Geostrateg Putina, S. Karaganow: Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy odpowiedzieć od razu Zachodowi.

Poniżej przedstawiam trzeci „atomowy” tekst pana Siergieja Karaganowa, który tłumaczę. Pierwszy można przeczytać pod tym odsyłaczem:
Trudna, ale konieczna decyzja. Zastosowanie broni jądrowej może uchronić ludzkość przed globalną katastrofą.,
a drugi tu:
Złamać kręgosłup Europy. Jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu.
Oczywiście tekstów „atomowych” napisał on znacznie więcej, ale jak sądzę do poznania jego „stanowiska w sprawie” wystarczy ze sporym zapasem to, co przetłumaczyłem.

Kim jest S. Karaganow? Na stronie globalaffairs.ru czytamy: „Siergiej Karaganow, doktor nauk historycznych, zasłużony profesor, kierownik naukowy Wydziału Ekonomii Światowej i Polityki Światowej Narodowego Uniwersytetu Ekonomicznego, honorowy przewodniczący prezydium Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej.”

Pan Karaganow, nawet jeśli nie jest członkiem „ścisłego kierownictwa” struktur rządzących faktycznie Federacją Rosyjską, jest osobą minimum związaną z tym środowiskiem od samego początku swojej kariery (a zaczynał w 1974r., z błogosławieństwem KGB, jako 22-letni stażysta misji radzieckiej przy ONZ). Był członkiem różnych ciał doradczych MSZ i prezydenta Federacji Rosyjskiej (Jelcyna, Putina i Miedwiediewa), w tym Rady Bezpieczeństwa FR.

Karaganow to geostrateg Putina, jego rola w przestrzeni publicznej polega na tym, że oznajmia on stanowisko strategiczne „elit” rządzących FR profesjonalnym analitykom i „elitom” „Zachodu” – tak, jak Sołowiow i Miedwiediew oznajmiają to stanowisko masom (motłochowi) i brukowcom (w POLINezji np.: „Fakt”, „SuperExpress”, „Pudelek” itp.).

24 listopada 2024r. Olga Bandyszewa przeprowadziła z Siergiejem Karaganowem wywiad dla „Бизнес Online”. S. Karaganow formułuje jednoznaczne groźby pod adresem USA i Europy. Te groźby, mimo stopnia demoralizacji „elit” Federacji Rosyjskiej, można uznać za puste tylko pod warunkiem, że tym „elitom” zostanie pozostawiona droga ucieczki, jakiś „bezpieczny azyl” (na razie zrobiono go w Dubaju), gwarancja zachowania majątku i „immunitet” pozwalający na korzystanie z mieszkań, domów i pałaców na „Zachodzie”.

Najważniejsze „krwiożercze” cytaty z tego tekstu:

— Siergieju Aleksandrowiczu, biorąc pod uwagę głośne wydarzenia ostatnich dni, czy Rosja nie będzie musiała w najbliższym czasie użyć broni jądrowej w takiej czy innej formie?

— Oczywiście mam nadzieję i modlę się, aby nie doszło do rzeczywistego użycia broni jądrowej. To duże ryzyko i wielki grzech. W końcu, używając takiej broni, która ma mistyczne, a nawet boskie znaczenie, bierzesz na siebie misję Boga. Ale rezygnacja z użycia broni jądrowej w skrajnym przypadku oznacza ucieczkę od odpowiedzialności przed krajem, ludzkością i przed Najwyższym
Karaganow S, „Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy od razu odpowiedzieć Zachodowi”.

W momencie, kiedy czytasz, że zrzucanie komuś na głowę bomb atomowych to „misja Boga”, a niezrzucanie to „ucieczka od odpowiedzialności przed Najwyższym”, od razu groźby wypowiadane przez takiego człowieka traktujesz poważniej. I właśnie o to tu chodzi. Epatować obłędem, fanatyzmem religijnym, a potem grozić czynami, na które zdobędzie się tylko szaleniec lub fanatyk religijny. Szczególnie zabawnie to wygląda, gdy o „Bogu” mówi eks-aparatczyk, dziecko nomenklaturowej rodziny, robiący karierę pod skrzydłami KGB (misja ZSRR przy ONZ, Instytut USA i Kanady). A nie Karaganow jeden tam „pobożny”.

Dlatego teraz musimy zarówno podążać ścieżką eskalacji nuklearnej, jak i bardziej zdecydowanie i skuteczniej atakować na lądzie, aby ostatecznie przełamać sytuację na Ukrainie i złamać wolę Zachodu do oporu. To najważniejszy cel.

Doskonale jednak rozumiem, że jeśli groźba ataku nuklearnego nie będzie realna, możemy po prostu utknąć w niekończącej się wojnie, która jest korzystna dla wielu naszych zachodnich partnerów, zwłaszcza w Ameryce, ale także w Europie. Płacą za nią stosunkowo niewiele, a już na pewno nie płacą krwią. Płacą za nią setkami tysięcy istnień ludzkich Ukraińcy. A wiele warstw zachodnich elit po prostu się na tym wzbogaca. Trzeba im uświadomić, że ta wojna może doprowadzić do ich unicestwienia.
Karaganow S, „Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy od razu odpowiedzieć Zachodowi”.

Aby groźba ataku nuklearnego stała się realna, musi nastąpić jakiś poprzedni atak nuklearny, prawda? Problem w tym, że trudno grozić czynem szaleńczym lub fanatycznym, gdy jest się kochającym życie sybarytą i kolosalnym złodziejem, w życiu którego jedyne wartości, to wartości składników nakradzionego majątku. Na „Zachodzie” zdają sobie sprawę ze stopnia demoralizacji „elit” Federacji Rosyjskiej.

Musimy to jasno powiedzieć, czego jeszcze nie zrobiliśmy. Uważam, że jest to nasz błąd, delikatnie mówiąc. Każda wojna Rosji z NATO w Europie będzie wojną nuklearną. To prawda. Jest to jasne i zrozumiałe. Wojna Rosji z NATO oznacza, że nastąpi atak nuklearny. Taka odpowiedź jest naprawdę naszym obowiązkiem. Nie powinniśmy walczyć z blokiem, który ma wielokrotnie większą populację niż my i wielokrotnie większy PKB. Po co mamy poświęcać naszych chłopców, walcząc z tym Lewiatanem? Jeśli będzie trzeba, trzeba go zabić tam, skąd wyłazi, w zarodku.
Karaganow S, „Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy od razu odpowiedzieć Zachodowi”.

„Wojna Rosji z NATO i kolektywnym zachodem” trwa już trzeci rok. A „elita” FR podczas tych „zmagań na śmierć i życie” zajmuje się tym:

Putin, Wałdaj, USA, wojna z NATO i kolektywnym zachodem w wykonaniu Putina i jego „elity” … źródło: https://www.kommersant.ru/doc/8081394

Musimy doprowadzić do klęski Zachodu. Nie fizycznej, ale moralnej, politycznej, aby uniemożliwić agresję przeciwko nam. W tym celu należy przynajmniej pokonać Ukrainę, doprowadzić do jej całkowitej kapitulacji i powrotu kluczowych regionów wielkorosyjskich do składu Rosji. A potem musimy stworzyć na terytorium pozostałej Ukrainy całkowicie zdemilitaryzowane, pozbawione ciężkiego uzbrojenia państwo, w stu procentach neutralne, z zakazem udziału w jakichkolwiek organizacjach wojskowych i zakazem rozmieszczania na swoim terytorium obcych wojsk. Być może również ze strefą zakazu lotów nad nią. W ten sposób wyeliminujemy zagrożenia, które mogą pochodzić z terytorium, które będzie nazywać się Ukrainą.
Karaganow S, „Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy od razu odpowiedzieć Zachodowi”.

Wygląda na to, że w przewidywalnej przyszłości nie uda się „elitom” Federacji Rosyjskiej zająć nawet „Donieckiej Republiki Ludowej”, nie mówiąc już o częściach obwodów zaporoskiego i chersońskiego, leżących za Dnieprem. Jeśli „elity” FR nie dały radę UTRZYMAĆ przyczółka chersońskiego, forsowanie Dniepru w ich wykonaniu można włożyć między bajki tak długo, jak długo armia ukraińska nie przejdzie na stronę FR lub nie skapituluje (na co się nie zanosi).


Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy odpowiedzieć od razu Zachodowi. Wywiad S.Karaganowa dla „Biznes online”

Autor: Olga Bandyszewa (Ольга Вандышева) – red. prowadząca wywiad, Siergiej Karaganow (Сергей Караганов) – gość
Tytuł: „Użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie byłoby błędem. Należy odpowiedzieć od razu Zachodowi”. (wywiad dla „Бизнес Online”) («Бить ядерным оружием по Украине было бы ошибкой. Отвечать надо сразу по Западу»)
Opublikowano:24 listopada 2024
Źródło: «Бить ядерным оружием по Украине было бы ошибкой. Отвечать надо сразу по Западу», kopia na karaganov.ru.
Tłumaczenie, wyróżnienia i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog

„Za 20 lat, jeśli przetrwamy ten okres i unikniemy wielkiej wojny, na świecie będzie znacznie bardziej stabilny system, w którym będą cztery wielkie mocarstwa. Będą to Rosja, Indie, Chiny i Stany Zjednoczone. Będą one współpracować ze sobą” – tak ocenia globalne perspektywy Siergjej Karaganow, kierownik naukowy Wydziału Ekonomii Światowej i Polityki Światowej Narodowego Uniwersytetu Ekonomicznego. W wywiadzie dla „BIZNES Online” opowiedział o tym, gdzie należy zadawać uderzenia nuklearne w razie skrajnej konieczności, wskazał główne cele Rosji i jej misję wobec całej ludzkości, podał terminy, w których można osiągnąć zwycięstwo w konflikcie ukraińskim, a także wyjaśnił, dlaczego obecnie pracuje nad stworzeniem nowej ideologii państwowej Rosji.

„Jeśli zagrożenie atakiem nuklearnym nie będzie realne, możemy po prostu utknąć w niekończącej się wojnie”.

Siergieju Aleksandrowiczu, biorąc pod uwagę głośne wydarzenia ostatnich dni, czy Rosja nie będzie musiała w najbliższym czasie użyć broni jądrowej w takiej czy innej formie?

— Oczywiście mam nadzieję i modlę się, aby nie doszło do rzeczywistego użycia broni jądrowej. To duże ryzyko i wielki grzech. W końcu, używając takiej broni, która ma mistyczne, a nawet boskie znaczenie, bierzesz na siebie misję Boga. Ale rezygnacja z użycia broni jądrowej w skrajnym przypadku oznacza ucieczkę od odpowiedzialności przed krajem, ludzkością i przed Najwyższym [Ś.: Skąd nagle taka pobożność u tych wszystkich eks-aparatczyków? Obstawiam, że obnoszenie się z fanatyzmem religijnym poprawia wiarygodność przy deklaracji ekstremalnych zachowań. Ateista nie rozerwie się w tłumie ładunkiem wybuchowym w imię „Najwyższego”. A prawosławny chrześcijanin spali świat … Ale zaraz – w którym miejscu chrześcijański bóg nakazuje używać broni jądrowej „w skrajnym przypadku”? Aaa, racja, „Ezechiel 25:17”!].

Dlatego teraz musimy zarówno podążać ścieżką eskalacji nuklearnej, jak i bardziej zdecydowanie i skuteczniej atakować na lądzie, aby ostatecznie przełamać sytuację na Ukrainie i złamać wolę Zachodu do oporu. To najważniejszy cel.

Doskonale jednak rozumiem, że jeśli groźba ataku nuklearnego nie będzie realna, możemy po prostu utknąć w niekończącej się wojnie, która jest korzystna dla wielu naszych zachodnich partnerów, zwłaszcza w Ameryce, ale także w Europie. Płacą za nią stosunkowo niewiele, a już na pewno nie płacą krwią. Płacą za nią setkami tysięcy istnień ludzkich Ukraińcy. A wiele warstw zachodnich elit po prostu się na tym wzbogaca. Trzeba im uświadomić, że ta wojna może doprowadzić do ich unicestwienia.

Bardzo się cieszę, że rosyjskie władze, pomimo wielu wątpliwości, zmieniły jednak doktrynę nuklearną. Jej parametry wskazują, że obniżamy próg użycia broni jądrowej, ustalamy listę scenariuszy, w których Rosja może użyć tej broni. Sytuacja zmierza w dobrym kierunku. Chodzi o nasilenie powstrzymywania nuklearnego.

— Zgodnie z niedawno podpisaną przez Władimira Putina zaktualizowaną doktryną nuklearną, możemy teraz przeprowadzić atak nuklearny na Ukrainę?

— Uważam, że byłoby to dużym błędem. Już w zeszłym roku dość długo nas do tego popychano. Abyśmy gdzieś tam uderzyli i spotkali się z negatywną reakcją społeczności międzynarodowej, osiągając minimalne korzyści militarne. Co najważniejsze, uderzylibyśmy w oszukaną, ogłupioną, ale część własnego narodu. Nie można tego robić.

Jeśli w skrajnym przypadku będzie to konieczne, należy uderzyć bezpośrednio w źródło zagrożenia. A takim źródłem jest Zachód. Nie bez powodu cały czas mówimy o tym, że rakiety wystrzeliwane z terytorium Ukrainy są sterowane przez zachodnich specjalistów, a nie ukraińskich. Nawet jeśli są one wysyłane przez Ukraińców, musimy wychodzić z założenia, że są one zachodnie.

Dlatego nasza odpowiedź musi być skierowana do Zachodu. A raczej Zachód musi wiedzieć, że otrzyma bezpośrednią odpowiedź. Niekoniecznie bronią jądrową. Najpierw można użyć zwykłych materiałów wybuchowych. Ale potem odwet musi być poważniejszy. Jeśli nasi obecni zachodni przeciwnicy zdecydują się na dalszą eskalację. Jednak ataki ATACMS wyglądają na razie jak prowokacja ustępującego Bidena, mająca na celu wywołanie wielkiej wojny.

Nawiasem mówiąc, w książce „Od powstrzymywania do zastraszania”, którą napisaliśmy wraz z kolegami i niedawno przedstawiliśmy, oprócz wielu interesujących pomysłów znajduje się jeszcze jedna strategiczna innowacja. Mówimy o tym, że w naszej doktrynie nuklearnej należy doprecyzować listę celów, które potencjalnie mogą zostać zaatakowane. W razie najwyższej konieczności. Na liście tych celów należy umieścić miejsca koncentracji globalistycznych elit. W tych miejscach żyje się zazwyczaj bardzo komfortowo i żal je niszczyć. Mam nadzieję, że oczywiście nie dojdzie do takiego ataku.

„Po co mamy poświęcać naszych chłopców, walcząc z tym Lewiatanem?”

— Jednak przegrani w wyborach w USA demokraci, sądząc po wszystkim, naprawdę dążą do eskalacji, co ma miejsce w ostatnich dniach.

— W ostatnich dniach sytuacja rzeczywiście się zaostrzyła. Chociaż jeszcze niedawno, sądząc po wielu oznakach, wydawało się, że Amerykanie opamiętali się i wycofują. Brytyjczycy również wydawali się opamiętać, między innymi dlatego, że usłyszeli, co ich za to czeka. Ale na razie Rubikon nie został jeszcze przekroczony.

W ciągu ostatniego roku, odkąd udało się rozpocząć dyskusję na temat roli broni jądrowej we współczesnej polityce, w tym rosyjskiej strategii jądrowej, nastąpiły pewne pozytywne, moim zdaniem, zmiany.

Po pierwsze, jeśli wcześniej Amerykanie mówili, że Rosja nigdy nie użyje broni jądrowej, więc mają całkowitą swobodę działania w zakresie agresji, to potem zaczęli mówić, że należy unikać eskalacji nuklearnej i stali się bardziej ostrożni. Ale teraz mamy nową administrację USA, w której też mogą być różni wojowniczy działacze. Mogą zacząć nową grę na eskalację. Zobaczymy. Ale odchodząca administracja USA chce na koniec zaostrzyć sytuację i ograniczyć możliwości pokojowego rozwiązania.

Ze drugiej strony do przodu pchają się Europejczycy, którzy zupełnie stracili instynkt samozachowawczy i bojaźń Bożą. Powtarzam to, co mówiłem wcześniej: zachodnie, zwłaszcza europejskie elity ponownie pchają świat w kierunku trzeciej wojny światowej, zapominając o tym, co już narobiły w ubiegłym stuleciu. Myślę jednak, że uda się im uświadomić samobójczość ich polityki.

— Władimir Putin powiedział, że konflikt nabrał charakteru globalnego. Jeśli dojdzie do bezpośredniego starcia Rosji z NATO, czy automatycznie doprowadzi to do ataków nuklearnych?

Musimy to jasno powiedzieć, czego jeszcze nie zrobiliśmy. Uważam, że jest to nasz błąd, delikatnie mówiąc. Każda wojna Rosji z NATO w Europie będzie wojną nuklearną. To prawda. Jest to jasne i zrozumiałe. Wojna Rosji z NATO oznacza, że nastąpi atak nuklearny. Taka odpowiedź jest naprawdę naszym obowiązkiem. Nie powinniśmy walczyć z blokiem, który ma wielokrotnie większą populację niż my i wielokrotnie większy PKB. Po co mamy poświęcać naszych chłopców, walcząc z tym Lewiatanem? Jeśli będzie trzeba, trzeba go zabić tam, skąd wyłazi, w zarodku.

„Powstrzymujemy świat przed stoczeniem się w kierunku trzeciej wojny światowej”

— Mówił pan, że poprzednia doktryna nuklearna Rosji była nieostrożna. Czy zaktualizowana doktryna nuklearna RF odpowiada współczesnym wyzwaniom?

— Zaktualizowana doktryna nuklearna Rosji odpowiada współczesnym wyzwaniom. Należy ją jednak skonkretyzować poprzez środki wojskowo-techniczne, przemieszczenie sił nuklearnych i odpowiednie ćwiczenia. Musimy iść dalej, ponieważ przed Rosją stoją dwa gigantyczne zadania. Najważniejsze z nich, choć może to paradoksalne, jest może nawet nieco mniej istotne. Jest to zwycięskie zakończenie wojny na Ukrainie, które nie jest możliwe bez większego oparcia się na powstrzymywaniu nuklearnym.

Nie możemy zadowalać się zamrożeniem konfliktu. Z jednej strony będzie to bowiem tylko półzwycięstwo. Z drugiej strony będzie to z całą pewnością zwycięstwo Zachodu, który po pewnym czasie będzie kontynuował swoją agresję zarówno wobec Rosji, jak i wielu innych krajów. Zachód, a zwłaszcza Europa, muszą po prostu zostać moralnie dobite.

Rosja ma też drugie, nie mniej ważne, a może nawet ważniejsze zadanie, ponieważ, przepraszam za patos, odzwierciedla ono światową misję Rosji. Świat z wielu powodów zmierza ku trzeciej wojnie światowej. Poprzez zwiększenie roli broni jądrowej osiągamy nie tylko narodowe cele wzmocnienia własnego bezpieczeństwa, ale także wzmocnienia bezpieczeństwa międzynarodowego. Powstrzymujemy świat przed stoczeniem się w trzecią wojnę światową. To wielkie zadanie.

Mam nadzieję, że nie poprzestaniemy na tych oświadczeniach, ale pójdziemy dalej. Nie tylko z punktu widzenia samej doktryny nuklearnej, ale także z punktu widzenia konkretnych działań odstraszających. Musimy wzmocnić ogłoszone zmiany poprzez zmiany w rozmieszczeniu naszych sił nuklearnych i, być może, poprzez rozmieszczenie nowych typów systemów nuklearnych.

Nie chcę na łamach waszej gazety omawiać wszystkich tych subtelności. Tym bardziej, że nie znam dokładnie składu naszych sił nuklearnych i innych. Być może jednak należy podjąć decyzję o wznowieniu testów broni jądrowej i nie czekać, jak to zwykle robimy, reagując na działania Zachodu. Zawsze mówimy: „Zachód coś zrobił, więc my odpowiemy tym samym”. Po co? Czy chcemy, żeby nas pokochali? Musimy działać w oparciu o nasze własne interesy i doświadczenia, nasze zadania i obowiązki, w tym wobec świata.

— Czy cele, o których pan mówi, są ze sobą powiązane?

— Oczywiście. Trzeba tylko w pełni je zrozumieć. Trzeba też w pełni zrozumieć, jakie są długoterminowe cele naszej polityki, które nie zostały jeszcze nazwane. Część tych celów już osiągamy. Jest to przekształcenie sytuacji wewnątrz kraju. To budujące. Usuwamy elity kompradorskie, pozbywamy się piątej kolumny, rozwijamy postęp naukowo-techniczny, budujemy politykę gospodarczą po 15 latach błąkania się między niebem a ziemią i uciążliwej stagnacji.

Ale zasadniczo istnieją jeszcze długoterminowe cele, które należy sobie wyznaczyć, oczywiście nie poświęcając przy tym bieżących interesów. Obecnie trwa okres przebudowy świata. Jednym z celów naszej polityki podczas wojny na Ukrainie powinno być zapewnienie jak najszybszego i/lub jak najmniej bolesnego odejścia Stanów Zjednoczonych Ameryki z pozycji światowego hegemona. Za pomocą odstraszania nuklearnego i być może w pewnym momencie za pomocą elastycznej dyplomacji. Ponieważ nie jesteśmy zainteresowani tym, aby tak ogromny i potężny kraj, jak Stany Zjednoczone Ameryki, przekształcił się w Republikę Weimarską.

Dzisiaj europejskie elity, które przegrywają, przekształciły się w znacznym stopniu w Republikę Weimarską. Dlatego też pałają do nas wściekłą nienawiścią.

„Wyzwoliliśmy świat, widzimy, jak powstają nowe kraje i stare cywilizacje”.

— Mówi pan, że broń jądrowa została nam dana z góry. Ale czy wypełniamy wolę Boga, stając się Jego prawą ręką, czy też bierzemy na siebie rolę Wszechmogącego?

— Moja hipoteza dotycząca interwencji Wszechmogącego polega na tym, że zesłał nam broń jądrową, widząc, jak ludzkość w ciągu jednego pokolenia wywołała dwie wojny światowe. Była to przecież głęboka historia. Jak wiadomo, jako pierwsi do broni jądrowej zbliżyli się Niemcy. Ale coś przeszkodziło im w jej wykorzystaniu. Hitler (do końca nie wiadomo dlaczego, istnieją różne teorie) wstrzymał program jądrowy [Ś.: Nie. Niemiecki program nuklearny został zahamowany dwoma sabotażami. Pierwszy to zniszczenie fabryki ciężkiej wody i jej zapasu w Norwegii, drugi to dostarczenie zasiarczonych płyt grafitowych. W efekcie Niemcy stanęli, póki nie zorientowali się dlaczego grafit nie zadziałał zgodnie z obliczeniami. Przez jakiś czas nie mieli moderatora koniecznego do kontroli reakcji jądrowej].

Potem, jak wiemy, na czoło wysunęli się Amerykanie. Ale niemal natychmiast, z bardzo interesującymi perypetiami, broń jądrową otrzymaliśmy i my. Nawet ci amerykańscy naukowcy, którzy z pobudek patriotycznych dążyli do stworzenia broni jądrowej, rozumieli, że należy ją rozpowszechnić nie tylko w Stanach Zjednoczonych.

— I dzisiaj właśnie broń jądrowa może uchronić ludzkość przed wojnami, o czym piszą Państwo między innymi w książce „Od powstrzymywania do zastraszania”?

— W naszej książce piszemy nie tylko o tym. Jest w niej wiele interesujących, głębokich i nowatorskich treści. Opisano w niej bardzo wiele funkcji powstrzymywania, o których wiele osób nie wiedziało lub nawet nie podejrzewało. Wymieniamy 9 takich funkcji. Nie chodzi tylko o zapobieganie atakowi nuklearnemu, ale także o zapobieganie zwykłej wojnie, wyścigowi zbrojeń.

Inną sprawą jest to, że obecnie funkcja ta przestała działać, ponieważ na jakiś czas zapomnieliśmy o broni jądrowej i uspokoiliśmy się. „My” jako cała ludzkość. Niestety, do tej lekkomyślności dołączyła również część rosyjskiej elity.

Ale teraz sytuacja się zmienia. Naszą teorię powstrzymywania nuklearnego, o której opracowaniu piszemy w książce, omawiamy zarówno w naszej społeczności, jak i z partnerami z większości światowej [Ś.: BRICS i okolice]. Rozpoczęliśmy już dość intensywne dyskusje na temat naszych innowacji z chińskimi kolegami i zamierzamy zrobić to samo z Hindusami. Następnie prawdopodobnie będziemy korzystać z formatu trójstronnego lub czterostronnego.

— Jakie jest obecnie prawdopodobieństwo rychłego wybuchu trzeciej wojny światowej?

— Do ostatnich wydarzeń [Ś.: przekazanie Ukrainie dalekosiężnych rakiet ATACAMS] prawdopodobieństwo trzeciej wojny światowej było nieco mniejsze w porównaniu z zagrożeniem, które istniało jeszcze w zeszłym roku, ponieważ zaczęliśmy aktywizować powstrzymywanie nuklearne. I zaczęliśmy bardziej aktywnie działać na froncie ukraińskim. Ale to niewielkie zmniejszenie, ponieważ trzecia wojna światowa może wybuchnąć nie tylko z powodu eskalacji konfliktu między Rosją a Zachodem. Istnieje wiele powodów, dla których może wybuchnąć wielka wojna. Jednym z nich jest wspólna próba Zachodu i Stanów Zjednoczonych, aby powstrzymać swój upadek z pozycji 500-letniej dominacji, która pozwalała im grabić cały świat.

Teraz wyzwoliliśmy świat [Ś.: w którym miejscu?], widzimy, jak powstają nowe kraje i stare cywilizacje. Wcześniej były one stłamszone lub po prostu nie istniały. Będą one nieuchronnie rywalizować, dopóki nie zbudujemy zrównoważonego systemu. To również może być przyczyną serii wojen, a nawet trzeciej wojny światowej. Dlatego musimy pomyśleć o wprowadzeniu zabezpieczenia nuklearnego do systemu światowego, który znalazł się w bardzo niestabilnym stanie. Chociaż podoba mi się, że świat staje się bardziej wolny, bardziej różnorodny, bardziej otwarty, bardziej rosyjski.

— Bardziej rosyjski?

— Oczywiście. Pod względem kulturowym Rosjanie (Rosjanie wielkorusowie, Rosjanie tatarzy, Rosjanie czuwasze, Rosjanie jakucy, Rosjanie czeczeni i tak dalej) są najbardziej otwartym narodem na świecie. Dlatego świat zmierza w naszym kierunku. Staje się bardziej wielobarwny, wielokulturowy, taki jak my.

„Dla Rosji wraz z nadejściem Trumpa zmiany mogą być troszeczkę bardziej pozytywne”.

— Czy w krajach światowej większości istnieje zrozumienie, jaka jest misja Rosji wobec całej ludzkości, jak Pan sądzi?

— Zrozumienie rośnie. Widać to w naszych głębokich rozmowach z wieloma czołowymi ekspertami z krajów większości światowej. Niestety, sami jeszcze nie sformułowaliśmy tej misji i nie promujemy jej. Nie do końca rozumiem tę skromność. Robimy ogromną rzecz, ale nie przyznajemy się do tego ani przed sobą, ani przed światem.

A przecież moglibyśmy przyznać, że poprzez nasze działania, w tym walkę z resztkami ekspansji i agresji Zachodu w Europie i innych miejscach, w zasadzie uwalniamy świat od zachodniego jarzma. Nie wiem, dlaczego tego nie mówimy. Być może jeszcze nie do końca rozumiemy, co robimy.

— Powiedział pan, że w nowej administracji USA mogą znaleźć się wojowniczy działacze. Ale czy mimo wszystko możliwe są jakieś pozytywne zmiany dla Rosji wraz z nadejściem Trumpa?

— Dla Rosji wraz z pojawieniem się Trumpa zmiany mogą być troszkę bardziej pozytywne, ponieważ za główne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych uważa on Chiny. Jednak stosunki z Pekinem są najwyższym priorytetem polityki zagranicznej [Ś.: Federacji Rosyjskiej], którego nie można poświęcić. I tam przeniesie on punkt ciężkości swojej polityki międzynarodowej. Będziemy mieli nieco większą swobodę działania. Z drugiej strony Trump jeszcze bardziej osłabi pozycję Europy, a to właśnie Europa jest obecnie głównym przeciwnikiem Rosji. To ona jest głównym motorem konfliktu na Ukrainie.

Ale, powtarzam, musimy oczywiście spokojnie patrzeć na to i konsekwentnie dążyć do osiągnięcia naszych celów strategicznych, o których mówiłem. Niezależnie od tego, kto zasiada w Białym Domu, musimy realizować naszą linię, wyznaczać nasze cele i dążyć do ich osiągnięcia. Oczywiście, manewrując po drodze i dostosowując się do określonych wyzwań.

A nasze cele, powtórzę, to jak najszybsze zwycięstwo w wojnie z Zachodem na Ukrainie, zapewnienie odejścia Stanów Zjednoczonych Ameryki z pozycji światowego hegemona, wyeliminowanie Europy jako źródła wszystkich głównych nieszczęść ludzkości. Oczywiście nie chodzi o fizyczne wyeliminowanie Europejczyków, ale o ich usunięcie ze światowego centrum. Niech się warzą w swojej Europie, jak chcą, ale nie możemy dać im już szansy na wywołanie jakiejś potwornej tragedii.

I wreszcie, co najważniejsze, musimy zapewnić dalszy rozwój duchowy, materialny, technologiczny, gospodarczy i wszelki inny naszemu krajowi.

— Czy uważa Pan, że euroelity, które nas nienawidzą, w końcu zrozumieją, że z Rosją nie ma żartów?

— Musimy liczyć na to, że za kilka lat (myślę, że od 5 do 15) przekonamy naszych zachodnich przeciwników, że ich nadzieje na zwycięstwo są bezperspektywiczne. W tym celu musimy złamać ich wolę i rozpocząć proces zmiany elit. Obecne elity na Zachodzie muszą zostać zastąpione. Wtedy nawiążemy z nimi normalne stosunki. Nigdy nie będą one przyjazne, a my nie potrzebujemy przyjaźni z zachodnimi elitami, ale poprawne stosunki z nimi mogą i powinny istnieć. Jest to dla nas korzystne.

Nasz zwrot w kierunku Wschodu dopiero się zaczyna. Ma on ogromne zasoby i oczywiście musi być uzupełniony tym, co nazywam „syberyzacją Rosji” – przesunięciem duchowego, gospodarczego i politycznego centrum Federacji Rosyjskiej w kierunku Uralu i Syberii. Nie wykorzystaliśmy jeszcze możliwości, które otwierają się przed nami nieoczekiwanie, choć całkiem przewidywalnie na Wschodzie i Południu. Tam są gigantyczne rynki, ogromne możliwości, na które bardzo długo zamykaliśmy oczy.

„Musimy wykorzystać wszystkie możliwości dla twardego powstrzymywania Stanów Zjednoczonych”.

— Jak oceniłby Pan przyszłą rolę członków zespołu Trumpa, który, sądząc po ogłoszonych nazwiskach, będzie dość kontrowersyjny? Są wśród nich zarówno osoby, które nie są znane z rusofobii, jak i te, które można nazwać jastrzębiami w stosunku do nas.

— Myślę, że ogólnie rzecz biorąc, ludzie z zespołu Trumpa są znacznie bardziej zorientowani na sprawy krajowe i mniej związani z globalistyczną elitą niż demokraci. W tym sensie być może w mniejszym stopniu będą koncentrować się na walce z Rosją, a w większym — na odbudowie potęgi Ameryki. Chociaż Stany Zjednoczone i tak pozostaną naszym konkurentem. Silna Ameryka, którą chce stworzyć Trump, będzie dla Rosji takim samym problemem, jak słaba Ameryka.

Musimy wykorzystać wszystkie możliwości, aby bardzo twardego powstrzymać Stany Zjednoczone. Mam na myśli strategiczne powstrzymywanie nuklearne. A potem zobaczymy. Chociaż kiedyś byłem profesjonalnym amerykanistą i wygrałem, ponieważ nigdy nie zajmowałem się wróżeniem odnośnie wyborów i ich wyników. Tym bardziej, że moje wróżenie niczego nie zmieni. Gdy przyjdzie pora, zobaczymy wynik.

— Czy możemy określić możliwe scenariusze rozwoju konfliktu ukraińskiego w związku z oświadczeniami Trumpa? Pomimo tego, że były to obietnice przedwyborcze.

— Teraz będzie długa gra, Trump będzie grał na podwyższenie stawek, w niektórych momentach grożąc. Możemy przystąpić do jakichś negocjacji. Ale niezależnie od tego, co mówi Trump, powtarzam, musimy dążyć do osiągnięcia naszych celów. Jeśli zatrzymamy się w połowie drogi, zamrozimy konflikt na Ukrainie, nawet wyzwalając cztery obwody i jeszcze jakieś dwa, będzie to „niepełne zwycięstwo”. Można je przedstawić jako nasze zwycięstwo, ale będzie to zwycięstwo Zachodu i Stanów Zjednoczonych. A oni, odpowiednio, będą kontynuować swoją odwrotową ofensywę [Ś.: oksymoron, raczej nieświadomy: арьергардное наступление].

Musimy doprowadzić do klęski Zachodu. Nie fizycznej, ale moralnej, politycznej, aby uniemożliwić agresję przeciwko nam. W tym celu należy przynajmniej pokonać Ukrainę, doprowadzić do jej całkowitej kapitulacji i powrotu kluczowych regionów wielkorosyjskich do składu Rosji. A potem musimy stworzyć na terytorium pozostałej Ukrainy całkowicie zdemilitaryzowane, pozbawione ciężkiego uzbrojenia państwo, w stu procentach neutralne, z zakazem udziału w jakichkolwiek organizacjach wojskowych i zakazem rozmieszczania na swoim terytorium obcych wojsk. Być może również ze strefą zakazu lotów nad nią. W ten sposób wyeliminujemy zagrożenia, które mogą pochodzić z terytorium, które będzie nazywać się Ukrainą.

„Ukraina jest dla nas lekcją. Pokazała, że ideologia narodowa naprawdę działa”.

— Jak długo, według Pana szacunków, zajmie nam osiągnięcie zwycięstwa?

— To będzie zależało od tego, jak zdecydowanie będziemy działać. Uważam, że zwycięstwo można osiągnąć w ciągu półtora roku [Ś.: wywiad opublikowano 24 listopada 2024]. Jak najszybsze pokonanie wroga jest nam potrzebne między innymi po to, aby przestać odciągać zasoby na bezperspektywiczny kierunek zachodni i przenieść je na bardziej perspektywiczny Ural i Syberię.

A na terytoriach, które wyzwolimy na terenie byłej Ukrainy, będziemy musieli zająć się jeszcze tym, co nazywamy denazyfikacją. Proces ten będzie bolesny, złożony i długotrwały. Przez lata masowej antyrosyjskiej propagandy na Ukrainie, której niestety nie przeciwdziałaliśmy, nawet w stosunkowo prorosyjskich regionach udało się zmienić mentalność bardzo znaczącej części społeczeństwa. Dlatego będziemy musieli postępować z nimi tak samo, jak kiedy wykorzenialiśmy pozostałości nazizmu z NRD.

Nawiasem mówiąc, jest tu bardzo ważna kwestia. Cały czas dyskutujemy, czy potrzebujemy ideologii narodowej. Ukraina po raz kolejny udowodniła, że taka ideologia jest potrzebna, ponieważ widzimy, jak ona jest efektywna. Ideologia ta jest de facto faszystowska, destrukcyjna, nie podoba nam się, ale działa.

Dlatego potrzebujemy nowej, humanitarnej ideologii państwowej, zapewniającej rozwój Rosjanina, Rosjanina wielkorosyjskiego, Rosjanina tatarskiego, Rosjanina żydowskiego, Rosjanina białoruskiego, Rosjanina czukockiego. Musimy ją przyjąć i promować [Ś.: ZSRR budował „Wspólne” ponad „Lokalnym” bez prób miksowania – i powstał „człowiek radziecki”; Federacja Rosyjska buduje „prywatne” (oligarchiczne) wszechimperialne ponad „publicznym” lokalnym, skutkiem czego musi być narastanie tendencji odśrodkowych-dekolonizacyjnych – powstają „tubylcze nacjonalizmy”; w model ZSRR były wbudowane mechanizmy „dośrodkowe”, a Federacja Rosyjska ma w swoją istotę wbudowane mechanizmy „odśrodkowe”, które można niwelować wyłącznie poprzez zwiększanie presji/terroru państwa oligarchicznego na różne etnosy / grupy tubylcze, które centralna oligarchia rabuje; „Rosjanin tatarski” czy „białoruski” przy pierwszej okazji pójdą swoją drogą, tak, jak w 1917r., bo rozpad państwa oligarchicznego jest nieunikniony w momencie, gdy jedyne, co spaja wieloetniczny organizm państwowy to terror siepaczy pracujących na oligarchię]. Ukraina jest dla nas lekcją. Pokazała, że ideologia narodowa naprawdę działa [Ś.: Ukraina pokazała, że rozumnie kontrolując media można wyprać społeczeństwu mózgi przy użyciu totalnej, wszechogarniającej propagandy; Ukraińcy nie są świadomi tego, że wojują o to, by zasoby Ukrainy kontrolowała jedna mafia oligarchów, a nie druga – wojna na Ukrainie to wojna o redystrybucję zasobów między mafiami, a umierają na tej wojnie frajerzy ogłupieni pseudonarodową propagandą – po stronie rosyjskiej to samo, tylko propaganda głupsza, bardziej toporna i kłamliwa].

— Niestety, mamy duże problemy z opracowaniem ideologii.

— Obecnie zajmuję się tym bardzo intensywnie. Razem ze mną pracuje nad tym wiele osób. Jest to znacznie przyjemniejsze i ciekawsze zajęcie niż opracowywanie strategii nuklearnej. Nawiasem mówiąc, wielu kolegów i naszych wspólnych przyjaciół z Kazania uczestniczy w opracowywaniu nowej rosyjskiej ideologii państwowej. Powinna ona być promowana na wszystkich poziomach, począwszy od szkoły, ale powinna być obowiązkowa tylko dla tych, którzy chcą zostać liderami, wejść do klasy rządzącej. A jeśli chcesz po prostu zajmować się swoją rodziną, nie musisz przestrzegać tej ideologii, wystarczy płacić podatki i zapewnić byt swojej rodzinie i społeczności [Ś.: „obszczinie” (обеспечивать свою семью и общину)].

— Kiedy ta ideologia może zostać opracowana i przekazana kierownictwu kraju?

— Jest już praktycznie gotowa. Niedawno odbyło się spotkanie w Moskwie, na które przybyli ludzie z różnych regionów kraju, aby omówić kolejny jej szkic. Oczywiście będziemy jeszcze przez jakiś czas nad nią pracować, a następnie przekażemy ją kierownictwu kraju. Ale najważniejsze jest to, że będziemy ją przekazywać szerszym kręgom społeczeństwa. Ideologia powinna być nie tylko przyjęta przez elitę, ale powinna również znaleźć oddźwięk w społeczeństwie. Nie powinna być narzucana tylko z góry.

Do tej pory odrzucaliśmy ją, częściowo nie chcąc zastępować zachodniej ideologii. Mówiliśmy, że taka ideologia powinna pochodzić od dołu. To głupota. Powinna ona być tworzona przez elitę. Teraz właśnie tym się zajmujemy. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zostanie przyjęta albo nasza wersja, albo jakaś inna stanie się państwową ideologią rosyjską, która będzie promowana zarówno od góry, jak i z boku, i od dołu.

— Jak będzie promowana w praktyce, jeśli nie zostanie zapisana w konstytucji? Powiedzmy, że kiedy w czasach radzieckich zniesiono wiodącą rolę partii, ideologia komunistyczna przestała działać.

— Ideologia komunistyczna, dopóki nie wyczerpała się [Ś.: Została unicestwiona od środka przez partyjne i KGBszne elity, m. in. przez pana Karaganowa, bo nie dawała możliwości koncentracji majątku w rękach klasy rządzącej ani dziedzicznego przekazywania tego majątku wraz z „tytułem szlacheckim”; jak się mają majątki i luksusy „komunistycznej wierchuszki” do majątków i poziomu życia elit Federacji Rosyjskiej? Gdzie nomenklaturowym „dynastiom” do oligarchicznych …], działała niezwykle skutecznie, wszystko było z nią powiązane. Ideologie niekoniecznie są pozytywne i konstruktywne, mogą być również destrukcyjne, a czasami po prostu wyczerpują się. Moglibyśmy zachować wiele z ideologii komunistycznej, gdybyśmy w porę przystąpili do reform gospodarczych i niektórych reform politycznych [Ś.: Nie, panie Karaganow. Wy najpierw musieliście zdemontować ideologię, uchylić ją – właśnie po to, by przeprowadzić operację UWŁASZCZENIA SIĘ na majątku narodowym. W ramach ideologii, którą unicestwiiście po drodze do majątków i tych pałacyków w Europie Zachodniej, USA czy Dubaju wasze „reformy” polityczne i ekonomiczne były zwyczajnie niemożliwe.]. Ideologia komunistyczna miała wiele mocnych stron. Problem polegał w większym stopniu na praktyce.

Obecnie nie musimy oczywiście znosić 13. artykułu Konstytucji, który zakazuje państwowej ideologii. Myślę jednak, że artykuł ten można dość łatwo obejść. Można na przykład powiedzieć, że nie proponujemy ideologii, ale „rosyjskie marzenie”. I tyle.

— A na czym polega dziś rosyjskie marzenie?

— To osobna historia. Na ten temat są już teksty. Zapewniam was, że za jakiś czas zajmiemy się tym intensywnie.

„Mam nadzieję na utworzenie trójstronnego sojuszu, w skład którego wejdą Chiny, Indie i Rosja”.

— Jak, Pańskim zdaniem, będzie wyglądała sytuacja w innych częściach świata po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich w USA? Powiedzmy, na Bliskim Wschodzie, w Europie?

— Na Bliskim Wschodzie sytuacja będzie zaogniona jeszcze przez dość długi czas, ponieważ Trump będzie jeszcze bardziej twardo wspierał Izrael. Izrael zerwał się z łańcucha. Sytuacja tam będzie bardzo trudna. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie. Chociaż wszystko na to wskazuje. Ale zobaczymy.

Jeśli chodzi o Europę, Trump wycofuje Amerykę z Europy. Obiektywnie. Prawda, pozostawiając po sobie ruiny i grabiąc ją na koniec z podwójną energią. Proces ten rozpoczął się za czasów Bidena i będzie kontynuowany za czasów Trumpa. Wcześniej czy później w Europie nastąpi zmiana elit, pojawią się tam elity bardziej zorientowane na kwestie narodowe. Nie oznacza to jednak, że będą one dla nas darem, ponieważ często będą miały charakter faszystowski. Zwłaszcza na początku.

Musimy mieć wystarczającą pewność siebie i wystarczającą siłę, aby nie dopuścić do powrotu faszyzmu na ziemię europejską [Ś.: A jakie są główne cechy faszyzmu? Kapitalizm, władza oligarchii, która wykreowała służebną klasę polityczną, brak uczciwych wyborów, bezalternatywny wódz, brak wolności słowa i swobody zrzeszeń, brak prawa do demonstracji, terroryzowanie opozycji i społeczeństwa, zabójstwa polityczne, zwalczanie „nietradycyjnych wartości” i retoryczne pielęgnowanie „tradycyjnych”. Od jakiego państwa proponuje Pan zatem, Panie Karaganow zacząć „defaszyzację” Europy?]. Unia Europejska będzie powoli się rozpadać, co spowoduje różne zawirowania. A za 15–20 lat, jeśli wszystko będzie w porządku, myślę, że porozmawiamy o tym, jak część byłej UE dołączy do naszego wielkiego projektu eurazjatyckiego.

— Czy faszyzm może ponownie odrodzić się w Niemczech?

— Procesy te niekoniecznie będą miały miejsce w Niemczech. Na razie nie do końca rozumiem, dokąd zmierzają Niemcy. Jednak obiektywne zjawiska kryzysowe, które ogarnęły Europę, realnie obniżają poziom życia większości ludzi i trwa to już od dłuższego czasu.

Wyczerpanie się idei, na której opierała się Unia Europejska, doprowadzi do bardzo trudnego, długotrwałego i bolesnego okresu w historii Europy. Już się on rozpoczął, widzimy jego skutki, między innymi w postaci pojawienia się nowych antyludzkich ideologii, które musimy jak najdalej odsunąć od naszych granic.

— Czy w Zatoce Perskiej nadal będzie dochodziło do eskalacji konfliktu?

— Obecnie wszędzie będą miały miejsce eskalacje. Wkroczyliśmy w taki okres historii, w którym rozpoczyna się ogromna redystrybucja sił. Jest to w zasadzie redystrybucja nie tylko z Zachodu, ale także wewnątrz nowego świata. Należy po prostu uważnie obserwować te procesy, regulować je wspólnie z partnerami, w miarę możliwości tworząc wspólne instytucje bezpieczeństwa przede wszystkim dla Eurazji. Mam nadzieję na utworzenie trójstronnego sojuszu (oczywiście nie unii, ale sojuszu), w skład którego wejdą Chiny, Indie i Rosja. Chińczycy i Hindusi w końcu zaczęli podążać drogą rozwiązywania swoich sporów. Następnie należy stworzyć nowy system bezpieczeństwa europejskiego, który obejmie również część Europy.

— A czy, powiedzmy, Iran może wejść do tego sojuszu?

— Oczywiście, Iran może wejść do tego systemu. Mówię o wiodących krajach. Optymalnym rozwiązaniem byłby wielostronny system bezpieczeństwa eurazjatyckiego, w którym znalazłoby się wiele wielkich mocarstw. Obecnie obserwujemy wielkie mocarstwo Turcję, wielkie mocarstwo Persję, odradzające się Indie, a wkrótce powstanie i stanie się wielkim mocarstwem Indonezja. Zachodzą bardzo interesujące procesy. Jestem nimi zafascynowany i cieszę się z nich.

„Historia przechodzi fantastycznie burzliwy okres. Nigdy wcześniej nie było czegoś takiego na świecie”.

— Nie dopuszcza Pan możliwości, że Amerykanie będą w stanie skłonić któreś z państw BRICS, na przykład Indie, do przyłączenia się do sankcji przeciwko Rosji?

— Wszystko może się zdarzyć. Ale Indie raczej nie. Ponieważ jest to kraj głęboko niezależny. Myślę, że pod względem strategicznym wiatr wieje w nasze żagle. Ważne jest, aby wykorzystać ten wiatr i dość intensywnie i celowo dążyć do wyznaczonych celów. Będą różne zakręty. Historia przechodzi fantastycznie burzliwy okres. Nigdy wcześniej nie było czegoś takiego na świecie. Badanie dzisiejszego świata to bardzo fascynujące zajęcie. Zazdroszczę moim młodym kolegom, którzy będą żyć w jeszcze bardziej interesujących czasach.

— Jednak Indie z radością przyjęły wybór Trumpa, co dało podstawę wielu ekspertom do przypuszczeń, że Stany Zjednoczone mogą wywrzeć na nie presję, aby odciągnąć je od Rosji.

— Trzeba podchodzić do tego spokojnie. Takie jest życie. Myślę, że ogólnie historia zmierza w dobrym kierunku, w kierunku wielobarwnego, bardziej sprawiedliwego, wielokulturowego świata. Oczywiście droga ta jest usiana niebezpieczeństwami. Trzeba iść i dokładnie rozumieć, dokąd zmierzamy. To konieczne. I iść dość zdecydowanie. Jeśli będziemy rozpraszać się drobiazgami, a co najważniejsze, odbiegać od celów, do których powinniśmy dążyć, możemy zgubić się na tej drodze.

— Tym bardziej, że Ameryka będzie nadal wprowadzać chaos na świecie?

— Na razie tak. Oczywiście, tracąc pozycję hegemona, Ameryka wprowadza chaos na świecie. Dzięki naszej obiektywnej pracy nad ograniczeniem Amerykanom możliwości grabieży światowej większości, Stany Zjednoczone zaczęły grabić całą Europę [Ś.: Kogo tam Federacja Rosyjska ocaliła od „amerykańskiej grabieży”? Jugosławię? Irak? Libię? Syrię? Afganistan? Niech mi ktoś powie… Mowa o tych juntach, które „Wagner” poinstalował w Afryce? Tam spadła dzięki temu grabież lokalnej populacji?]. Niech tak będzie, to ich sprawa. Ale za 20 lat, jeśli przetrwamy ten okres i unikniemy wielkiej wojny, na świecie będzie znacznie bardziej stabilny system, w którym będą cztery wielkie mocarstwa — Rosja, Indie, Chiny i Stany Zjednoczone. I będą one współpracować ze sobą. Będą też mniej wielkie państwa, system światowy będzie opierał się na wszystkich tych mocarstwach i potencjalnie stanie się znacznie bardziej stabilny.

Mam nadzieję, że do tego czasu uporządkujemy kwestię wyścigu zbrojeń rakietowych, kosmicznych i dronowych, który obecnie staje się coraz bardziej niebezpieczny, a na który po prostu nie zwracamy uwagi.

„Szczyt w Kazaniu – bardzo barwna i ważna karta w historii BRICS”

– Mimo że o szczycie BRICS w Kazaniu powiedziano już wiele, jakie są Pana wrażenia z tego wydarzenia?

– Największe wrażenie na mnie wywarło to, że Kazań doskonale zorganizował szczyt BRICS.

— Czy ten szczyt stał się znaczącym wydarzeniem na arenie międzynarodowej?

— Oczywiście. Był to ogromny przełom. Szczyt w Kazaniu to bardzo jasna i mocna strona w historii BRICS. Oczywiście nie osiągnęliśmy jeszcze wszystkiego, co planujemy. Miniony szczyt to tylko krok na długiej drodze. Potężny krok we właściwym kierunku, zobaczymy, co będzie dalej. Moi koledzy zaczynają pracować nad nową strategią dla Rosji w BRICS. Zajmie to jeszcze pół roku.

— Czy perspektywy BRICS pod przewodnictwem Rosji stały się poważniejsze?

— BRICS znacznie się rozwinęło. Inną sprawą jest to, że takie przewodnictwo, jak w przypadku Rosji, raczej się nie powtórzy. Nasz kraj był bardzo aktywnym przewodniczącym. Ogólnie rzecz biorąc, ruch ten jest bardzo silny, BRICS stał się strukturą nie mniej ważną niż „Wielka Siódemka” i wyraźnie ma przed sobą przyszłość. Nie oznacza to jednak, że przyszłość ta będzie usłana różami. Będą różne zakręty, mogą być porażki, zatrzymania. To normalne.

— Czy można powiedzieć, że rozwój BRICS jest jednym z przejawów globalnej transformacji świata?

— Oczywiście. Jest to jeden z przejawów procesu, który faktycznie rozpoczął się 17 lat temu w wyniku całej serii porażek Stanów Zjednoczonych Ameryki, które poniosły one, angażując się w konflikty zbrojne i przegrywając w wyniku nadejścia światowego kryzysu gospodarczego, w wyniku tego, że Amerykanie, ponownie z powodu swojej głupoty i ideologicznej arogancji, pomyśleli, że Chiny, podążając kapitalistyczną drogą, staną się demokratyczne i proamerykańskie, i ponieśli całkowitą porażkę.

Rosja ponownie odzyskała swoją kluczową rolę strategicznego filaru światowej większości, podważając fundamenty 500-letniej dominacji Zachodu. Wszystkie te procesy rozpoczęły się, orientacyjnie, w latach 2007-2008, w nowym okresie historycznym, który dopiero się rozpoczyna. I przed nami, powtórzę, jeszcze wiele interesujących wydarzeń.

Dodaj komentarz