Kim jest S. Karaganow? Na stronie globalaffairs.ru czytamy: „Siergiej Karaganow, doktor nauk historycznych, zasłużony profesor, kierownik naukowy Wydziału Ekonomii Światowej i Polityki Światowej Narodowego Uniwersytetu Ekonomicznego, honorowy przewodniczący prezydium Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej.”
Pan Karaganow, nawet jeśli nie jest członkiem „ścisłego kierownictwa” struktur rządzących faktycznie Federacją Rosyjską, jest osobą minimum związaną z tym środowiskiem od samego początku swojej kariery (a zaczynał w 1974r., z błogosławieństwem KGB, jako 22-letni stażysta misji radzieckiej przy ONZ). Był członkiem różnych ciał doradczych MSZ i prezydenta Federacji Rosyjskiej (Jelcyna, Putina i Miedwiediewa), w tym Rady Bezpieczeństwa FR.
Karaganow to geostrateg Putina, jego rola w przestrzeni publicznej polega na tym, że oznajmia on stanowisko strategiczne „elit” rządzących FR profesjonalnym analitykom i „elitom” „Zachodu” – tak, jak Sołowiow i Miedwiediew oznajmiają to stanowisko masom (motłochowi) i brukowcom (w POLINezji np.: „Fakt”, „SuperExpress”, „Pudelek” itp.).
Ten tekst pochodzi z 22.01.2025, jest stosunkowo świeży, a został napisany „z okazji inauguracji D. Trumpa na prezydenta USA. Głównym wrogiem staje się Europa (niemniej pan Karaganow formułuje groźby jądrowe i pod adresem USA, jeśli nie zmienią kursu). Retoryka w rynsztokowej propagandzie Sołowiowa i jemu podobnych zmienia się, by w kulminacyjnym punkcie, na spotkanie Putin-Trump na Alasce osiągnąć żenujący poziom – Sołowiow Live (prowadzący Siergiej Karnauchow) puszcza ten filmik: Rassijuszka, panna z wytęsknieniem czekająca na partnera-USmana, „zetowcy” są zszokowani (w linkowanym tekście też jest ten filmik, na kanale telegramowym Karnauchowa).
S. Karaganow formułuje jednoznaczne groźby pod adresem USA i Europy. Te groźby, mimo stopnia demoralizacji „elit” Federacji Rosyjskiej, można uznać za puste tylko pod warunkiem, że tym „elitom” zostanie pozostawiona droga ucieczki, jakiś „bezpieczny azyl” (na razie zrobiono go w Dubaju), gwarancja zachowania majątku i „immunitet” pozwalający na korzystanie z mieszkań, domów i pałaców na „Zachodzie”.
Najważniejsze „krwiożercze” cytaty z tego tekstu:
Konieczne jest całkowite zwycięstwo, ale bez aktywniejszego wykorzystania czynnika odstraszania nuklearnego będzie to kosztowało bardzo drogo – jeśli nie nieakceptowalnie drogo – i będzie wymagało śmierci kolejnych tysięcy najlepszych synów naszej ojczyzny.
Karaganow S., Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu
Jeśli chodzi o „aktywniejsze wykorzystanie czynnika odstraszania nuklearnego”, to ponieważ nie działają ani wypowiedzi Miedwiediewa ani Sołowiowa ani Karaganowa – pan Karaganow chce tu powiedzieć, że odstraszanie to musi przejść na poziom praktycznego wykorzystania broni jądrowej.
trzeba w końcu powiedzieć sobie, światu i przeciwnikom to, co oczywiste. Europa jest źródłem wszystkich głównych nieszczęść ludzkości, dwóch wojen światowych, ludobójstw, ideologii antyludzkich, kolonializmu, rasizmu, nazizmu i tak dalej. Metafora znanego eurourzędnika o Europie jako „kwitnącym ogrodzie” brzmi znacznie bardziej realistycznie, jeśli nazwiemy ją polem porośniętym tłustymi chwastami, kwitnącymi na próchnicy setek milionów zabitych, ograbionych, zniewolonych. A wokół niego wyrasta ogród z ruin uciskanej i ograbionej cywilizacji i narodów. Europę należy nazwać tak, jak na to zasługuje, aby groźbę użycia przeciwko niej broni jądrowej uczynić bardziej wiarygodną i uzasadnioną.
Karaganow S., Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu
należy ogłosić inną oczywistą prawdę – każda wojna między Rosją a NATO/UE nieuchronnie nabierze charakteru nuklearnego lub przejdzie na poziom nuklearny, jeśli Zachód będzie nadal walczył przeciwko nam na Ukrainie.
Karaganow S., Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu
Po wypaleniu potencjsłu konwencjonalnego (które nieuchronnie się zbliża, pustoszeją posowieckie składy i topnieją możliwe do zwerbowania „zasoby mobilizacyjne”) „elitom” Federacji Rosyjskiej nie pozostaną w ręku żadne inne argumenty, poza bronią jądrową.
Czy to niemożliwe? Odsyłam do moich przemyśleń w związku z poprzednim tekstem S. Karaganowa
trzeba jeszcze przez kilka miesięcy prowadzić ofensywę, miażdżąc przeciwnika. Ale – im szybciej, tym lepiej – należy ogłosić, że nasza cierpliwość, gotowość do poświęcenia naszych mężczyzn dla zwycięstwa nad tą swołoczą wkrótce się wyczerpie i ogłosimy cenę – za każdego zabitego rosyjskiego żołnierza zginie tysiąc Europejczyków, jeśli nie przestaną pobłażać swoim przywódcom prowadzącym wojnę przeciwko Rosji. Trzeba powiedzieć Europejczykom wprost: wasze elity uczynią z was kolejną partię mięsa armatniego, a my, w przypadku przejścia wojny na poziom nuklearny, nie będziemy w stanie chronić pokojowej ludności Europy, tak jak staramy się to robić na Ukrainie. Ostrzeżemy o uderzeniach, jak obiecał Władimir Putin, ale broń jądrowa ma jeszcze mniej selektywny charakter niż broń konwencjonalna. Oczywiście elity europejskie muszą zostać postawione przed faktem: one same i miejsca ich pobytu staną się pierwszymi celami odwetowych ataków nuklearnych.
Karaganow S., Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu
To nie „gotowość do poświęcenia naszych mężczyzn dla zwycięstwa nad tą swołoczą wkrótce się wyczerpie”, tylko po prostu skończą się ci, których bez kolejnej „mobilizacji” da się zwerbować. A powszechna mobilizacja w sytuacji, gdy społeczeństwo wie, jak potraktowano pierwszą falę mobilizacji – i jak są traktowani absolutnie wszyscy żołnierze FR – skończy się jakimś powstaniem albo rewolucją. „Elitom” FR kończą się opcje. Swoją drogą, przy realnych stratach w zabitych strony rosyjskiej (155 tys. samych potwierdzonych pochówków, 250-300 tys. zabitych wg różnych szacunków), jeśli pan Karaganow proponuje zabić po 1000 Europejczyków, to przyjdzie wyciąć w pień cały kontynent …
Amerykanom należy po prostu powiedzieć, że jeśli będą nadal podsycać konflikt na Ukrainie, to za kilka kroków przekroczymy nuklearny Rubikon, uderzymy w ich sojuszników, a jeśli odpowiedzą środkami niejądrowymi, jak grozili, nastąpi nuklearny atak na ich bazy w Europie i na całym świecie. Jeśli jednak zdecydują się na odpowiedź nuklearną, otrzymają nuklearny cios po swoim terytorium.
Karaganow S., Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu
Kremlowscy stratedzy chcieli wyjścia USA z Europy. Wygląda na to, że po porażce rozmów na Alasce Trump zdecydował się na zwiększenie zaangażowania, padły z jego ust słowa o powrocie Ukrainy do granic sprzed aneksji Krymu.
Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu
Autor: Siergiej Karaganow [Сергей Караганов]
Tytuł: Złamać kręgosłup Europy: jaka powinna być polityka Rosji wobec Zachodu. (Сломать хребет Европе: какой должна быть политика России в отношении Запада)
Opublikowano: 22.01.2025
Źródło: Сломать хребет Европе: какой должна быть политика России в отношении Запада.
Tłumaczenie, wyróżnienia i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Wybór Trumpa chwilowo wstrzymał rozwój naszej polityki wobec Zachodu, włączając prowadzoną przez niego wojnę na Ukrainie. Nie reagowaliśmy zbyt mocno (co jest słuszne) na prowokacje u schyłku rządów Bidena, ale nasi żołnierze kontynuowali operacje ofensywne i miażdżyli zachodnie siły najemne na Ukrainie. Teraz ze wszystkich stron zaczęto mówić o możliwości kompromisu, o jego zarysie. Także u nas, przynajmniej w mediach, zaczęto żywo dyskutować takie warianty.
Obecnie wraz z kolegami przygotowujemy szeroko zakrojone badanie i analizę sytuacyjną poświęconą opracowaniu zaleceń dotyczących rosyjskiej polityki na kierunku zachodnim. Nie będę przewidywał wyników dyskusji, a po prostu podzielę się kilkoma wstępnymi przemyśleniami. Mogą one przydać się w okresie przygotowywania raportu i mają na celu stworzenie podstawy do szerszej dyskusji.
Administracja Trumpa nie ma obecnie żadnych poważnych powodów, aby dogadywać się z nami na warunkach, które postawiliśmy. Wojna jest ekonomicznie korzystna dla Stanów Zjednoczonych, ponieważ pozwala z podwójną energią grabić sojuszników, modernizować przemysł zbrojeniowy, narzucać swoje interesy gospodarcze poprzez systemowe sankcje dziesiątkom krajów na całym świecie. I, co zrozumiałe, nadal wyrządzać szkody Rosji, licząc na to, że ją wyczerpie, a w optymalnym dla USA wariancie – obali lub wyeliminuje z gry jako militarno-strategiczny filar rosnącej i uwalniającej się światowej większości [Ś.: to taki mit rosyjskiej politologii, że Rosja może być filarem jakiejś globalnej antyzachodniej koalicji państw, których ludność stanowi większą część ludzkości; w rzeczywistości miejsce Rosji stało się jasne, gdy Trump wspólnie z Izraelem rozniósł w proch i pył irański program nuklearny i większość sprzętu wojsk obrony przeciwlotniczej, a Rosja nic nie zrobiła, mimo, że ma z Iranem podpisany sojusz wojskowy; wokół takiego „filaru” lepiej niczego nie budować …], potężne strategiczne oparcie głównego konkurenta – Chin. Chociaż ta wojna z punktu widzenia wewnętrznej polityki Trumpa nie jest potrzebna, a nawet jest nieco szkodliwa, to jednak bilans interesów przemawia raczej za jej kontynuacją.
Postawię się w sytuacji Trumpa – amerykańskiego nacjonalisty z domieszką tradycjonalistycznego mesjanizmu, ale bez globalistyczno-liberalnej otoczki narosłej na przestrzeni ostatnich trzech-czterech dekad i niezaangażowanego w ukraińskie schematy korupcyjne (w odróżnieniu od Bidena). Tego umownego Trumpa do zawarcia satysfakcjonujących nas porozumień mogą skłonić tylko trzy rzeczy. Po pierwsze – groźba Afganistanu-2, całkowitej klęski i haniebnej ucieczki reżimu kijowskiego oraz demonstracyjnej porażki Zachodu z Ameryką na czele. Po drugie – odejście Rosji od de facto sojuszu z Chinami. Po trzecie – groźba przeniesienia działań wojennych na terytorium Stanów Zjednoczonych i posiadłości o kluczowym znaczeniu dla tego kraju, co będzie wiązało się z masową śmiercią Amerykanów (w tym zniszczeniem baz wojskowych).
Konieczne jest całkowite zwycięstwo, ale bez aktywniejszego wykorzystania czynnika odstraszania nuklearnego będzie to kosztowało bardzo drogo – jeśli nie nieakceptowalnie drogo – i będzie wymagało śmierci kolejnych tysięcy najlepszych synów naszej ojczyzny. Odrzucenie sojuszu z Chinami jest dla nas absurdalnie niekorzystne. Jeśli zwolennicy Trumpa w pierwszej kadencji próbowali nas do tego przekonać, to teraz wydaje się, że rozumieją: Rosja nie zgodzi się na to. O czynniku nuklearnym – później.
Dla obecnych elit europejskich i zwolenników integracji europejskiej wojna jest bardzo potrzebna. Nie tylko z powodu nadziei na osłabienie tradycyjnego geopolitycznego rywala, zemstę za porażki ostatnich trzech stuleci, ale także z powodu rusofobii. Te elity, ich eurobiurokracja ponoszą porażkę niemal we wszystkich dziedzinach. Projekt europejski pęka w szwach.
Trwające już od ponad dekady wykorzystywanie Rosji jako straszaka, a teraz także jako prawdziwego wroga, jest głównym narzędziem legitymizacji ich projektu i utrzymania władzy przez euroelity. Ponadto w Europie, znacznie silniej niż w Stanach Zjednoczonych, rozwinęło się „strategiczne pasożytnictwo” – brak strachu przed wojną [Ś.: tak w tekście; nie rozumiem dlaczego brak strachu przed wojną jest pasożytnictwem – i to strategicznym]. Europejczycy nie tylko nie chcą, ale już nie potrafią myśleć o tym, co może ona dla nich oznaczać. Od czasów radzieckich i na podstawie doświadczeń współpracy z de Gaulle’em, Mitterrandem, Brandtem, Schroederem i im podobnymi przyzwyczailiśmy się uważać Amerykanów za głównych podżegaczy konfrontacji i militaryzacji polityki na Zachodzie. Nie jest to do końca prawdą, a obecnie już w ogóle nie jest. To właśnie Churchill, kiedy uznał to za korzystne, wciągnął Stany Zjednoczone w zimną wojnę. To właśnie europejscy stratedzy (wtedy jeszcze istnieli), a nie Amerykanie, byli inicjatorami kryzysu rakietowego w latach 70 [Ś.: zgaduję, że chodzi o Kryzys kubański; inicjatorami byli Amerykanie, którzy rozmieścili rakiety z głowicami nuklearnymi w Turcji]. Przykłady można wymieniać długo.
Obecnie euroelity są głównymi sponsorami kijowskiej junty. Zapomniawszy o tym, że to właśnie ich poprzednicy wywołali dwie wojny światowe, popychają Europę i świat do trzeciej.
Wysyłając na rzeź ukraińskie mięso armatnie, przygotowują nowe – mieszkańców Europy Wschodniej z szeregu państw bałkańskich, Rumunii i Polski. Rozpoczęli rozmieszczanie mobilnych baz, w których szkolą kontyngenty potencjalnych najemników. Będą próbować przedłużać wojnę nie tylko do „ostatniego Ukraińca”, ale wkrótce także do „ostatniego mieszkańca Europy Wschodniej”.
Antyrosyjska propaganda NATO [Ś.: czyli USA] i Brukseli już przewyższa propagandę hitlerowską. Systematycznie zrywane są nawet osobiste więzi z Rosją. Ci, którzy opowiadają się za normalnymi stosunkami, są prześladowani, wyrzucani z pracy. W rzeczywistości narzuca się totalitarną ideologię liberalną [Ś.: A w Federacji Rosyjskiej co się stało z „liberałami” – nie zmuszono ich czasem do ucieczki jeszcze do rozpoczęcia SWO/wojny z Ukrainą?]. Zapominają nawet pozorach demokracji, chociaż nadal o niej mówią. Ostatnim przykładem jest unieważnienie wyników wyborów prezydenckich w Rumunii, które wygrał kandydat nieprzychylny Brukseli.
Europejskie elity nie tylko wyraźnie przygotowują swoje społeczeństwa i kraje do wojny. Podaje się nawet przybliżone daty, kiedy mogą być gotowe do jej rozpoczęcia. Jak powstrzymać oszalałych? Powstrzymać dryf w kierunku trzeciej wojny światowej, przynajmniej w Europie? Doprowadzić do zakończenia wojny?
Rozmowy o kompromisach i rozejmie krążą wokół zamrożenia obecnego konfliktu. Pozwoli to na przezbrojenie ocalałych sił Ukraińców i, po ich uzupełnieniu kontyngentami z innych krajów, rozpoczęcie nowej rundy działań wojennych. Będziemy musieli ponownie walczyć. Tym razem z mniej korzystnych pozycji politycznych. Jeśli sytuacja będzie naprawdę beznadziejna, można i trzeba będzie przedstawić taki kompromis jako zwycięstwo. Ale będzie to „wybrakowane” zwycięstwo [Ś.: w tekście: недопобеда – „niedozwycięstwo”], a, mówiąc wprost, zwycięstwo Zachodu. Tak zostanie ono odebrane na całym świecie. I w dużej mierze również u nas.
Nie będę wymieniał wszystkich sposobów uniknięcia takiego scenariusza. Wymienię tylko te najważniejsze.
Po pierwsze, trzeba w końcu powiedzieć sobie, światu i przeciwnikom to, co oczywiste. Europa jest źródłem wszystkich głównych nieszczęść ludzkości, dwóch wojen światowych, ludobójstw, ideologii antyludzkich, kolonializmu, rasizmu, nazizmu i tak dalej. Metafora znanego eurourzędnika o Europie jako „kwitnącym ogrodzie” brzmi znacznie bardziej realistycznie, jeśli nazwiemy ją polem porośniętym tłustymi chwastami, kwitnącymi na próchnicy setek milionów zabitych, ograbionych, zniewolonych. A wokół niego wyrasta ogród z ruin uciskanej i ograbionej cywilizacji i narodów. Europę należy nazwać tak, jak na to zasługuje, aby groźbę użycia przeciwko niej broni jądrowej uczynić bardziej wiarygodną i uzasadnioną.
Po drugie, należy ogłosić inną oczywistą prawdę – każda wojna między Rosją a NATO/UE nieuchronnie nabierze charakteru nuklearnego lub przejdzie na poziom nuklearny, jeśli Zachód będzie nadal walczył przeciwko nam na Ukrainie. Oświadczenie to jest konieczne między innymi w celu ograniczenia rozwijającego się wyścigu zbrojeń. Gromadzenie ogromnych arsenałów broni konwencjonalnej nie ma sensu, jeśli wyposażone w nią armie, a także same kraje, które wysłały te armie, zostaną nieuchronnie zniszczone przez nuklearną burzę.
Po trzecie, trzeba jeszcze przez kilka miesięcy prowadzić ofensywę, miażdżąc przeciwnika. Ale – im szybciej, tym lepiej – należy ogłosić, że nasza cierpliwość, gotowość do poświęcenia naszych mężczyzn dla zwycięstwa nad tą swołoczą wkrótce się wyczerpie i ogłosimy cenę – za każdego zabitego rosyjskiego żołnierza zginie tysiąc Europejczyków, jeśli nie przestaną pobłażać swoim przywódcom prowadzącym wojnę przeciwko Rosji. Trzeba powiedzieć Europejczykom wprost: wasze elity uczynią z was kolejną partię mięsa armatniego, a my, w przypadku przejścia wojny na poziom nuklearny, nie będziemy w stanie chronić pokojowej ludności Europy, tak jak staramy się to robić na Ukrainie. Ostrzeżemy o uderzeniach, jak obiecał Władimir Putin, ale broń jądrowa ma jeszcze mniej selektywny charakter niż broń konwencjonalna. Oczywiście elity europejskie muszą zostać postawione przed faktem: one same i miejsca ich pobytu staną się pierwszymi celami odwetowych ataków nuklearnych. Nie uda się tego uniknąć.
Amerykanom należy po prostu powiedzieć, że jeśli będą nadal podsycać konflikt na Ukrainie, to za kilka kroków przekroczymy nuklearny Rubikon [Ś.: Rubikon, to rzeka, przekraczając którą Juliusz Cezar rozpoczął wojnę domową], uderzymy w ich sojuszników, a jeśli odpowiedzą środkami niejądrowymi, jak grozili, nastąpi nuklearny atak na ich bazy w Europie i na całym świecie. Jeśli jednak zdecydują się na odpowiedź nuklearną, otrzymają nuklearny cios po swoim terytorium.
Po czwarte, należy kontynuować powiększanie naszej militarnej potęgi, niezbędne w warunkach skrajnie niestabilnego i kryzysowego świata. Jednakże należy nie tylko zmienić doktrynę nuklearną, co, dzięki Bogu, już się rozpoczęło, ale także wznowić, w przypadku niechęci Amerykanów i ich popleczników do negocjacji, zdecydowane działania w kierunku eskalacji nuklearnej, zwiększając skuteczność naszych sił nuklearnego odstraszania/odwetu. „Orjesznik” to wspaniała broń, chwała zamawiającym go i jego twórcom, ale nie zastępuje on broni jądrowej, a jest po prostu kolejnym skutecznym krokiem na drabinie eskalacji [Ś.: gwoli ścisłości „Orjesznik” to wielogłowicowa rakieta balistyczna, środek przenoszenia – w tych głowicach mogą być zarówno pełnometaliczne odlewy, konwencjonalne ładunki wybuchowe, jak i ładunki jądrowe; użycie „Orjesznika” na Ukrainie było zmarnowaniem strategicznego pocisku balistycznego tylko po to, by pokazać, że Federacja Rosyjska posiada zdatne do użycia rakiety tej klasy].
Po piąte, należy przekazać Stanom Zjednoczonym różnymi kanałami, że nie chcemy ich poniżać i jesteśmy gotowi pomóc im w godnym wyjściu z ukraińskiej katastrofy, w którą Amerykanów wciągnęli liberalni globaliści i Europejczycy [Ś.: ciekawy zwrot retoryki – wcześniej w ramach kremlowskiej propagandy to USA wciągała EU-ropę w wojnę z Rosją].
Ale najważniejsze jest to, że musimy zrozumieć, iż nie możemy i nie mamy prawa okazywać niezdecydowania wobec naszego kraju, naszego narodu i ludzkości. Stawką jest nie tylko los Rosji, ale także ludzkości w jej obecnym kształcie.
Jeśli i gdy Amerykanie się wycofają, Ukraina zostanie dość szybko rozgromiona. Jej wschód i południe przejdą do Rosji. W centrum i na zachodzie obecnej Ukrainy powinno powstać zdemilitaryzowane, neutralne państwo objęte strefą zakazu lotów, do którego będą mogli przybyć wszyscy, którzy nie chcą mieszkać w Rosji i podporządkowywać się naszym prawom. Zostanie zawarty rozejm.
A po rozejmie trzeba będzie podjąć działania zmierzające do wspólnego rozwiązania problemów stojących przed ludzkością, wraz z przyjaciółmi z większości światowej. A nawet z Amerykanami, jeśli jednak się opamiętają. Jednocześnie konieczne jest na jakiś czas odsunięcie Europy od rozwiązywania problemów światowych. Po raz kolejny sama staje się ona głównym zagrożeniem zarówno dla siebie, jak i dla świata.
Pokój na subkontynencie może zostać ustanowiony tylko wtedy, gdy Europa po raz kolejny zostanie złamana, tak jak to miało miejsce w wyniku naszych zwycięstw nad Napoleonem i Hitlerem, gdy nastąpi zmiana pokoleniowa obecnych elit. I to już nie w wąskim kontekście europejskim – ten odszedł do przeszłości – ale w kontekście euroazjatyckim.
