Dlaczego wojna Tuska i reszty „elit” III RP – ICH wojna po stronie Ukrainy – to w istocie wojna PRZECIW interesom narodu polskiego

To, co jest napisane poniżej, to nie „wrzutka rosyjskiego trolla” (trolle służbowo wyznają kult Putina, oficjalną narrację Kremla, zachwycają się carsko-cerkiewnymi jasełkami, które nazywają „odrodzeniem ducha narodu rosyjskiego”, bezkrytycznie popierają SWO i forsują nienawiść i pogardę do Ukraińców, kochają cerkiew, wolny rynek i … nienawidzą demokracji), tylko ocena sytuacji przez polskiego nacjonalistę (nie mylić z libertarianami udającymi „narodowców” i „rojalistów”), biegle posługującego się językiem rosyjskim, śledzącego od lat rozwój sytuacji i narracje propagandy rosyjskiej oraz nieoficjalne analizy i polemiki w rosyjskojęzycznych mediach społecznościowych. Narracje propagandy ukraińskiej wszyscy do bólu znamy jako „jedynie słuszną prawdę”, leje się od lat bezalternatywnie ze wszystkich mediów polskojęzycznych. Ja w poniższej analizie nie stoję ani po stronie władców Federacji Rosyjskiej, ani po stronie władców Ukrainy (prędzej po stronie narodów rosyjskiego i ukraińskiego przeciw mordującym te narody mafiozom-oligarchom). Obie te strony (oligarchie) powinniśmy postrzegać wyłącznie jako narzędzia osiągania celów narodu polskiego (i pamiętać o tym, że stoją po szyję we krwi okupowanych przez siebie narodów rosyjskiego i ukraińskiego). Polacy natomiast potrzebują poznać PRAWDĘ, której żadna ze stron nie mówi. Po to by zrozumieć, co się dzieje – i co w danej sytuacji jest zgodne z interesem narodu polskiego, a co nie.

Spis treści

Wstęp
Rolnictwo
Rynek pracy
Ukraińcy
Ukraina
Czy interesy „elit” Rosji i narodu polskiego na Ukrainie są nadal zbieżne?
Relacje z ludem Ukrainy – okiem polskiego etnonacjonalisty
I teraz pora zapytać – co jest na końcu tej drogi? Co Polacy mogą ugrać popierając Ukrainę w tej wojnie?

Wstęp

O polskim interesie narodowym w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej praktycznie się u nas nie mówi. Nie ma myślenia w kategoriach narodowych polskich, jest przerzucanie się propagandowymi hasełkami i narracjami obu stron – ukraińsko-„zachodniej” (stanowisko polskojęzycznych elit i polskojęzycznych mediów głównego nurtu) i rosyjskiej (znanej Polakowi głównie dzięki rosyjskim operacjom informacyjnym w polskojęzycznym Internecie). Zajmujemy się tym, kto jest gorszym „faszystą”, kto tam komu co „bardziej bezprawnie” zniszczył i ilu cywilów zabił w bardziej „niekoszerny”, niedozwolony „prawem międzynarodowym” sposób (jakby w ogóle wojowanie i mordowanie metodami „koszernymi” było dopuszczalne i należało sobie wybrać tego, kto morduje mniej cywilów i rozwala mniej infrastruktury cywilnej, lub robi to bardziej „praworządnie”; szczególnie razi dwulicowość NATO, które niszczyło serbską infrastrukturę cywilną i cywilny przemysł, obiecując, że „Serbowie będą siedzieć bez prądu i ogrzewania” póki Miloszewicz nie ustąpi, a dziś roni krokodyle łzy nad ukraińską infrastruktura cywilną … w tej liczbie zatroskanych są i kanalie polskojęzyczne ze wszystkich politycznych obozów zagłady narodu polskiego; gdzie byliście „humaniści”, jak USA równało z ziemią irackie miasta, infrastrukturę cywilną i mordowało tam hurtowo ludność cywilną?). Propagandyści obu stron urządzili sobie „konkurs moralnej piękności” i chcą nas zaganiać do emocjonalnego wyboru. Trwa rozkręcanie wirtualnej wojny NATO z Federacją Rosyjską na Ukrainie, w którą polskojęzyczne elity próbują wepchnąć naród polski, by walczył przeciwko własnym interesom.

A może popatrzymy sobie z punktu widzenia naszych interesów dla odmiany, a nie z narzucanego nam przez polskojęzycznych polityków, zachodnie koncerny medialne i rosyjską agenturę emocjonalnego punktu widzenia? Sądzę, że po 3,5 roku reżyserowanej wojny rosyjsko-ukraińskiej i 21 latach wspierania eurointegracji Ukrainy przez polskojęzyczne władze warszawskie (obu „konkurujących o władzę” obozów pomagdalenkowych) pora by polskiemu „ciemnemu ludowi” wyjaśnić, jak ma się jego interes narodowy do dążeń „jego” „elit” politycznych. I dodajmy jeszcze jeden, pomijany drobiazg. Mamy nieusuwalny konflikt interesów ekonomicznych z (globalną i lokalną) oligarchią kontrolującą Ukrainę, w zakresie dopuszczenia jej produkcji rolnej na nasz rynek. I taki sam konflikt z ludnością Ukrainy, chcącej dopuszczenia jej siły roboczej na nasz rynek. Występuje też odrębny konflikt – polityczny, wynikający z zatrucia tej ludności i jej państwa ideologią banderowską („chcemy pracowników z Ukrainy i ukraińskiej produkcji w UE czy nie” to inna kwestia niż „‚Banderland’ albo brak państwa ukraińskiego”). Ponieważ póki co jesteśmy w Unii Europejskiej i nie mamy prawa prowadzenia własnej polityki celnej, musimy działać tak, by dla Ukrainy i Ukraińców pozostał zamknięty rynek rolny i rynek pracy całej UE. Czyli interes Polaków w przypadku Ukrainy i Ukraińców sprowadza się do tego, by nie wpuścić Ukrainy do UE, możliwie w najbardziej trwały sposób i możliwie najtańszymi metodami. Możemy współczuć Ukraińcom, jeśli pozostając poza UE będą cierpieć moralnie lub ekonomicznie, ale „tu nie ma niczego osobistego – to tylko biznes” – nie jest naszą misją uszczęśliwianie innych, gdy stwarza to dla nas takie koszty ekonomiczne, że zagrożone będzie nasze biologiczne przetrwanie. I jeśli nasze cele mogliśmy osiągnąć pozwalając Federacji Rosyjskiej na aneksję Ukrainy, a przy tym jeszcze na tym zarobić, sprzedając nasz brak sprzeciwu Kremlowi, to trzeba było to minimum rozważyć (jak W. Orban i R. Fico). Ukraina niepodległa, neutralna i nie aspirująca do UE też by nas urządzała. Takiej Ukrainy chciała „antymajdanowa” opozycja, „południowy wschód” nie chciał inkorporacji do Federacji Rosyjskiej, o czym pisał A. Morozow jeszcze w 2013r.; to dopiero majdanowa agresja bojówek banderowskich wymusiła na „separatystach” szukanie ratunku w „objęciach” Kremla i pozwoliła kremlowskiej agenturze przejąć ruch oporu. A jeśli, jak nam do dziś mówi propaganda Kijowa, na południu za secesją czy tam przyłączeniem do Rosji byli tylko agenci przysłani z Moskwy, to dlaczego Kijów w 2014r. nie pozwolił przeprowadzić tam uczciwych referendów pod nadzorem ONZ lub OBWE, tylko posłał na południe swoich siepaczy? Przecież gdyby separatyści ponieśli miażdżącą klęskę na uczciwym referendum, to moskiewskiej propagandzie wytrąconoby argument z rąk, Ukraina wróciłaby na południowy wschód bez jednego wystrzału i z mandatem od jej mieszkańców? Czy trzeba było palić żywcem separatystycznych marginałów 2.05.2014r. w Odessie? Nie lepiej było pokazać całemu społeczeństwu tą „ukraińską jedność” i marginalność separatyzmu poprzez referendum? Czy w banderowskiej mentalności współczesnego „ukraiństwa” nie leży rozwiązywanie problemów inaczej jak mordami i terrorem? Czy walka z „terrorystą Girkinem” i jego 50-osobową bandą (12.IV.2014 – 5.VI.2014) wymagała ostrzeliwania dzielnic mieszkaniowych Sławiańska z artylerii 152mm (18+, filmy z ostrzałów Sławiańska pod koniec „Maidan: road to war”)? Girkin sam uciekł (czy pozwolono mu wyjść?), gdy pierścień okrążenia zaczął się zamykać. Pomyślał ktoś w Warszawie o tym, co robią ludności Ukrainy, w imieniu Polaków, których rzekomo reprezentują, legitymizując taką samozwańczą władzę i taki sposób jej działania? Aaa, racja, na Ukrainie po 2014r. odbywały się „demokratyczne” wybory i władza posiada legitymację narodu? Tak? A w II RP, po przewrocie majowym z 1926r. Sanacja też urządzała „demokratyczne” wybory i też posiadała legitymację narodu, a w Sejmie nawet zasiadała opozycja (w części nie zamordowanej, nie wygnanej na emigrację i nie zamkniętej w Twierdzy Brzeskiej i Berezie Kartuskiej)?

Tylko takiej Ukrainy – wolnej od banderyzmu i nie aspirującej do UE – już nie mamy żadnej możliwości sami sobie stworzyć, bo naszą szansę przefajdały polskojęzyczne „elity” – i jedyną opcją pozostaje unicestwienie banderowskiego państwa ukraińskiego rękoma niewolniczej armii „Putina” (o ile taka opcja jeszcze w ogóle wchodzi w grę – wątpią w to już nawet kremlowscy geostratedzy pokroju Karaganowa). Polskojęzyczni politycy oczywiście świadomie i z premedytacją zdradzali interes narodu polskiego na „odcinku ukraińskim” (w imię interesu „euroPEJSkiego” bądź „antypolsko-antyrosyjskiego”, bo straty narodu polskiego są dla tej dwugłowej szajki bez znaczenia, byle tylko zyskała „EUropa” albo straciła „Rosja”). I robią to do dziś … i będą to robić we wszystkich obszarach, póki ich nie usuniemy.

Co się tyczy „zbiorowego bezpieczeństwa” i NATO – „elity” Federacji Rosyjskiej i „Putin” boją się konfliktu z NATO, gdyby się nie bali, to by już anektowali Litwę, Łotwę i Estonię. Boją się militarnie i na gruncie osobistym. Nie radzą sobie militarnie nawet w wojnie konwencjonalnej z Ukrainą. W wojnie atomowej nie będzie zwycięzców, więc nikt jej nie zacznie. Zaś konflikt konwencjonalny najpierw odetnie „elity” Federacji Rosyjskiej i ich dzieci od kolosalnych majątków zakumulowanych przez dziesięciolecia w krajach NATO i szeroko pojętej strefie wpływów „Zachodu”, a po jakimś czasie doprowadzi do obalenia i wyrżnięcia w pień tych „elit” przez samą ludność Federacji Rosyjskiej, bez potrzeby werbowania tam jakichkolwiek „zagranicznych agentów” przez Departament Stanu, MI6, CIA, BND, eurobiurokratów i pana Sorosa. Dlatego istnienie banderowskiej Ukrainy ani na jotę nie zwiększa naszego bezpieczeństwa od „Ruskich”, natomiast jeśli ktoś się czuje bezpiecznie w sąsiedztwie państwa (i z kolosalną diasporą u nas …), gdzie dzieci w szkole z pełnym przekonaniem śpiewają „Batko nasz Bandera” (jeszcze w październiku 2021r.; jak ktoś wierzy, że to nie była socjoinżynieria, jest naiwny jak przedszkolak), niech sobie obejrzy ten teledysk i głęboko się zastanowi …

Ta „tożsamość państwowa” TEJ Ukrainy (kto tam stoi i w jakim mieście?) sama z siebie już nie zaniknie … a polskojęzycznym „elitom” z nieznanych przyczyn właśnie TAKA Ukraina, od jakichś 21 lat, jest droższa niż intresy narodu polskiego.

Rolnictwo


Źródło: Polskie rolnictwo i wieś w liczbach [WYKRESY, MAPY; dane: Rocznik Statystyczny Rolnictwa 2022], UŻYTKOWANIE GRUNTÓW W GOSPODARSTWACH ROLNYCH W 2020 R. Stan w czerwcu

Dla polskiego rolnika obecność Ukrainy w Europie to katastrofa. Ukraina ma znacząco większy areał użytków rolnych i znacząco lepsze gleby. W Polsce powierzchnia wszystkich użytków rolnych to 16669 tys. ha (166,69 tys. km2). To absolutnie wszystko, co „mamy”, wliczając pastwiska, sady, łąki, ugory, ogródki przydomowe. Z tego na czarnoziem przypada do 1%. Jeśli pozbieramy najlepsze czarnoziemy, mady, gleby brunatne i płowe z klas I i II, to „wyskrobiemy” do 4% powierzchni, czyli 6,67 tys. km2. Na Ukrainie samych najlepszych czarnoziemów (o warstwie próchnicy do 1m tam, gdzie go jeszcze nie wywieziono do Reichu … a non stop jadą z Ukrainy pociągi z czarnoziemem) jest 283 tys. km2. Jeśli dodać gleby płowe i kasztanowe, to gleb lepszych niż polskie klasy I i II Ukraina miała (zanim nie sprzedała zachodnim agrohodingom i funduszom inwestycyjnym) jakieś 505 tys. km2. Ponad trzy razy tyle, co całej polskiej powierzchni ornej.


Źródło: Sławomir Matuszak, Spichlerz świata? Rozwój rolnictwa na Ukrainie, 1.2. Gleby

To nie koniec. Większość obszaru rolniczego Ukrainy znajduje się na południe od obszarów rolniczych Polski, czyli jest lepiej nasłoneczniona. Co w oczywisty sposób wpływa na okres wegetacyjny i plony (oraz koszt jednostkowy produkcji rolnej – nasze rolnictwo nigdy nie będzie w stanie konkurować cenowo z produkcją z Ukrainy). Dodatkowo, dzięki gęstej sieci rzek Ukraina może taniej niż Polska rozwiązać problemy niedoborem wody dla rolnictwa, pojawiającymi się w związku z suszami. W związku z większą wydajnością produkcji rolnej (gleba, nasłonecznienie) na Ukrainie koszt sztucznego nawadniania upraw na jednostkę produktu będzie zawsze niższy niż w Polsce, czyli inwestycja w deszczownie itp. będzie bardziej rentowna.

Z powyższego wynika, że zniknięcie barier celnych między Ukrainą i Unią Europejską to wyrok śmierci dla polskiego rolnictwa, czyli nędza milionów mieszkańców polskiej wsi. Wieś przez cały okres PRL była obszarem, na którym naród polski odtwarzał się biologicznie z pewną nadwyżką, jeszcze w 1990 dzietność na wsi wynosiła 2,6 (dziecka na jedną kobietę w wieku produkcyjnym), podczas gdy w miastach spadła już wówczas do 1,6. Okupacyjna polskojęzyczna władza po 1989r. zdołała przetrącić narodowi polskiemu demograficzny kręgosłup, w 2024r. dzietność na wsi zredukowali do 1,2,a w miastach do 1,1 (Polska jest demograficznie mordowana bardziej agresywnie, szybciej, niż RFN czy Federacja Rosyjska). Jeśli dokręcimy jeszcze bardziej śrubę polskiemu rolnikowi, wystawiając go na konkurencję z międzynarodowymi agroholdingami, które przejęły ziemię na Ukrainie, dzietność na wsi, wyłącznie z przyczyn ekonomicznych, osiągnie poziomy znane z Korei Południowej (0,8 dziecka na kobietę). A miasta „tańszej ukraińskiej żywności” nie zobaczą, bo 80% ceny sklepowej to marże giełdowych pośredników i handlu detalicznego przejętego przez korporacje z Niemiec i Francji. Nawet jeśli warzywa i owoce potanieją o parę groszy, to i tak nijak nie może się to odbić na portfelu Polaka, w którym lwia część miesięcznych wydatków to hipoteka za mieszkanie lub koszty jego najmu (w tym błyskawicznie drożejące prąd i ogrzewanie) i koszty dojazdu do pracy (w tym raty za samochód i koszty paliwa). Dodajmy czas spędzany w drodze praca-dom i otrzymujemy populację wyssaną zasobów finansowych i z energii koniecznej do udźwignięcia kolejnego (lub i pierwszego) dziecka.

Rynek pracy

Jakie było główne marzenie Ukraińców związane z „pomarańczową rewolucją” i „euromajdanem”? Otóż wszystko, czego oni chcieli, to otwarcie im drzwi do „bajecznej Europy”, dokąd będą mogli dać nogę z ukraińskiej beznadziei, bez zbędnych wizowych formalności, bez statusu pariasa-nielegalnego pracownika na czarno gdzieś na niemieckiej plantacji szparagów czy włoskiej plantacji pomidorów. To dotyczyło tych „aktywnych”, ci mniej aktywni dawno już zdecydowali, że wobec braku perspektyw jedyne co pozostało to zapić się lub zaćpać się na śmierć. Jak pisałem w „Andriej Morozow: Ukraina – język, gospodarka i droga do wojny”:

Ukrainie po 2004 roku agentura USA (także ta na Kremlu) wybrała drogę integracji z „zachodem”. Oznacza to tyle, że Ukraina planowała zniszczyć wymianę handlową z FR – co prowadziło do upadku „postsowieckiego” przemysłu zintegrowanego z gospodarką rosyjską, bo „zachód” jego produkcji (w dużej części militarnej) po prostu nie potrzebował, a już na pewno nie w takich ilościach jak Rosja. W efekcie Ukraina znalazła się w pułapce „ślepej uliczki specjalizacji eksportowej” albo – pogorszenia terms of trade, bo koncepcja „zachodniej ścieżki rozwoju” dla Ukrainy polegała na tym, że Ukraina integruje się z „zachodem”, a z Rosji sprowadza tylko – za dolary i euro pozyskane w handlu z „zachodem” surowce i w większości „orze” postsowiecki przemysł (właśnie w celu zerwania uzależnienia od Rosji …). Uwalniając tanią siłę roboczą dla przemysłu i domów starców w zdychającej demograficznie Unii Europejskiej (stąd wielkie wsparcie „elit europejskich” dla „ukraińskiej drogi na zachód” ale … czy również nie na Kremlu, pożądającym swojego kawałka ukraińskiego „demograficznego tortu”, po tym, jak zniszczył własną populację?). Oczywiście ten „model rozwoju” oznaczał płacenie za ropę i gaz wg cen na „rynkach światowych” (na co naciskali „przyjaciele Ukrainy” z Międzynarodowego Funduszu Walutowego – dla nich preferencyjne ceny gazu dla ukraińskich emerytów są zbrodnią przeciw ludzkości …), na których Ukraina miała do zaoferowania głównie produkty rolne i surowce – „droga na zachód” oznaczała więc dobrowolne pogorszenie własnych terms of trade.

I dalej:

Ale jaka jest tu logika procesu? Ona polega na oddaniu własnej populacji w wieku produkcyjnym do zdychającego „centrum” Europy, po to, by własne, wywołane katastrofą ekonomiczną i masową emigracją po likwidacji przemysłu, problemy demograficzne (i wynikające z nich „wtórne” ekonomiczne) potem leczyć importem siły roboczej uwolnionej po destrukcji przemysłu lub stabilności politycznej w kolejnym regionie, który będzie się mamić „akcesją do Unii Europejskiej … Zgodnie z tą zasadą etniczna kompradorska mafia POLINezji jest wrogiem populacji ruskiej zamieszkującej Ukrainę i Białoruś, bo tylko nieszczęście tych krajów zapełni lukę demograficzną wywołaną żerowaniem oligarchii „starej Europy” na ludności „wschodniej UE”. Ani populacja POLINezji, ani populacje jej „ruskich” sąsiadów nie widzą, kto tu jest ich realnym wrogiem, niszczącym ich polityczny i ekonomiczny byt by odebrać im ich biologiczną przyszłość.

Oczywiście zalanie polskiego rynku pracy masą Ukraińców (lub dowolnych innych imigrantów) jest na rękę „polskim” „pracodawcom”. Zapobiega wzrostowi płac polskiego bydła roboczego (dzięki czemu bydło robocze nie ma za co wychować 2,1 dziecka na kobietę), czyli wzrostowi straszliwych „kosztów pracy”, które zdaniem libertariańskich morderców narodu polskiego (ze środowisk mikkoidalnych, „Ruchonarodowych”/”Konfederackich” i konserwatywno-liberalnych) są głównym hamulcem rozwoju polskiej gospodarki (a nie brak polityki gospodarczej i polityki celnej zorientowanych na reindustrializację POLINezji). „Koszty pracy” to jedyny dochód narodu, który nie ma kapitału, nie utrzymuje się z przychodów z kapitału (dywidend, odsetek itp.). A polskojęzyczne władze z jednej strony (przy użyciu ICH, a nie naszej wojny) podkręcają ceny prądu, paliwa i ogrzewania, a z drugiej blokują wzrost płac choćby do poziomów rekompensujących.

Panowie „antysystemowi” „libertarianopiteki” „konfedertalcy” i „mikkokantropi„, tak długo, jak długo polska kobieta nie ma 2,1 dziecka, nie możemy sobie pozwolić na LUKSUS redukcji „kosztów pracy”, musimy manewrować „rentownością majątku trwałego i kapitału obrotowego” oraz wynagrodzeniami dla wszelakich rad nadzorczych i menedżerów (których wielomilionowe „kontrakty” jakoś, nie są dla was „kosztami pracy” i nie drzecie mord, by je redukować – a przecież te kolosalne wynagrodzenia zostały wydarte z gardła szeregowym pracownikom – i podcinają ich zdolność do reprodukcji na zauważalną na poziomie gospodarki narodowej skalę).

Ukraińcy

Ukraińcy są ludem tak samo ogłupionym, okradzionym i zamordowanym demograficznie przez lokalnie operujące „elity” jak my, jak mieszkańcy Federacji Rosyjskiej i jak wszyscy mieszkańcy krajów „demokracji ludowej” (w tym Jugosławii). Wszystkim ludom/narodom naszego wielkiego bloku ukradziono państwa, które były naszą własnością i realizowały nasze cele „ludowo-narodowe” – minimum demograficzne. Te ukradzione państwa przekształcono w machiny zorientowane na zniewolenie nas, utrzymywanie nas w posłuszeństwie wobec złodziei, którzy okradli nas ze środków produkcji (WSZĘDZIE wmawiając, że fabryki są nic nie warte, że można je oddać za „symboliczną złotówkę”), po czym zaczęli okradać nas z owoców naszej pracy (i przy tym bezczelnie każą się nazywać „pracodawcami”) na taką skalę, że wymieramy, bo nie stać nas na wychowanie dostatecznej liczby dzieci.

Tak długo, jak długo Ukraińcy (i my wszyscy!) nie odebrali swojego państwa u tych złodziei, są niewolnikami kliki bandytów. Wszelkie ich działania wykonywane w „obronie” takiego państwa-okupanta są działaniami na ich własną szkodę. Co może Ukraińcom dać banderowska oligarchia, czego nie da im putinowska oligarchia? Iluzję „demokracji” i „niepodległości”, plus możliwość wyjazdu na roboty do UE bez wizy? Warto było w imię tego mordować ludzi na Donbasie i opozycję po całej Ukrainie przez 8 lat? Warto było prowokować TAKĄ wojnę w imię rekonkwisty terytoriów, których ludność chciała pójść własną drogą, a nie tą, którą zdecydowano bez nich na Majdanie?

Okupant Ukrainy (etniczna mafia-oligarchia), w pozorowanej wojnie z identyczną mafią siedzącą na Kremlu, wyprzedaje i oddaje pod zastaw absolutnie wszystkie zasoby formalnie należące do wszystkich mieszkańców Ukrainy. Ziemię, kopaliny, nieruchomości, fabryki, infrastrukturę.

Prawdziwy wróg siedzi z tyłu, w Kijowie – a ty ukraiński niewolniku, mordujesz takiego samego „moskalskiego” niewolnika jak ty, w starannie przygotowywanym od 2014r. dla was obu KOLOSEUM (co dostrzegł już wówczas separatysta kombryg Aleksiej Mozgowoj (materiał po rosyjsku, „Обращение из прошлого Алексея Мозгового”, PROROCZY)(kopia), zabity wkrótce na rozkaz Putina przez skrytobójców z „Wagnera”). Zamiast RAZEM ze swoim bratem wedrzeć się na trybuny i pozabijać tych siedzących tam bliźniaczych „cezarów” i „patrycjuszy” z Moskwy i Kijowa.

Ukraina

Czy my, Polacy znajdując się w analogicznej sytuacji ludu umierającego pod okupacją powinniśmy pomagać ogłupionym ukraińskim niewolnikom wojować o podtrzymanie klatki, w której ich zamknięto? To państwo okradło ich i ogłupiło na tyle, że przyjęli wrogą Polakom ideologię banderyzmu jako istotę „ukraińskości” i w imię tej ideologii (inni w nadziei na pracę w UE i ruch bezwizowy – co jest jeszcze straszniejsze …) zdecydowali się umierać i mordować innych jeszcze w 2014r.

Jeśli państwo piorące mózgi swojej ludności w duchu banderyzmu miałoby się utrzymać, to dla nas, Polaków lepiej by nie było żadnej TAKIEJ Ukrainy. A i dla Ukraińców najlepszym obecnie wyjściem byłoby wymienienie rządu na taki, który uzna wszystkie zaciągnięte podczas tej wojny zobowiązania i transakcje za niebyłe (jak dla mnie najlepszym wyjściem byłaby unia z Białorusią jako zabezpieczenie przed agresją Moskwy i roszczeniami Zachodu; Łukaszenka jest niestety znienawidzony na Ukrainie nie mniej niż Putin). Bo z tej wojny wyłonić się może jedynie totalitarne, terrorystyczne państwo banderowskie z kolosalnymi długami i bez majątku narodowego. I z makabrycznie zubożoną ludnością. Czyli dokładna kopia tej „Rassiji”, od której chcieli się wyzwolić.

Polskojęzyczne władze warszawskie miały szansę stanąć na gardło „ukraińskiej” oligarchii i wymusić na niej totalną debanderyzację pod groźbą całkowitego zamknięcia polskich granic dla transportu do i z Ukrainy. Mogły to zrobić od Euromajdanu (2014r., a powinny jeszcze przy okazji „pomarańczowej rewolucji” w 2004r.). Mogły i po 24.02.2022 (początek SWO). Ponoszą współodpowiedzialność i za to, że na Ukrainie utrzymał się banderyzm i za to, że banderowskie państwo przetrwało i moim zdaniem przetrwa (bo, moim zdaniem wszystko już na to wskazuje, że cele SWO nie zostaną osiągnięte – jak zawsze, gdy „Putin” coś deklaruje i obiecuje, potem robi dokładnie na odwrót – skutki SWO to jak dotąd militaryzacja i banderyzacja Ukrainy oraz prześladowanie „bronionego” języka rosyjskiego i wymuszanie przechodzenia na „mowę”).

Czy interesy „elit” Rosji i narodu polskiego na Ukrainie są nadal zbieżne?

Od początku była to „dziwna wojna” – i taką jest nadal. Rosja nawet nie zniszczyła do tej pory stanowisk podmiany wózków pod wagonami na szerokotorowe (te przybytki są po ukraińskiej stronie granicy, więc nie ma tu ryzyka „wojny z NATĄ”), żeby sparaliżować cały transport kolejowy z POLINezji na Ukrainę. Podobnie ma się sprawa z rumuńsko-ukraińskimi szlakami kolejowymi. Wszystkie wiadukty kolejowe i tunele przez Karpaty stoją jak stały, nikt tam nawet zbytnio nie próbował szkodzić. Jedyny ważniejszy most uszkodzili Rosjanie na samym początku specoperacji, a potem przyszły rozmowy w Istambule i więcej po mostach nie strzelali. Wszystkie potrzebne Ukrainie mosty przez Dniepr stoją nietknięte (a potrzebne Rosjanom Ukraińcy rozwalili sami).

I nikt z rosyjskich zwolenników specwojny z Ukrainą nie potrafi pojąć, dlaczego Putin i jego oligarchia przez 3,5 roku nie wykonali tego oczywistego posunięcia. A w telewizji FedeRaszyjskiej patriotyzm wylewa się z ekranu. „Oddaj krew i flaki ojczyźnie już dziś, a być może wypłacimy ci 3 miliony rubelków. A być może nie wypłacimy i co nam zrobisz?”

Publikacje Karaganowa dowodzą, że Federacja Rosyjska minimum od czerwca 2023 nie działa już w interesie narodu polskiego, który wymaga likwidacji państwa banderowskiego. Ponieważ Federacja Rosyjska nie zamierza tego zrobić (a już wiadomo, że nie zamierza – kto czytał skandaliczny tekst „syberyjski” Karaganowa, ten wie, co planuje Putin), tylko toczyć pseudowojnę po to by przerobić całe społeczeństwo Ukrainy na banderowców i zradykalizować tych banderowców, umocnić tam władzę banderowską (a do tego sprowadza się z punktu widzenia Polaka dorobek eSWełO, my Polacy mamy gdzieś, ile powiatów wyszarpie jeszcze Putin, żeby swoim zdaniem „wyjść z twarzą” z konfliktu, my w końcowym efekcie SWO będziemy mieli z tego za miedzą gniazdo banderowskich szerszeni). A skoro tak, to Polakom taka wojna za miedzą jest nie tyle zbędna, co raczej stwarza poważne zagrożenie.


Putin, Wałdaj, USA, wojna z NATO i kolektywnym zachodem w wykonaniu Putina i jego „elity” … źródło: https://www.kommersant.ru/doc/8081394

Relacje z ludem Ukrainy – okiem polskiego etnonacjonalisty

Ukraińcy, o ile nie są banderowcami, tak długo jak żyją i pracują w swoim kraju nie pchając się do nas ani ze swoimi rękoma do pracy ani ze swoimi produktami – czy to rolnymi czy przemysłowymi – szkodząc tym polskim pracownikom i wytwórcom, są dla mnie, jako polskiego ETNONACJONALISTY całkowicie akceptowalni. Jeśli szukają obszarów obopólnie korzystnej współpracy gospodarczej, naukowej czy kulturalnej – jestem za, jako zwolennik budowy polityczno-ekonomicznego bloku słowiańsko-postkomunistycznego jako przeciwwagi dla franko-germańskiego oligarchicznego imperium UE, w którego żelaznym kapitalistycznym uścisku biologicznie wszyscy [narody byłego bloku socjalistycznego w strefie wpływów „Zachodu”]) umieramy.

Ale … w momencie, gdy nasi „ukrobanderowscy bracia” zaczynają pchać się na nasz obszar ze swoim OSADNICTWEM / KOLONIZACJĄ, żerują na polskim systemie opieki zdrowotnej, emerytalnym i pomocy społecznej, gdy zaczynają odbierać Polakom miejsca pracy bądź ułatwiać „polskim” „pracodawcom” redukcję realnych wynagrodzeń Polaków, gdy zarzucają polski rynek swoimi produktami rolnymi i przemysłowymi, to odbierają dzieciom polskiego robotnika i rolnika prawo istnienia, odbierają polskiemu emerytowi chleb i dostęp do lekarza. I wtedy momentalnie stają się moimi (i waszymi) wrogami (pamiętajmy, że produkcja ich fabryk i gospodarstw wzbogaca jedynie tamtejszą kompradorską mafię-oligarchię, a uzyskana przy tym nędzna płaca ukraińskiemu niewolnikowi ledwo pozwala na przeżycie – dlatego danie nogi do naszego „raju” jest marzeniem znacznej części ich populacji – tak samo jak marzeniem szczuropolaków była ucieczka do USA, RFN czy Szwecji; koniec wojny niewiele zmieni, bo jak stanie ich przemysł zbrojeniowy i zrobią demobilizację, będą mieli kolosalne bezrobocie, pracy w firmach budowlanych zajętych odbudową miast, infrastruktury i zakładów przemysłowych na pewno nie starczy dla wszystkich – no i pieniędzy na odbudowę też raczej nie dostaną za wiele, Unia Europejska potrzebuje taniego ukraińskiego niewolnika na swoich plantacjach – a jak za dużo pieniądza pojedzie na Ukrainę, to za mało niewolnika ucieknie stamtąd do UE).

Przy tym wszystkim nasi „bracia” uważają (a uważają, tego ich uczą od 11,5 lat ich media i ich szkoła!), że jako nadludziom-Ukrom, „dzieciom Wielkiego Bandery i Tysiącletniej Rze… ekhm Ukrainy”, my – Lachy-podludzie – mamy obowiązek im służyć, pomagać i ustępować we wszystkim. Bo oni „bronią nas i całej Europy od Ruskich”. My, naród polski na tej ich „obronie”, w ramach pozorowanej przez elity Kijowa i Moskwy wojny ponosimy jedynie straty, bo rządzące w naszym kraju okupacyjne władze polskojęzyczne zrobiły z naszego kraju, na koszt naszego narodu, przytułek dla uchodźców i zaplecze logistyczne dla wojny drogich im „braci banderowców”.

I teraz pora zapytać – co jest na końcu tej drogi? Co Polacy mogą ugrać popierając Ukrainę w tej wojnie?

  1. Po pierwsze – przetrwanie banderyzmu na Ukrainie, jako ideologii państwowej i głównej siły politycznej. Banderyzm ma z oczywistych względów poparcie elit niemieckich. Jest jedynie kwestią czasu powrót hasełek w stylu „Lachy – za San!”. Hodujemy sobie wroga – z wrogą ideologią państwową i roszczeniami terytorialnymi – zamiast pozwolić go dobić. W dodatku wroga zaprzyjaźnionego z drugim państwem, które ma wobec nas roszczenia terytorialne – RFN.
  2. Po drugie – zwycięstwo Ukrainy to przesunięcie „frontu” NATO-Rosja na wschód. Póki jesteśmy, wraz z Turcją, głównymi bastionami NATO na „pograniczu rosyjskim”, możemy wyciskać z Waszyngtonu określone profity – preferencyjne ceny na uzbrojenie, którego nie możemy sami wytworzyć, dotacje do naszej infrastruktury militarnej (Tak, polskojęzycznej „elicie” politycznej nie przyszło do głowy, że to nie my „kupujemy” „bezpieczeństwo”, tylko NATO kupuje przyczółek w zimnej wojnie bloków militarnych. Póki istniał ZSRR Jugosławia potrafiła wyciągać korzyści ze swojego położenia między blokami. Polskojęzyczne „elity” potrafią tylko dopłacać do interesu USA/NATO – z kieszeni narodu polskiego. Wejście Ukrainy do NATO sprawi, że staniemy się państwem o znacząco niższej wartości dla USA/NATO – wielokrotnie mniej cennym strategicznie niż Ukraina. Czyli stracimy teoretyczną (z powodu zdradzieckości i korupcji polskojęzycznej „elity” politycznej) zdolność wyciągania z Waszyngtonu czegokolwiek.
  3. Po trzecie – już teraz „diaspora ukrobanderowska” – ta niedobita „Akcją Wisła” i ta, która przyjechała tu jako „imigranci zarobkowi” i „uchodźcy” podnosi politycznie głowę w POLINezji. Co się stanie po zwycięstwie ich „Vaterlandu” nad Federacją Rosyjską (a do tego zwycięstwa niedużo zostało, Putin, przy pomocy wyselekcjonowanej przez siebie „genialnej” kadry oficerskiej, już niemal wymordował własną armię i kończy dopalać odziedziczone po ZSRR sprzęt i amunicję)?
  4. Po czwarte – „gospodarka głupcze” – co się stanie z naszym rolnictwem i naszym rynkiem pracy (a w konsekwencji z naszą demografią), gdy tylko Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej? To opisałem powyżej. Jak możemy najskuteczniej zablokować wejście Ukrainy do UE? Jak możemy najskuteczniej odciąć „ukraińskiemu” agrobiznesowi (czyli korporacjom zachodnim, które przejęły ziemię na Ukrainie) i „ukraińskiej sile roboczej” dostęp do polskiego rynku? Poprzez doprowadzenie do przejęcia Ukrainy przez moskiewski gang. To rozwiązanie najpewniejsze, najskuteczniejsze i najbardziej zgodne z polskim interesem narodowym we wszystkich wymiarach – politycznym, ekonomicznym i militarnym.

Nasza wojna, wojna służąca interesom narodu polskiego (i przy okazji ludom Ukrainy) to byłaby taka, w wyniku której powstaje wolna Ukraina. Wolna od banderyzmu i oligarchicznych okupantów, także tych mówiących po hebrajsku i po rosyjsku. Wolna od kapitalizmu, który uczynił z ludu Ukrainy (i iluż innych ludów, choćby w RFii/”FedeRaszce” …) wymierających tępych niewolników i mięso armatnie na cudzej wojnie. Wolna w taki sposób, by wszyscy „goście” raczyli podziękować nam za gościnę i wrócili do siebie. Naszą szansę na taką Ukrainę przefajdały polskojęzyczne „elity” polityczne w 2013 i 2014r., kiedy poparły „euromajdan” i banderowski zamach stanu. A można było poprzeć najpierw Janukowycza a potem – rozjeżdżanych gąsienicami komunistów-„separatystów” z południowego wschodu.

Przy tym warto by naszym naiwnym jak Afro-Afrykańczycy „braciom-Ukraińcom” wytłumaczyć, że w Unii Europejskiej nie czeka nikogo „darmowy obiad”. Gdyby czekał, Polacy nie byliby dziś narodem wymierającym we własnym kraju (jak zresztą wszystkie narody UE). Tak więc „bracia banderowcy” (oraz naiwni ukraińscy frajerzy wierzący w eurointegrację) poszli w złym kierunku i od 2004r. pukają do niewłaściwych drzwi. Najpierw trzeba uwolnić się od wewnętrznego / zewnętrznego pasożyta, a potem zacząć wykuwać własny los.

Dodaj komentarz