Czy działania Kremla na Ukrainie są kopią błędów znanych z wojny rosyjsko-japońskiej z 1905r? Igor Girkin: Wojna kolonialna.

Jak ktoś nie lubi moich wstępów, tłumaczenie jest tu: Wojna kolonialna.

Większość z nas zetknęła się kiedyś z powiedzeniem, że „szaleństwo, to powtarzanie tych samych, nieskutecznych, działań w nadziei na uzyskanie przy którejś kolejnej próbie innego efektu”. Od razu rozprawię się z tą „definicją szaleństwa”. Jeśli rzucając monetą posiadającą „orła” i „reszkę” rzucaliśmy 20 razy i wypadał tylko „orzeł”, to czy szaleństwem jest oczekiwanie „reszki” przy 21szym rzucie? Po co o tym piszę? Żeby zwrócić uwagę na drobiazg – żyjemy w świecie niedeterministycznym. Czynniki losowe, zupełnie z pozoru marginalne mogą zmieniać przebieg różnych zdarzeń. Nie każdy błąd zawsze zostanie „ukarany” bądź doprowadzi do klęski. Czasem działanie racjonalne okazuje się błędem, z powodu zmiany okoliczności bądź niezgodnego z rzeczywistością rozpoznania tych okoliczności. Prosta historyczna analogia z rokiem 1905 jeszcze nie przesądza, że „powtarzające błąd” władze faktycznie go popełniły. Błędy zdarzają się i muszą się zdarzać. Niemniej rolą przywódcy jest przygotowywanie się z wyprzedzeniem na różne scenariusze rozwoju wypadków i szybkie, zdecydowane reagowanie, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli. To nie sam błąd dyskwalifikuje władcę, tylko niekompetentna reakcja (pod względem czasu, skali lub struktury), gdy podjęta decyzja już okaże się pomyłką.

Pamiętając o tym, że do pełnego „wachlarza” scenariuszy rozwoju sytuacji nie można się przygotować, bo uniemożliwia to ograniczoność dostępnych sił i środków, trudno przejść do porządku dziennego nad sytuacją, gdy w ramach źle pojętych oszczędności przywództwo w ogóle nie przygotowuje państwa ani narodu na absolutnie żaden wariant alternatywnego rozwoju sytuacji. Nie da się przejść do porządku dziennego także nad tym, że władza, skonfrontowana z załamaniem pierwotnego planu nie reaguje ani szybko, ani stanowczo ani odpowiednio do skali problemu / zagrożenia. I nie można oczekiwać, że naród rosyjski nie zauważy niekompetencji i niedecyzyjności elit. W którymś momencie zauważy i zechce je rozliczyć. Prawdziwe elity narodowe Rosji – rosyjscy nacjonaliści odsunięci na boczny tor przez mafijną żydowską oligarchię – powinny bardzo głęboko przemyśleć, co należy robić, by rozliczanie zbankrutowanego moralnie reżimu nie doprowadziło do rozpadu Federacji Rosyjskiej i wojny domowej na wielu frontach. W 1905r. kraj był w dużej mierze autarkiczny, różne grupy narodowe nie posiadały namiastek państwowości ani świadomości narodowej, ani elit zdolnych do zastanawiania się, czy z Rosją im po drodze, czy nie. Obecnie dla różnych „elit” i mafii lokalnych, trzęsących najróżniejszymi „obwodami” i „republikami” może być bardziej opłacalnym stać się władcami bantustanów USA lub ChRL niż brnąć dalej z obłożoną wszystkimi możliwymi sankcjami Rosją. Ponieważ zamach stanu ani rewolucja do zdjęcia sankcji nie doprowadzą. Nawet oddanie Donbasu i Krymu Ukrainie już niczego nie zmieni. Dlaczego? Bo „zachód” – a tak naprawdę globalna etniczna oligarchia kapitałowa kontrolująca jego „polityków” i „media” – przystąpił już do realizacji ostatniego etapu niszczenia Rosji – jej „demontażu po szwach etnicznych” opisanego przez Z. Brzezińskiego w książce „Globalna Szachownica” [„The Grand Chessboard” [wikipedia] z 1997](patrz też jego „A Geostrategy for Eurasia.”, pełny tekst w Foreign Affairs [kopia]). A sankcje są jedynie „narzędziem” do wymuszenia na mafijno-oligarchicznych elitach lokalnych secesji do „wolnego świata”.

Kremlowskim elitom udało się bardzo zradykalizować postawy ludności Noworosji i Republik Ludowych. Teraz władz rosyjskich się tam nienawidzi za to, że główna część wysiłku wojennego (wobec braku mobilizacji) spoczywa na ŁRL i DRL, co prowadzi do ukraińskiej przewagi w sile żywej i koszmarnych strat w operacjach prowadzonych rękoma ludzi z Donbasu przez rosyjski sztab. Nie można też zapomnieć o tym, jak prowadzenie działań wojennych we wsiach i miasteczkach Noworosji odbija się na postawie wobec Rosji mieszkańców tych terenów. W ten sposób Kreml zdołał zbankrutować nie tylko w oczach własnej ludności, ale i ludności Noworosji, której nie żyło się przez ostatnie 8 lat lekko w terrorze i bezprawiu, przyniesionym na te ziemie przez banderowskie bataliony typu „Azow”, „Ajdar”, „Szachtarsk”, „Tornado” itp. itd. [jak kogoś ciekawi pełna lista bandyckich banderowskich jednostek pacyfikacyjnych, często złożonych z najzwyklejszych kryminalistów już w momencie „formowania” – to może ją tu obejrzeć [EN]]. Igor Girkin nigdy nie wspomniał o tym, że prowadzenie działań wojennych w miastach Noworosji i rejonach umocnionych porobionych przez banderowców w osiedlach mieszkaniowych i wioskach odbywa się z poważnymi stratami wizerunkowymi dla Rosji i idei Noworosji czy „russkowo mira”, ale nie można być ślepym na to, że tak właśnie jest. Tej wojny nie należało prowadzić na wschodzie Ukrainy, tylko w jej części zachodniej. Po odcięciu zaopatrzenia z zachodu banderowcy może by nie „zmiękli”, ale straciliby możliwość toczenia regularnej wojny [z braku sprzętu i amunicji], a zestawy przeciwpancerne i przeciwlotnicze dość szybko by się skończyły. Tak więc niestety nie mamy tu do czynienia z „prostą” wojną kolonialną. To wojna domowa, w której gra toczy się też o sympatie lokalnej ludności. Wojna, która zaczęła się od kompromitacji, po 8 latach od porzucenia zamieszkujących Ukrainę Rosjan na pastwę banderowców – i paśmie kolejnych kapitulacji, zaniechań i zdrad Kremla. Nawet jeśli banderowcy zostaną ostatecznie spacyfikowani, a Ukraina opanowana i włączona do Rosji, sentymenty ludności stworzone błędami politycznymi Kremla jeszcze wiele dziesięcioleci będą kładły się cieniem na relacje między ludnością Noworosji a lokatorami Kremla z obecnego „rozdania” (póki co ewidentnie przygotowywana jest intronizacja Miedwiediewa, który jest chwilowo „ostatnią nadzieją” etnicznej oligarchii FR gospodarującej na Kremlu).


Autor: Igor Girkin (Игорь Гиркин)
Tytuł: Wojna kolonialna (Колониальная война)
Opublikowano: 2022.06.07
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Колониальная война [kopia bezpieczeństwa: 1, 2, 3].


Wojna kolonialna

Pojęcie to – jako opis szczególnego rodzaju operacji militarnych i polityczno-wojskowych – było dość szeroko stosowane w XIX wieku. Z reguły oznaczało to, że pewne „cywilizowane” mocarstwo prowadziło wojnę daleko od swoich granic przeciwko znacznie słabszemu państwu/plemieniu/grupie plemion (itp.). Co więcej, takie wojny mogły być prowadzone jednocześnie, a także mogły zbiegać się z większymi i poważniejszymi konfliktami zbrojnymi, które „państwo metropolitalne” musiało prowadzić. Historia wojskowości od XVIII do XX wieku zna wiele (wiele dziesiątek, a pewnie i setek) podobnych konfliktów zbrojnych, dlatego podam tylko przykłady z naszej własnej historii – narodowej.
W Rosji było stosunkowo niewiele wojen czysto „kolonialnych” (choć przez kilka stuleci trwały konflikty graniczne z mniej lub bardziej słabo rozwiniętymi sąsiednimi plemionami). Właściwie do „klasycznych” wojen kolonialnych zaliczyłbym tylko wojnę kaukaską, marsze na Bucharę, Kokand i Geok-Tepe [Бухару, Коканд и Геок-Тепе] (oraz inne plemiona turkmeńskie) w ostatniej trzeciej połowie XIX wieku + udział w tłumieniu rebelii bokserów (rebelii ihetyńskiej [Восстания Ихэтуаней]) w Chinach.
Jakie są cechy charakterystyczne takich konfliktów? – Niskie napięcie dla państwa metropolitalnego, które prowadzi wojnę. Wyprawy takie nie wymagały zaangażowania całej siły zbrojnej państwa (zresztą większość sił zbrojnych w ogóle nie brała w nich udziału, działały jedynie stosunkowo niewielkie oddziały). Dla przeważającej większości poddanych Imperium Rosyjskiego wojna była odczuwalna jedynie jako dodatkowa ciekawostka przy lekturze gazet, które opisywały prawdziwe i wyimaginowane wyczyny generałów, oficerów i żołnierzy na polach dalekich bitew z „Chałatnikami” („халатниками”, pogardliwa nazwa środkowoazjatyckich wrogów Petersburga lub Moskwy) lub „Chodżami” [ходями]. Wojny te nie miały praktycznie żadnego negatywnego wpływu na gospodarkę i finanse państwa, a straty w nich ponoszone były nieznaczne i łatwe do odrobienia w ramach regularnego poboru do wojska. Z wyjątkiem tego, że bardzo długa i skomplikowana wojna kaukaska spowodowała trudności z jej stale rosnącym finansowaniem, ale to już szczegół – nawet w szczytowym momencie działań wojennych 7/8 rosyjskiej armii cesarskiej nie wzięło w niej udziału.
Trzeba przyznać, że podobne postawy (i oczekiwania) społeczeństwa zostały przeniesione na wojnę rosyjsko-japońską, która wybuchła w 1904 roku. Opinia publiczna oczekiwała „szybkiej, zwycięskiej kampanii przeciwko żółtkom” i, co zaskakujące, jej oczekiwania przeniosły się na znaczną część przywódców politycznych i wojskowych imperium. Chociaż plany Sztabu Generalnego nie przewidywały żadnych „łatwych podchodów” – ówczesny minister wojny, generał Kuropatkin, generalnie planował wycofać się bez walki aż do Harbinu (Харбина, do którego, nawiasem mówiąc, Japończycy ostatecznie nie dotarli), czekając na zaopatrzenie i koncentrację rezerw, ponieważ nie wierzył w bajki o „dzikich Japończykach” i ich „żałosnej” armii/flocie. W ogóle – tak na marginesie – Kuropatkin był i bardzo mądry, i kryształowo uczciwy, i osobiście dość odważny, i nawet utalentowany, ale… jako oficer sztabowy, a nie dowódca wojskowy. Zauważył to w swoim czasie jego bezpośredni przełożony – M.D.Skobelew.

Wracając do wojny. Po przybyciu na teatr działań wojennych i w obliczu (spodziewanej zresztą dla siebie) znacznej przewagi sił japońskich na mandżurskim teatrze działań, Kuropatkin zaczął realizować swój, gotowy od lat, plan (zatwierdzany corocznie od 1901 r.) stopniowego odwrotu z walkami straży tylnej i z jedynym zadaniem – nie dopuścić do otoczenia i zniszczenia armii do momentu, kiedy będzie ona w stanie osiągnąć równe japońskim siły i zaopatrzenie. Siły rosyjskie doświadczały poważnego niedoboru WSZYSTKIEGO, co posiadały w tym czasie w porównaniu z Japończykami. Kuropatkin wycofywał się. Z bitwami (Liaon, Shahe i kilka innych). Ale Petersburg („społeczeństwo”) nie chciał nic wiedzieć o przewadze liczebnej i uzbrojeniu „makaków”. Domagali się „zwycięstw” i to szybkich zwycięstw. Rezultat jest dobrze znany: na morzu była to koszmarna klęska pod Cuszimą, a na lądzie ciężka (choć nie druzgocąca) klęska w bitwie pod Mukdenem (którą można było wygrać – liczba wojsk rosyjskich była większa niż japońskich, ale wtedy zadziałał „czynnik ludzki” – Kuropatkin, kładąc nacisk na pasywną obronę i oddając inicjatywę, nie mógł wygrać lub przynajmniej doprowadzić do remisu). Te dość nieoczekiwane (bo zadane przez „dzikusów”!) klęski były „zapalnikiem” rewolucji, która rozpoczęła się w cesarstwie. A z kolei rewolucja nie pozwoliła im wygrać przedłużającej się wojny.
Jak to wyglądało? – Po wydarzeniach w Cuszimie i Mukdenie rosyjskie naczelne dowództwo (tzn. car, dwór i Ministerstwo Wojny) postanowiło „pomyśleć o wszystkim”: mobilizacji, budowie nowych linii kolejowych, węzłów i rozjazdów (i w ogóle dostosowaniu linii komunikacyjnych na Dalekim Wschodzie, które na początku kampanii nie tylko nie nadawały się do zaopatrywania frontu, ale też były w stanie kompletnej dezorganizacji). Pilnie zakupiliśmy z zagranicy tyle karabinów maszynowych, ile się dało (nawiasem mówiąc, Japończycy nie mieli ich wtedy tyle, co nasza armia), znacznie zwiększyliśmy produkcję broni, amunicji i wyposażenia. Pod koniec wojny na teatrze mandżurskim znajdowała się ogromna (jak na tamte czasy) armia licząca pół miliona żołnierzy, która była dobrze zaopatrzona we wszelki niezbędny sprzęt. Przeciwko niej stanęło nie więcej niż 300 tys. żołnierzy japońskich. Ale… Było już za późno – gospodarka chyliła się ku upadkowi, „społeczeństwo” wpadło w amok, w armii i marynarce wybuchły bunty – krótko mówiąc, trwała „rewolucja”. Petersburg musiał więc zaakceptować upokarzający wymuszony pokój. Przy aplauzie „szanownych zachodnich partnerów” (Wielka Brytania, USA i Francja aktywnie sympatyzowały z Japonią i bezpośrednio pomagały jej bronią i pożyczkami… Jedynie Cesarstwo Niemieckie było lojalne wobec Rosji – „kuzyn Willy” dostrzegł szansę na zerwanie rosyjsko-francuskiego sojuszu wojskowego).

Dlaczego to wszystko piszę? – To jest to samo, o czym już wielokrotnie mówiłem i pisałem: wojna na tak zwanej „Ukrainie” przypomina mi, czasami „boleśnie”, wydarzenia sprzed wieku. Moskwa wyraźnie zamierzała prowadzić „małą zwycięską wojnę kolonialną”, wykorzystując jedynie armię ” kadrową” i nie nadwyrężając gospodarki (Światowid: to była koncepcja przyjęta już po załamaniu się pierwotnego planu SWO, polegającego na obaleniu władz w Kijowie, zainstalowaniu własnego rządu i zainicjowania na Ukrainie „fali rewolucyjnej”, w ramach której społeczeństwo samo odrzuci neobanderowską administrację; najprawdopodobniej pierwotna koncepcja planu była efektem prowokacji wywiadowczej SBU i agentury USA [na Ukrainie i w FR], w ramach której stworzono iluzję istnienia w Kijowie planów puczu wojskowego, któremu na pomoc pędziły te kolumny spod Czarnobyla (po obu brzegach Dniepru) i spod Charkowa; wówczas jeszcze żadnych planów wojny kolonialnej nie było – była koncepcja akcji policyjnej wspomagającej oczyszczenie Ukrainy z banderowców przez nowy rząd „puczystów”; załamanie SWO po 3 – 7 dniach to faktyczny początek przyjęcia koncepcji strategicznej „wojny kolonialnej” prowadzonej ograniczonym kontyngentem bez przestawiania społeczeństwa ani gospodarki na wojenny tryb funkcjonowania). „Społeczeństwo” oczekiwało „szybkiego zwycięstwa” (które Kreml obiecywał w pierwszych dniach operacji „z każdego głośnika”). Minęły trzy miesiące. Dzięki Bogu, jak dotąd nie doszło do żadnych nowych „Cuszim i Mukdenów” (choć „Bieg do granicy” – godny podziwu w swej upokarzającej bezsensowności – trudno nazwać „zwycięstwem” Światowid: ponownie nie zgadzam się – jeśli sztab miał podjąć racjonalną decyzję w warunkach nieracjonalnego uporu elit kremlowskich przy niewprowadzaniu mobilizacji, to do podtrzymania „kierunku kijowskiego” absolutnie nie było rezerw – można tam było tylko bez żadnego pożytku strategicznego zmarnować masę sprzętu bojowego i kolumn transportowych; oczywiście to katastrofa polityczna – i gdyby na Kremlu ktoś myślał, to by do niej nie dopuścił, rozpoczynając mobilizację z odpowiednim wyprzedzeniem). Kreml jednak nadal uparcie próbuje kontynuować swoją „wyprawę kolonialną”, zamiast „ruszyć głową” i rozpocząć walkę na serio. A wróg (któremu znów – i to na wszelkie sposoby – pomagają „szanowani partnerzy zachodni”, tym razem praktycznie wszyscy) – walczy „bardziej niż poważnie”*.
Również wewnętrzna sytuacja polityczna w Federacji Rosyjskiej jest bardzo podobna do tej z przedednia 1905 roku. Władza jest rażąco niepopularna i często pogardzana przez wszystkie aktywne politycznie segmenty społeczeństwa. Opiera się ona wyłącznie na biurokracji, która jest skandalicznie nieefektywna i całkowicie (obrzydliwie) skorumpowana. Siły Zbrojne są tak samo żałośnie nieefektywne, a ich kierownictwo tak samo niezdolne do profesjonalnego przywództwa (Szojgu i Gierasimow są tak profesjonalni w porównaniu z Aleksandrem Kuropatkinem, jak podrzędny śpiewak weselny ma się do solisty w Teatrze Bolszoj). Ponadto, instynktownie czując własną „antyskuteczność” i niepopularność, władze szczerze boją się prowadzić nawet najbardziej potrzebne działania mobilizacyjne w obawie przed „naruszeniem stabilności”. A gdy już się na to zdecydują (z pewnością zmusi ich do tego przebieg działań wojennych), zrobią to w ostatniej chwili, gdy „kredyt zaufania” społeczeństwa zostanie wyczerpany do ostatniej kropli, a pogarszająca się sytuacja społeczno-ekonomiczna ludności będzie w stanie wywołać wybuch gniewu i oburzenia… (Światowid: trwają więc – planowe lub mimowolne przygotowania do realizacji scenariusza opisanego przez A. Niesmijana, w tekście opublikowanym na moim blogu pod tytułem: Anatolij Niesmijan („El Murid”): scenariusz zarządzania kryzysem w FR przez „zachód”. Dokąd może zaprowadzić naród rosyjski porażka Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie?).


* Nawiązanie do tytułu wiersza https://russian-poetry.com/ya-i-sonya-ili-bolee-chem-vserez/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s