Spis treści
[Ilustracja otwierająca tekst: „Мы одна команда”, Вася Ложкин, obraz usunięty ze strony autora na żądanie cenzury.]
Spis treści
- Terminologia i perspektywa
- Państwo to nie naród, interesy „władców” państwa to nie interesy narodu
- Konsekwencje powyższej diagnozy, jeśli jako naród polski chcemy przyjaźni z narodem rosyjskim
- Jeśli chcemy przyjaźni z „państwem rosyjskim” …
- Wolność narodu rosyjskiego a wolność narodu polskiego
Terminologia i perspektywa
Niektórym może się nie spodobać całkowite odrzucenie przeze mnie Rzeczypospolitej „Polskiej” jako państwa nie będącego państwem narodu polskiego oraz nazywanie tej zbiorowości osób, która przestępczo przechwyciła byłe państwo polskie z rąk narodu polskiego i rządzi obecnie pod szyldem „Rzeczpospolita Polska” „administracją okupacyjną”. Istotą władzy okupacyjnej jest rządzenie z nadania zewnętrznych ośrodków politycznych oraz w interesie zewnętrznych ośrodków politycznych. Okupacyjną nazwałbym również władzę, która rządzi wbrew interesom narodu, kierując się interesem jakiejś eksploatatorskiej kasty wyłonionej ze społeczeństwa tubylczego na podstawie dowolnych kryteriów oraz w interesie zewnętrznych KURATORÓW tej kasty. To znaczy, że okupacyjnym jest dla mnie każdy kolonialno-kompradorski rząd, niezależnie od nacji i ideologii „administratorów”.
Co do kierowania się interesem narodowym przez okupacyjne rządy Rzeczypospolitej „Polskiej” – dobrym papierkiem lakmusowym jest postawa tego ośrodka wobec „europejskich aspiracji” „narodu ukraińskiego”.
Wprowadzenie do Unii Europejskiej „globalnych” agroholdingów, które przejęły ukraińskie czarnoziemy to wyrok śmierci dla polskiego rolnictwa, pauperyzacja mas etnicznych Polaków żyjących z produkcji rolnej i związanego z nią przetwórstwa (agroholdingi z Ukrainy mają własne przetwórstwo na miejscu na Ukrainie). Więc Ukraina w UE to koszmar dla polskiego rolnika. Dla polskiego robotnika zalanie rynku tanią siłą roboczą z Ukrainy (która wolałaby trafić do Niemiec i Francji, ale z powodu geograficznej i językowej bliskości najprędzej trafi do polskich „pracodawców”) raczej nie jest mile widziane, prowadzi do spadku płac, a w najlepszym razie do ich zamrożenia. Tymczasem „polska” „elita polityczna” jednogłośnie poparła ukraińskie aspiracje, nie pytanąc narodu polskiego o mandat na podobne działania – np. w referendum (szerzej o tym w tekście Dlaczego wojna Tuska i reszty „elit” III RP – ICH wojna po stronie Ukrainy – to w istocie wojna PRZECIW interesom narodu polskiego). W 2014r. popieranie ukraińskich „aspiracji europejskich” zaczęło się wiązać z militarną konfrontacją z kremlowską administracją okupacyjną (bratem-bliźniakiem kijowskiej administracji okupacyjnej i bliskim krewniakiem warszawskiej administracji okupacyjnej). W 2022r. warszawska administracja okupacyjna wciągnęła cały naród polski w wojnę po stronie ukraińskiej. Ponownie – bez pytania narodu polskiego o zgodę na taki krok, bez przeprowadzenia referendum, w którym zwolennicy i przeciwnicy wspierania kijowskiej władzy okupacyjnej mogliby na równych prawach przedstawić swoje argumenty. Władza rządząca wbrew interesom narodu i nie pytająca go o zdanie, pacyfikująca i penalizująca opozycyjne wypowiedzi, kneblująca media niezależne (na ile rezydent Rzeczypospolitej „Polskiej” może prowadzić niezależne media i swobodnie się w nich wypowiadać od 24.02.2022?) jest władzą sensu stricte OKUPACYJNĄ. Dodajmy, że nikt narodu polskiego nie pytał o zgodę na wyprzedaż majątku narodowego „zagranicznym inwestorom” ani o wprowadzenie kapitalizmu. Okupant nie uważa populacji okupowanego terytorium za podmiot polityczny, tylko za „materiał”, mięso, z którego wyciska się zysk dla mocodawców.
Zniszczenie polskiego przemysłu w ramach „reform rynkowych” zapoczątkowanych w 1989r. przez okupanta zakończyło się masową emigracją zarobkową populacji w wieku produkcyjnym, zgodnie z polityką znaną jeszcze z Generalnej Guberni … [Lewa strona – ilustracja z „Lubelskilipiec1980”, prawa strona z blogu „Wielkahistoria”, tekst „Ich bieda się skończyła”. Tak w czasie wojny Niemcy zachęcali Polaków do wyjazdu na roboty do Rzeszy]Państwo to nie naród, interesy „władców” państwa to nie interesy narodu
Punktem wyjścia jest rozróżnienie między państwem „rosyjskim” i „narodem” rosyjskim oraz zrozumienie czego oczekuje od nas administracja państwowa FR a czego naród rosyjski, złożony z rezydentów FR i diaspory (odłóżmy na razie na bok kwestię tego, że naród rosyjski to tylko jeden z kilkudziesięciu narodów zamieszkujących FR).
Państwo rosyjskie zostało od narodu sowieckiego (dla niektórych – „ludności tubylczej”) wyłudzone metodą oszustwa politycznego w 1991r., kiedy wbrew woli narodów ZSRR wyrażonej w referendum elity polityczne rozwiązały ZSRR i zainstalowały zbrodniczy system kapitalizmu. Brak reakcji KGB na te działania wskazuje na to, że KGB kurowała „reformatorów” i sam proces destrukcji państwa. Warto odnotować, że demontaż nie zaczął się spontanicznie i większość technologii politycznych związanych z „transformacją” KGB przećwiczyło na PRL, najprawdopodobniej zaczynając już od reżyserowanych rewolt robotniczych w Radomiu i Ursusie w 1976r. Oczywiście „transformacja” w PRL musiała być prowadzona w porozumieniu z władzami PRL, oraz kierownictwem CIA i BND, których agentura weszła w rolę „obrońców robotników”. Dziwni to obrońcy, którzy obiecując kolektywom robotniczym „socjalizm z JESZCZE BARDZIEJ ludzką twarzą” zainstalowali ludożerczy kapitalizm rodem z XIX-wiecznej Anglii i nazwali ten proces zniewolenia i degradacji polskiego pracownika „odzyskaniem wolności”.
Tak jak państwo „Rzeczypospolita Polska” nie jest państwem narodu polskiego, tylko MARKĄ pod którą funkcjonuje OKUPACYJNA ADMINISTRACJA nadzorująca grabież pozostałości aktywów (populacja tubylcza poddana depopulującej terytorium „RP” eksploatacji to też część tych aktywów) zlikwidownanego państwa polskiego, tak i „Federacja Rosyjska” to MARKA, pod którą działa analogiczny okupant, który zainstalował się na fragmencie terytorium zlikwidowanego nielegalnie (rozwiązujący ZSRR przestępcy nie mieli dla swoich działań tytułu prawnego ani legitymacji politycznej – patrz referendum) Związku Radzieckiego.
Jest oczywiste, że sam charakter tej „państwowości” czyni z Rzeczypospolitej „Polskiej” WROGA narodu polskiego, a z Federacji „Rosyjskiej” – WROGA narodu rosyjskiego. Analogicznie ma się sytuacja z Ukrainą, której „administratorzy” uwłaszczyli się i żerują na masie upadłościoweej po Ukraińskiej Republice Radzieckiej i pasożytują na tamtejszej ludności tubylczej. I dokładnie to samo ma miejsce w absolutnie każdym państwie postsocjalistycznym (oprócz Białorusi, gdzie „przekształcenia własnościowe” w balcerowiczowsko-czubajsowskim stylu zostały zatrzymane przez A. Łukaszenkę, w efekcie zamiast kapitalizmu monopolistyczno-oligarchicznego powstał kapitalizm państwowy z autorytarnym systemem politycznym).
Oczywiście z tej smutnej sytuacji płyną określone wnioski dla stosunków między narodami i stosunku, jaki powini mieć świadomi politycznie człoknowie poszczególnych narodów do własnych i cudzych okupacyjnych „administracji”. Jakiekolwiek relacje gospodarcze z tymi „władzami” to handel z OKUPANTEM, GRABIEŻCĄ i PASEREM (z tej perspektywy natychmiast wiemy co myśleć o „zachodnich inwestorach”, którzy „zainwestowali” w przedsiębiorstwa narodu polskiego sprzedawane po okazyjnych cenach przez kolejne „rządy” Rzeczypospolitej „Polskiej” – i o wszystkich „magnatach”, którzy wyrośli na przechwytywaniu narodowych przedsiębiorstw w całym bloku postsocjalistycznym).
Oczywiście część społeczeństw zamieszkująch pod okupacją nie zdaje sobie sprawy z własnego położenia i błędnie utożsamia atrapę państwa podsuniętą przez przestępców za własne państwo narodowe. Okupant wydaje ogromne pieniądze (ukradzione u okupowanej populacji) na propagandę, która go ma legitymizować. Takie zdezorientowanie rodzi nieporozumienia i absurdalną wrogość w kontaktach między przedstawicielami poszczególnych narodów. Wrogość o tyle idiotyczną, że wszystkie „elity polityczne” i atrapy państw narodowych, z którymi stykamy się w przestrzeni postsocjalisycznej są wytworem przestępczej działalności zdrajców ZSRR wywodzacych się z KGB i KPZR i renegatów z lokalnych partii komunistycznych. Wrogowie pijący obecnie krew wszystkich narodów postsocjalistycznych mają więc WSPÓLNE „POCHODZENIE”/”KORZENIE”, zostali zainstalowani w ramach konsensusu radzieckich renegatów z „szanownymi partnerami” z USA.
Administracje okupacyjne mają interes w skłócaniu i nakręcaniu wrogości między narodem, który okupują a narodami okupowanymi przez analogiczne szajki. Jest tak, ponieważ konflikt zewnętrzny odwraca uwagę okupowanego motłochu od konfliktu interesów, jaki ma z kastą lokalnych okupantów. Wojna rosyjsko-ukraińska to ilustracja tego, czym może się zakończyć uleganie manipulacjom okupanta przez ogłupiony naród. Polityka szczucia polskiego motłochu na Rosję (w każdej postaci!) i Rosjan, prowadzona przez okupanta byłego terytorium PRL to ten sam proces, który te same ośrodki konsekwentnie replikują na przestrzeni postradzieckiej.
Konsekwencje powyższej diagnozy, jeśli jako naród polski chcemy przyjaźni z narodem rosyjskim
Ponieważ każdy z narodów postsocjalistycznych znajduje się w konflikcie interesów z politycznym ośrodkiem okupacyjnym, uzurpującym sobie ukradzioną u narodu państwowość, o jakiejkolwiek przyjaźni między narodami może być mowa tylko na gruncie działalności antypaństwowej (wyjątek – Białoruś – tu działalność antypaństwowa „przyjaciół narodu” zmierza do zainstalowania takiej samej złodziejskiej oligarchii i jej okupacyjnej administracji, jak w Federacji Rosyjskiej czy na Ukrainie). Trzeba jednak bardzo uważać, by nie włączyć się w walkę polityczną po stronie jednych oligarchów przeciw drugim. Jak to osiągnąć? Popierać wyłącznie siły, które zmierzają do zniesienia całego systemu ekonomicznego, na którym wyrośli oligarchowie – kapitalizmu. Stąd wiadomo, że nie ma sensu wspieranie np. całej „liberalnej” emigracji rosyjskiej, bo to armia propagandystów wynajętych przez oligarchów wygnanych przez tą oligarchię, która obecnie rządzi FR. Nie ma też sensu wspieranie wielce pobożnych „patriotycznych” neo-białogwardzistów czy neo-czarnosecińców, bo to po prostu zbrojne ramię szykującej się do skoku na władzę jawnie faszystowskiej części oligarchii FR, której nie podoba się bezzębny faszyzm około”putinowskiej” oligarchii.
Jeśli ktoś jeszcze nie pojął – najwyższym aktem miłości do narodu rosyjskiego może być tylko wspomaganie jego walki o zainstalowanie tam „dyktatury proletariatu 2.0”, bo tylko to może przeciąć morderczą, rabunkową eksploatację narodu i przynależnych mu bogactw naturalnych. Przyjaciółmi narodu polskiego są, paradoksalnie dla niekórych, wyłącznie rosyjscy antysystemowi komuniści (systemowi komuniści to Ziuganow i jego KPRF – to atrapa przyklepująca minimum od 1993r politykę oligarchatu Jelcyna i Putina).
Jeśli chcemy przyjaźni z „państwem rosyjskim” …
Oczywiście w tej sytuacji, jeśli państwem rosyjskim jest państwo okupacyjne, to dołączamy do grona eksploatatorów nardu rosyjskiego, stajemy po jednej stronie z jego wrogami, legitymizujemy ludobójczy wyzysk, wyprzedaż za bezcen bogactw naturalnych i obłędną gospodarkę rabunkową, unicestwiającą całe ekosystemy. Być może jakiejś części narodu polskiego będzie się w ten sposób lepiej żyło, ale nie zapominajmy, że póki Rosjanie nie mają swojego państwa narodowego, to i my takiego państwa mieć nie będziemy – a jeśli okupacyjna administracja Rzeczypospolitej „Polskiej” nawet wyciśnie ze swojego rosyjskiego odpowiednika jakieś korzystne kontrakty, to jedynie po to, by utuczyć stojącą za okupacjną administracją R”P” polskojęzyczną oligarchię.
Wolność narodu rosyjskiego a wolność narodu polskiego
Napisałem wyżej, że Polacy mogą wyzwolić się spod okupacyjnej administracji Rzeczypospolitej „Polskiej”, zainstalowanej tu przez zdrajców z PZPR i kolaborantów CIA z szeroko rozumianej opozycji „Solidarnościowej” wyłącznie jeśli Rosjanie obalą własną władzę okupacyjną (przy czym rosyjska „demokratyczna opozycja” wojuje nie o wyzwolenie narodowe od tyranii, tylko o zajęcie przez „demokratów” miejsca „putinowców” i rzucenie motłochowi na jakiś czas, dla uspokojenia, pozornej „demokracji”, jak w 1991r). Jeśli sami spróbujemy wygnać okupanta, zostaniemy zaduszeni ekonomicznie przez globalnych bandytów, tak jak są duszone Kuba czy Wenezuela. Dlatego NIE BĘDZIEMY MIEĆ SWOJEGO PAŃSTWA, póki Rosjanie nie odzyskają swojego. I w najlepiej pojętym interesie narodowym narodu polskiego leży zachowywanie się w taki sposób, by Rosjanom jak najszybciej udało się obalić ich okupanta – i byli jak najprzychylniej nastawieni wobec naszej narodowowyzwoleńczej walki, dając nam militarny parasol i dostęp do swoich rynków – co nam będzie niezbędne w warunkach sankcji, które się na nas zwalą gdy tylko spróbujemy odprawić okupanta na „śmietnik historii”, z którego w 1989r. został wyciągnięty przez globalnych kuratorów na naszą zgubę (zob. też: Jak wyjść z NATO tak, żeby do nas samo nie wróciło?, Czy wyjdziemy z Unii … nogami do przodu? ).
Dla kapitalistycznych/oligarchicznych elit Federacji Rosyjskiej ZAWSZE będziemy tylko obszarem ekspansji imperialno-kolonialnej albo TOWAREM, który można w razie potrzeby SPRZEDAĆ „zachodnim partnerom” (tak jak sprzedali Irak, Serbię, Libię i Syrię). Dokładnie tak samo, jak obecnie jesteśmy ekonomiczną kolonią oligarchii „globalistycznej”. Należy to rozumieć w ten sposób, że tak długo, jak długo w FR mamy do czynienia z dyktaturą wielkiego kapitału (czyli tak długo, jak dugo jest tam kapitalizm, niezależnie czy to postkapitalistyczny imperializm czy kapitalistyczny neofeudalizm, czy też „wolnorynkowa prawoczłowiecza demokracja jakiegoś Nawalnego”), możemy mieć z nimi (i ogłupionymi „patriotami” ich państwa) tylko relacje pożeranego z pożerającym.
