Tym tekstem rozpoczynam krótki cykl tłumaczeń wywiadów i artykułów Siergieja Karaganowa (przykro mi, ale po POLINezyjsku nikt tej persony na wikipedii nie opisał, więc macie linki EN i RU). Dla odmiany nie jest on opozycjonistą, rozczarowanym Z-patriotą itp., tylko najprawdziwszym „człowiekiem systemu” oligarchii Federacji Rosyjskiej (FR), „dinozaurem” jeszcze z czasów ZSRR, gdzie został wypatrzony i wypromowany przez tow. Andropowa (szefa KGB, pierwszego sekretarza KPZR, wychowawcę Gorbaczowa i Jelcyna, człowieka, który kładł fundamenty pod „pieriestrojkę” i rozpad ZSRR). Po co w ogóle chcę tu prezentować jego twórczość? Otóż dla zrozumienia obecnego położenia SWO (Specjalnej Wojskowej Operacji czyli wojny rosyjsko-ukraińskiej) na poziomie strategicznym, na poziomie polityki „elit” Federacji Rosyjskiej konieczne jest zapoznanie się z faktycznymi celami SWO i ogólną „determinacją” tych „elit” do osiągania tych celów deklarowanymi środkami. Pan Karaganow pełni przy Kremlu funkcję „rzecznika prasowego” do spraw ogłaszania światu zachodniemu tego, co kremlowskie „elity” uznają za swoją aktualną pozycję geostrategiczną, ale z powodów wizerunkowych bądź politycznych nie mogą tego ogłosić ustami Putina (na którego stanowisku nie zawsze da się cofać wypowiadane słowa, a czasem – lepiej milczeć na pewne tematy). To funkcja zbliżona do funkcji eks-prezydenta D. Miedwiediewa, tylko adresatami wypowiedzi Miedwiediewa jest tubylczy (RF-ijski) i „zachodni” motłoch (czytelnicy „Pudelków”, „Faktów” i „Superekspresów”), ze wszystkimi skutkami dla treści, formy i poziomu intelektualnego przekazu. Zaś pan Karaganow publikuje „stanowisko władz” dla pozakremlowskich elit biznesowo-administracyjnych FedeRaszki oraz dla analityków z „Zachodu”.
Co „elita” Federacji Rosyjskiej chciała uzyskać po klęsce pierwszej fazy SWO (przypieczętowanej odwrotem spod Kijowa, Czernichowa, Sum itd. na początku kwietnia 2022r.) i drugiej (przypieczętowanej odwrotem z charkowszczyzny we wrześniu 2022r. i z przyczółka chersońskiego w listopadzie 2022r.)?
Jeśli całkowicie wyzwolimy obwody doniecki, ługański, zaporoski i chersoński, będzie to minimalne zwycięstwo. Nieco większym sukcesem będzie wyzwolenie w ciągu roku lub dwóch całego wschodu i południa obecnej Ukrainy. Ale nadal pozostanie jej część z jeszcze bardziej rozgniewaną ultranacjonalistyczną ludnością, zaopatrywaną w broń – krwawiąca rana, grożąca nieuniknionymi komplikacjami, ponowną wojną. Niemal najgorsza sytuacja może się wydarzyć, jeśli ceną ogromnych ofiar wyzwolimy całą Ukrainę i zostaniemy na ruinach z ludnością, która w większości nas nienawidzi. Jej „reedukacja” zajmie niejedno dziesięciolecie. (Karaganow S., 13.06.2023 Тяжкое, но необходимое решение)
Jak widać „minimum” (na 13.06.2023) to dopasowanie rzeczywistości do zapisów odnośnie nabytków terytorialnych, wprowadzonych pochopnie do konstytucji Federacji Rosyjskiej. Widać jednocześnie, że są „apetyty” na jeszcze jakieś nabytki, ale absolutnie brak już woli „inwestowania” w „denazyfikację” i „demilitaryzację” całej Ukrainy, jeśli ta miałaby stawiać opór przy wsparciu Zachodu. Po kolejnych 2 latach (IX.2025), ceną przeogromnych ofiar (155 tys. potwierdzonych pochówków, 0,9-1,1 mln rannych i zabitych wg wikipedii) Rosja nie posunęła się daleko naprzód od linii frontu z dnia opublikowania artykułu pana Karaganowa.
A jaki był nakreślony wówczas „program maksimum”?
Bardziej atrakcyjną opcją jest wyzwolenie i inkorporacja Wschodu i Południa oraz zmuszenie pozostałej części Ukrainy do kapitulacji z całkowitą demilitaryzacją i utworzeniem buforowego, przyjaznego państwa. Ale taki wynik jest możliwy tylko wtedy, gdy uda nam się złamać wolę Zachodu do szczucia i wspierania kijowskiej junty, zmusić go do strategicznego odwrotu. (Karaganow S., 13.06.2023 Тяжкое, но необходимое решение)
Ciekawe, jak utworzyć „przyjazne państwo” z ludnością, która, jak trafnie spostrzegł pan Karaganow „w większości nas nienawidzi” (to, że już nie bez powodu, to bezsprzecznie „osiągnięcie” SWO) – i zrobić to bez wielu dziesięcioleci nakładów na „reedukację” (czyli i okupację). W zasadzie na tym można by było zakończyć sprawę tego, czego tak naprawdę chce się „elita” Federacji Rosyjskiej (na dzień 13.06.2023) dobić na Ukrainie.
Co się tyczy kłopotliwego wsparcia udzielanego Ukrainie z „zachodu”, to by zrealizować ww. ambitny „plan maksimum” należy przeprowadzić ograniczone natarcie jądrowe przeciw Europie:
Wielokrotnie mówiłem i pisałem, że jeśli odpowiednio zbudować strategię zastraszania, a nawet użycia siły, ryzyko „odwetowego” ataku nuklearnego, a także każdego innego ataku na nasze terytorium, można zminimalizować. Tylko jeśli w Białym Domu zasiądzie szaleniec, który do tego nienawidzi swój kraj, Ameryka zdecyduje się na uderzenie w „obronie” Europejczyków, narażając się na odwet, poświęcając hipotetyczny Boston dla hipotetycznego Poznania.
(Karaganow S., 13.06.2023 Тяжкое, но необходимое решение)
Jak widać lepiej wyprowadzić się zawczasu z „hipotetycznego Poznania”. Ktoś może pomyśleć, że ja tu szydzę. Niestety nie do końca, na Kremlu różne sztaby fachowców myślały nad takimi scenariuszami.
Ale co, jeśli się nie wycofają? Czy już całkowicie stracili instynkt samozachowawczy? Wtedy trzeba będzie uderzyć w grupę celów w kilku krajach, aby przywrócić rozsądek tym, którzy stracili rozum.
To straszny wybór moralny – używamy broni Boga, skazując się na ciężkie straty duchowe. Ale jeśli tego nie zrobimy, nie tylko Rosja może zginąć, ale najprawdopodobniej skończy się cała ludzka cywilizacja.
Jak widzimy, mamy tu do czynienia z człowiekiem, który dopuszcza wymordowanie kilku/kilkuset milionów, albo i miliarda ludzi w ramach jakichś rozgrywek międzymocarstwowych … oczywiście w imię prawosławnego boga kremlowskich elit …
Nie tak dawno zastanawiałem się nad tymi sprawami. Tok myślenia jest następujący:
- Kto grozi
„Elity” Federacji Rosyjskiej mają na Zachodzie dzieci, konta, pałace i inne rzeczy, dla których zniszczyły i ograbiły ZSRR, wyrzekły się swojego honoru/sumienia/człowieczeństwa i od 34 lat grabią obszar postradziecki („elity” Ukrainy nie są ani na jotę lepsze). Atakując „zachód” konwencjonalnie lub nuklearnie na zawsze odetną się od swoich „życiowych dorobków” (sankcje), lub je unicestwią (wojna nuklearna). Wbrew deklaracjom pobożności („my jak męczennicy trafimy do raju, a oni /’Zachód’/ po prostu zdechną”), ich raj to dziedziczna ostentacyjna konsumpcja (prezentacja statusu) w „stolicach” globalnych elit, które mają identyczne wyobrażenie o „raju”. Dlatego zagrożenie nuklearne z ich strony („elit” FR) pojawi się dopiero w obliczu groźby ich („elity”) zbiorowego (wliczając potomstwo) fizycznego unicestwienia przez ‚Zachód’.
- Co może być potencjalnym celem ataku jądrowego „elit” FR?
Zagrożenie nuklearne ze strony „elit” Federacji Rosyjskiej dotyczy zatem tylko tych obszarów i skal (w kilotonach) ataku, które nie wywołają zmasowanej odpowiedzi nuklearnej „Zachodu” („końca świata”, niezwykle mało prawdopodobnego, zważywszy moralną i światopoglądową tożsamość oligarchicznych elit FR i „zachodu”) ORAZ nie doprowadzą do trwałego zamknięcia „elitom” FR (włączając rodziny) drzwi do zachodniego „raju” (i wszystkich „rajów”, do których sięgną ręce „Zachodu” – a możemy być pewni, że do np. Dubaju sięgną). Wszystko wskazuje na to, że „elity” FR dostały od „Zachodu” jednoznaczny komunikat, że jakakolwiek próba użycia broni nuklearnej, nawet taktycznej i nawet na Ukrainie oznacza totalne zamknięcie Federacji Rosyjskiej za realnie szczelną „żelazną kurtyną”, ostatnie działania Trumpa – włączanie do sankcji Indii, Chin i UE to jedynie wstępna demonstracja jego determinacji po klęsce rozmów pokojowych (Trump już nigdy nie usiądzie do stołu z Putinem na tych warunkach, jakie proponował do Alaski, bo zrozumiał, że Putin oszukiwał go odnośnie możliwości Rosji – a ludzie pokroju Trumpa oszustów bardzo nie lubią; wygląda na to, że nowa oferta pokojowa to powrót do granic sprzed aneksji Krymu).
- O skuteczności strategii odstraszania jądrowego czyli dlaczego „Zachód” naprawdę bał się ZSRR?
Wiarygodność odstraszania/szantażu jądrowego w przypadku „elit” FedeRaszyjskiego typu jest zerowa. Oni unicestwili ZSRR po to, by stać się „częścią elit Zachodu”. Ideowi, ascetyczni komuniści, którzy nie mieli niczego na Zachodzie, ani rodzin ani majątków i niewiele w ogóle mieli do stracenia – byli wiarygodni w zakresie szantażu jądrowego. Dzieci tej późnosowieckiej „elity”, która dziś rządzi FR, żyją na zachodzie i wstydzą się swojego pochodzenia (także swoich rodziców, ale nie majątku ukradzionego i wydartego przemocą ludom byłego ZSRR przez tych rodziców). Ludzie pokroju Karaganowa to rozumieją, piszą te wszystkie „jastrzębie obwieszczenia” na zamówienie polityczne „elit”, tylko nijak nie da się Zachodowi wmówić, że ci papuasi poobwieszani złotymi czy platynowymi zegarkami, jachtami, szwajcarskimi i katarskimi kontami, pałacami i czym tam jeszcze, są zdolni poświęcić bądź zaryzykować cokolwiek. Można, jak Putin udawać szaleńca (gdy radził się syberyjskich szamanów w kwestii, czy Rosja zwycięży w wojnie jądrowej z zachodem) albo obłąkanego religijnego fanatyka (jak Putin, gdy mówił, że („my jak męczennicy trafimy do raju, a oni /’Zachód’/ po prostu zdechną”). Niestety „Zachód” tego teatrzyku grozy nie kupił, patrząc na jachty, pałace, zegarki za miliony dolarów, ociekające złotem ściany, doszedł do wniosku, że sybaryci zbyt kochają życie i bogactwa, by się z nimi rozstać w ramach wojny jądrowej.
- Tragedia Ukrainy
Konflikt na Ukrainie jest skutkiem tego, że po przewrocie w 2014r. „Zachód” nie zaangażował się realnie na Ukrainie, nie zintegrował jej ekonomicznie ani militarnie (co było możliwe od 2015r., czyli oficjalnego ukręcenia głowy „Rosyjskiej wiośnie” przez sam Kreml w „Mińsku II”) co pozwoliło kremlowskim geostrategom założyć, że można na Ukrainie powtórzyć scenariusz z Gruzją, Inguszetią i Osetią, że jest przyzwolenie „Zachodu”. Czy „Zachód” wabił „Putina” w pułapkę w nadziei, że klęska Rosji spowoduje „kolorową rewolucję” i zmianę reżimu na „grupę Nawalnego”? Czy też z góry poświęcał Ukrainę i planował wciągnąć Federację Rosyjską w niekończącą się wojnę partyzancką, która wyssie z Rosji tyle krwi, że nastąpi „kolorowa rewolucja” itd.? Nie wiem, jasne jest, że nikt nie myślał o kosztach tych gierek dla ludności Rosji i Ukrainy – cywilnej i zagonionej do wojska.
„Białym panom” jest obojętne, co krwawi papuascy wielmoże wyprawiają na ukradzionym rdzennym mieszkańcom terytorium FR (zamieszkanego przez „rasowo obcą” papuasom ludność tubylczą), byle nie leźli z wojną na żadne inne terytoria, gdzie „biali panowie” przyznali sobie monopol na interesy. I tylko o to chodzi we wspieraniu „demokratycznej opozycji” w FR przez „białych panów” – przecież ci „demokraci” rekrutują się głównie spośród wykolegowanej części „elity” jelcynowskiej, sławnej z rozstrzelania parlamentu („czarny październik” 1993r.), który zgodnie z prawem FR odsunął od władzy Jelcyna – a jak wiadomo „biali panowie” poparli nielegalnego Jelcyna, a nie legalny, rozstrzelany przy ich wsparciu parlament – Bieriezowski jakoś nie uciekł do Londynu w 1993r. na znak protestu, Chodorkowski nie stał na barykadach osłaniających parlament, zaś Nawalny, Katz, Naki, Piewczich itd. itp. nie polegli wtedy bohatersko wojując za demokrację; a Barkaszowcy i nazbole Limonowa bronili parlamentaryzmu i wielu zginęło…
Tragedia Ukrainy polegała na tym, że „biali panowie” nie zdeklarowali jednoznacznie dla papuasów, że Ukraina to teraz ich, „biały” teren (mieli na to 6 lat). Znaczy to mniej więcej tyle, że ludność Ukrainy była przez „białych panów” postrzegana jako jakaś odmiana aborygenów, których spory z papuasami nie dotyczą „białego człowieka” (chyba, że w zamieszaniu można coś jednym i drugim ukraść). Ukraina papuasom jest potrzebna wyłącznie jako kolejny obszar, z którego można wyciskać pieniądze przeznaczone do finansowania luksusowej konsumpcji, zakupu aktywów na „Zachodzie” i napychania zagranicznych kont bankowych (dlatego wkraczając na Ukrainę swoją najemną armią papuasi nie przedstawili ukraińskim aborygenom żadnego projektu politycznego {nawet gdyby przedstawili, to byliby niewiarygodni – pomijając już to, co desant „Putina” zrobił z Donbasu przez 6 lat względnego pokoju, tak wiele obietnic Putina nie zostało wypełnionych, tak wiele razy skłamał, że jego słowa przestały mieć jakąkolwiek wagę}, żadnego „rządu tymczasowego” itp.). Jak się wydaje „biali panowie” zdecydowali się poprzeć Ukrainę tylko po to, by dać papuasom „lekcję”, by więcej nie próbowali wyłazić poza granice FR i psuć interesów „białemu człowiekowi”. Papuasi zbezczelnieli na tyle, że opóźnili „program demokratyzacji Syrii” (i jakieś projekty strategiczne „Świętego Izraela”), a przy okazji wepchali się do Afryki, gdzie odebrali (chyba nie na długo, sądząc po losie Syrii i rosyjskich porażkach w Afryce) jakiś kawałek tortu „białym ludziom”. Można podejrzewać, że „wyprawa na Kijów” uświadomiła papuasom ich miejsce w „łańcuchu pokarmowym planety” (w hierarchii kapitalistycznych „drapieżników”). Pojmujący to pan Karaganow pisze, by papuasi zakończyli nieudaną wyprawę wojenną, niezadowolonych zaś z jakości zaopatrzenia, dowodzenia, logistyki i „obsługi administracyjnej” „WOJE” przekwalifikowali na łopaciarzy i kilofiarzy i wysłali do budowy infrastruktury transportowej na Syberii (trzeba ich szybko rozproszyć i czymś zająć , przy tym w bezpiecznej odległości, by nie zrobili rewolucji …), gdzie zostało jeszcze trochę zasobów, które można by wykopać i sprzedać Chinom, Indiom i rozmaitym pośrednikom w handlu z „Zachodem”.
- Wnioski dla SWO:
Impotencja nuklearna FedeRaszyjskich „elit” (wyjaśniona powyżej) ma swoje konsekwencje demograficzne („pomór” na SWO mężczyzn w wieku produkcyjnym, szczególnie na prowincji, którą „elita” silniej wydrenowała „mobilizacją” i „rekrutacją ochotników”). W efekcie, nawet w razie pokonania armii ukraińskiej nie da się już wygospodarować w społeczeństwie FR dostatecznej liczby mężczyzn dla „prawidłowej” okupacji Ukrainy, zaś 3,5 roku wojny mocno zredukowały liczbę chętnych do roli kolaboranta zarówno z powodu demonstrowanej przez stronę rosyjską niekompetencji militarnej, jak i z powodu porzucania przez Rosjan kolaborantów na pastwę SBU i „nazbatów” – jak to miało miejsce w Buczy, Kupiańsku, Irpieniu, Chersoniu i wielu innych miejscowościach.
W rosyjskich „jastrzębich” mediach krąży opinia, że gdyby „Putin” użył broni jądrowej na samym początku konfliktu, „Zachód” nie odważyłby się na pomoc i mimo początkowej katastrofy SWO FR zdołałaby dobić odciętą od dostaw sprzętu i amunicji Ukrainę. Zgadzam się z tą opinią, z tym zastrzeżeniem, że „elita” FR (czy też „Putin”) w ogóle nie miała wyobrażenia o stosunku sił i możliwości wojsk Ukrainy i Federacji, uznawała, że dopnie swego niezależnie od działań Zachodu i Kijowa, że będzie błagana o rozmowy pokojowe i będzie dyktować warunki – „pycha kroczy przed upadkiem”.
Rozważanie tego scenariusza (odstraszającego uderzenia jądrowego na początku wojny) jest drogą donikąd, bo by się na użycie broni jądrowej odważyć, „elita” FR („Putin”) musiałaby być „ulepiona z innej gliny” (jeśli w ogóle jest z aż tak zacnego surowca). Obecnie „elita” chce wyjść z tego bagna, ale jeszcze nie za wszelką cenę, jeszcze stawia „twarde warunki” Trumpowi, który bardzo nie chciał „niczego zaczynać na Ukrainie”, ale najwyraźniej zacznie.
- Wnioski dla Polski
Różnym hurrapatriotom może się teraz zacząć wydawać, że w tej sytuacji, gdy „nuklearna impotencja” „elit” Federacji R. jest „dowiedziona”, my POLINezyjczycy możemy śmiało porwać się z szabelką na „Ruskich” („Ruscy” są największymi ofiarami tej rzezi urządzonej na Ukrainie przez papuaską „elitę” FR – zarówno jako ludność cywilna po obu stronach frontu, jak i żołnierze, również po obu stronach frontu). Warto pamiętać, że póki co „elita” FR jeszcze nie została wypchnięta ze strefy komfortu. Ale, jak nauczał Władimir Putin, szczur zapędzony do kąta atakuje o wiele większego od siebie przeciwnika. Oto wypowiedź Sołowiowa z marca 2023r.
Po raz kolejny, póki nie rozbijemy mordy Europejczykom, Europejczycy niczego nie zrozumieją. Ale tym razem z Europy nie wyjdziemy. Tym razem nie będziemy z Europą rozmawiać. Nie będziemy zawierać pokoju z Europą.
Polacy chcą być następni? To nie Ukraińcy. Nie będziemy do nich odnosić ię jak do braci. Rozwalimy w cholerę te miasta po prostu od razu. Nie użyjemy do tego wojsk lądowych.
To Ukrainy nam żal. A tu będziemy wojować jak Amerykanie w Iraku. Nie jestem pewny, czy uderzeniami jądrowymi. Ale rakietowymi i lotniczymi uderzeniami rozwalimy te miasta w cholerę. Nawet nie będziemy się zastanawiać dodatkowy raz.
Słowa te zostały wypowiedziane w tym programie Sołowiowa z 27(?).III.2023
Sołowiow kłamie, jeśli chodzi o „specjalne traktowanie” Ukrainy przez „elity” FR – one po prostu nie chcą powrotu „żelaznej kurtyny”, a użycie broni jądrowej to pełna izolacja FR i wszystkich, którzy do tej izolacji nie dołączą, aż do Norymbergi dla obecnych „elit” FR; Indie i Chiny mają wtedy więcej do stracenia trzymając z Rosją, więc dołączą do „Zachodu”.
Taki scenariusz jest wielce prawdopodobny, jeśli Rosja zacznie przegrywać wojnę konwencjonalną z „koalicją chętnych”. Widać wyraźnie, że Rosja ledwo ciągnie wojnę przeciw samej Ukrainie wspieranej nieprzesadnie wielkimi dostawami sprzętu, więc dołączenie do tej wojny zasobów ludzkich POLINezji czy Rumunii mogłoby przeważyć szalę. Na Kremlu wiedzą o tym o wiele lepiej niż my.
Jeśli POLINezja „sama wejdzie” w tą wojnę (przypominam, że w POLINezji nie ma polskich polityków, są tylko marionetki ośrodka zewnętrznego – więc należy to rozumieć – „jeśli polskojęzyczny rząd otrzyma polecenie służbowe od globalnej oligarchii etnicznej”) i oberwie na wytrzeźwienie głowicą jądrową po Warszawie, to NATO nie odpowie rozpoczęciem wojny jądrowej w obronie POLINezji. Co najwyżej ogłosi swoje ubolewanie i „zaostrzenie sankcji” (ww. „żelazną kurtynę” i totalną izolację międzynarodową FR). Bo atomowy grzyb nad Warszawą będzie oznaczał dla elit NATO taki wybór – „albo jedziemy dalej i nie będzie na tej planecie nikogo, albo wyrażamy ubolewanie i jak codzień idziemy żreć homary popijając Romanée-Conti”. Oczywiście zakładamy tu, że Federacja Rosyjska ma gotowe do użycia głowice jądrowe i środki przenoszenia. I nie musi to być jakaś kolosalna liczba głowic i rakiet, do zastraszenia NATO wystarczy 10-20 plus grzyb atomowy nad Warszawą. Tym bardziej, że jeśli pozwolimy wmanewrować POLINezję w wojnę przeciw Rosji u boku Ukrainy (czyli sytuację agresji strony polskiej) to wyjmie nas to spod ochrony NATO, „sojusznicy” nie będą zobowiązani absolutnie do niczego (pomijając już to, że wszyscy tam będą musieli wyprać bieliznę ze strachu). Obecnie klęska militarna FR na Ukrainie z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do rewolucji w FR i tamtejsza „elita” straci absolutnie wszystko „w kraju” (łącznie z życiem), a za granicą zostaną aresztowani i odstawieni do „Norymbergi 2.0”, tylko realnej, a nie tej obiecanej przez Grzegorza Brauna „bojownikom z zarazą”.
Tak więc póki „kolektywny zachód” nie objawił całej „elicie” „Putina” totalnej amnestii i immunitetu, a samemu Putinowi stanowiska np. dożywotniego sekretarza ONZ, lepiej nie zaganiajmy szczura w narożnik – Ukraińcy poradzą sobie bez nas, o czym wie nawet pan Karaganow.
Trudna, ale konieczna decyzja. Zastosowanie broni jądrowej może uchronić ludzkość przed globalną katastrofą.
Autor: Siergiej Karaganow [Сергей Караганов]
Tytuł: Trudna, ale konieczna decyzja. Zastosowanie broni jądrowej może uchronić ludzkość przed globalną katastrofą. (Тяжкое, но необходимое решение. Применение ядерного оружия может уберечь человечество от глобальной катастрофы)
Opublikowano: 13.06.2023
Źródło: Тяжкое, но необходимое решение.
Tłumaczenie, wyróżnienia i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Podzielę się kilkoma przemyśleniami, które długo nosiłem w sobie i które ukształtowały się po niedawnym zgromadzeniu Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej – jednym z najbardziej znaczących w jej 31-letniej historii.
Rosnące zagrożenie
Moim zdaniem nasz kraj i jego przywódcy stoją przed trudnym wyborem. Coraz bardziej oczywiste staje się, że konflikt z Zachodem nie zakończy się, nawet jeśli odniesiemy częściowe lub i miażdżące zwycięstwo na Ukrainie.
Jeśli całkowicie wyzwolimy obwody doniecki, ługański, zaporoski i chersoński, będzie to minimalne zwycięstwo. Nieco większym sukcesem będzie wyzwolenie w ciągu roku lub dwóch całego wschodu i południa obecnej Ukrainy. Ale nadal pozostanie jej część z jeszcze bardziej rozgniewaną ultranacjonalistyczną ludnością, zaopatrywaną w broń – krwawiąca rana, grożąca nieuniknionymi komplikacjami, ponowną wojną. Niemal najgorsza sytuacja może się wydarzyć, jeśli ceną ogromnych ofiar wyzwolimy całą Ukrainę i zostaniemy na ruinach z ludnością, która w większości nas nienawidzi. Jej „reedukacja” zajmie niejedno dziesięciolecie.
Każda z wymienionych opcji, zwłaszcza ostatnia, będzie odciągać Rosję od pilnej potrzeby przesunięcia jej duchowego, gospodarczego i wojskowo-politycznego centrum na wschód Eurazji. Utkniemy na pozbawionym perspektyw kierunku zachodnim. A terytoria obecnej Ukrainy, przede wszystkim centralne i zachodnie, będą pochłaniać potrzebne gdzie indziej zasoby – administracyjne, ludzkie, finansowe. Regiony te były głęboko deficytowe już w czasach radzieckich. Konflikt z Zachodem będzie trwał nadal, będzie on podtrzymywał tlącą się partyzancką wojnę domową.
Bardziej atrakcyjną opcją jest wyzwolenie i inkorporacja Wschodu i Południa oraz zmuszenie pozostałej części Ukrainy do kapitulacji z całkowitą demilitaryzacją i utworzeniem buforowego, przyjaznego państwa. Ale taki wynik jest możliwy tylko wtedy, gdy uda nam się złamać wolę Zachodu do szczucia i wspierania kijowskiej junty, zmusić go do strategicznego odwrotu.
I tu dochodzę do najważniejszej, ale prawie nie rozważanej kwestii. Głęboką, a nawet główną przyczyną kryzysu ukraińskiego, podobnie jak wielu innych konfliktów na świecie, ogólnego wzrostu zagrożenia militarnego, jest przyspieszająca klęsska współczesnych rządzących elit zachodnich, stworzonych przez falę globalizacji ostatnich dziesięcioleci – w większości kompradorskich w Europie (kompradorami portugalscy kolonizatorzy nazywali handlujących z nimi lokalnych kupców – S.K.). Temu niepowodzeniu towarzyszy bezprecedensowo szybka zmiana układu sił na świecie na korzyść globalnej większości, której lokomotywą gospodarczą są Chiny i częściowo Indie, a rolę militarno-strategicznego wsparcia której historia powierzyła Rosji. Ten upadek doprowadza do furii nie tylko imperialno-kosmopolityczne elity (Biden i spółka), ale także przeraża imperialno-narodowe (Trump). Zachód traci posiadaną przez pięć wieków możliwość czerpania bogactwa z całego świata, narzucając, przede wszystkim siłą, porządek polityczny i gospodarczy oraz ustanawiając swoją dominację kulturową. Nie należy więc oczekiwać szybkiego zakończenia rozpętywanej przez Zachód defensywnej, ale agresywnej konfrontacji [Ś.: zwracam uwagę na oksymoron …]. Ten upadek moralnych, politycznych i gospodarczych pozycji narastał od połowy lat 60. XX wieku, został przerwany przez upadek ZSRR, ale z nową siłą powrócił w latach 2000 (kamieniami milowymi były porażki Amerykanów i ich sojuszników w Iraku, Afganistanie, a także rok 2008 – początek kryzysu zachodniego modelu gospodarczego) [Ś.: Kryzys zachodniego modelu gospodarczego zaczął się jeszcze w dobie szoków naftowych, zaś dojście do władzy monetarystów – m. in. Reagana i Thatcher tylko przyspieszyło wielowymiarową katastrofę społeczeństw zachodu, o czym pan Karaganow nie ma prawa wspomnieć, bo elita Federacji Rosyjskiej realizuje program monetarystyczny połączony z jasełkową warstwą symboliczno-dekoracyjną „carskiego imperium” i całkowicie funkcjonalnymi „kozakami” oraz „ochraną”].
Aby zatrzymać ten lawinowy upadek, Zachód tymczasowo się skonsolidował. Stany Zjednoczone przekształciły Ukrainę w swoją siłę uderzeniową, aby wykorzystać ją do związania rąk Rosji – filaru militarno-politycznego świata nie-zachodniego, wyzwalającego się z okowów neokolonializmu. W idealnym przypadku Amerykanie chcieliby oczywiście po prostu zniszczyć nasz kraj, osłabiając w ten sposób radykalnie wschodzącą alternatywną superpotęgę – Chiny. Nie rozumiejąc nieuchronności konfliktu lub gromadząc siły, zwlekaliśmy z prewencyjnym uderzeniem. Ponadto, kierując się współczesną, głównie zachodnią myślą wojskowo-polityczną, nieostrożnie zawyżyliśmy próg [Ś.: dopuszczalności] użycia broni jądrowej, nieprawidłowo oceniliśmy sytuację na Ukrainie i nie do końca udanie rozpoczęliśmy operację specjalną.
W ramach upadku w obszarze polityki wewnętrznej, zachodnie elity zaczęły aktywnie podsycać chwasty, które wyrosły na glebie siedemdziesięciu lat dobrobytu, sytości i pokoju – wszystkie te antyludzkie ideologie: odrzucenie rodziny, ojczyzny, historii, miłości między mężczyzną i kobietą, wiary, służby wyższym ideałom, wszystkiego tego, co stanowi istotę człowieka. Niszczą tych, którzy sprzeciwiają się. Celem jest zniewolenie ludzi, aby zmniejszyć ich zdolność do przeciwstawiania się coraz bardziej oczywistej niesprawiedliwości i szkodliwości dla człowieka i ludzkości współczesnego „globalistycznego” kapitalizmu [Ś.: Dlaczego zatem „antyglobalistyczny” kapitalizm Federacji Rosyjskiej, służący wąskiemu kręgowi lokalnych oligarchów, sięga po minimum takie środki niewolenia, jak ten wraży globalistyczny? W ramach „konfrontacji” Wschodu i Zachodu ludność obu stron jest, systemowo, narastająco pozbawiana swobód obywatelskich, w tym w szczególności – wolności słowa.].
Przy okazji osłabione Stany Zjednoczone dobijają Europę i inne zależne od nich kraje, próbując wrzucić je do kotła konfrontacji, podobnie jak Ukrainę. Elity w większości tych państw straciły orientację i, panikując z powodu utraty własnych pozycji wewnątrz i na zewnątrz, posłusznie prowadzą swoje kraje na rzeź [Ś.: jak się zdaje elity POLINezji chcą zmusić POLINezyjczyków, by, w towarzystwie braci-banderowców, dumnie kroczyli w pierwszym szeregu „rzezanych”]. Jednocześnie, z powodu większej porażki, poczucia bezsilności, wielowiekowej rusofobii, degradacji poziomu intelektualnego i utraty kultury strategicznej, ich nienawiść jest niemal tak wściekła jak w Stanach Zjednoczonych.
Kierunek rozwoju większości krajów zachodnich jednoznacznie wskazuje na ruch w stronę nowego faszyzmu i (na razie) „liberalnego” totalitaryzmu. [Ś.: można powiedzieć, że faszyzm / totalitaryzm jest wdrażany we wszystkich kapitalistycznych państwach globu, w tym i w Rosji, co nie dziwi – oligarchie zaczynają wątpić w ocalenie stanu posiadania, jeśli pojawi się realna demokracja w miejsce jej odrzuconej przez masy symulakry, znanej nam i z POLINezji]
Co więcej, i to jest najważniejsze – sytuacja będzie się tylko pogarszać. Rozejmy są możliwe, ale pokój – nie. Złość i rozpacz będą nadal narastać falami i manewrami. Ten kierunek działań Zachodu jest jednoznacznym sygnałem dryfowania w stronę wybuchu trzeciej wojny światowej. Ona już się zaczyna i może przejść w pełny pożar wskutek zbiegu okoliczności lub rosnącej niekompetencji i nieodpowiedzialności rządzących kręgów Zachodu.
Wprowadzenie sztucznej inteligencji, robotyzacja wojny, zwiększa zagrożenie niezamierzoną eskalacją. Maszyny mogą wymknąć się spod kontroli zdezorientowanych elit.
Sytuację pogarsza „strategiczny pasożytnictwo” – przez 75 lat względnego pokoju ludzie zapomnieli o okropnościach wojny, przestali bać się nawet broni jądrowej. Wszędzie, ale szczególnie na Zachodzie, osłabł instynkt samozachowawczy.
Przez wiele lat zajmowałem się historią strategii nuklearnej i doszedłem do jednoznacznego, choć nie do końca naukowego wniosku. Pojawienie się broni jądrowej jest wynikiem interwencji Wszechmogącego, który przeraził się, widząc, że ludzie, Europejczycy i Japończycy (którzy dołączyli do Europejczyków), w ciągu jednego pokolenia wywołali dwie wojny światowe, które pochłonęły dziesiątki milionów istnień ludzkich. Wszechmogący wręczył ludzkości broń Armagedonu, pokazał tym, którzy stracili strach przed piekłem, że ono istnieje. Na tym strachu opierał się względny pokój ostatnich trzech czwartych wieku. Teraz ten strach zniknął. Dzieje się coś nie do pomyślenia z punktu widzenia dotychczasowych wyobrażeń o powstrzymywaniu nuklearnym – rządzące kręgi grupy krajów w przypływie desperackiej wściekłości rozpoczęły pełnoskalową wojnę w podbrzuszu nuklearnego supermocarstwa.
Należy przywrócić strach przed eskalacją nuklearną. W przeciwnym razie ludzkość jest skazana na zagładę.
Obecnie na polach Ukrainy rozstrzyga się nie tylko i nie tyle, jaka będzie Rosja i przyszły porządek świata, ale także to, czy świat, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, w ogóle przetrwa, czy też na planecie pozostaną radioaktywne ruiny, trujące resztki ludzkości.
Złamawszy wolę Zachodu do przejawiania agresji, nie tylko uratujemy siebie, ale i ostatecznie wyzwolimy świat od trwającego pięć wieków zachodniego jarzma, lecz również uratujemy całą ludzkość. Popychając Zachód do katharsis i rezygnacji jego elit z hegemonii, zmusimy go do wycofania się, zanim nastąpi światowa katastrofa. Ludzkość otrzyma nową szansę na rozwój.
Proponowane rozwiązanie
Oczywiście przed nami ciężka walka. Trzeba rozwiązać również problemy wewnętrzne – w końcu pozbyć się zachodocentryzmu i „zapadników” [Ś.: osób prozachodnich; głównie tzw „liberałów”] w warstwie zarządzającej, kompradorów [Ś.: ooo, tu pan Karaganow uderza we wszystkie „rodziny” mafijno-oligarchiczne, które położyły łapy na całym eksporcie surowców i zasobów naturalnych – w zasadzie uderza w istotę „projektu politycznego” całej Federacji Rosyjskiej] i charakterystycznego dla nich sposobu myślenia. (W tym przypadku jednak Zachód, sam tego nie chcąc, bardzo nam pomaga). Trzystuletnia podróż po Europie dała nam wiele pożytecznego, pomogła ukształtować naszą wielką kulturę. Będziemy oczywiście starannie chronić europejskie dziedzictwo w niej zawarte. Ale nadszedł czas, aby wrócić do domu, do samych siebie. Zacząć, korzystając z nagromadzonego bagażu, żyć własnym umysłem. Nasi przyjaciele z MSZ dokonali niedawno prawdziwego przełomu, nazywając Rosję w swojej „Koncepcji polityki zagranicznej” państwem-cywilizacją. Dodałbym – cywilizacją cywilizacji, otwartą zarówno na Północ, jak i Południe, Zachód i Wschód. Obecnie głównym kierunkiem rozwoju jest Południe, Północ, a przede wszystkim Wschód [Ś.: chimery niekoniecznie są zdolne do przetrwania, szczególnie gdy nie powstają w efekcie ewolucyjnej syntezy, tylko wskutek siłowego sklejania; ZSRR budował „Wspólne” ponad „Lokalnym” bez prób miksowania – i powstał „człowiek radziecki”; Federacja Rosyjska buduje „prywatne” (oligarchiczne) wszechimperialne ponad „publicznym” lokalnym, skutkiem czego musi być narastanie tendencji odśrodkowych-dekolonizacyjnych – powstają „tubylcze nacjonalizmy”; w model ZSRR były wbudowane mechanizmy „dośrodkowe”, a Federacja Rosyjska ma w swoją istotę wbudowane mechanizmy „odśrodkowe”, które można niwelować wyłącznie poprzez zwiększanie presji/terroru państwa oligarchicznego na różne etnosy / grupy tubylcze, które centralna oligarchia rabuje].
Konfrontacja z Zachodem na Ukrainie, niezależnie od jej wyniku, nie powinna odwracać naszej uwagi od strategicznego ruchu wewnętrznego – duchowego, kulturowego, gospodarczego, politycznego, wojskowo-politycznego – w kierunku Uralu, Syberii, Wielkiego Oceanu [Ś.: O. Spokojnego]. Potrzebna jest nowa strategia uralsko-syberyjska, obejmująca kilka potężnych, podnoszących morale projektów, w tym oczywiście utworzenie trzeciej stolicy, położonej na Syberii. Ruch ten powinien stać się częścią pilnie potrzebnego ostatecznego sformułowania „rosyjskiego marzenia” – obrazu tej Rosji i tego świata, do którego warto dążyć [Ś.: jako że ideologia państwowa jest zakazana konstytucją, a nikomu nie chce się jej korygować, trzeba „ideologię państwową” nazywać marketingowym terminem „rosyjskie marzenie”].
Wielokrotnie pisałem, i nie tylko ja, że wielkie państwa bez wielkiej idei przestają być wielkie lub po prostu znikają w nicości. Historia usiana jest cieniami i grobami mocarstw, które ją utraciły. Ideę tę należy tworzyć odgórnie, nie polegając, jak robią to głupcy lub leniwcy, na tym, że przyjdzie ona od dołu. Powinna ona odpowiadać głębokim wartościom i dążeniom narodu, a co najważniejsze, prowadzić nas wszystkich do przodu. Jednak sformułowanie jej jest obowiązkiem elity i przywódców kraju [Ś.: Jaką ideę dla narodu może wytworzyć „elita”, której jedyną wartością jest pieniądz, a jedynym celem w życiu – gromadzenie pieniądza, odbywające się poprzez rabowanie tegoż narodu i każdego innego, który się uda podporządkować? Ci ludzie mogą jedynie zaoferować masom kolejne kłamstwo (w stylu „duchowego odrodzenia” poprzez rechrystianizację), które te masy na kolejny okres czasu powstrzyma od natychmiastowego rzucenia się do gardeł grabieżcom-ciemiężycielom]. Opóźnianie się z przedstawieniem takiej idei-marzenia trwa już zbyt długo.
Aby jednak przyszłość mogła się urzeczywistnić, należy pokonać opór sił przeszłości – Zachodu. Jeśli tego nie zrobimy, prawie na pewno rozpocznie się pełnowymiarowa i prawdopodobnie ostatnia dla ludzkości wojna światowa [Ś.: A kto niby z FedeRaszyjskich elit zgodzi się strzelać głowicami termonuklearnymi po własnych dzieciach i wnukach żyjących w Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, Waszyngtonie itp. itd? Nie wszyscy pragną przenosić dzieci i wnuki do Dubaju … I tracić możliwość wypoczywania w swoich pałacach na Lazurowym Wybrzeżu … od trudów „zarabiania pieniędzy” – trudów wielce podobnych do „pracy” feudała żyjącego w Paryżu i nigdy nie odwiedzającego rosyjskich wiosek, w których pańszczyźniany chłop-niewolnik tyrał na luksusy „jaśnie pana”].
I tu dochodzę do najtrudniejszej części tego artykułu. Możemy jeszcze przez rok, dwa, trzy lata walczyć, poświęcając tysiące najlepszych mężczyzn i miażdżąc dziesiątki i setki tysięcy mieszkańców terytorium, które obecnie nazywa się Ukrainą, którzy znaleźli się w tragicznej pułapce historycznej. Ale tej operacji wojskowej nie da się zakończyć zdecydowanym zwycięstwem bez narzucenia Zachodowi strategicznego odwrotu, a nawet kapitulacji. Musimy zmusić Zachód do rezygnacji z prób cofnięcia historii, zrezygnowania z dążeń do globalnej dominacji i zmusić go do zajęcia się sobą, do przetrawienia swojego obecnego wielopoziomowego kryzysu. Mówiąc wprost, Zachód musi po prostu „odpuścić” i nie przeszkadzać Rosji i światu iść do przodu.
A żeby to zrobić, trzeba przywrócić mu utracony instynkt samozachowawczy, przekonując go, że próby wyczerpania Rosji poprzez szczucie przeciwko niej Ukraińców są niekorzystne dla samego Zachodu. Trzeba będzie przywrócić wiarygodność odstraszania nuklearnego, obniżając niedopuszczalnie podwyższony próg użycia broni jądrowej, rozważnie, ale szybko przechodząc w górę drabiny odstraszania-eskalacji. Pierwsze kroki zostały już podjęte poprzez odpowiednie oświadczenia prezydenta i innych przywódców, rozpoczęcie rozmieszczania broni jądrowej i jej nośników na Białorusi oraz zwiększenie zdolności bojowej sił strategicznego powstrzymywania. Stopni na tej drabinie jest sporo. Naliczyłem ich kilkanaście. Może dojść nawet do ostrzeżenia rodaków i wszystkich ludzi dobrej woli o konieczności opuszczenia miejsc zamieszkania w pobliżu obiektów, które mogą stać się celami ataków nuklearnych w krajach bezpośrednio wspierających reżim kijowski. Przeciwnik musi wiedzieć, że jesteśmy gotowi do przeprowadzenia prewencyjnego uderzenia w odwecie za wszystkie jego obecne i przeszłe agresje, aby zapobiec eskalacji konfliktu do globalnej wojny termojądrowej.
Wielokrotnie mówiłem i pisałem, że jeśli odpowiednio zbudować strategię zastraszania, a nawet użycia siły, ryzyko „odwetowego” ataku nuklearnego, a także każdego innego ataku na nasze terytorium, można zminimalizować. Tylko jeśli w Białym Domu zasiądzie szaleniec, który do tego nienawidzi swój kraj, Ameryka zdecyduje się na uderzenie w „obronie” Europejczyków, narażając się na odwet, poświęcając hipotetyczny Boston dla hipotetycznego Poznania. O tym doskonale wiedzą zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie, po prostu wolą o tym nie myśleć. My również przyczyniliśmy się do tej bezmyślności naszymi deklaracjami o miłości do pokoju. Po zapoznaniu się z historią amerykańskiej strategii nuklearnej wiem, że po uzyskaniu przez ZSRR wiarygodnej zdolności do odwetowego uderzenia nuklearnego Waszyngton nie rozważał poważnie, choć publicznie blefował, możliwości użycia broni jądrowej na terytorium radzieckim. Jeśli rozważano możliwość użycia broni jądrowej, to tylko wobec „atakujących” wojsk radzieckich na terytorium Europy Zachodniej. Wiem, że kanclerze Kohl i Schmidt uciekali z bunkrów, gdy tylko podczas ćwiczeń pojawiała się kwestia użycia broni nuklearnej.
Konieczne jest dość szybkie przejście przez etapy powstrzymywania i eskalacji. Biorąc pod uwagę kierunek rozwoju Zachodu – degradację większości jego elit – każde kolejne wezwanie jest mniej kompetentne i bardziej ideologicznie ograniczone niż poprzednie. I na razie nie należy oczekiwać, że elity te zostaną zastąpione przez bardziej odpowiedzialne i rozsądne. Stanie się to dopiero po katharsis – porzuceniu ambicji.
Nie można powtórzyć „scenariusza ukraińskiego”. Przez ćwierć wieku nie słuchaliśmy tych, którzy ostrzegali, że rozszerzenie NATO doprowadzi do wojny, próbowaliśmy to opóźnić, „dogadać się”. W rezultacie doszło do poważnego konfliktu zbrojnego. Obecnie cena niezdecydowania jest o rząd wielkości wyższa.
Ale co, jeśli się nie wycofają? Czy już całkowicie stracili instynkt samozachowawczy? Wtedy trzeba będzie uderzyć w grupę celów w kilku krajach, aby przywrócić rozsądek tym, którzy stracili rozum.
To straszny wybór moralny – używamy broni Boga, skazując się na ciężkie straty duchowe. Ale jeśli tego nie zrobimy, nie tylko Rosja może zginąć, ale najprawdopodobniej skończy się cała ludzka cywilizacja.
Będziemy musieli sami dokonać tego wyboru. Nawet przyjaciele i sympatycy początkowo nie będą nas wspierać. Gdybym był Chińczykiem, nie chciałbym zbyt szybkiego i zdecydowanego zakończenia konfliktu, ponieważ odwraca on uwagę sił USA i daje możliwość zgromadzenia sił do decydującej bitwy – bezpośredniej lub, zgodnie z najlepszymi zasadami Sun Tzu, zmuszającej przeciwnika do odwrotu bez walki. Wystąpiłbym również przeciwko użyciu broni jądrowej, ponieważ eskalacja konfliktu do poziomu jądrowego oznacza przejście do sfery, w której mój kraj (Chiny) jest jeszcze słaby. Ponadto zdecydowane działania nie są zgodne z chińską filozofią polityki zagranicznej, która kładzie nacisk na czynniki ekonomiczne (przy gromadzeniu siły militarnej) i unika bezpośredniej konfrontacji. Wspierałbym sojusznika, zaopatrując jego tyły, ale chowałbym się za jego plecami, nie angażując się w walkę. (Być może jednak nie rozumiem wystarczająco dobrze tej filozofii i przypisuję chińskim przyjaciołom motywy, które nie są im właściwe). Gdyby Rosja użyła broni jądrowej, Chińczycy potępiliby ją. Ale w głębi duszy cieszyliby się, że reputacja i pozycja Stanów Zjednoczonych zostały poważnie nadszarpnięte.
A jaka byłaby nasza reakcja, gdyby (broń Boże!) Pakistan zaatakował Indie lub odwrotnie? Byłoby to dla nas przerażające. Byłoby nam przykro, że złamano tabu dotyczące broni jądrowej. A potem zajęlibyśmy się pomocą ofiarom i odpowiednią zmianą naszej doktryny jądrowej.
Dla Indii i innych krajów światowej większości, w tym krajów posiadających broń jądrową (Pakistan, Izrael), użycie broni jądrowej jest mało akceptowalne zarówno ze względów moralnych, jak i geostrategicznych. Jeśli zostanie ona użyta i to „skutecznie”, tabu nuklearne – przekonanie, że takiej broni nie można używać w żadnym wypadku, a jej użycie prowadzi prosto do nuklearnej zagłady – straci na znaczeniu. Nie możemy liczyć na szybkie wsparcie, nawet jeśli na globalnym Południu wielu odczuje satysfakcję z klęski swoich dawnych ciemiężców, którzy grabili, dokonywali ludobójstw i narzucali obcą kulturę.
Ostatecznie jednak zwycięzców nie osądza się. A zbawcom dziękuje się. Europejska kultura polityczna nie pamięta dobra. Ale reszta świata z wdzięcznością wspomina, jak pomogliśmy Chińczykom uwolnić się od brutalnej japońskiej okupacji, a koloniom – zrzucić jarzmo kolonialne. Jeśli nas początkowo nie zrozumieją, pojawi się jeszcze więcej bodźców byśmy zajęli się samodoskonaleniem. Jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że uda się zwyciężyć, przekonać przeciwnika bez stosowania ekstremalnych środków, zmusić go do wycofania się. A za kilka lat zająć pozycję za plecami Chin, tak jak one teraz stoją za naszymi, wspierając je w walce ze Stanami Zjednoczonymi. Wówczas ta walka może obejść się bez wielkiej wojny. I razem wygramy dla dobra wszystkich, w tym mieszkańców krajów zachodnich.
Wtedy Rosja i ludzkość, pomimo wszystkich trudności i traum, pójdą ku przyszłości, którą postrzegam jako jasną – wielobiegunową, wielokulturową, wielobarwną, dającą krajom i narodom możliwość budowania własnego i wspólnego losu.
