Jacques Baud: Jak USA, UE i Francja podpaliły Ukrainę i jak „zachodnie” media okłamały społeczeństwa „zachodu”, kto i jak wywołał wojnę.

Poniżej bardzo obszerny tekst Jacquesa Bauda, emerytowanego pułkownikia Sztabu Generalnego, byłego członka szwajcarskiego wywiadu strategicznego. W poniższym tekście J. Baud demaskuje rolę amerykańskich i europejskich polityków (czyli marionetek-figurantów globalnej oligarchii) w rozpętaniu wojny na Ukrainie. Informuje o tym, że media zachodnie okłamały swoje społeczeństwa o dacie rozpoczęcia wojny – rozpoczęła ją Ukraina atakiem na ŁRL i DRL już 16.02.2022. Ponieważ objęcie protekcją obu republik przez Rosję nie zatrzymało ukraińskiej agresji w Donbasie, Rosja była zmuszona rozpocząć działania wojenne. W tej sprawie jest jeszcze wiele niewyjaśnionych wątków (moje spekulacje nt. spiskowej genezy „operacji kijowskiej” zamieściłem w poprzednim tekście – „Amerykańsko”-ukraińskie ludobójstwo na Rosjanach maskowane „obroną” Ukrainy – relacje mieszkańców Mariupola – ta spiskowa geneza jest o tyle lepsza jako opis rzeczywistości od wersji oficjalnej, że racjonalnie wyjaśnia absurdalne działania wojsk rosyjskich na tym „froncie”).
Tekst jest bardzo obszerny i zachęcam do jego lektury przed obejrzeniem poniższego materiału wideo. Tekst jest wartościowy intelektualnie i profesjonalny analitycznie, a materiał wideo to swoista „rozrywka informacyjna”; niemniej – po przeczytaniu tekstu zalecam powrót w to miejsce i obejrzenie filmu.
Wojna na Ukrainie: festiwal hipokryzji zachodnich mediów i polityków; Autorka tłumaczenia: Georginia Orwell

Autor: Jacques Baud
Tytuł: Sytuacja militarna na Ukrainie (The Military Situation In The Ukraine)
Opublikowano: 01.04.2022
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: The Military Situation In The Ukraine.

Część pierwsza: Droga do wojny

Przez lata, od Mali po Afganistan, pracowałem na rzecz pokoju i ryzykowałem dla niego życie. Nie chodzi więc o usprawiedliwianie wojny, ale o zrozumienie, co nas do niej doprowadziło. Zauważam, że „eksperci”, którzy występują w telewizji, analizują sytuację na podstawie wątpliwych informacji, najczęściej hipotez przedstawianych jako fakty – a potem nie potrafimy już zrozumieć, co się dzieje. W ten sposób tworzone są (przez inżynierów społecznych) zbiorowe histerie (paniki).

Problemem jest nie tyle ustalenie, kto ma rację w tym konflikcie, ile zakwestionowanie sposobu, w jaki nasi przywódcy podejmują decyzje.

Spróbujmy przyjrzeć się źródłom tego konfliktu. Zaczyna się od tych (tłumaczenie PL), którzy przez ostatnie osiem lat mówili o „separatystach” czy „niepodległościowcach” z Donbasu. To nie jest prawda. Referenda przeprowadzone przez dwie samozwańcze republiki Doniecką i Ługańską w maju 2014 roku nie były referendami „niepodległościowymi” (независимость), jak twierdzili niektórzy pozbawieni skrupułów dziennikarze (tłumaczenie PL), lecz referendami „samostanowienia” lub „autonomii” (самостоятельность). Kwalifikator „prorosyjski” sugeruje, że Rosja była stroną konfliktu, co nie miało miejsca, a określenie „rosyjskojęzyczni” byłoby bardziej uczciwe. Co więcej, referenda te zostały przeprowadzone wbrew radom Władimira Putina.

W rzeczywistości republiki te nie dążyły do odłączenia się od Ukrainy, lecz do uzyskania statusu autonomii, gwarantującego im używanie języka rosyjskiego jako języka urzędowego. Pierwszym aktem prawnym nowego rządu, powstałego po obaleniu prezydenta Janukowycza, było bowiem zniesienie 23 lutego 2014 roku ustawy Kiwałowa-Kolesniczenki z 2012 roku, na mocy której język rosyjski stał się językiem urzędowym. To trochę tak, jakby puczyści zdecydowali, że francuski i włoski nie będą już językami urzędowymi w Szwajcarii.

Decyzja ta wywołała burzę wśród ludności rosyjskojęzycznej. Efektem tego były ostre represje wobec rosyjskojęzycznych regionów (Odessa, Dniepropietrowsk, Charków, Ługańsk i Donieck), które rozpoczęły się w lutym 2014 roku i doprowadziły do militaryzacji sytuacji oraz kilku masakr (najbardziej znamienne w Odessie i Marioupolu (tłumaczenie PL, operacja „OLA”)). Pod koniec lata 2014 roku pozostały tylko samozwańcze republiki Doniecka i Ługańska.

Na tym etapie, zbyt sztywny i pochłonięty doktrynerskim podejściem do sztuki operacyjnej, ukraiński sztab generalny obezwładnił przeciwnika, nie zdoławszy go zwyciężyć. Analiza przebiegu walk w latach 2014-2016 w Donbasie pokazuje, że ukraiński sztab generalny systematycznie i mechanicznie stosował te same schematy operacyjne. Jednak wojna prowadzona przez autonomistów była bardzo podobna do tej, którą obserwowaliśmy w Sahelu: wysoce mobilne operacje prowadzone przy użyciu lekkich środków. Dzięki bardziej elastycznemu i mniej doktrynerskiemu podejściu rebelianci byli w stanie wykorzystać bezwładność sił ukraińskich, aby wielokrotnie „wciągnąć je w pułapkę”.

W 2014 r., kiedy byłem w NATO, odpowiadałem za walkę z rozprzestrzenianiem broni strzeleckiej i próbowaliśmy wykryć rosyjskie dostawy broni dla rebeliantów, aby sprawdzić, czy Moskwa jest w to zaangażowana. Informacje, które wtedy otrzymywaliśmy, pochodziły prawie wyłącznie od polskich służb wywiadowczych i nie „pasowały” do informacji pochodzących z OBWE – mimo dość dosadnych zarzutów, nie było żadnych dostaw broni i sprzętu wojskowego z Rosji.

Rebelianci byli uzbrojeni dzięki ucieczce rosyjskojęzycznych oddziałów ukraińskich, które przeszły na stronę rebeliantów. W miarę kolejnych niepowodzeń ukraińskich w szeregach autonomistów przybywało czołgów, artylerii i batalionów przeciwlotniczych. To właśnie skłoniło Ukraińców do podpisania porozumień mińskich.

Jednak tuż po podpisaniu porozumień mińskich prezydent Ukrainy Petro Poroszenko rozpoczął szeroko zakrojoną operację antyterrorystyczną (ATO/Антитерористична операція) przeciwko Donbasowi. Bis repetita placent: źle kierowani przez doradców-oficerów NATO Ukraińcy ponieśli miażdżącą klęskę pod Debalcewem, co zmusiło ich do zaangażowania się w negocjacje Porozumień Mińskich 2.

Należy tu koniecznie przypomnieć, że Porozumienia Mińskie 1 (wrzesień 2014 r.) i Mińskie 2 (luty 2015 r.) nie przewidywały oderwania czy niepodległości republik, lecz ich autonomię w ramach Ukrainy. Ci, którzy czytali Porozumienia (a jest ich bardzo, bardzo, bardzo niewielu), zauważą, że we wszystkich pismach jest napisane, że status republik miał być negocjowany między Kijowem a przedstawicielami republik, w celu wewnętrznego rozwiązania kwestii ukraińskiej.

Dlatego też od 2014 roku Rosja systematycznie domagała się ich realizacji, odmawiając jednocześnie udziału w negocjacjach, gdyż była to wewnętrzna sprawa Ukrainy. Z drugiej strony, Zachód – na czele z Francją – systematycznie próbował zastąpić porozumienia mińskie „formatem normandzkim”, który stawiał Rosjan i Ukraińców twarzą w twarz. Pamiętajmy jednak, że przed 23-24 lutego 2022 roku w Donbasie nigdy nie było żadnych wojsk rosyjskich. Co więcej, obserwatorzy OBWE nigdy nie zaobserwowali najmniejszego śladu rosyjskich jednostek działających w Donbasie. Na przykład na mapie wywiadu amerykańskiego opublikowanej przez „Washington Post” 3 grudnia 2021 roku nie widać wojsk rosyjskich w Donbasie.

W październiku 2015 roku Wasyl Hrycak, dyrektor Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), wyznał, że w Donbasie zaobserwowano tylko 56 rosyjskich bojowników. Było to dokładnie porównywalne ze Szwajcarami, którzy w latach 90. wyjeżdżali na weekendy walczyć w Bośni, czy Francuzami, którzy dziś wyjeżdżają na Ukrainę.

Ukraińska armia była wtedy w opłakanym stanie. W październiku 2018 roku, po czterech latach wojny, główny ukraiński prokurator wojskowy Anatolij Matios oświadczył, że Ukraina straciła w Donbasie 2700 ludzi: 891 z powodu chorób, 318 z powodu wypadków drogowych, 177 z powodu innych wypadków, 175 z powodu zatruć (alkohol, narkotyki), 172 z powodu nieostrożnego obchodzenia się z bronią, 101 z powodu naruszenia przepisów bezpieczeństwa, 228 z powodu zabójstw i 615 z powodu samobójstw.

W rzeczywistości armia była osłabiona przez korupcję swoich kadr i nie cieszyła się już poparciem społeczeństwa. Według raportu brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w marcu/kwietniu 2014 roku 70 procent rezerwistów nie stawiło się na pierwszą sesję, 80 procent na drugą, 90 procent na trzecią i 95 procent na czwartą. W październiku/listopadzie 2017 r. w akcji rekrutacylnej „Jesień 2017” nie stawiło się 70 proc. poborowych. I to nie licząc samobójstw i dezercji (często na rzecz autonomistów), które w rejonie ATO sięgały nawet 30 proc. poborowych. Młodzi Ukraińcy odmawiali wyjazdu i walki w Donbasie, woleli emigrację, co również wyjaśnia, przynajmniej częściowo, deficyt demograficzny kraju.

Ukraińskie Ministerstwo Obrony zwróciło się więc do NATO z prośbą o pomoc w „uatrakcyjnieniu” swoich sił zbrojnych. Pracując już nad podobnymi projektami w ramach ONZ, zostałem poproszony przez NATO o udział w programie odbudowy wizerunku ukraińskich sił zbrojnych. Jest to jednak proces długotrwały, a Ukraińcy chcieli działać szybko.

Tak więc, aby zrekompensować brak żołnierzy, rząd ukraiński uciekł się do paramilitarnych bojówek. Składają się one głównie z zagranicznych najemników, często skrajnie prawicowych bojówkarzy. W 2020 roku stanowiły one około 40 procent sił ukraińskich i liczyły około 102 000 ludzi, jak podaje Reuters. Byli oni uzbrojeni, finansowani i szkoleni przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Kanadę i Francję (Światowid: to po tych instruktorów i zagranicznych ochotników tak usilnie latały śmigłowce do Azowstal-u, to dla nich Macron omawiał „korytarz humanitarny” z Putinem). Wśród nich było ponad 19 narodowości – w tym Szwajcarzy.

W ten sposób kraje zachodnie wyraźnie stworzyły i wspierały ukraińskie skrajnie prawicowe bojówki (Światowid: nie żadne „skrajnie prawicowe”, tylko otwarcie neonazistowskie w wersji ukraińskiej czyli neobanderowskie). W październiku 2021 r. Jerusalem Post ogłosił alarm, potępiając projekt Centuria. Bojówki te działały w Donbasie od 2014 roku, przy wsparciu Zachodu. Nawet jeśli można się spierać o termin „nazistowski” (Światowid: nie, nie można – Azow i reszta nigdy nie ukrywali swojego neonazistowskiego charakteru), faktem jest, że bojówki te stosują przemoc, przekazują mdłą ideologię i są zajadle antysemickie. Ich antysemityzm ma charakter bardziej kulturowy niż polityczny (Światowid: i [ten antysemityzm] przejawia się w tym, ze są szwadronami śmierci na usługach rządu złożonego w 80% z Żydów, żydowskiego prezydenta i żydowskiej oligarchii, które to „elity” są po prostu agenturą „etnicznej oligarchii” rządzącej światem z Waszyngtonu), dlatego też określenie „naziści” nie jest tu właściwe (Światowid: fałsz – jest właściwe, bo neobanderyzm jest ukraińską wersją nazizmu; Azow, Ajdar, Prawy Sektor i reszta tego „towarzystwa” to neobanderowcy zafascynowani niemieckim nazizmem – hitleryzmem). Ich nienawiść do Żydów wynika z wielkiego głodu na Ukrainie w latach 20. i 30. ubiegłego wieku, spowodowanego konfiskatą plonów przez Stalina w celu sfinansowania modernizacji Armii Czerwonej. Ludobójstwa tego, znanego na Ukrainie jako Hołodomor, dokonało NKWD (poprzednik KGB), w którego wyższych szczeblach kierowniczych zasiadali głównie Żydzi. Dlatego właśnie ukraińscy ekstremiści żądają dziś od Izraela przeprosin za zbrodnie komunizmu, jak zauważa Jerusalem Post. Jest to dalekie od zarzucanego im przez Władimira Putina „pisania historii na nowo” (link PL).


„Skrajnie prawicowa”, bynajmniej nie nazistowska, symbolika ukraińskich neobanderowskich „patriotów”. W dodatku ci patrioci to nasi sojusznicy, działają pod flagą NATO i pozdrawiają się jak starożytni Rzymianie … to niezawodny znak ich przynależności do „cywilizacji łacińskiej”
Milicje te, wywodzące się ze skrajnie prawicowych ugrupowań (Światowid: czytaj: neobanderowców-neonazistów), które ożywiły rewolucję Euromajdanu w 2014 r., składają się z fanatycznych i brutalnych jednostek. Najbardziej znaną z nich jest Pułk Azow, którego emblemat przypomina emblemat 2 Dywizji Pancernej SS Das Reich, która jest czczona na Ukrainie za wyzwolenie Charkowa od Sowietów w 1943 r., a następnie za dokonanie masakry w Oradour-sur-Glane we Francji w 1944 r.

Wśród znanych postaci pułku Azow znalazł się opozycjonista białoruski Roman Protasewicz, aresztowany w 2021 r. przez władze białoruskie w związku ze sprawą lotu RyanAir FR4978 (link PL). 23 maja 2021 r. jako powód aresztowania Protasewicza podano planowane porwanie samolotu pasażerskiego, który zmuszono następnie do lądowania przy użyciu MiG-a 29 – rzekomo za zgodą Putina – chociaż dostępne wówczas informacje w ogóle nie potwierdzały tego scenariusza (Światowid: spokojnie, zaraz autor sprostuje te brednie).

Ale wtedy trzeba było pokazać, że prezydent Łukaszenka jest bandytą, a Protasewicz „dziennikarzem”, który kochał demokrację. Jednak dość odkrywcze śledztwo przeprowadzone przez amerykańską organizację pozarządową w 2020 roku ujawniło działalność Protasewicza w neonazistowskich siłach paramilitarnych na Ukrainie. Wówczas rozpoczęła się zachodnia kampania dezinforamcyjna, a pozbawione skrupułów media „oczyściły” jego biografię. W końcu, w styczniu 2022 roku, opublikowano raport ICAO, z którego wynika, że mimo pewnych błędów proceduralnych Białoruś działała zgodnie z obowiązującymi przepisami, a MiG-29 wystartował 15 minut po tym, jak pilot linii RyanAir zdecydował się wylądować w Mińsku. Nie ma więc białoruskiego wątku i jeszcze mniej Putina. Aha!… Jeszcze jeden szczegół: Protasewicz, „okrutnie torturowany” przez białoruską policję, jest już wolny. Ci, którzy chcieliby z nim korespondować, mogą wejść na jego konto na Twitterze.

Charakteryzowanie ukraińskich paramilitarystów jako „nazistów” lub „neonazistów” jest uważane za rosyjską propagandę. Być może. Ale nie jest to pogląd Times of Israel, Centrum Szymona Wiesenthala czy Centrum Antyterrorystycznego Akademii West Point. Ale to i tak dyskusyjne, bo w 2014 r. magazyn Newsweek zdawał się kojarzyć ich bardziej z… Państwem Islamskim. Wybierzcie sami!

Tak więc Zachód wspierał i nadal zbroił bojówki, które od 2014 roku są winne licznych zbrodni na ludności cywilnej: gwałtów, tortur i masakr. Ale podczas gdy rząd Szwajcarii bardzo szybko podjął sankcje wobec Rosji, nie podjął żadnych wobec Ukrainy, która od 2014 roku masakruje własną ludność. W rzeczywistości ci, którzy bronią praw człowieka na Ukrainie, od dawna potępiają działania tych grup, ale nie są wspierani przez nasze rządy. Ponieważ w rzeczywistości nie staramy się pomóc Ukrainie, ale walczyć z Rosją.

Włączeniu tych sił paramilitarnych do Gwardii Narodowej wcale nie towarzyszyła „denazyfikacja”, jak twierdzą niektórzy. Spośród wielu przykładów warto zwrócić uwagę na insygnia Batalionu Azow:

W 2022 roku, bardzo schematycznie, ukraińskie siły zbrojne walczące z ofensywą rosyjską były zorganizowane w następujący sposób:

  • Armia, podporządkowana Ministerstwu Obrony. Jest ona zorganizowana w 3 korpusy wojskowe i składa się z formacji manewrowych (czołgi, ciężka artyleria, rakiety itd.).
  • Gwardia Narodowa, która podlega Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i jest zorganizowana w 5 komend terytorialnych.

Gwardia Narodowa jest zatem siłą obrony terytorialnej, która nie jest częścią armii ukraińskiej. W jej skład wchodzą paramilitarne bojówki, zwane „batalionami ochotniczymi” (добровольчі батальйоні), znane również pod sugestywną nazwą „batalionów odwetowych”, złożone z piechoty. Szkolone głównie do walk miejskich (Światowid: jak terroryści, zza pleców przeznaczonej do eksterminacji ludności), „bronią” obecnie takich miast, jak Charków, Mariupol, Odessa, Kijów itd.

Część druga: Wojna

Jako były szef d.s. sił Układu Warszawskiego w szwajcarskim wywiadzie strategicznym ze smutkiem, ale nie ze zdziwieniem, obserwuję, że nasze służby nie są już w stanie zrozumieć sytuacji militarnej na Ukrainie. Samozwańczy „eksperci”, którzy paradują na naszych ekranach, niestrudzenie przekazują te same informacje, modulowane twierdzeniem, że Rosja i Władimir Putin są irracjonalni. Zróbmy krok wstecz.

1. Wybuch wojny

Od listopada 2021 roku Amerykanie nieustannie straszyli rosyjską inwazją na Ukrainę. Jednak Ukraińcy raczej się z tym nie zgadzali. Dlaczego?

Musimy cofnąć się do 24 marca 2021 roku. Tego dnia Wołodymyr Zełenski wydał dekret o odzyskaniu Krymu i zaczął rozmieszczać swoje siły na południu kraju. W tym samym czasie między Morzem Czarnym a Bałtyckim przeprowadzono kilka ćwiczeń NATO, którym towarzyszyło znaczne zwiększenie liczby lotów zwiadowczych wzdłuż granicy rosyjskiej. Następnie Rosja przeprowadziła kilka ćwiczeń, aby sprawdzić gotowość operacyjną swoich wojsk i pokazać, że śledzi rozwój sytuacji.

Sytuacja uspokoiła się na przełomie października i listopada wraz z zakończeniem ćwiczeń ZAPAD 21, których ruchy wojsk zostały zinterpretowane jako wzmocnienie sił do ofensywy przeciwko Ukrainie. Jednak nawet władze ukraińskie odrzuciły koncepcję rosyjskich przygotowań do wojny, a Ołeksij Reznikow, minister obrony Ukrainy, oświadczył, że od wiosny na jej granicy nie zaszły żadne zmiany.

Wbrew porozumieniom mińskim Ukraina prowadziła w Donbasie operacje lotnicze z wykorzystaniem dronów, w tym co najmniej jedno uderzenie na skład paliwa w Doniecku w październiku 2021 roku (link PL). Prasa amerykańska odnotowała to, ale nie europejska; nikt też nie potępił tych naruszeń (Światowid: żadna z „demokracji zachodnich” nie potępiła terroru i zbrodni graniczących z ludobójstwem, jakich Ukraina [głównie neobanderowskie formacje typu Azow i Ajdar, ale także regularna armia] dopuszczała się na południu i południowym wschodzie kraju od 2 maja 2014 r.).

W lutym 2022 r. nastąpiło przyspieszenie wydarzeń. 7 lutego, podczas wizyty w Moskwie, Emmanuel Macron potwierdził wobec Władimira Putina swoje przywiązanie do porozumień mińskich, które powtórzył następnego dnia po spotkaniu z Wołodymyrem Żeleńskim. Jednak 11 lutego w Berlinie, po dziewięciu godzinach pracy, spotkanie doradców politycznych liderów „formatu normandzkiego” zakończyło się bez żadnych konkretnych rezultatów: Ukraińcy nadal odmawiali stosowania porozumień mińskich, najwyraźniej pod presją Stanów Zjednoczonych (Światowid: oczywiście że na polecanie USA, które przecież całą sytuację kazały wykreować w 2014 i zaognić terrorem i wojną domową, celem USA od początku było wciągnięcie Rosji do tej wojny, bo rozpętać piekło sankcji, które dziś oglądamy – z celem ostatecznym w postaci obalenia Putina, odtworzenia systemu anarchobandydyzmu z czasów jelcynowskiej „familii” i doprowadzenie do ostatecznego rozpadu Rosji na kilka słabych i skłóconych państewek [jak w programie z „Globalnej Szachownicy” Brzezińskiego].). Władimir Putin zauważył, że Macron złożył puste obietnice, a Zachód nie jest zainteresowany egzekwowaniem porozumień, tak jak ich nie egzekwował przez osiem lat.

Ukraińskie przygotowania do agresji trwały nadal. Parlament rosyjski, zaniepokojony rozwojem sytuacji, 15 lutego zwrócił się do Władimira Putina o uznanie niepodległości republik, czego ten odmówił (Światowid: Zwracam uwagę – od 2014 r. W. Putin konsekwentnie odrzucał realne zaangażowanie Rosji w obronie ludności rosyjskojęzycznej Ukrainy. Przez całe 8 lat. Tylko w Polsce bez przerwy media trąbiły, jak to strasznie Rosja wspiera i zbroi separatystów. W rzeczywistości W. Putin grał tak, żeby mieć problem Donbasu i rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy z głowy. To wszystko – przy niekończących się ostrzałach dzielnic mieszkaniowych Donbasu przez siły ukraińskie, przy mordach i terrorze, których dopuszczały się oddziały neobanderowskie wobec rosyjskojęzycznej ludności cywilnej, w szczególności jej działaczy społecznych i politycznych.).

17 lutego prezydent Joe Biden ogłosił, że Rosja zaatakuje Ukrainę w ciągu najbliższych kilku dni. Skąd o tym wiedział? To tajemnica. Ale od 16 lutego ukraiński ostrzał artyleryjski ludności Donbasu gwałtownie się nasilił, jak wynika z codziennych raportów obserwatorów OBWE. Oczywiście ani media, ani Unia Europejska, ani NATO, ani żaden rząd zachodni nie reagują, ani nie interweniują (Światowid: ostentacyjnie ignorują ukraińską agresję, dokładnie tak, jak przez ostatnie 8 lat). Później media będą powtarzać, że jest to „rosyjska dezinformacja”. W rzeczywistości wygląda na to, że Unia Europejska i niektóre kraje celowo milczą na temat masakry ludności Donbasu, wiedząc, że sprowokuje to interwencję Rosji.

W tym samym czasie w Donbasie pojawiły się doniesienia o sabotażu. 18 stycznia bojownicy z Donbasu przechwycili mówiących po polsku i wyposażonych w zachodni sprzęt dywersantów, którzy chcieli wywołać incydenty chemiczne w Gorliwce. Mogli to być najemnicy CIA, kierowani lub „doradzani” przez Amerykanów i składający się z ukraińskich lub europejskich bojowników, którzy przeprowadzali akcje sabotażowe w republikach Donbasu.


Olbrzymi wzrost liczby ostrzałów artyleryjskich populacji cywilnej Donbasu 16 lutego 2022 był dla Rosjan wskaźnikiem, że nadciąga generalna ofensywa sił ukraińskich. Właśnie to skłoniło Putina do uznania niepodległości Republik Ludowych i wzięcia pod uwagę interwencji militarnej FR na mocy Artykułu 51 Karty ONZ

Naruszenia zawieszenia broni zaobserwowane w dniach 19-20.02.2022 przez inspektorów Specjalnej Misji Monitorującej OBWE na Ukrainie
W rzeczywistości, już 16 lutego Joe Biden wiedział, że Ukraińcy rozpoczęli ostrzał ludności cywilnej Donbasu, stawiając Władimira Putina przed trudnym wyborem: pomóc militarnie Donbasowi i stworzyć problem międzynarodowy, czy też stać z boku i patrzeć, jak rosyjskojęzyczna ludność Donbasu jest miażdżona.

Gdyby zdecydował się na interwencję, Putin mógłby powołać się na międzynarodowe zobowiązanie „Odpowiedzialności za ochronę” (R2P). Wiedział jednak, że niezależnie od charakteru i skali interwencji, wywoła ona burzę sankcji. Dlatego niezależnie od tego, czy rosyjska interwencja ograniczyłaby się do Donbasu, czy też poszłaby dalej, wywierając presję na Zachód w kwestii statusu Ukrainy, cena, jaką przyjdzie zapłacić, byłaby taka sama. To właśnie wyjaśnił w swoim przemówieniu z 21 lutego.

Tego dnia przychylił się do wniosku Dumy i uznał niepodległość obu republik donbaskich, a jednocześnie podpisał z nimi traktaty o przyjaźni i pomocy (Światowid: Podobnie jak w przypadku Krymu, W. Putin podjął jakiekolwiek działania polityczne o randze międzynarodowej w sprawie ludności rosyjskojęzycznej Ukrainy dopiero, gdy został postawiony w obliczu faktów dokonanych [początek agresji ukraińskiej; sławne „zielone ludziki”, to była najprawdopodobniej inicjatywa oddolna wojskowych z bazy FR na Krymie] i olbrzymiej presji – zarówno opinii publicznej, jak i patriotycznej strony sceny politycznej FR. Zrobił to, bo brak takich działań zostałby odebrany przez społeczeństwo rosyjskie jednoznacznie – jako zdrada stanu.).

Ukraińskie bombardowania artyleryjskie ludności Donbasu trwały nadal, a 23 lutego obie republiki zwróciły się do Rosji o pomoc wojskową. W dniu 24 lutego Władimir Putin powołał się na artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych, który przewiduje wzajemną pomoc wojskową w ramach sojuszu obronnego.

Aby w oczach opinii publicznej uczynić rosyjską interwencję całkowicie nielegalną, celowo ukryliśmy (Światowid: „zachodnie demokracje” i ich media) fakt, że wojna rozpoczęła się 16 lutego. Armia ukraińska przygotowywała się do ataku na Donbas już w 2021 r., o czym doskonale wiedziały niektóre rosyjskie i europejskie służby wywiadowcze (Światowid: nie zapominajmy o służbach USA, które … ukraiński atak organizowały i nadzorowały). Osądzą to prawnicy.

W swoim przemówieniu z 24 lutego Władimir Putin określił dwa cele swojej operacji: „demilitaryzacja” i „denazyfikacja” Ukrainy. Nie chodzi więc o przejęcie Ukrainy, ani nawet, przypuszczalnie, o jej okupację; a już na pewno nie o jej zniszczenie.

Od tego momentu nasza widoczność przebiegu operacji jest ograniczona: Rosjanie mają doskonałe zabezpieczenia operacyjne (OPSEC) i nie znamy szczegółów ich planowania. Jednak dość szybko przebieg operacji pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób cele strategiczne zostały przełożone na poziom operacyjny.

Demilitaryzacja:

  • naziemne zniszczenie ukraińskiego lotnictwa, systemów obrony powietrznej i środków rozpoznania;
  • neutralizacja struktur dowodzenia i wywiadu (C3I), a także głównych szlaków logistycznych w głębi terytorium;
  • okrążenie większości armii ukraińskiej zgromadzonej na południowym wschodzie kraju.

Denazyfikacja:

  • zniszczenie lub neutralizacja batalionów ochotniczych działających w miastach Odessa, Charków i Mariupol, a także w różnych obiektach na tym terytorium.

2. Demilitaryzacja

Rosyjska ofensywa została przeprowadzona w bardzo „klasyczny” sposób. Na początku – tak jak Izraelczycy w 1967 r. – w pierwszych godzinach zniszczono na ziemi siły powietrzne. Następnie byliśmy świadkami jednoczesnego postępu wzdłuż kilku osi, zgodnie z zasadą „płynącej wody”: nacierać wszędzie tam, gdzie opór był słaby, a miasta (bardzo wymagające pod względem wojska) zostawić na później. Na północy natychmiast zajęto elektrownię w Czarnobylu, aby zapobiec aktom sabotażu. Oczywiście nigdy w „zachodnich” mediach nie pokazano zdjęć ukraińskich i rosyjskich żołnierzy wspólnie pilnujących elektrowni.

Pomysł, że Rosja próbuje przejąć stolicę w Kijowie, aby wyeliminować Zełenskiego, pochodzi zazwyczaj z Zachodu – tak właśnie zrobiono w Afganistanie, Iraku, Libii i to, co chciano zrobić w Syrii z pomocą Państwa Islamskiego. Ale Władimir Putin nigdy nie zamierzał zastrzelić czy obalić Zełenskiego. Zamiast tego Rosja stara się utrzymać go u władzy, nakłaniając do negocjacji, otaczając Kijów. Do tej pory odmawiał on realizacji porozumień mińskich. Teraz jednak Rosjanie chcą uzyskać dodatkowo neutralność Ukrainy (Światowid: Rosja niezmiennie wierzy, że Zełenski zmieni zdanie i „się poprawi” … Czyżby nie wiedzieli na Kremlu, że Zełenski jest tylko aktorem, którego decyzje, słowa i gesty są pisane przez reżyserów z Waszyngtonu? I że ich wiara sprowadza się do tego, że rządząca w Waszyngtonie etniczna oligarchia, topiąca cały świat we krwi cywilów od dekad – „się poprawi”?).

Wielu zachodnich komentatorów było zaskoczonych, że Rosjanie, prowadząc operacje wojskowe, nadal szukają rozwiązania w drodze negocjacji. Wyjaśnienie leży w rosyjskim spojrzeniu na strategię od czasów Związku Radzieckiego. Dla Zachodu wojna zaczyna się wtedy, gdy kończy się polityka. Natomiast podejście rosyjskie opiera się na inspiracji Clausewitzem: wojna jest kontynuacją polityki i można płynnie przechodzić od jednej do drugiej, nawet podczas walki. Pozwala to wywierać presję na przeciwnika i skłaniać go do negocjacji (Światowid: No właśnie – wywierać presję na przeciwnika … zmniejszenie tej presji – wycofanie spod Kijowa, skończyło się właśnie w sposób nietrudny do przewidzenia …).

Z operacyjnego punktu widzenia ofensywa rosyjska była przykładem w swoim rodzaju: w ciągu sześciu dni Rosjanie zajęli terytorium wielkości Wielkiej Brytanii, z szybkością posuwania się naprzód większą niż Wehrmacht w 1940 roku (Światowid: Chodzi o „kampanię Francuską” 10.05.1940-25.06.1940.).

Większa część armii ukraińskiej została rozmieszczona na południu kraju w ramach przygotowań do pełnoskalowej wojny przeciwko Donbasowi. Dlatego od początku marca wojska rosyjskie były w stanie okrążyć ją w „kotle” między Słowiańskiem, Kramatorskiem i Siewierodonieckiem, nacierając od wschodu przez Charków i od południa z Krymu. Oddziały z republik Donieckiej (DRL) i Ługańskiej (ŁRL) uzupełniają siły rosyjskie, nacierając ze wschodu.

Na tym etapie siły rosyjskie powoli zaciskają pętlę, ale nie są już pod presją czasu. Ich cel demilitaryzacji został prawie osiągnięty, a pozostałe siły ukraińskie nie mają już operacyjnej i strategicznej struktury dowodzenia (Światowid: Mają, mają – po 40 dniach „doradcy z NATO” już dawno odtworzyli co wojska FR zniszczyły w pierwszych dniach operacji, między innymi dzięki satelitom Musk-a).

Spowolnienie”, które nasi „eksperci” przypisują słabej logistyce, jest jedynie konsekwencją osiągnięcia celów. Nie wydaje się, aby Rosja chciała zaangażować się w okupację całego terytorium Ukrainy. W rzeczywistości wygląda na to, że Rosja stara się ograniczyć swoje działania do granicy językowej kraju.

Nasze media mówią o masowych bombardowaniach ludności cywilnej, zwłaszcza w Charkowie, a dantejskie obrazy są nadawane w kółko. Jednak Gonzalo Lira, Latynos, który tam mieszka, przedstawia nam spokojne miasto w dniach 10 i 11 marca. To prawda, że jest to duże miasto i nie widzimy wszystkiego – ale to zdaje się wskazywać, że nie jesteśmy w totalnej wojnie, którą bez przerwy serwują nam ekrany.

Jeśli chodzi o republiki Donbasu, to niemal wyzwoliły one swoje terytoria administracyjne i walczą w mieście Mariupol.

3. Denazyfikacja

W miastach takich jak Charków, Mariupol i Odessa obronę zapewniają bojówki paramilitarne. Wiedzą one, że cel „denazyfikacji” dotyczy głównie ich.

Dla nacierającego w terenie zurbanizowanym problemem jest ludność cywilna. Dlatego Rosja dąży do stworzenia korytarzy humanitarnych, aby opróżnić miasta z cywilów i pozostawić w nich tylko milicję, aby łatwiej było z nią walczyć.

Z drugiej strony, bojówki starają się zatrzymać cywilów w miastach, aby zniechęcić armię rosyjską do prowadzenia tam walk. Dlatego niechętnie realizują te korytarze i robią wszystko, aby działania rosyjskie zakończyły się niepowodzeniem – mogą wykorzystać ludność cywilną jako „żywe tarcze”. Filmy pokazujące cywilów próbujących opuścić Mariupol i pobitych przez bojowników pułku Azow są oczywiście starannie cenzurowane (Co się działo z próbującymi opuścić miasto można usłyszeć z relacji tych, którzy przeżyli ewakuację z Mariupola – Azow i wojska ukraińskie rozstrzeliwały konwoje.).

Na Facebooku grupa Azow została zaliczona do tej samej kategorii co Państwo Islamskie i podlegała „polityce dotyczącej niebezpiecznych osób i organizacji”. Zabronione było zatem jej gloryfikowanie, a przychylne jej „posty” były systematycznie blokowane. Jednak 24 lutego Facebook zmienił swoją politykę i zezwolił na publikowanie postów przychylnych bojownikom. W tym samym duchu, w marcu, platforma zezwoliła na publikowanie w krajach Europy Środkowo-wschodniej wezwań do mordowania rosyjskich żołnierzy i przywódców. Wartości, które rzekomo inspirują naszych przywódców poszły w kąt.

Nasze media propagują romantyczny obraz powszechnego oporu. To właśnie ten obraz skłonił Unię Europejską do sfinansowania dystrybucji broni wśród ukraińskiej ludności cywilnej. Jest to czyn przestępczy. Jako szef doktryny utrzymania pokoju w ONZ zajmowałem się kwestią ochrony ludności cywilnej. Stwierdziliśmy, że przemoc wobec ludności cywilnej występuje w bardzo specyficznych sytuacjach. Przede wszystkim wtedy, gdy broni jest pod dostatkiem i nie ma struktur dowodzenia.

Struktury dowodzenia są istotą armii: ich zadaniem jest kierowanie użyciem siły w celu osiągnięcia celu. Uzbrajając obywateli w sposób chaotyczny, jak to ma miejsce obecnie, UE przekształca ich w bojowników, co w konsekwencji czyni z nich potencjalne cele. Co więcej, bez dowództwa, bez celów operacyjnych, dystrybucja broni prowadzi nieuchronnie do wyrównywania rachunków, bandytyzmu i działań, które są bardziej krwawe niż skuteczne. Wojna staje się kwestią emocji. Siła staje się przemocą. To właśnie wydarzyło się w Tawardze (Libia) w dniach 11-13 sierpnia 2011 roku, gdzie 30 000 czarnych Afrykańczyków zostało zmasakrowanych przy użyciu broni zrzuconej (nielegalnie) przez Francję. Nawiasem mówiąc, brytyjski Królewski Instytut Studiów Strategicznych (RUSI) nie widzi w tych dostawach broni żadnej wartości dodanej.

Co więcej, dostarczając broń do kraju, w którym toczy się wojna, narażamy się na to, że zostaniemy uznani za stronę wojującą (Światowid: Bez obaw, elity kremlowskie patrzą przez palce na góry sprzętu NATO wjeżdżające na Ukrainę i nie palą się do rozliczeń kogokolwiek, w ramach „demonstrowania dobrej woli”, gdy druga strona demonstruje maksymalnie złą wolę). Rosyjskie ataki z 13 marca 2022 r. na bazę lotniczą w Mikołajewie są następstwem rosyjskich ostrzeżeń, że dostawy broni będą traktowane jako wrogie cele.

UE powtarza katastrofalne doświadczenia III Rzeszy z ostatnich godzin bitwy o Berlin. Wojnę należy pozostawić wojsku, a kiedy jedna ze stron przegrywa, należy to przyznać. A jeśli ma istnieć opór, to musi on być kierowany i zorganizowany. My natomiast robimy coś dokładnie przeciwnego – namawiamy obywateli do walki, a jednocześnie na Facebooku autoryzujemy wezwania do zabijania rosyjskich żołnierzy i przywódców. To tyle, jeśli chodzi o wartości, które rzekomo rządzą naszym postępowaniem.

Niektóre służby wywiadowcze widzą w tej nieodpowiedzialnej decyzji sposób na wykorzystanie ludności Ukrainy jako mięsa armatniego do walki z Rosją Władimira Putina. Tego rodzaju morderczą decyzję należało pozostawić kolegom dziadka Ursuli von der Leyen. Lepiej było podjąć negocjacje i w ten sposób uzyskać gwarancje dla ludności cywilnej, niż dolewać oliwy do ognia. Łatwo jest być wojowniczym, gdy prowadzi to do przelewu jedynie cudzej krwi.

4. Szpital położniczy w Mariupolu

Ważne jest, aby wcześniej zrozumieć, że Mariupola nie broni armia ukraińska, lecz formacja paramilitarna Azow, złożona (częściowo) z zagranicznych ochotników i najemników (Światowid: W tym licznych tzw. „instruktorów”, których „zachód” tak usilnie próbował wywieźć ukraińskimi śmigłowcami z kombinatu Azowstal. Ta formacja miała zdolność bojową zbliżoną do wojska regularnego, z ciężkim sprzętem typu czołgi, transportery opancerzone, artyleria rakietowa, stromotorowa i zwykła. Z ideologicznym zapałem do pacyfikacji, zbrodni i terroru porównywalnym z tym w oddziałach Waffen SS.).

W swoim podsumowaniu sytuacji z 7 marca 2022 r. rosyjska misja ONZ w Nowym Jorku stwierdziła, że „Mieszkańcy donoszą, że ukraińskie siły zbrojne wypędziły personel z miejskiego szpitala położniczego nr 1 w Mariupolu i ustawiły w placówce stanowisko ogniowe”.

8 marca niezależne rosyjskie media Lenta.ru opublikowały zeznania cywilów z Mariupola, którzy powiedzieli, że szpital położniczy został przejęty przez milicję pułku Azow, która wypędziła cywilnych lokatorów, grożąc im bronią. Potwierdzili oni oświadczenia ambasadora rosyjskiego z kilku godzin wcześniej.

Szpital w Mariupolu zajmuje dominującą pozycję, doskonale nadającą się do zainstalowania broni przeciwpancernej i do obserwacji. 9 marca siły rosyjskie uderzyły na ten budynek. Według CNN 17 osób zostało rannych, ale na zdjęciach nie widać żadnych ofiar w budynku i nie ma dowodów na to, że wymienione ofiary mają związek z tym uderzeniem. Mówi się o dzieciach, ale w rzeczywistości nie ma nic. To może być prawda, ale może też nie być. Nie przeszkadza to jednak przywódcom UE w uznaniu tego za zbrodnię wojenną. A to pozwala Zełenskiemu wzywać do ustanowienia strefy zakazu lotów nad Ukrainą.

W rzeczywistości nie wiemy dokładnie, co się stało. Ale sekwencja wydarzeń raczej potwierdza, że siły rosyjskie uderzyły na pozycje pułku Azow i że oddział położniczy był wtedy wolny od cywilów.

Problem polega na tym, że bojówki paramilitarne, które bronią miast, są zachęcane przez społeczność międzynarodową do nieprzestrzegania zwyczajów wojennych. Wygląda na to, że Ukraińcy powtórzyli scenariusz szpitala położniczego w Kuwejcie z 1990 r., który został całkowicie upozorowany przez firmę Hill & Knowlton za 10,7 mln dolarów, aby przekonać Radę Bezpieczeństwa ONZ do interwencji w Iraku w ramach operacji „Pustynna tarcza”.

Politycy zachodni przez osiem lat akceptowali ataki na cele cywilne w Donbasie, nie podejmując żadnych sankcji wobec rządu ukraińskiego. Od dawna mamy do czynienia z sytuacją, w której politycy zachodni zgadzają się poświęcić prawo międzynarodowe dla osiągnięcia celu, jakim jest osłabienie Rosji.

Część trzecia: Wnioski

Jako byłego pracownika wywiadu pierwszą rzeczą, która mnie uderza, jest całkowita nieobecność zachodnich służb wywiadowczych w przedstawianiu sytuacji w ciągu ostatniego roku. W Szwajcarii służby te zostały skrytykowane za to, że nie przedstawiły prawidłowego obrazu sytuacji (link PL). W rzeczywistości wydaje się, że w całym świecie zachodnim służby wywiadowcze zostały poddane presji przez polityków. Problem polega na tym, że to politycy podejmują decyzje – najlepsze służby wywiadowcze na świecie są bezużyteczne, jeśli decydent ich nie słucha. Tak właśnie stało się podczas obecnego kryzysu.

Mimo że niektóre służby wywiadowcze miały bardzo dokładny i racjonalny obraz sytuacji, inne wyraźnie miały taki sam obraz, jak ten propagowany przez nasze media. W tym kryzysie ważną rolę odegrały służby krajów „nowej Europy” (Światowid: Chodzi tu o III RP, z której USA zrobiło regionalnego podżegacza wojennego. Dlatego polskie służby, na rozkaz USA współuczestniczyły w zafałszowywaniu obrazu sytuacji i wspomnianych wcześniej w tekście terrorystycznych prowokacjach przeciw ŁRL i DRL.). Problem polega na tym, że z doświadczenia wiem, iż są one wyjątkowo kiepskie na poziomie analitycznym – doktrynalnym, brakuje im intelektualnej i politycznej niezależności niezbędnej do oceny sytuacji z wojskową „jakością”. Lepiej jest mieć ich za wrogów niż za przyjaciół.

Po drugie, wydaje się, że w niektórych krajach europejskich politycy celowo zignorowali swoje służby, aby zareagować ideologicznie na zaistniałą sytuację. Dlatego ten kryzys od początku był nieracjonalny. Należy zauważyć, że wszystkie dokumenty, które zostały przedstawione opinii publicznej podczas tego kryzysu, zostały przedstawione przez polityków w oparciu o źródła komercyjne (Światowid: Czyli organizacje kontrolowane i sponsorowane przez wiadomo kogo … i radzę doczytać ten link …).

Niektórzy politycy zachodni najwyraźniej chcieli, aby doszło do konfliktu. W Stanach Zjednoczonych scenariusze ataku przedstawione Radzie Bezpieczeństwa przez Anthony’ego Blinkena były jedynie wytworem wyobraźni pracującego dla niego Zespołu Tygrysa – postąpił on dokładnie tak, jak Donald Rumsfeld w 2002 roku, który w ten sposób „ominął” CIA i inne służby wywiadowcze, które były znacznie bardziej asertywne (Światowid: nieulegające naciskom politycznym) w kwestii irackiej broni chemicznej.

Dramatyczne wydarzenia, których jesteśmy dziś świadkami, mają przyczyny, o których wiedzieliśmy, ale których nie dostrzegaliśmy:

  • na poziomie strategicznym – rozszerzenie NATO (którym się tu nie zajmujemy);
  • na płaszczyźnie politycznej – odmowa przez Zachód egzekwowania od Ukrainy realizacji porozumień mińskich;
  • oraz na poziomie operacyjnym – ciągłych i powtarzających się ataków na ludność cywilną Donbasu w ciągu ostatnich lat oraz ich dramatycznego nasilenia pod koniec lutego 2022 roku.

Innymi słowy, możemy naturalnie ubolewać nad rosyjskim atakiem i potępiać go. Ale to MY (czyli Stany Zjednoczone, Francja i Unia Europejska na czele) stworzyliśmy warunki do wybuchu konfliktu. Okazujemy współczucie narodowi ukraińskiemu i dwóm milionom uchodźców. To dobrze. Ale gdybyśmy mieli choć odrobinę współczucia dla takiej samej liczby uchodźców z ukraińskiej ludności Donbasu, zmasakrowanej przez jej własny rząd, która przez osiem lat szukała schronienia w Rosji, prawdopodobnie nic z tego by się nie wydarzyło.

Ofiary wśród ludności cywilnej w wyniku aktywnych działań wojennych w latach 2018-2021, według terytoriów

  Na terytorium kontrolowanym przez samozwańcze „Republiki” Na terytorium kontrolowanym przez rząd >Na „ziemi niczyjej” Ogółem Spadek w porównaniu z poprzednim rokiem, w procentach
2018 128 27 7 162 41,9
2019 85 18 2 105 35,2
2020 61 9 0 70 33,3
2021 36 8 0 44 37,1
Ogółem 310 62 9 381  
Procent 81,4 16,3 2,3 100,0  

Jak widać, ponad 80% ofiar w Donbasie jest wynikiem ostrzału prowadzonego przez armię ukraińską. Przez lata Zachód milczał na temat masakry rosyjskojęzycznych Ukraińców przez władze w Kijowie, nie próbując wywierać na Kijów żadnych nacisków. To właśnie to milczenie zmusiło stronę rosyjską do działania. [Źródło: „Conflict-related civilian casualties”, United Nations Human Rights Monitoring Mission in Ukraine].

To, czy termin „ludobójstwo” ma zastosowanie do nadużyć, jakich doświadczyli mieszkańcy Donbasu, jest kwestią otwartą. Termin ten jest zwykle zarezerwowany dla przypadków o większej skali (Holokaust itp.). Jednak definicja zawarta w Konwencji o Ludobójstwie jest prawdopodobnie wystarczająco szeroka, by mieć zastosowanie w tym przypadku. Prawnicy na pewno to zrozumieją.

Najwyraźniej konflikt ten doprowadził nas do histerii. Wydaje się, że sankcje stały się preferowanym narzędziem naszej polityki zagranicznej. Gdybyśmy wymusili na Ukrainie przestrzeganie porozumień mińskich, które wynegocjowaliśmy i poparliśmy, nic z tego by się nie wydarzyło (Światowid: Plany podpalaczy świata z Waszyngtonu wykluczały przestrzeganie Porozumień Mińskich – dlatego uzbroili armię Ukrainy i przygotowali ofensywę ukraińską na DRL i ŁRL, gdyby to nie doprowadziło doi upragnionej wojny z FR – następny po rzezi Donbasu byłby Krym. I nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć co się działo na Ukrainie. Identyczną operację, ale na „gruzińską skalę” przeprowadził w 2008 r [07.08.2008] amerykański agent zainstalowany na fotelu prezydenta Gruzji – Micheil Saakaszwili. Celem strony atakującej [czyli USA] nie było zwycięstwo Gruzji, tylko rozpętanie tam permanentnej wojny partyzanckiej; identyczny cel przyświecał działaniom zlecanym Zełenskiemu w 2022 r.). Potępienie Władimira Putina jest również potępieniem nas samych. Nie ma sensu marudzić po fakcie – trzeba było działać wcześniej. Jednak ani Emmanuel Macron (jako gwarant i członek Rady Bezpieczeństwa ONZ), ani Olaf Scholz, ani Wołodymyr Żeleński nie dotrzymali swoich zobowiązań. W ostatecznym rozrachunku prawdziwą porażkę ponoszą ci, którzy nie mają głosu (Światowid: Czyli – pozbawiona od 2014 r. reprezentacji politycznej CAŁA ludność Ukrainy – ta rosyjskojęzyczna i ta ukraińskojęzyczna … od 2014 r. Ukraina jest DYKTATURĄ pod kuratelą globalnej oligarchii rządzącej „wolnym światem” z USA, patrz „Amerykańsko”-ukraińskie ludobójstwo na Rosjanach maskowane „obroną” Ukrainy – relacje mieszkańców Mariupola [wideo PL].).

Unia Europejska nie była w stanie promować realizacji porozumień mińskich – wręcz przeciwnie, nie zareagowała, kiedy Ukraina bombardowała własną ludność w Donbasie. Gdyby tak zrobiła, Władimir Putin nie musiałby reagować. Nieobecna na etapie dyplomatycznym, UE wyróżniła się podsycaniem konfliktu. 27 lutego rząd ukraiński zgodził się na rozpoczęcie negocjacji z Rosją. Jednak kilka godzin później Unia Europejska przegłosowała budżet w wysokości 450 milionów euro na dostawy broni dla Ukrainy, dolewając oliwy do ognia. Od tego momentu Ukraińcy uznali, że nie muszą zawierać porozumienia. Opór neobanderowców (neonazistów) z „Azowa” w Mariupolu doprowadził nawet do zwiększenia budżetu na broń o 500 milionów euro.

Na Ukrainie, z błogosławieństwem państw zachodnich, wyeliminowano tych, którzy opowiadają się za negocjacjami. Tak było w przypadku Denisa Kirejewa, jednego z ukraińskich negocjatorów, zamordowanego 5 marca przez ukraińskie służby specjalne (SBU), ponieważ był zbyt przychylny Rosji i uznano go za zdrajcę (link PL). Ten sam los spotkał Dmitrija Demyanenko, byłego zastępcę szefa głównego dyrektoriatu SBU na Kijów i region, który został zamordowany 10 marca z powodu zbytniej przychylności dla porozumienia z Rosją – zastrzelony przez milicję Mirotvorets („Rozjemca”). Milicja ta jest powiązana ze stroną internetową Mirotvorets, na której zamieszcza się listy „wrogów Ukrainy” wraz z ich danymi osobowymi, adresami i numerami telefonów, aby można było ich nękać, a nawet eliminować; jest to praktyka karalna w wielu krajach, ale nie na Ukrainie. ONZ i niektóre państwa europejskie domagały się zamknięcia tej strony – Rada odmówiła.

W ostatecznym rozrachunku cena będzie wysoka, ale Władimir Putin prawdopodobnie osiągnie cele, które sobie wyznaczył. Jego więzi z Pekinem umocniły się. Chiny wyłaniają się jako mediator w konflikcie, a Szwajcaria dołącza do listy wrogów Rosji. Amerykanie muszą poprosić Wenezuelę i Iran o ropę, aby wydostać się z energetycznego impasu, w którym się znaleźli – Juan Guaido opuszcza scenę na dobre, a Stany Zjednoczone muszą żałośnie wycofać się z sankcji nałożonych na swoich wrogów (Światowid: Których głównym przejawem wrogości wobec USA jest nieustępliwa niezgoda na poddanie się dyktatowi USA. Zaś przejawami wrogości USA wobec tych państw są – zamachy terrorystyczne na administrację, wojskowych i cywilów tych państw, na ich cywilną infrastrukturę, aranżowanie w nich agenturalnych protestów i zamieszek. I sankcje, niekończące się sankcje.).

Zachodni ministrowie, którzy dążą do załamania rosyjskiej gospodarki i spowodowania cierpienia narodu rosyjskiego, a nawet wzywają do zamordowania Putina, pokazują (nawet jeśli częściowo zmienili formę swoich słów, ale nie ich treść!), że nasi przywódcy nie są lepsi od tych, których nienawidzimy, ponieważ sankcjonowanie rosyjskich sportowców na paraolimpiadzie czy rosyjskich artystów nie ma nic wspólnego z walką z Putinem.

Uznajemy więc, że Rosja jest demokracją, ponieważ uważamy, że to naród rosyjski jest odpowiedzialny za wojnę. Jeśli tak nie jest, to dlaczego chcemy karać całe społeczeństwo za winę jednego? Pamiętajmy, że zbiorowe karanie jest zabronione przez Konwencje Genewskie.

Lekcją, jaką należy wyciągnąć z tego konfliktu, jest nasza koncepcja „zmiennej geometrii człowieczeństwa” (Światowid: To jest metafora-odwołanie do pojęcia „zmiennej geometrii skrzydeł” – chodzi oczywiście o propagandowe wypełnianie pojęcia „człowieczeństwa” dowolną treścią, stosownie do aktualnych potrzeb politycznych/). Jeśli tak bardzo zależało nam na pokoju i na Ukrainie, dlaczego nie zachęcaliśmy Ukrainy do przestrzegania podpisanych przez nią porozumień, zatwierdzonych przez członków Rady Bezpieczeństwa?

Miarą uczciwości mediów jest ich gotowość do pracy zgodnie z postanowieniami Karty Monachijskiej. Udało im się propagować nienawiść do Chińczyków w czasie kryzysu Covid, a ich spolaryzowany przekaz prowadzi do takich samych skutków wobec Rosjan. Dziennikarstwo staje się coraz bardziej nieprofesjonalne i wojownicze (Światowid: Nie widzę zmian w „uczciwości” w mediach „zachodu” od czasów pierwszej wielkiej międzynarodowej nagonki na Irak potem Serbię … za każdym razem, kiedy trzeba wywołać nienawiść do jakiegoś państwa / narodu / przywódcy i masowe poparcie dla wojny, wszystkie media „wolnego świata” przemawiają jednym głosem. Pamięta ktoś jeszcze nagonkę na Caucescu? Miloszewicza? Saddama? Kaddafiego? Assada? A nagonka na Putina trwa w III RP od czasu, gdy odsunął od władzy amerykańskich kompradorów – „familię” Jelcyna … Jeśli są jakieś „nowinki” w obecnej wojnie propagandowej, to raczej takie, że USA posługuje się bardziej niż kiedykolwiek setkami „obywatelskich” i „demokratycznych” komórek propagandowych na żołdzie swoich służb i agend rządowych (i żołdzie agend UE, działających jakby na rozkaz USA) – które stworzyły istny potop DEZINFORMACYJNY w mediach społecznościowych, posługując się armią płatnych trolli (ochoczo wspieranych przez pożytecznych idiotów).).

Jak powiedział Goethe: „Im większe światło, tym ciemniejszy cień”. Im bardziej sankcje wobec Rosji są nieproporcjonalne, tym bardziej przypadki, w których nie zrobiliśmy nic, uwydatniają nasz rasizm i służalczość. Dlaczego przez osiem lat żaden z zachodnich polityków nie zareagował na ataki na ludność cywilną Donbasu?

Bo w końcu, co sprawia, że konflikt na Ukrainie jest bardziej godny potępienia niż wojna w Iraku, Afganistanie czy Libii (Światowid: To na przykład, że Rosja przeciwstawia się tu czystce etnicznej, którą chce przeprowadzić marionetkowy reżim USA zainstalowany w Kijowie – i wspierany przez „zachód” …)? Jakie sankcje przyjęliśmy wobec tych, którzy świadomie okłamywali społeczność międzynarodową, aby prowadzić niesprawiedliwe, nieuzasadnione i mordercze wojny? Czy staraliśmy się „zmusić naród amerykański do cierpienia” za okłamywanie nas (bo to przecież demokracja!) przed wojną w Iraku? Czy przyjęliśmy choć jedną sankcję wobec krajów, firm lub polityków, którzy dostarczają broń sprawcom konfliktu w Jemenie, uważanego za „najgorszą katastrofę humanitarną na świecie”? Czy nałożyliśmy sankcje na kraje Unii Europejskiej, które na swoim terytorium stosują najbardziej odrażające tortury w więzieniach służb specjalnych Stanów Zjednoczonych (Światowid: Mowa o m. in. o Kiejkutach w III RP … więzieniu CIA, do którego powstania na ziemi polskiej dopuścili „humanitarni” politycy SLD …)?

Zadać pytanie, to odpowiedzieć na nie… a odpowiedź nie jest ładna.

Jacques Baud jest byłym pułkownikiem Sztabu Generalnego, byłym członkiem szwajcarskiego wywiadu strategicznego, specjalistą od krajów wschodnich. Odbył szkolenie w amerykańskich i brytyjskich służbach wywiadowczych. Pełnił funkcję szefa ds. polityki w operacjach pokojowych Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jako ekspert ONZ w dziedzinie praworządności i instytucji bezpieczeństwa zaprojektował i kierował pierwszą wielowymiarową jednostką wywiadowczą ONZ w Sudanie. Pracował dla Unii Afrykańskiej i przez 5 lat był odpowiedzialny w NATO za walkę z rozprzestrzenianiem broni strzeleckiej. Brał udział w rozmowach z najwyższymi urzędnikami rosyjskiego wojska i wywiadu tuż po upadku ZSRR. W ramach NATO śledził kryzys ukraiński w 2014 r., a następnie uczestniczył w programach pomocy dla Ukrainy. Jest autorem kilku książek na temat wywiadu, wojny i terroryzmu, w szczególności Le Détournement wydanej przez SIGEST, Gouverner par les fake news, L’affaire Navalny. Jego najnowsza książka to Poutine, maître du jeu? wydana przez Max Milo.

Artykuł ukazał się dzięki uprzejmości Centre Français de Recherche sur le Renseignement, Paryż.

2 myśli w temacie “Jacques Baud: Jak USA, UE i Francja podpaliły Ukrainę i jak „zachodnie” media okłamały społeczeństwa „zachodu”, kto i jak wywołał wojnę.

  1. Konstantyn Ciern napisał na blogu Bruska dość interesujący komentarz o Stalinie, na który postanowiłem odpowiedzieć poniższym wpisem, ale nie przechodził.
    Zauważyłem, że dał Pan polubienie, więc nieco zachęcony tym, że nie oberwie mi się – pozwoliłem sobie umieścić rzeczony tekst na tutejszym bogu.

    ***

    Stalinowi bardzo wiele są dłużni prawdziwi, świadomi Polacy, bo reszta nic nie wartej ciżby nie kuma o co chodzi, a na samą myśl i słowa pisane o Stalinie naszczy, napluje i poleci po miskę ryżu do Żyda.

    Na zablokowanej stronie WPWO wiele było dość wiarygodnych wpisów o Stalinie, ale na tyle motłochowi wadziło, że dzień i noc skargi do WordPressa słali o antysemityzm, o mowę nienawiści i tym podobne pierdoły.

    Gdyby nie Stalin nie mieliby dzisiejszej Polski, choć i to, co obecnie posiadają omamieni zdrowaśkami głupcy roztrwonią.

    Stalin ma złą opinię w zachodnio-żydowskich ośrodkach propagandy, ponieważ pokrzyżował złoczyńcom wiele planów, a zwłaszcza przełamał paradygmaty w kwestii żydo-anglosaskiego kolonializmu na świecie, a zwłaszcza uczynił ze zlepku feudalnych republik – ZSRR, jako wysoko rozwijający się przemysłowo kraj i jako supermocarstwo atomowe – zagrażające żydo-kapitalistycznej dominacji.

    W technice kosmicznej do 1969 roku ZSRR znacznie wyprzedzał USA. Takiego postępu Rosja przez wieki nie zrobiła, jaki odbył się za Stalina i to z wyniszczającą wojną. Oni (ci wszyscy na zachodzie) naprawdę mieli stracha, a więc do jego osoby podchodzili z respektem. Stalin zrobił więcej dobrego dla Słowian, jak wszyscy Słowianie dla siebie. W mojej ocenie zabrakło Stalinowi 10 lat życia, a prawdopodobnie nie byłoby Gorbaczowa u władzy i 89 roku w Polsce.

    Na zakończenie dodam, że to dzięki ZSRR mieszkańcy zachodu mieli jako taki dobrobyt z czego w zdecydowanej ilości wyjeżdżający z Polski nie zdawali sobie nawet sprawy.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Banderyzm tym się różni od hitleryzmu, że wrogiem nie są Żydzi, ale głównie Rosjanie. Banderowcy obwiniają Rosjan za wszelkie „cierpienia narodu”. Po części też Polaków, w ogóle każdy może być wrogiem.
    W ukraińskim hymnie państwowym jest wzmianka o zabijaniu wrogów. Oficjalnym hymnem wojsk ukraińskich od 2017 roku jest „Marsz Nowej Armii”, czyli w praktyce oficjalny hymn oddziałów OUN-UPA. Nawet w piosenkach które naucza się dzieci jest o mordowaniu wrogów.
    Przestępstwem jest krytykowanie Bandery i nazywanie go zbrodniarzem lub ludobójcom, podobnie z paroma innymi ich „bohaterami”, w tym dowódcą ukraińskich oddziałów które po stronie niemieckiej walczyły z Powstaniem Warszawskim.
    Wszędzie wstawiali pomniki Bandery.
    Co święto państwowe, to jakieś parady wojskowe i banderowska muzyka.
    Pozmieniali podręczniki szkolne i teraz jest tam nawet historia starożytnej Ukrainy, jest taka książka „Historia Ukrainy od starożytności do późnego antyku”.
    Nawet w komiksach dla dzieci Rosjanie są demonizowani i nazywani „orkami”.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s