraju do wojny i braku reakcji na rozwój sytuacji militarnej (nieprzeprowadzenia mobilizacji) są zwykli żołnierze, których nie ma kim zluzować (przeprowadzić rotacji), nie ma kogo posłać jako uzupełnienia wykrwawionych jednostek. W rezultacie wykrwawione oddziały nie tylko trzymają front, ale także - idą do szturmów. Z powodu niedostatków siły żywej - te szturmy stają się o wiele bardziej krwawe niż mogłyby być, gdyby na szczeblu strategicznym - zarządzania odwodami i uzupełnieniami - działano zgodnie z zasadami sztuki wojennej i ... regulaminami. Ponieważ liczni hurraoptymiści nie są skłonni wierzyć w "ukropska propagandę", że siłom ŁNR-DNR-FR zabrakło ludzi do bicia głową w umocnienia ukraińskie w Donbasie, sugeruję im zapoznać się z materiałem wideo opublikowanym w innym moim tekście: Apel bohaterów z 3. batalionu 105. pułku DRL do naczelnego dowództwa. Do walk w ŁRL przerzucono 3. Batalion Strzelców 105. Pułku Strzelców - jednostkę, która w walkach w Mariupolu straciła 40% stanu osobowego. Bez uzupełnień, bez "urlopowania", rotacji, odpoczynku. Gdyby było kim bić głową w ukraińskie umocnienia, nie posyłanoby na front aż tak pokaleczonych formacji. Tyle pod rozwagę "hurraoptymistom".

Pocztówki z Donbasu: Apel bohaterów z 3. batalionu 105. pułku Donieckiej Republiki Ludowej do naczelnego dowództwa (Denisa Puszylina)

Jednostka występująca z tym apelem ewidentnie zdemoralizowana nie jest. Ludzie ci domagają się uczciwego traktowania i mają poczucie, że swój obowiązek wypełnili nawiązką, mimo, że zostali oszukani przez kierownictwo polityczne (obiecujące, że nie będzie od nich wymagany udział w walkach, na pierwszej linii - co było zrozumiałe, wobec ich wyposażenia i poziomu wyszkolenia: "prosto z ulicy"). Tymczasem zostali rzuceni - z karabinami Mosina-Naganta wz. 1891, bez kamizelek kuloodpornych, w hełmach i mundurach z 2 wojny światowej, w piekło bitwy miejskiej z wyszkolonymi właśnie do takich walk banderowcami z AZOV-a. Ponieśli ciężkie straty, po czym zamiast na tyły zostali wysłani na pierwszą linię - tym razem do ŁRL (zapewne w rejon Rubieżnoje-Siewierodonieck albo na występ frontu w okolicach Popasnej) Czy kogokolwiek w tej sytuacji może dziwić, że tak poharatane jednostki nie są w stanie prowadzić natarcia? Że przebicie obrony wojsk ukraińskich jest bardzo trudne, a sukcesy taktycznie nie są rozwijane w sukcesy operacyjne, bo brak sił do wprowadzenia do wyłomu - i przeciwnik, sam zdziesiątkowany (ale w obronie, więc mniej wykrwawiony niż nacierający!) - jest w tej sytuacji w stanie wycofywać się w sposób uporządkowany, unikając okrążenia? Mnie to nie dziwi. Ekspertów wojskowych jednak postawa jednostek DNR i ŁNR może dziwić. Czym? Tym, że znajdujące się trzeci miesiąc na pierwszej linii jednostki, które często potraciły niemal cały początkowy skład osobowy (czyli został on w pełni zastąpiony zmobilizowanymi rezerwistami, często bez przeszkolenia) wciąż walczą i mimo strat - nie doszło w nich do całkowitego załamania morale ani masowych dezercji.

Czy działania Kremla na Ukrainie są kopią błędów znanych z wojny rosyjsko-japońskiej z 1905r? Igor Girkin: Wojna kolonialna.

Pamiętając o tym, że do pełnego "wachlarza" scenariuszy rozwoju sytuacji nie można się przygotować, bo uniemożliwia to ograniczoność dostępnych sił i środków, trudno przejść do porządku dziennego nad sytuacją, gdy w ramach źle pojętych oszczędności przywództwo w ogóle nie przygotowuje państwa ani narodu na absolutnie żaden wariant alternatywnego rozwoju sytuacji. Nie da się przejść do porządku dziennego także nad tym, że władza, skonfrontowana z załamaniem pierwotnego planu nie reaguje ani szybko, ani stanowczo ani odpowiednio do skali problemu / zagrożenia. I nie można oczekiwać, że naród rosyjski nie zauważy niekompetencji i niedecyzyjności elit. W którymś momencie zauważy i zechce je rozliczyć. Prawdziwe elity narodowe Rosji - rosyjscy nacjonaliści odsunięci na boczny tor przez mafijną żydowską oligarchię, powinny bardzo głęboko przemyśleć, co należy robić, by rozliczanie zbankrutowanego moralnie reżimu nie doprowadziło do rozpadu Federacji Rosyjskiej i wojny domowej na wielu frontach.

Pocztówki z Donbasu: Co robi polskie mięso armatnie w Siewierodoniecku i dlaczego tam trafiło? Wyjaśniają I. Girkin i A. Morozow.

Najnowsze wieści z Siewierodoniecka nieco mnie zaskoczyły, jak zapewne każdego. Cóż to za wieści? Oto Ukraina rzuciła do kontrofensywy w mieście liczne oddziały przeprawione nocą przez Siweierski Doniec pod nosem Rosjan - ponoć przez uszkodzony, lecz nie zniszczony most. Dodajmy jeszcze, że wywiad elektroniczny ŁRL (jak donosi Igor Girkin) poinformował, że wśród transmisji najemników dominuje język polski, jest nieco komunikatów angielskich. Swoiste szyderstwo historii - polscy idioci stali się mięsem armatnim banderowców rządzonych przez Żydów lokalnych i tych z mafii globalnej. To już nie jest upadek moralny i intelektualny, lecz zdrada narodowa. Ci kretyni walczą tam przeciw Rosjanom, czyli wrogom naszych realnych i śmiertelnych wrogów (banderowcom i żydowskiej mafii ukraińskiej i globalnej). Rozsądek nakazywałby minimum nie przeszkadzać w tym zbożnym dziele Rosjanom. Ale nie, to nie kretynizm polskich przygłupów mnie zaskoczył - historia uczy, ża żadne dno głupoty nie jest nie do przebicia przez Polaka. Cóż takiego zaskakującego w tej ofensywie miejskiej? Otóż jest to w dziejach operacji militarnych pierwszy przypadek ofensywy na przyczółku mostowym, w sytuacji, gdy cały obszar po drugiej stronie rzeki jest zagrożony odcięciem, a z przyczółka nie ma ani jak, ani dokąd iść. I wrócić z niego także może nie być łatwo. Ponieważ dowodzący siłami ukraińskimi nie są idiotami, należy wnioskować, że takie działanie czemuś służy. Skoro do Siewierodoniecka wysłano mięso armatnie z misją samobójczą (dlaczego samobójczą wyjaśni za chwilę "Murz"), znaczy to, że amerykańskie dowództwo uznało, że posiada nadwyżkę personelu militarnego, którą można "spalić". Jakie są potencjalne zyski?

Pocztówki z Donbasu: Andriej Morozow „Murz” zwraca uwagę na „niedociągnięcia” „taktyczne” i organizacyjne, których skutki dla morale w przedłużającej się wojnie mogą być katastrofalne.

Machina wojenna każdego narodu służy do tego, by zamieniać życie i krew żołnierzy na korzyści ekonomiczne i / lub polityczne. Ponieważ rzecz dotyczy szafowania życiem i zdrowiem rodaków, którzy ofiarują się na "ołtarzu ojczyzny" (proszę mi wybaczyć ten patos) machina musi działać tak, by jak najmniejsza część osób zdolnych do ponoszenia takiej ofiary faktycznie tą ofiarę musiała złożyć (choćby z tego powodu, by kiedyś chętnych do walki nie zabrakło). Nieracjonalne szafowanie życiem i zdrowiem rodaków bardzo szybko będzie prowadziło do zniszczenia zaufania między żołnierzem a dowódcą. Efekty długofalowe to upadek morale, prowadzący do uchylania się od walki, dezercji i buntów. W skrócie - utrata przez formację wojskową lub całe siły zbrojne zdolności do wykonywania działań bojowych.

Anatolij Niesmijan („El Murid”): scenariusz zarządzania kryzysem w FR przez „zachód”. Dokąd może zaprowadzić naród rosyjski porażka Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie?

Działania Kremla prowadzą do tego, że osoby o niskiej lojalności wobec narodu rosyjskiego w ogóle nie idą na front, a patrioci - giną. W sytuacji potencjalnego, hipotetycznego, kryzysu władzy, zamieszek podobnych do "kolorowej rewolucji" na politycznym placu boju na "tyłach" pozostaną tylko agitatorzy o najgorszych parametrach charakterologicznych i ideowych, oni będą manipulować wzburzonymi tłumami. Każdy trzeźwo myślący naród, prawidłowo zarządzający kapitałem ludzkim prowadziłby wojnę inaczej. Osoby o ponadprzeciętnych parametrach świadomości narodowej i inicjatywy byłyby kierowane na kursy podoficerskie i do szkół oficerskich, po czym byłyby delegowane do dowodzenia szeregowymi żołnierzami rekrutowanymi z "mniej zmotywowanej" części społeczeństwa - oni by tych żołnierzy mieli motywować i edukować. Putinowska Rosja stworzyła mechanizm, w którym po "wypaleniu" najwartościowszych kadr, kiedy powszechna mobilizacja stanie się koniecznością (a to jest nieuniknione i nastąpi, niezależnie od tego, jak bardzo Kreml będzie chciał tego uniknąć) - nie będzie komu prowadzić do walki zdemotywowanych mas poborowych.

Igor Girkin: ostrzały rosyjskich terytoriów trwają, Kreml nie reaguje stosownie do powagi sytuacji

Poniżej prezentuję tłumaczenie 2 wpisów z kanału "telegramowego" Igora Girkina (Igora Strelkowa). Wiem, że większość "antysystemowych" czytelników jest aktualnie w euforii, po tym jak zamknięcie kotła Siewierodoniecko-Lisiczańskiego jest przesądzone. Oczywiście jest to sukces, ale nie wolno zapominać, że to sukces czysto taktyczny, mający miejsce w warunkach zachowania przez wroga (armię ukraińską) ciągłości frontu. Ne może być inaczej przy tym stosunku sił nacierajacych Rosjan i broniących się Ukraińców. Ostateczna porażka militarna Ukrainy jest przesądzona, o czym świadczą coraz bardziej desperackie działania "zachodu" - dostarczanie coraz nowszych systemów uzbrojenia ciężkiego (np. amerykańskie M109, niemieckie PZH 2000 z Holandii i Niemiec, coraz bardziej prawdopodobne będzie przekazanie Ukrainie zestawów Himars). Gdyby sytuacja militarna na Ukrainie rozwijała się pomyślnie takie działania nie byłyby potrzebne. Niestety kwestią otwartą pozostaje czas konieczny do realnego przetrącenia armii ukraińskiej kręgosłupa (także moralnego - bo bez załamania morale wroga nie ma mowy o zwycięstwie) - oraz to, jaką daniną rosyjskiej krwi to zostanie osiągnięte.

Pocztówki z Donbasu: „Leon” opisuje, jak naprawdę wyglądały walki o Rubieżnoje (marzec-kwiecień 2022)

Czytelnik po zapoznaniu się z tym tłumaczeniem powinien zrozumieć, choćby w najmniejszym stopniu, dlaczego walki o Mariupol ciągnęły się tak długo. A w ogóle - to jak długo się ciągnęły? Od początku marca do 30 kwietnia, kiedy Ukraińcy wycofali się z dzielnic mieszkalnych do południowych dzielnic przemysłowych. Niestety, w Donbasie trwają bardzo ciężkie walki, w których ponoszone są olbrzymie straty. One wynikają zarówno ze specyfiki samych walk miejskich, jak i czasu danego Ukraińcom na przygotowanie fortyfikacji. Oraz z, powiedzmy, - "braku doświadczenia" kadry oficerskiej po stronie rosyjskiej.