Pomajdanowa Ukraina marionetek USA: orientacja prozachodnia a konflikt interesów ekonomicznych i konflikt etniczny. Korsuń-Szewczenkowski i narodziny terroru.

Tym tłumaczeniem zaczynam pewien cykl tekstów omawiających rolę terroru jako fundamentu pomajdanowej ukraińskiej „demokracji”. Zmiana legalnej władzy na nielegalną wiąże się z taką bądź inną formą terroru, gdy znaczna część społeczeństwa na zmianie władz i polityki musi stracić politycznie i ekonomicznie. Na Ukrainie ważnym czynnikiem związanym z zamachem stanu i następującym po nim terrorem był aspekt etniczny. Podziały polityczne na Ukrainie dotyczyły tego, czy Ukraina będzie częścią bloku gospodarczego Unii Europejskiej, czy Federacji Rosyjskiej. Uprzemysłowione południe i wschód Ukrainy chciały współpracy z Rosją, ponieważ przemysł ukraińskiej SSR zbudowany w czasach ZSRR był zintegrowany z przemysłem ZSRR, podzespoły i półprodukty wykonywane na Ukrainie były potrzebne głównie (a często tylko i wyłącznie) przemysłowi i gospodarce FR, natomiast dla „zachodnich partnerów” ten przemysł był zbędny (jak polski przemysł stoczniowy, elektroniczny, cukrowniczy, hutnictwo itp. itd.). Deindustrializacja Ukrainy uwalniałaby ukraińską siłę roboczą, która migrując do Unii Europejskiej ratowałaby na kolejną chwilę systemy emerytalne wymierającej Unii Europejskiej przed bankructwem, a jej przemysły – przed utratą nie tyle taniej siły roboczej co – jakiejkolwiek siły roboczej. Polityka „otwartych drzwi”, prowadzona w czasach wielkiej fali imigracyjnej (2008-2017) przez A. Merkel, słusznie potępiana za sztuczne przekształcanie Europy w obszar wielorasowy, była w istocie desperacką próbą odsunięcia w czasie upadku gospodarczego i krachu systemów emerytalnych UE (oraz kapitalizmu zachodnioeuropejskiego w ogóle). Można powiedzieć, że gospodarki kapitalistyczne „zgniłego zachodu” są żywymi trupami – wampirami, które mogą się utrzmywać przy życiu tylko tak długo, jak długo zdołają „wyssać (młodą) krew” z państw, które zdołają zniszczyć ekonomicznie lub militarnie na tyle, by ludzie masowo stamtąd uciekali. Jest to tożsame z hitlerowskimi łapankami i wywózkami „na roboty”, ulepszonymi o tyle, że ludzie przyjeżdżają „z własnej woli” (jak tłumaczą libertarianie „chcącemu nie dzieje się krzywda”, koszty demograficzne i ekonomiczne ponoszą narody „dawców”). „Plan Balcerowicza” był jedną z takich celowo wywołanych katastrof, mających spowodować masową migrację – i ją wywołał. Za jego pomocą „demokracje zachodnie” wyeksportowały do Polski własną katastrofę demograficzną, by chwilę dłużej móc konsumować na niezmienionym poziomie – za cenę unicestwienia demograficznego narodu polskiego. Cenę ochoczo zapłaconą przez kompradorskie polskjęzyczne „elity” III RP (dla których ostatnią nadzieją na ukrycie demograficznego „manka” jest wielomilionowa fala imigracji pracowników-osadników z Ukrainy).

Oczywiście zniszczenie ukraińskiego przemysłu było na rękę „zachodnim demokracjom” także z innych przyczyn. Pozbawienie FR dóbr wytwarzanych na Ukrainie skutecznie okaleczało gospodarkę FR i pozbawiało jej przemysł militarny kluczowych i niemożliwych do zastąpienia w krótkim czasie podzespołów [kopia] (inny przykład [kopia] – cała Noworosja jest „usiana” takimi przykładami). A w długim czasie – zmuszało FR do budowy od podstaw fabryk i infrastruktury badawczo-rozwojowej, czyli zmuszało FR do kolosalnych wydatków tylko po to, by stać militarnie i gospodarczo w miejscu. Pozbawiano w ten sposób jakąś część gospodarki FR środków na badania i rozwój, a ludność – niezbędnych inwestycji infrastrukturalnych bądź poprawy jakości świadczeń społecznych (gdy jednocześnie miliardy dolarów płynęły bez przeszkód na zagraniczne konta etnicznych oligarchów FR).
Można więc powiedzieć, że już sama wymuszona metodami agenturalnymi zmiana kierunku integracji gospodarczej Ukrainy była ze strony „zachodnich demokracji” aktem wojny przeciw FR. Ale też była aktem wojny (i usiłowaniem rabunku demograficznego) wobec ludności uprzemysłowionej części Ukrainy. Czy na Ukrainie dostrzegano to zagrożenie? Już 2004 roku, po „pomarańczowej rewolucji” padły ze strony polityków Noworosji, rozumiejących sytuację, groźby secesji [Krym, Obwody Charkowski, Ługański i Doniecki (link 1, link 2 – hasła te były nośne i gdyby na Kremlu siedziały autentycznie rosyjskie elity – zrobiłyby z tego użytek już wtedy). Ale „świeżo upieczone kremlowskie elity” (te same co dziś) były wówczas zbyt pochłonięte konsumowaniem swojego zwycięstwa nad resztą jelcynowskiej „familii” (może powiększaniem własnego stanu posiadania, może rozkoszowaniem się tym, że są podejmowani przez „wielkich tego świata” na „salonach” – nie wiadomo). Zbyt pochłonięte, by zajmować się egzystencjalnymi zagrożeniami dla przyszłości FR i strategicznymi zagrożeniami dla gospodarki i przemysłu obronnego FR. Nie przyjęły do wiadomości, że za ich zachodnią granicą „wolny świat” rozpoczyna wojnę przeciw FR, finansowaną wówczas w całości na koszt społeczeństwa Ukrainy. Przy czym koszt ten nałożono na społeczeństwo Ukrainy wydając śmieszne kwoty – „kieszonkowe” – wypłacane przez „demokracje zachodnie” ukraińskim zdrajcom i pożytecznym idiotom w ramach „wsparcia budowy społeczeństwa demokratycznego”. Oraz – równolegle – neobanderowskim partiom i bojówkom, które miały wkrótce zostać użyte do sprowokowania ogólnonarodowej katastrofy narodu ukraińskiego – wojny z Federacją Rosyjską. Tylko najwięksi głupcy i ślepcy nie chcą dostrzec, że banderowcy zostali wykorzystani przez realnych władców USA (globalną etniczną oligarchię kapitałową) do operacji „zmiany reżimu” w Rosji, której wszystkie koszty poniósł, ponosi i poniesie rzekomo ukochany przez nich (banderowców) „naród ukraiński”.

27.03.2022 pisałem o tym tak:
(…) Nawet w silnie neobanderowskiej zachodniej Ukrainie występowało duże niezadowolenie z korupcji, destrukcji gospodarki, panoszenia się etnicznej mafii oligarchów i „polityki” gospodarczej, która zmusiła osoby w wieku produkcyjnym do masowej emigracji zarobkowej. Wiedzieli o tym (realnie) rządzący na Ukrainie specjaliści z Departamentu Stanu USA. I zareagowali z właściwym globalnej mafii etnicznej cynizmem. Postanowili zmusić armię FR do walk na terenie dzielnic mieszkaniowych, by wywołać straty wśród bezwartościowej dla nich ludności cywilnej – szczególnie podwójnie bezwartościowej ludności rosyjskojęzycznej Noworosji, a potem wykorzystać ofiary cywilne, by propagandą rozjuszyć Ukraińców przeciw Rosjanom i w ten sposób popchnąć ich do walki. Ale nawet tego było im mało, zaczęli fabrykować „fakty”. Od razu pojawiały się reżyserowane scenki z „rannymi i zabitymi” (patrz link). Medialne inscenizacje uzupełniał realny terrorystyczny ostrzał własnych miast (np. Kijowa już w pierwszych godzinach wojny z artylerii rakietowej i stromotorowej … podobnie było potem w Mariupolu). Winą za własne akty terroru kijowski reżim (czytaj: marionetkarz z USA) obarczył stronę rosyjską. W tej wirtualnej rzeczywistości znaczna część społeczeństwa Ukrainy uwierzyła w serwowane we wszystkich mediach brednie (dlatego tak ważne było i jest szczelne pokrycie parasolem cenzury i „wirtualnej rzeczywistości” jak największej części mediów – by uniemożliwić oszukanym obywatelom Ukrainy weryfikację „wiadomości” w innych językach) i włączyła się do walki. Niestety nie w obronie żadnej „niepodległości” – bo tą utracili w 2014, stając się kolejną republiką bananową USA. Nie żadnej „Ukrainy” – bo ta jest fikcją na terytorium administrowanym przez etnicznych globalistów z Waszyngtonu, etniczną złodziejską oligarchię „lokalną” i neobanderowskich terrorystów-bandytów, będących faktycznie siepaczami na usługach globalistów. I nie – „narodu ukraińskiego”, bo ten jest największą ofiarą i największym przegranym w wojnie, którą Waszyngton na Ukrainie rozpętał przy użyciu swoich marionetek – Zełenskiego i innych – tylko po to, by zainstalować swoją „demokratyczną opozycję” u władzy w FR.
Co tak naprawdę mogą obywatele Ukrainy wygrać w tej wojnie dla siebie, walcząc z Rosją?
Po pierwsze – bezwizowy ruch do Unii Europejskiej, jako tania siła robocza (już to mają, jako uchodźcy i udający uchodźców). I tak by go dostali, bo wymierające Niemcy staną na głowie, byle pozyskać niewolników na pola szparagów i do fabryk, bo poprzednia fala imigrantów – kolorowi pupile kanclerz Merkel okazali się niekompetentni językowo, zawodowo i niezdolni do jakiejkolwiek uczciwej pracy. A i w Polin „pracodaFcy”, którym RFN, Francja i Holandia podebrały niewolników nie mają kim „orać”.
Po drugie – kontynuację rządów etnicznej złodziejskiej oligarchii, która zdewastowała Ukrainę gospodarczo i demograficznie (poprzez masową emigrację) i nie planuje niczego zmieniać w zakresie polityki gospodarczej ani antyspołecznej. Zresztą – na to nie pozwolą władcy z Waszyngtonu, dążący do utrzymywania swoich dyktatorskich bantustanów w permanentnym stanie katastrofy społecznej.
Po trzecie – wzmocnienie neobanderowskiego terroru, kiedy upojonym zwycięstwem „dzieciom Bandery” puszczą ostatnie hamulce przy wprowadzaniu wymarzonego nazistowskiego totalitaryzmu Bandery-Szuchewycza.

Powiedzmy sobie szczerze – czy warto za takie „wartości” umierać? (…)

Frarment wstępu do tłumaczenia tekstu: Wojna propagandowa na Ukrainie: międzynarodowe firmy PR, lobbyści z Waszyngtonu i odgałęzienia CIA.

Kremlowskie „gołąbki pokoju”, rozkochane w „prawie międzynarodowym” (od dekad ostentacyjnie i bezkarnie łamanym i ignorowanym przez „wolny świat” czyli USA, kiedy tylko było to wygodne), przez cały czas gdy za ich wschodnią granicą pożar rozrastał się do coraz trudniejszych do opanowania rozmiarów (2004-2022) zajmowały się poszukiwaniem „rozwiązań dyplomatycznych na gruncie prawa międzynarodowego i instytucji międzynarodowych”. W tym samym czasie „zachodni partnerzy” zalewali Ukrainę miliardami dolarów na propagandę, przeszkolonymi agentami wpływu, budowali elity kompradorskie i „ekosystem obywatelskiego aktywizmu”. Oraz „żelazną pięść” – paramilitarne terrorystyczne struktury banderowskie.


Wyniki wyborów prezydenckich w 2004r. na Ukrainie. Kolory obwodów wg zwycięzców.


Wyniki wyborów parlamentarnych w 2012r. na Ukrainie. Kolory okręgów wyborczych wg zwycięzców. Banderowcy ze „Swobody” – kolor brunatny.

Czy cały przemysł Ukrainy zostałby unicestwiony przez integrację z UE? Zapewne nie cały, ale część zakładów padłaby z dnia na dzień albo weszła w stan wegetacji, po czym po kilku latach podzieliłaby los polskich stoczni, cukrowni, hut, przemysłu elektronicznego i AGD. Jeśli przyjrzeć się mapie Ukrainy, okaże się, że tereny uprzemysłowione to Noworosja. Mieszkańcy tych terenów to głównie etniczni Rosjanie, mówiący w większości lub znacznej części po rosyjsku. Zmiana kierunku integracji, oznaczająca ruinę całych gałęzi przemysłu, pozbawiłaby pracy i zmusiłaby do emigracji zarobkowej głównie ich. Tylko mieszkańcy Noworosji wiedzieli już co ich czeka i byli gotowi stawiać opór – ostrzeżeni doświadczeniami Polaków, którzy w 1989 roku zostali wzięci „z zaskoczenia” obietnicami „drugiej Japonii” i „planem Balcerowicza” (czyli przywiezionym z USA „planem Sachsa”, będącym w istocie „standardowym” programem napisanym w latach ’70 na potrzeby przekształcania etatystycznych państw Ameryki Środkowej i Południowej w ekonomiczne kolonie korporacji USA) a potem – „integracją europejską”. Dodajmy, że również zamieszkujący Noworosję obywatele Ukrainy nie czujący się Rosjanami mieli identyczne interesy ekonomiczne jak ludność rosyjskojęzyczna (co było widoczne w wynikach wyborów np. w 2012, patrz mapy powyżej).

To jest dość ważna kwestia i warto na nią zwrócić uwagę – na Ukrainie podział „językowy” w znacznej mierze pokrywał się z podziałem biegnącym po linii autentycznych i motywujących zbiorowy sprzeciw interesów ekonomicznych. Przeniesienie konfliktu na grunt etniczny rozbijało (w jakimś stopniu) jedność środowisk „antyzachodnich”, połączonych interesem ekonomicznym związanym z przemysłem (wprowadzało konflikt „patriotyzmu ukraińskiego” ze zbiorowym regionalnym intresem ekonomicznym). Departament Stanu USA, stojący za Majdanem, postanowił przy użyciu „działań wyprzedzających” uniemożliwić na Ukrainie debatę ekonomiczną. Zrobił to poprzez dywersję – odwrócenie uwagi – podsycanie nienawiści na tle etnicznym (trwające zresztą z rosnącym nasileniem od „pomarańczowej rewolucji” – to Juszczenko usankcjonował oficjalną banderyzację Ukrainy, ustanawiając zbrodniarza S. Banderę „Bohaterem Ukrainy”) i wykorzystanie jako detonatora uchylenia ustaw językowych. Warto pamiętać, że wg ostatniego w miarę wiarygodnego spisu ludności Ukrainy, przeprowadzonego w 2001 r. język rosyjski jako język natywny (czyli narodowość rosyjską; pochodzenie rosyjskie ma oczywiście znacznie większy odsetek ludności) zadeklarowało 29,6% obywateli. W samym Kijowie – 25,4 (Źródło: wikipedia, https://en.wikipedia.org/wiki/Language_policy_in_Ukraine, sugeruję przejrzenie hasła po polsku (brak wersji polskojęzycznej, link do tłumaczenia google), data dostępu 29.03.2022). Przepisy językowe przyjęte po przewrocie pozbawiały Rosjan prawa używania języka rosyjskiego i zmuszały ich do posyłania dzieci do szkół i przedszkoli ukraińskojęzycznych – czyli de facto prowadziły do zatarcia tożsamości narodowej, dokładnie takiego, jak to, przeciw któremu walczyli Polacy w zaborze pruskim w najczarniejszych latach „Kulturkampf”-u.

Ale na walce o pozbawienie Rosjan prawa posługiwania się językiem ojczystym się nie skończyło. Politycy związani z mniejszością rosyjską, opozycyjni względem waszyngtońskich pomazańców na Ukrainie po 2014 marli dziesiątkami, jak muchy (link 1, link 2), co nie budziło oburzenia „demokratów” z zachodu, drących włosy z głów nad losami Chodorkowskiego, Nawalnego czy Niemcowa. Wskutek terroru stosowanego na wschodzie wobec rosyjskojęzycznych działaczy politycznych i społecznych oraz działań legislacyjnych doszło do faktycznego pozbawienia ludności rosyjskojęzycznej politycznej reprezentacji politycznej (link). Nie, żeby ludności ukraińskojęzycznej reprezentacji nie pozbawiono (Nadia Sawczenko (29.03.2017): „Żydzi stanowią tu 2 proc. społeczeństwa, a zajmują około 80 proc. stanowisk w rządzie”link … a w Polin?).

W tym miejscu wracam do kwestii terroru, od której zacząłem ten przydługi wstęp. Wspomniałem, że nielegalna zmiana władzy, połączona z dotkliwymi stratami politycznymi oraz ekonomicznymi dla znacznej części społeczeństwa musi być powiązana z terrorem, inaczej poszkodowani wymuszą odejście uzurpatorów metodami demokratycznymi. Departament Stanu USA („straussiści”) wykonujący instrukcje władców USA (globalnej etnicznej oligarchii kapitałowej) zdawał sobie z tego doskonale sprawę. Jednak zbrodniarze z USA mieli świetnie opanowany warsztat terrorystyczno-pacyfikacyjny, doskonalony na przestrzeni dziesięcioleci na całym świecie – od Korei i Wietnamu przez Afganistan i Iran po Chile, Argentynę, Brazylię, Boliwię i Nikaraguę (i wiele, wiele innych państw). Terror wprowadzany na Ukrainie miał obejmować odstraszenie przeciwników Majdanu od wystąpień publicznych i działalności politycznej, sparaliżowanie woli oporu i zszokowanie brutalnością prowadzące do masowej emigracji. Oczywiście dla funkcjonowania terroru konieczne są trzy elementy. Pierwszym jest istnienie wykonawców – tu oczywiście bojówki banderowskie były idealne – zarówno ze względu na oswojenie z brutalnym traktowaniem ofiar, pionową strukturę organizacyjną, siatkę obejmującą znaczną część kraju jak i – uzyskane jeszcze przed „Majdanem” od instruktorów NATO/CIA przeszkolenie bojowo-socjotechniczne (1 [kopia], 2 [kopia], 3 [kopia]). Drugim warunkiem jest zapewnienie bojówkom („szwadronom śmierci”) bezkarności, trzecim – uniemożliwienie prześladowanym samoorganizacji i samoobrony. Jeśli przyjrzymy się temu, co działo się od 21.02.2014 na Ukrainie, okaże się, że służby specjalne i policja zostały przejęte przez banderowców, spacyfikowano sądownictwo i prokuraturę. Żadne śledztwo polityczne od momentu puczu nie zakończyło się uczciwym wyrokiem (z koronnym przykładem – sprawą masowego mordu na Majdanie Niezależności w dniach 18-20.02.2014).

Pierwszym spektakularnym aktem terroru, który został dokonany przeciw opozycji politycznej były zdarzenia z Korsunia-Szewczenkowskiego, miasteczka położonego ok 150 km na południowy wschód od Kijowa (miejsce oznaczone czerwonym kołem na mapie na początku tekstu). Ten akt terroru zmotywował mieszkańców Krymu do secesji od Ukrainy, a mieszkańców licznych obwodów w Noworosji – do prób organizowania referendów w sprawie deklaracji autonomii, które uzyskały potem zbiorczą nazwę „rosyjskiej wiosny”. W wielu miastach obwodów Noworosji doszło do pobić i masakr organizujących referenda działaczy politycznych i aktywistów społecznych (najbardziej znana – w Odessie 02.05.2014) – bądź przez bojówki banderowskie bądź armię bądź przez funkcjonariuszy ukraińskiej służby bezpieczeństwa. Pacyfikacji „rosyjskiej wiosny” towarzyszył rzecz jasna na całym terytorium kontrolowanym przez siły „Majdanu” terror – niszczenie lub grabież mienia, mordy, gwałty, pobicia, okaleczenia, „zaginięcia”.

W tej pierwszej części cyklu, w którym będę się zajmował banderowskim terrorem zaprezentuję jego pierwsze dni. Był on z góry zaplanowany, nawet w zakresie przygotowania psychologicznego społeczeństw „zachodu”. W mediach „wolnego świata” (w tym w Polsce) głupcy słuchali o brutalnych „tituszkach” masakrujących za pieniądze pokojowych i bezinteresownych „majdaniarzy”. A to była tylko standardowa dehumanizacja – przygotowanie opinii publicznej „zachodu” do terroru, który miał być za chwilę stosowany wobec przeciwników puczu – terroru, którego początkami były pogrom w Korsuniu i masakra w Odessie. Jak widać fachowcy pani Nuland planowali na wiele ruchów do przodu. Wszak całe schematy takich działań szlifowali dziesięcioleciami w Ameryce Południowej i Środkowej. Prawdopodobnie 18 lutego przyszedł z USA rozkaz rozpoczęcia krwawej fazy puczu i – by „Antymajdan” zniszczyć siłą. Stąd w kolejnych dniach eskalacja przemocy w parku Maryinskim. 20 lutego wynajęci przez oligarchów Majdanu albo Departament Stanu USA snajperzy zaczęli strzelać do tłumu na Majdanie i sił porządkowych. W tym samym dniu amerykańscy specjaliści kazali „majdaniarzom” przeprowadzić „operację terrorystyczną” przeciw uciekającym z Kijowa na Krym aktywistom, jeszcze zanim doszło do przejęcia władzy przez „Majdan” (oznacza to, że już wtedy byli pewni powodzenia puczu).

Polecam przetłumaczony przeze mnie ważny film dokumentalny o masakrze w Korsuniu-Szewczenkowskim „Pogrom w Korsuniu”. To film Siergieja Gołowczenko i Wiktorii Nieuczewej z 2014r.:

Poniżej – tłumaczenie tekstu W. Malcewa, który opisuje „skromne” początki terroru „Majdanu” wobec opozycji politycznej.

Proszę czytelników o zapoznanie się z moim wstępem do tłumaczenia Wojna propagandowa na Ukrainie: międzynarodowe firmy PR, lobbyści z Waszyngtonu i odgałęzienia CIA. Jest tam kilka ważnych uwag na temat toczącej się obecnie wojny.


Autor: Władysław Malcew (Владислав Мальцев)
Tytuł: Sekrety roku 2014. Kto dokonał masakry pod Korsuniem-Szewczenkowskim 20 lutego? (Тайны 2014 года. Кто устроил бойню под Корсунь-Шевченковским 20 февраля?)
Opublikowano: 20.02.2020
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Тайны 2014 года. Кто устроил бойню под Корсунь-Шевченковским 20 февраля? [kopia bezpieczeństwa].

20 lutego 2014 r. miało miejsce wydarzenie znane dziś jako pogrom korsuńsko-szewczenkowski. W pobliżu miasta o tej samej nazwie w obwodzie czerkaskim aktywiści Majdanu (uzbrojeni głównie w różnego rodzaju pałki i koktajle Mołotowa, choć wspomina się także o obecności broni palnej) zatrzymali autobusy wiozące uczestników antymajdanu z Kijowa na Krym.

Aktywiści Majdanu wybijali szyby w autobusach, wywlekali pasażerów na zewnątrz, poprzewracali w błoto i bili . Część Krymian próbowała ukryć się w lasach i zaginęła, prawdopodobnie została zamordowana (na Ukrainie nie przeprowadzono w tej sprawie rzetelnego śledztwa). Wydarzenia te stały się impulsem do rozpoczęcia „rosyjskiej wiosny” (Światowid: ruchu separatystycznego) na Krymie.

Artystyczna rekonstrukcja wydarzeń pod Korsuniem-Szewczenkowskim została przedstawiona w filmie fabularnym Aleksieja Pimanowa (Алексея Пиманова) „Krym”, który wszedł na ekrany kin w 2017 r. Ale to jest film fabularny. Warto zaznaczyć, że zachowały się również nagrania wideo wykonane przez naocznych świadków na miejscu zdarzenia – zostaną one opublikowane w niniejszym artykule.

Podczas projekcji tego filmu w 2017 r. w sąsiednim kraju miał miejsce następujący epizod: rosyjski żartowniś Lexus (Лексус, Alexey Stolyarov [Алексей Столяров]) zadzwonił do ambasadora Ukrainy na Białorusi, Igora Kizima (Игор Кизим), który powiedział: „Nie podoba mi się, że Azow jest pokazywany, jak bije tych ludzi, którzy gdzieś tam jadą. ‚Azow’ bije pałkami jakichś wolontariuszy”.

Szokujące informacje zostały wyemitowane 8 sierpnia 2017 r. w osobnym reportażu w programie informacyjnym rosyjskiego kanału telewizyjnego Zvezda. Informację o żartownisiu z zainteresowaniem przyjął również reżyser filmowy Aleksiej Pimanow.

Pierwszy z materiałów wideo w oryginalnym tekście, niestety „sprywatyzowany”: https://youtu.be/NEgIMCzNbvY
Jego kopia: Корсуньская трагедия – воспоминания крымчан-жертв [nie mogę pobrać na dysk – więc nie mogę przetłumaczyć.]

Czy Azow rzeczywiście brał udział w tym ataku?

Na pierwszy rzut oka odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Batalion „Azow” został utworzony 5 maja 2014 roku w Mariupolu. Innymi słowy, nie mogło być go w Korsuniu-Szewczenkowskim 20 lutego 2014 r.

Warto jednak zauważyć, że 5 maja 2014 r. nastąpiła jedynie legalizacja formacji zbrojnej, która wcześniej działała poza ramami prawnymi pod nazwą „Black Corps”, czyli „czarni mężczyźni”. Oto, na przykład, oficjalny komunikat służby prasowej Azowa w pierwszą rocznicę jego powstania: „Podczas rosyjskiej agresji i fali destabilizacji rewanżystów patrioci stworzyli oddział partyzancki o nazwie Czarny Korpus, z którego 5 maja 2014 roku wyłonił się batalion specjalnego przeznaczenia Azow.

Wspomnienia Czarnego Korpusu zostały opublikowane w 2019 roku przez jednego z jego założycieli, późniejszego szefa sztabu Azowa, a obecnie zastępcę szefa partii Korpus Narodowy, Mykołę Krawczenkę (Николай Кравченко). Przytoczyłem je szczegółowo w artykule na portalu Ukraina.ru (co jest ważne, ponieważ strona konsula, na której je zamieszczono, nie jest już dostępna). W tym kontekście zwrócę uwagę na ważną kwestię: według Krawczenki, Czarny Korpus powstał 1 marca 2014 roku, po tym jak działacze Majdanu zostali wyrzuceni z Charkowskiej Obwodowej Administracji Państwowej.

Okazuje się jednak, że pewien zbrojny oddział, prototyp Azowa, istniał jeszcze przed 1 marca 2014 r.; inna sprawa, że nie był specjalnie reklamowany i nie miał żadnej nazwy.

W wydanej w 2017 r. książce Fenomen Azowa przytoczyłem wypowiedź użytkownika forum internetowego Sprazhnya Ukrainska Pravda (Справжня українська правда), który w październiku 2014 r. opublikował w dyskusji szereg faktów dotyczących organizacji Biletskiego, które uderzyły mnie mało znanymi szczegółami. Między innymi twierdził:

„SBU i MSW próbowały zniszczyć organizację, sądząc, że zamykając Bileckiego, uda im się wszystkich rozproszyć. Jednak członkowie organizacji po prostu zeszli do podziemia, ale nie zaprzestali swojej działalności… Gdy tylko Bileckij został zwolniony z aresztu śledczego pod koniec lutego (2014 r. – przyp. aut.), bardzo szybko utworzył swoją ochotniczą jednostkę bojową. On już miał ją gotową, tylko niewielu o niej wiedziało”.

Tak więc w sierpniu 2019r. wspomniany Mykoła Krawczenko udzielił wywiadu magazynowi TV Park, w którym potwierdził, że: „W przypadku naszej formacji chodzi o to, że nasz szkielet powstał na długo przed wydarzeniami rewolucyjnymi. Mieliśmy już wtedy pewną strukturę i nawet w najtrudniejszych momentach utrzymywaliśmy stałą łączność. Organizacja została mocno „pobita” przez represje, ale w 2014 r. bardzo szybko się odrodziła.

czarny_korpus_ukraina_2014.png
Czarny korpus, Ukraina 2014(?).
© bykvu.com

Jest to w rzeczywistości ten sam prototyp Azowa, oczywiście nie tak liczny i uzbrojony głównie w armaturę i kije, który istniał 20 lutego 2014 roku.

Ale czy ten „prototyp” działał w Korsuniu-Szewczenkowskim?

Żaden z „azowców” nigdy o tym nie wspominał, choć ich wspomnień – w wywiadach dla różnych ukraińskich publikacji, na własnych i powiązanych z nimi skrajnie prawicowych stronach internetowych (takich jak Konsul [Консул]), na Facebooku i Telegramie – pozostawili bardzo wiele. Nigdy też nie ukrywali swojego udziału w atakach na aktywistów antymajdanowych w Charkowie w lutym-maju 2014 r., wręcz przeciwnie – chwalili się tym.

Przykładem mogą być wydarzenia z 14 marca 2014 roku na ulicy Rymarskiej(Рымарской), gdzie bojownicy Czarnego Korpusu zastrzelili dwóch działaczy anty-majdanowych. „14 marca 2014 r. my, wolontariusze, odbyliśmy pierwszą walkę na ulicy Rymarskiej w Charkowie. Pierwsza walka, w której przeciwnik poniósł straty. Wtedy pokazaliśmy, że będziemy zabijać” – powiedział Krawczenko w wywiadzie dla ukraińskiej publikacji internetowej Censor.net z 14 marca 2018 r. A w 2019 roku powiedział TV Park, że zabitych było znacznie więcej: „W rezultacie Czerkas (Черкас, pseudonim Igora Michajlenki, obecnie dowódcy Narodowej Drużyny – aut.) naliczył osiem ciał od strony „waty” (ваты – slangowe określenie antymajdanowych grup z Noworosji) na zewnątrz. Chociaż według oficjalnych danych zginęły tylko dwie osoby.

Krawczenko dość szczerze opisuje też przygotowania do innych podobnych akcji. „Rankiem 1.05.2014 r. do Charkowa wjechało kilka autobusów z ‚czarnymi mężczyznami’ (Światowid: czarnymi ludzikami – przez analogię do sławnych ‚zielonych’?). W tym czasie nie mieliśmy prawie żadnej broni. Około tuzina „cywilnych” pomp (? slang. wiatrówki z dolnym naciągiem) i karabinów (Światowid: patrz zdjęcie – to, co trzyma ‚czarny ludzik’ w środku wygląda na AK-74, a nie na zabawkę). Byliśmy jednak gotowi do rozpędzenia „watowego” marszu. Elementy pancerzy były kupowane z wyprzedzeniem, jednakowo cięte i malowane na czarno. Nasze czarne mundury ochroniarskie (najtańsze), tego samego koloru kominiarki i poczerniane metalowe pałki sprawiały, że byliśmy postrachem w oczach separatystów z Charkowa. „Gdyby ten marsz się odbył, wydarzenia byłyby prawdopodobnie nie mniej krwawe niż następnego dnia w Odessie” – napisał były człowiek Azowa w swoim kanale Telegram 1 maja 2019 r.
To znaczy, jeśli przyszli „azowici” byli w Korsuniu-Szewczence 20 lutego 2014 r., to nie było sensu, żeby to ukrywali. Wręcz przeciwnie!

Kto więc tam działał?

Informacja o tym nadeszła już następnego dnia. Cytując reportaż z 21 lutego 2014 r. zamieszczony na stronie internetowej Korrespondent: „Przy wjeździe do miasta Korsuń-Szewczenkowski w obwodzie czerkaskim lokalni działacze oddziałów ‚samoobrony’ zatrzymali i rozbroili autobus z członkami jednostki specjalnej policji Berkut oraz dwa autobusy „tituszek”, które jechały z Kijowa.” Poinformował o tym Vitaliy Ilyashenko, przewodniczący organizacji regionalnej „UDAR”.

„Rosja przypisuje przesadną rolę „Prawemu Sektorowi” (organizacja została zdelegalizowana przez Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej), do którego w czasie Euromajdanu należeli przyszli działacze Azowa, podczas gdy w połowie lutego 2014 roku liczył on zaledwie kilkaset osób w całym kraju (i prawie wszystkie w Kijowie), a Samoobrona Majdanu, do której strukturalnie należał, około 12 000.”

W październiku 2017 roku Władimir Woropaj (Владимир Воропай), który w lutym 2014 roku stał na czele promajdanowej „Rady Ludowej” w obwodzie czerkaskim, opowiedział dziennikarzom „Realiów Krymu” („Крым.Реалии”) o wydarzeniach w pobliżu Korsunia-Szewczenkowskiego:

„Pojawiły się informacje, że do Korsunia przyjechało 11 autobusów z uzbrojonymi ‚tituszkami’ – rzekomo ludzie ci wracali z anty-majdanu w Kijowie. Przyszło około dwóch tysięcy miejscowych – zwykłych ludzi, mieszkańców miasta i niecałe 200 osób z ‚samoobrony’. W autobusach rzekomo było kilka osób ze strzelbami myśliwskimi… Chcieliśmy sprawdzić, czy osoby znajdujące się w autobusach nie mają fizycznych dowodów na udział w Antymajdanie. Byłem wtedy jednym z liderów tej blokady… Droga była zablokowana, paliły się opony. W ten sposób udało nam się zatrzymać pierwsze trzy autobusy… Potem przyjechało jeszcze osiem autobusów z Krymianami.”

Według Voropaya, najbardziej szaleli zwykli cywile, a Samoobrona Majdanu starała się zapobiec masowym burdom. Nie zaprzecza, że ludzie wyciągani z autobusów byli natychmiast bici:

„Oni też byli wywlekani, a ja sam widziałem, jak jeden z nich został pobity – miał popękaną skórę na głowie. Samoobrona była zdeterminowana, aby zapobiec prowokacjom, starciom, ale ludzie się przepychali.”

Tak na marginesie, wrogość miejscowej ludności wobec działaczy antymajdanowych jest faktem. Oto autentyczne, opublikowane na stronie internetowej ForPost Sewastopol 22 lutego 2014 r., wspomnienia jednego z tych Krymian, którzy jechali w tym konwoju autobusów, a potem próbowali przedrzeć się osobno:

„Wycofaliśmy się do autobusów, wioząc trzech rannych. Postanowiliśmy przedrzeć się w kierunku Czerkasów, ale nawet tam droga była zablokowana. Autobusy jadące przed nami zostały natychmiast ostrzelane i podpalone. Nasz kierowca gwałtownie skręcił, minął swojego towarzysza, który zjechał do rowu, i popędził w przeciwnym kierunku. Niecałą minutę później nad zboczami i oknami rozległy się strzały, a butelka z naftą została zręcznie wrzucona do okna, cudem nie zapalając się. Kierowca zwolnił. Wyskoczyliśmy przez drzwi i zaczęliśmy rozpraszać się po lesie, zamieniając się w zwierzynę łowną, na którą polowano z zapałem. Wycofawszy się na pewną odległość, Simferopolczycy rozdzielili się i ruszyli przez wieś, gdzie część z nich została wydana przez miejscowe babcie, a część wpędzona do rzeki salwami salwami z broni ochotników”.

Jeden z ocalałych Krymian, Andrey Bulyshkin, zeznawał później przed Komitetem Ochrony Praw Osób Poszkodowanych Majdanem o sytuacji w Czerkasach: „Po pewnym czasie przyszedł do nas jeden z lokalnych przywódców, prawdopodobnie przewodniczący rady miejskiej. Przyniósł nam herbatniki, wodę, kilka paczek papierosów i powiedział, żebyśmy zostali w autobusie, czekali, nie uciekali do lasu, bo tam wszystkich po kolei znajdą i zabiją… Pod jego kontrolą przejechaliśmy przez Korsuń-Szewczenkowski, a miejscowi krzyczeli za nami: „Ganba!”, „Moskalaku na gilyaku!” [??? niezr.], „Chwała Ukrainie!”. – te same rzeczy, które słyszeliśmy na punkcie kontrolnym podczas bicia. Autobusy były nadal obrzucane kamieniami, ale nikomu już nic poważnego się nie stało.

Były przewodniczący Czerkaskiej „Rady Ludowej” sam powiedział w 2017 r., że pod jego kierownictwem na blokadzie „zebrał się konwój siedmiu autobusów, odprowadziliśmy te siedem autobusów trzema samochodami do (miasta – aut.) Smieły (Смелы), gdzie wyjaśniliśmy, że w Korsuniu już byli sprawdzani, nie można było użyć siły i trzeba było ich przepuścić”. Jednak „okazało się, że przez Myrivkę przejechało 11 autobusów, a do Korsunia dotarło tylko siedem. Okazało się” – mówi Voropay – że „dwa autobusy zostały złapane przez inny punkt kontrolny, ktoś uciekł przez pola”. Właśnie ten wątek został opisany powyżej na ForPost.

Rzeczywiście, kiedy wielu uciekało przez leśne wioski obwodu czerkaskiego, gdzie nie było prawdziwej władzy, a działacze antymajdanowi „spotykali się z salwami z broni ochotników”, wielu mogło zostać zabitych i potajemnie zakopanych. I nikt się o tym nie dowiedział, nawet „Samoobrona Majdanu” i „Rada Ludowa”.

Dlaczego ambasador Ukrainy w Mińsku w 2017 r. mówił o Azowie pod Korsuniem-Szewczenką? Trochę naiwne jest uważanie, że pracownik dyplomatyczny, który przez cały Euromajdan siedział w biurze z dala od walk ulicznych, jest wtajemniczony w sekrety prawicowych radykałów. Najprawdopodobniej niewiele wiedział o wydarzeniach z 20 lutego 2014 roku (wspomina, że na filmie widać „jakichś wolontariuszy”), a aktywistów Majdanu z żółtą taśmą na rękach nazwał „Azowem”, albo dlatego, że w 2017 roku „Azow” wchłonął już wszystkie skrajnie prawicowe organizacje w sferze politycznej i jego nazwa mogła być szeroko wymieniana, albo dlatego, że później w ATO (Światowid: operacja „antyterrorystyczna” – eufemizm na działania wojenne prowadzone przeciw ludności – zwykle cywilnej – Donbasu) wolontariusze „Azowa”, podobnie jak inni wolontariusze, również owinęli sobie ręce żółtą taśmą.

Z Czarnym Korpusem wiązało się wiele informacji o masakrach aktywistów antymajdanowych w marcu i kwietniu 2014 roku, ale zamiast je analizować, nasze media niestety często po prostu powielają niesprawdzone informacje.

A główny wniosek, jaki się nasuwa, to naturalne pragnienie mieszkańców Krymu, którzy w lutym i marcu 2014 roku dowiedzieli się o tych wszystkich zbrodniach i prześladowaniach ze strony „cywilnej ludności Ukrainy”, aby opuścić ten kraj, co nastąpiło kilka tygodni później.

Z góry dziękuję za rozesłanie odnośnika do tekstu znajomym i zamieszczenie w Internecie tylu odsyłaczy, ile zdołacie. Nawet jeden może zrobić ogromną różnicę! Dziękuję!

4 myśli w temacie “Pomajdanowa Ukraina marionetek USA: orientacja prozachodnia a konflikt interesów ekonomicznych i konflikt etniczny. Korsuń-Szewczenkowski i narodziny terroru.

  1. Szanowany Panie @Światowidzie,

    W obliczu ostatnich wydarzeń na blogu @Bruska Kodłucha i obecnie u @Bacy pozwalam sobie zamieścić u Pana tekst, którym zwróciłem się zarówno do Pana, jak i do blogera @Baca.
    Nie ukazał się tam, mimo tego, że w międzyczasie całe mnóstwo innych komentarzy zostało tam opublikowanych. Dlatego pozwalam sobie u Pana. A dlaczego nie drogą prywatną?
    A to z tego powodu, że Listy Otwarte mają większą nośność i jako JAWNE (nie okryte patyną koszer-tejmnicy) bardziej UNYCH w…nerwiają.

    Poniższy mój komentarz napisałem w odpowiedzi na ten pański wpis: .https://bacologia.wordpress.com/2022/05/14/szybkie-wiesci-23/comment-page-1/#comment-13936

    Jest godzina 17:01 i ja dotąd poniższa treść nie ukazała się na blogu @Bacy.
    Czy @Baca obraził się na mnie śmiertelnie, czy też ma już „moderatorów” z pejsami ukrytymi pod maciejówką? trudno mi wyrokować.

    —————-

    Szanowny Panie @Światowidzie,

    Polegnie Pan tu. Także tu [w sekcji komentarzy bloga @Bacy – podobnie jak u Kodłucha].
    Sekcja komentarzy bloga @Bacy jest też już osaczona przez „unych” pozujących na popleczników.
    Jeśli @Baca się nie ogarnie z sekcją komentarzy, to trolle, jak powyższe @Sokole (tryzubiaste?) Oko, zrobią mu z bloga to samo, co zrobiły z Adnovum, czy z blogiem Bruska Kodłucha.

    Jeśli pańska oferta wygospodarowania dla mnie autonomicznego kącika na pańskim blogu jest aktualna, to przyjmuję.
    Trzeba dać odpór plemieniu przebranemu. A ja mam mnóstwo takich materiałów, które, gdy je opublikuję, to parchy zawyją Aj! Waj!, że w Mgławicy Magellana będzie słychać.
    ===============

    P.S. Szanowny @Baco.
    Przepraszam Cię za słowa, jakimi obraziłem Ciebie na blogu Światowida. Poniosło mnie, bo już prawie nikomu nie ufam.

    Ale Ty robisz wyśmienitą robotę. I pomijam Twój hurra-optymizm w odniesieniu do Putina na białym koniu. To nie jest ważne.

    Najważniejsze jest to, że Twoje Piśmiennictwo likwiduje RUSOFOBIĘ w polskich głowach skuteczniej, niż ruska artyleria skurwysynów banderowskich, czy antybiotyki anginę.

    Z tego powodu masz tu siebie między innymi @Kosmatego Krisa, który z Twoim blogiem zrobi to, co niejaki @maniaprzepraszania zrobił na blogu ADNOVUM i @heavymetal60 na blogu Bruska Kodłucha. Czyli ZASYPIE sekcję komentarzy „informacjami”, których z powodu ilości, nikt nie będzie czytał.
    Nadmiar „informacji” jest hasbarską DEZINFORMACJĄ obliczoną na zmęczenie odbiorcy.

    ________________

    Światowid: Nie rozumiem, przecież Baca puścił Panu ten komentarz na Bacologii, nawet Panu odpowiedziałem. Co z Pana skrzynką na keemailu? Nie logował się Pan 3 miesiące i poszła do kasacji? A KILKA RAZY OSTRZEGAŁEM …

    Polubienie

Odpowiedz na Kmieć Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s