Czy po 22 latach pana rządów rosyjski arsenał jądrowy w ogóle jeszcze istnieje, panie Putin?

Dziś dostałem linka do pewnego starego tekstu o korupcji w FR i tym, co z niej może wynikać dla „gotowości bojowej” całego nuklearnego arsenału FR. Jeszcze w marcu-kwietniu wyśmiałbym ten link, autora i tego, kto mi go przesłał. Dziś, oglądając od 7 miesięcy „profesjonalizm” rosyjskiego Ministerstwa Obrony, dowiadując się o coraz kolejnych przestępczych „schematach” dostojników FR nie potrafię tego scenariusza wykluczyć. Ale – proszę pamiętać – wszystkie informacje – i te z tłumaczonego tekstu , i te z przytaczanego komentarza z pewnego bloga są anonimowe, nie operują żadnymi źródłami. Mogą być szumem informacyjnym, mogą być propagandą „wolnego świata”. Podejrzewam, że nawet jeśli „trytowe rewelacje” są prawdziwe, to cały przemysł odpowiedzialny za produkcję wszystkich materiałów eksploatacyjnych związanych z konserwacją arsenału nuklearnego istnieje (pan „Alojzy Ptyś” ma odmienne zdanie) – i nawet jeśli opisany „schemat” uczynił arsenał jądrowy FR składem niewybuchów, to zapewne przynajmniej tam od 7 miesięcy trwają gorączkowe audyty i gorączkowe konserwacje wszystkiego, co się da. O ile znalazł się ktoś, kto to zarządził. Na przykład sam nieśmiertelny Włodimir Włodimirowicz Putin (Kto wierzy, że mógłby on zarządzić podobny audyt, po tym, jak nie sprawdził z czym i jak ukompletowane jego wojsko jedzie na Ukrainę? Wiedząc, że jego groźby nuklearne i tak są kompletnie niewiarygodne i puste, choćby nie wiem ile razy powtarzał, że to nie blef?).

I nie, nie piszę, nie tłumaczę tego „ku pokrzepieniu ukropskich serc”. Ukraina przegra tą wojnę, jeśli tylko naród rosyjski zechce ją wygrać – z „Putinem” na czele, lub – jak z nim się nie da – a coraz bardziej na to wygląda – to bez niego i bez jego „elity”.

Co nas może obchodzić „wydmuszkowość” rosyjskiego arsenału jądrowego? Ano powinna, niestety. Bo właśnie trwa zwiększenie nie – armii polskiej, tylko – korporacji najemników UKROPOLINw budowie do 300 tys. I nie służy ono, drodzy tubylczy frajerzy, obronności już dawno NIE WASZEGO kraju, tylko do przygotowania do inwazji na terytorium FR i Białorusi w momencie SPODZIEWANEJ przez zachód smuty – w charakterze „ochrony” demokratycznego rządu marionetek zachodu. Tak, polskimi, ukraińskimi i (może) rumuńskimi debilami USA planuje zrobić własną „dymitriadę”, dziwnie nie bojąc się nuklearnych pogróżek płynących z Kremla … Czyżby wiedzieli o nuklearnym potencjale FR więcej niż my? Niewątpliwie nie wyślą naszych półgłówków w bój, póki w FR nie zacznie się solidna wojna domowa, albo nie „zwycięży” „kolorowa rewolucja” jakiegoś Nawalnego, który poprosi o „zagraniczną pomoc w obronie demokracji”.

Jak ktoś nie czytał, to polecam jeszcze powiązany tekst Igor Girkin: Sytuacja na froncie i nie tylko w dniach 15-16.09.2022. Rosyjski „Titanic” i ucieczka z Planety Różowych Kucyków.


Autor: localroger
Tytuł: Czy jakiekolwiek rosyjskie głowice nuklearne rzeczywiście działają? (Do any of Russia’s Nuclear Weapons Actually Work?)
Opublikowano: 24.03.2022
Tłumaczenie, wyróżnienia, i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Do any of Russia’s Nuclear Weapons Actually Work?.

Czy jakiekolwiek rosyjskie głowice nuklearne rzeczywiście działają?

Wiem, tytuł jest szalony, prawda? Wszyscy wiemy, że Rosja jest wielką #2 potęgą nuklearną na świecie. Mają tysiące głowic – według Wiki, około 1500 aktywnie rozmieszczonych i 4500 w rezerwie. To cała masa „BUUUUM”. A ponieważ na Ukrainie nie dzieje się ostatnio najlepiej, Władimir Putin daje do zrozumienia, że może uwolnić dżina na polu walki.

Ale pytanie w tytule nie jest żartobliwe i jest całkiem poważne. Pozwolę sobie to rozwinąć. Istnieją dwa powiązane ze sobą powody, dla których mam wątpliwości, czy Rosja jest nadal potęgą nuklearną.

Po pierwsze, broń jądrowa ma określony czas przydatności. Nie jest jak pociski i chemiczne pociski artyleryjskie, które można zawinąć w papier woskowy i wrócić po 50 latach i oczekiwać, że nadal będą działać. Posiadają krytyczne części wykonane z izotopów promieniotwórczych, które ulegają rozpadowi i muszą być serwisowane w celu wymiany tych elementów. Istnieje prawdopodobnie kilka elementów, które muszą być konserwowane i serwisowane, ale głównym, na którym chcę się skupić, jest tryt w postaci gazowej.

Fat Man ważył 10 000 funtów, miał 6 stóp średnicy i moc 20 kiloton. Widzieć go lecącego w twoją stronę – to z pewnością była zła wiadomość – ale według współczesnych standardów jest to całkowicie niepraktyczna broń. Połowę wagi stanowiła obudowa, a istnieją ulepszone techniki detonacji, więc bez większego wysiłku można by ją prawdopodobnie zredukować do 4 000 funtów i 3 lub 4 stóp średnicy. To wciąż nie jest praktyczna konstrukcja według współczesnych standardów.

Nowoczesna głowica termonuklearna jest inicjowana trytem gazowym. Głowice mają puste rdzenie, a właściwie „lewitujące” rdzenie z pustą kulą materiału rozszczepialnego otaczającą mniejszą kulę stałą, która jest zawieszona w centrum za pomocą drutów. Jest to bardziej efektywne przy kompresji, tak jak użycie młotka zamiast naciskania na gwóźdź. Ale to nie wystarczy, by zrobić bombę atomową wielkości kuli do kręgli.

W tym celu do pustej przestrzeni wokół lewitowanego rdzenia wpompowuje się gaz tryt. Wiele źródeł zgadza się, że współczesna bomba potrzebuje od 3 do 4 gramów trytu do prawidłowego zainicjowania fuzji jądrowej. Tryt ulega fuzji podczas sprężania, uwalniając miliardy neutronów zamiast garstki dostarczonej przez inicjatory znane z Fat Man-a i Little Boy-a. To przyspiesza reakcję, co jest kluczowe dla bomb wodorowych, ponieważ polegają one na wykorzystaniu błysku promieni gamma z początkowej reakcji do sprężenia i reakcji fazy wtórnej, zanim wszystko zostanie rozerwane przez falę uderzeniową wyzwalającą fuzję. Tak, to tak jakby użyć laski dynamitu jako lampy błyskowej aparatu fotograficznego i naświetlić zdjęcie zanim aparat zostanie rozerwany.

Ma to również kluczowe znaczenie dla taktycznych głowic bojowych, które muszą być lekkie i przenośne. Można śmiało powiedzieć, że nie istnieje żadna broń jądrowa bez trytu, z wyjątkiem kilku prototypów znajdujących się w rękach aspirujących potęg nuklearnych, takich jak (swego czasu) Republika Południowej Afryki czy Korea Północna.

Tryt ma okres połowicznego rozpadu 12,5 roku, więc z czasem zanika. A nawet gorzej, produktem jego rozpadu jest hel-3, który pochłania neutrony, więc okresowe odświeżanie gazu wspomagającego ma kluczowe znaczenie. Dokładny odstęp czasu jest ściśle strzeżoną tajemnicą, ale panuje powszechna zgoda co do tego, że jest to najwyżej co 10 lat, a z przyczyn praktycznych mało prawdopodobne, by było to mniej niż 5. Niezależnie od tego, co jaki okres czasu, to prosta sprawa matematyczna, aby obliczyć, że każda bomba potrzebuje średnio około 0,2 grama nowego trytu rocznie.

Tryt kosztuje 30 000 USD za gram.

Oznacza to, że przy 4,5 tys. sztuk broni utrzymanie arsenału kosztuje Rosję rocznie około 30 mln USD. I nie ma tu żadnych zniżek; nawet jeśli nie utrzymujesz rezerwowej broni, musisz mieć tryt pod ręką, jeśli chcesz jej użyć, więc niezależnie od tego, czy umieścisz tryt w bombach, czy nie, kosztem jest utrzymanie ich w gotowości do użycia. A małe taktyczne są równie drogie w utrzymaniu jak bomby wodorowe, które mogą zniszczyć miasta.

Teraz 30 milionów dolarów to niby dużo pieniędzy, ale oczywiście nie dla Rosji, nawet takiej, która nie jest nawet w pobliżu tego, czym był stary ZSRR. Ale to dużo pieniędzy dla pojedynczego człowieka, jeśli uda ci się je ukraść. I to jest to, co uważam za makro argument za tym, że rosyjska broń nuklearna została rozkradziona to poziomu braku możliwości jej wykorzystania.

Przyjrzyjmy się teraz przypadkowi mikro. Zakładając 10-letni okres między przeglądami, Rosja musi serwisować około 2 bomb na dzień roboczy, aby utrzymać świeżość swojego arsenału. Zespoły, które to robią, prawdopodobnie nie są duże; nie ma sensu wysyłać więcej niż 4 osoby do serwisowania czegoś wielkości kuli do kręgli. I nie potrzebujesz wielu zespołów serwisowych, prawdopodobnie dwa lub trzy. Jest to praca wymagająca wysokich kwalifikacji i posiadająca certyfikat bezpieczeństwa. Nie będzie tam dużego tłumu ludzi, którzy to robią.

I za każdym razem, gdy jeden z tych zespołów wchodzi do pokoju, aby serwisować bombę, przynosi kanister prawdopodobnie wielkości gaśnicy z około 8 gramami trytu w środku. (Trzeba umieścić w bombie tyle, żeby dziesięć lat później, przy kolejnym serwisie, nadal miała wymagane minimum, by w razie użycia wybuchnąć). To ćwierć miliona dolarów.

Dwa razy dziennie.

Każdego dnia pracy przez 25 lat.

Czy w armii, w której nawet „żelazne racje” zostały sprzedane na czarnym rynku, więc te wydane żołnierzom straciły ważność w 2015 roku, a opony transporterów kołowych rozjeżdżają się, bo są tanimi podróbkami, które nie były odpowiednio konserwowane, można wierzyć, że ta usługa została faktycznie wykonana?

Och, wierzę, że została opłacona. Mam tylko problem z wyobrażeniem sobie, że jakikolwiek cenny tryt został umieszczony w bombach, które zgodnie z konwencjonalną doktryną i tak nie mogą być użyte, chyba że jest to koniec świata. Pomijając prężenie muskułów przez „Włada”, cały rosyjski system dowodzenia i kontroli wydaje się być zgodny z doktryną MAD, wymagając jakiegoś potwierdzenia nadchodzącego ataku, zanim nuklearne „futbolówki” [głowice] uaktywnią się, by dać napastnikowi odpowiedź.

Tryt jest zbywalny. Jest używany do wielu celów przemysłowych i naukowych. Nie byłoby trudno go spieniężyć, albo po prostu nie kupować w pierwszej kolejności.

Nie tylko ekipy ładujące trzeba przekupić. Jest jeszcze kwestia gazu, który pozostaje w bombach po ich serwisowaniu, mieszanina trytu i helu-3. Zespół musi to wydobyć i przewieźć gdzieś do ponownego przetworzenia, bo to kolejne około stu tysięcy dolarów. Więc trzeba też wykupić chłopaków z laboratorium. Ale przetworzenie tego gazu jest łatwe, ponieważ hel i tryt są chemicznie różne. Więc spalasz gaz, uwalniasz hel i elektrolizujesz wodę trytytową, by znów otrzymać czysty tryt. To nie jest operacja na skalę Oak Ridge [https://en.wikipedia.org/wiki/Oak_Ridge,_Tennessee#Manhattan_Project].

Czy mógłbyś ich przekupić, gdybyś był oligarchą kierującym programem? Gdybyś miał 30 milionów dolarów rocznego dochodu z operacji, by sfinansować łapówki? I jeśli nie ma realnej szansy, że kradzież zostanie kiedykolwiek wykryta? W końcu, jak dowiedzieć się, że gaz emitujący alfa (cząsteczki alfa nie przejdą nawet przez kartkę papieru, a tym bardziej przez obudowę bomby) wewnątrz bomby nie jest tym, czym powinien być, dopóki bomba po prostu nie zadziała? A jeśli bomba jest używana, konwencjonalna mądrość mówi, że pluton egzekucyjny jest prawdopodobnie najmniejszym z twoich zmartwień.

Poprawka:
Kilku komentatorów zwraca uwagę, że tryt jest emiterem beta, a nie alfa. Ups. Jest to również trudna do wykrycia forma promieniowania, ale zarzut trafny.

Mogę sobie wyobrazić, że ten „model biznesowy” zaczynał się tylko od niektórych głowic. W końcu w rzeczywistości nie potrzeba 4,500 bomb, aby odstraszyć inne światowe potęgi nuklearne. Chiny rozsądnie zbudowały tylko kilkaset; w końcu jaki rozsądny przywódca ryzykowałby, że nawet kilka z nich spadnie na ich główne miasta lub kompleksy przemysłowe? Mogę więc sobie wyobrazić, że oligarcha mówi sobie: potrzebujemy tylko tych aktywnych. Wtedy naprawdę potrzebujemy tylko kilku z nich. Hej, minęło pięć… dziesięć… dwadzieścia lat, a kto się dowiedział? Za każdym razem, gdy zespół obsługuje bombę z prawdziwym trytem, mamy ćwierć miliona dolarów czekających na podniesienie ze stołu. Dlaczego by ich nie podnieść?

Przez lata to co najmniej kilka super jachtów i włoskich willi dla wszystkich kochanek. Musisz trzymać się swoich priorytetów.


Anonim „Alojzy Ptyś” opowiada bajki(?) o rosyjskim arsenale jądrowym

Ś.: W ramach komentarza do powyższego – stary komentarz pewnego anonima (link na końcu)

Obiecany tekst o Chinach.
Na początek zastrzeżenie – przedstawione moje analizy i wnioski opierają się na szeregu informacji, nie zawsze oficjalnych i udokumentowanych, nie będę też podawał namiarów na źródła i dlatego ich poziom rzetelności szacowałbym na 50:50, a może mniej. Jako takie są wyłącznie obrazem mojego postrzegania problemu.
Małe wtrącenie – młodsi czytelnicy bloga pewnie nie wiedzą, że w PRL prasa do kiosków Ruchu była dostarczana rano (Trybuna Ludu, Życie Warszawy – poważna) i koło godz. 15 (Kurier, Express Wieczorny – sensacyjna). W tym ostatnim coś koło roku 1990 znalazłem tekst o złapaniu na polskiej granicy przemytników. Przemycali z ZSRR drobiazg, jakieś 100 kg złota i platyny w self-made wlewkach po 10 kg, pewnie z zamiarem opylenia w Degussie w Niemczech. Złoto, to złoto, 1050 stopni, ale platyna, to 1770 stopni, z irydem jeszcze wyżej, na kuchence gazowej tego nie odlali. Klasyczny przykład, co rabowano w ZSRR w erze post-garbatej, a to były tylko płotki, grube ryby się nie obcyndzalały i zrabowany towar wywoziły rządowymi samolotami.
I skok do teraźniejszości. Kiedy Putin wprowadził w rakietowych wojskach strategicznych stan bezalkoholowy, obsługa z samych nudów zajęła się standardowymi procedurami testowymi. Wyniki bardzo ciekawe – z 10 ruskich głowic atomowych do eksplozji zdolna jest może jedna. Prawie z połowy głowic wyszabrowano i opylono yankee U235, i te nadają się tylko na złom. Jak sprawdzono? – wykorzystano czwarty typ rozpadu promieniotwórczego alias spontaneous fission (SF), nie mylić ze Science Fiction.
Linka nie podaję, bo w internetowym GWnie informacje na ten temat zostały ocenzurowane, we wszystkich wersjach językowych są identyczne, z masą przekłamań. W skrócie, stosując licznik neutronów, można ocenić masę ładunku rozszczepialnego w głowicy na stanowisku bojowym, i jest to jedna z procedur sprawdzania stanu gotowości tych głowic. Jaki musiał być szok oficerów, kiedy otrzymywali odczyty zbliżone do zera, zamiast wartości z metryczki głowicy. Cała reszta miała przeterminowane zapalniki polonowe, bo nie miał kto i na co ich wymieniać. Rosjanie mieli ściśle tajny zakład produkcji tych zapalników, Putin zlikwidował go najprostszą metodą – zerując finansowanie, wśród setek tysięcy pozycji MON FR nikt tego nie „zauważył”. Jednak w przypadku zapalników problem jest bardziej skomplikowany, przeterminowany zapalnik wcale nie oznacza, że głowica nie wybuchnie, prawdopodobieństwo, że wybuchnie, wynosi dla całego zbioru głowic jakieś 20%. Czyli doopa blada i goła.
Delikatnie mówiąc, przecieki na ten temat na śmierć przeraziły tow. Si, wynika z nich bowiem, że Rosja to już tylko podrygujący zombiak, któremu, jedyne co dobrze wychodzi, to kopanie się po własnej doopie, a na Putinie można polegać jak na starej purchawce. Oznacza to zawalenie się całej konfuzjańskiej podstawy polityki Chin, ze słynnym czekaniem, aż trupy wrogów spłyną z nurtem Jangcy, gdyż do pojedynczych miesięcy zbliża termin konfrontacji z yankee, planowanej pierwotnie po 2030 roku. W takiej sytuacji ew. klapa „jedwabnego szlaku” (chiński odpowiednik NordStream-2) to najmniejsze ze zmartwień chińskich towarzyszy. Postawienie yankee-baz z bronią atomową na Syberii to oczywista zagłada Chin, to samo z zagarnięciem przez nich syberyjskich bogactw naturalnych, faktami oczywistymi po rozpadzie Rosji.
Żółty lud na gwałt szuka planu B, i być może go znalazł. Proszę zwrócić uwagę, że siły atomowe popularnie nazywane są siłami odstraszania, nikt otwarcie nie mówi, że ich celem jest totalna zagłada drugiej strony. Co prawda Putin coś tam pierniczył o tsunami on East Coast, czy uderzeniu w kalderę Yellowstone, ale to takie same brednie, jak ten Buriewiestnik, co się rozpirzył na poligonie – są to tylko ”genialne pomysły” kremlowskich pajaców, bez jakichkolwiek podstaw teoretycznych, hydrodynamicznych. termodynamicznych czy petrologicznych.
Natomiast ten mały cwaniaczek, duce Kim, od początku postawił jasny cel – skonstruować broń zdolną do totalnego zniszczenia yankee. I być może jest bardzo blisko celu, ale sam nie jest w stanie go zrealizować. Stąd te nagłe ocieplenie kontaktów Kim – Si, bo uprzednio Chiny udawały, że tylko tow. Kima tolerują. Północni Koreańczycy opracowali prosty jak budowa cepa plan cofnięcia yankee do epoki kamienia jeszcze nie rozłupanego, poprzez odebranie im całej techniki impulsem elektromagnetycznym indukowanym wybuchem kilkunastu potężnych ładunków termonuklearnych (min. po 25 MT) nad pastuchowem. Problem w tym, że taki pomysł też może być rodzajem bajek z mchu i paproci, bo nikt tego nie przetestował. Zawsze jednak pozostaje możliwość klasycznego wykorzystania takich głowic, wprawdzie całego pastuchowa nie zniszczą, ale kipiszu narobią.
Dlatego żółty ludek, korzystając z osiągnięć tow. Kima, bez opieprzania wziął się za rozbudowę swego arsenału atomowego i produkcję rakiet strategicznych. Starają się wykorzystać ostatnią szansę.

Alojzy_Ptys , 8 kwietnia 2022 at 12:53
kodluch.wordpress.com/2022/04/07/07-04-2022-syria-2376-dzien-sprzatania-swiata/comment-page-1/#comment-129189

Ś.: Panie Ptyś, gratuluję osiągnięcia poziomu prawda2.info czy tam zmianynaziemi – warsztatowo (źródła) i pod względem treści. Byłoby lepiej, gdyby wrzucił Pan chociaż fotki z Twittera, które pykali ci wojacy sprawdzający z metryczką promieniowanie głowic z … u235 …


I na koniec małe pytanie – załóżmy, że Pana „rewelacje” są prawdziwe (na 1szy rzut okiem wyglądają na standardową popierdułkę z 4chan) robi Panu różnicę, czy każde miejsce w USA będzie trafione tylko dwoma głowicami czy 20? Bo tego co ma na papierze FR starczy w przybliżeniu na 20-krotne obsłużenie każdego większego miasta w USrAelu. Szanse na zestrzelenie „właściwych” głowic żadne, bo od dawna rakiety balistyczne są pełne głowic-makiet do dezorientacji systemów przeciwbalistycznych).
Światowid , 8 kwietnia 2022 at 13:40 kodluch.wordpress.com/2022/04/07/07-04-2022-syria-2376-dzien-sprzatania-swiata/comment-page-1/#comment-129203

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s