Pocztówki z Donbasu: Co robi polskie mięso armatnie w Siewierodoniecku i dlaczego tam trafiło? Wyjaśniają I. Girkin i A. Morozow.

20220604_ukr_siewierodonieck_lisiczansk
Najnowsze wieści z Siewierodoniecka nieco mnie zaskoczyły, jak zapewne każdego. Cóż to za wieści? Oto Ukraina rzuciła do kontrofensywy w mieście liczne oddziały przeprawione nocą przez Siweierski Doniec pod nosem Rosjan – ponoć przez uszkodzony, lecz nie zniszczony most. Dodajmy jeszcze, że wywiad elektroniczny ŁRL (jak donosi Igor Girkin) poinformował, że wśród transmisji najemników dominuje język polski, jest nieco komunikatów angielskich. Swoiste szyderstwo historii – polscy idioci stali się mięsem armatnim banderowców rządzonych przez Żydów lokalnych i tych z mafii globalnej. To już nie jest upadek moralny i intelektualny, a zdrada narodowa. Ci kretyni walczą tam przeciw Rosjanom, czyli wrogom naszych realnych i śmiertelnych wrogów (banderowcom i żydowskiej mafii ukraińskiej i globalnej). Rozsądek nakazywałby minimum nie przeszkadzać w tym zbożnym dziele Rosjanom. Ale nie, to nie kretynizm polskich przygłupów mnie zaskoczył – historia uczy, że żadne dno głupoty nie jest nie do przebicia przez Polaka.

Cóż takiego zaskakującego w tej ofensywie miejskiej? Otóż jest to w dziejach operacji militarnych pierwszy przypadek ofensywy na przyczółku mostowym, w sytuacji, gdy cały obszar po drugiej stronie rzeki jest zagrożony odcięciem, a z przyczółka nie ma ani jak, ani dokąd iść. I wrócić z niego także może nie być łatwo. Ponieważ dowodzący siłami ukraińskimi nie są idiotami, należy wnioskować, że takie działanie czemuś służy. Skoro do Siewierodoniecka wysłano mięso armatnie z misją samobójczą (dlaczego samobójczą wyjaśni za chwilę „Murz”), znaczy to, że amerykańskie dowództwo uznało, że posiada nadwyżkę personelu militarnego, którą można „spalić”. Jakie są potencjalne zyski?

  1. Zrujnowanie kolejnego miasta i wymordowanie kolejnej porcji ludności cywilnej to zysk propagandowy USA i marionetkowej Ukrainy. USA i rząd w Kijowie grają na odwrócenie sentymentów ludności południowo-wschodniej Ukrainy – to perfidna i ludobójcza strategia, ale w przypadku części populacji może być skuteczna. Poza tym – każde zrujnowane miasto to obciążenie Rosji kosztami odbudowy – czyli gra na załamanie gospodarcze Rosji po wojnie. Jeśli Rosja zajmie Donbas i południe Ukrainy, mają one, wg doktryny USA, być jednym wielkim gruzowiskiem i najlepiej pustynią bez ludzi.
  2. Zmuszenie strony rosyjskiej do wysłania bardzo szczupłych rezerw (albo, co wielce prawdopodobne, ogołocenia jakiegoś odcinka frontu z wojsk), by gasić pożar w mieście – to pozwoli opóźnić zamknięcie kotła (patrz mapy poniżej).
  3. Maksymalne wykrwawienie strony rosyjskiej w trudnym taktycznie terenie, gdzie strona rosyjska nie ma możliwości pełnego wykorzystania przewagi w artylerii. To jest racjonalne, szczególnie biorąc pod uwagę to, że Ukraina ma pod bronią 700 tys. ludzi, a FR, ŁRL i DRL razem – może 250 tys. i niestety bez możliwości szybkiego wzmocnienia tych sił.

Wniosek płynący z tego, że taki kontratak ma miejsce, jest dość ponury. Amerykańscy dowódcy przy użyciu polskiego mięsa armatniego właśnie sprawdzają, czy moment przesilenia na froncie już nadszedł, czy jeszcze nie. Moment przesilenia to moment, kiedy strona nacierająca całkowicie wypali swój potencjał ofensywny i będzie zmuszona, z braku rezerw, przejść do obrony. Jeśli Ukraińcy przeprowadzą udaną kontrofensywę, w której np. odtworzą pozycje z 23.02.2022, będzie to katastrofa polityczna Putina i może dojść do upragnionej przez USA rewolucji w Rosji, w ramach której, jak arogancko zakładają amerykańscy planiści – dojdzie do zainstalowania w Moskwie marionetek USA pokroju Nawalnego czy Chodorkowskiego.

Jeszcze niedawno byłem umiarkowanym optymistą. Widziałem bezsens szturmowania Donbasu, ale przewidywałem, że zamknięcie przynajmniej tak niewielkiego kotła jak ten Lisiczańsko-Siewierodoniecki będzie szybkie – i pomyliłem się. Dopiero lektura nowych wpisów A. Morozowa-„Murza” wyjaśniła sytuację. Ofensywa jest prowadzona „ostatkiem sił”, „rzutem na taśmę”. Brak rezerw, więc naciera się przy niekorzystnym stosunku sił – z oczywistym skutkiem dla ponoszonych strat. Ponieważ DRL i ŁRL wyskrobały już ostatnich dostępnych rekrutów z rezerw mobilizacyjnych, wina za ten stan rzeczy nie leży po stronie Republik. W FR o mobilizacji nikt jeszcze nie słyszał, a niektórzy z całych sił wzbraniają się od przyjęcia do wiadomości, że bez mobilizacji w FR nic już nie da się osiągnąć – poza spaleniem bitnych i zmotywowanych rezerw ludzkich ŁRL i DRL – i to bez uzyskania czegokolwiek w zamian. A wojska z FR mają w znaczącej części bardzo niskie morale i bardzo niską wolę walki, więc nie będą pełnowartościowym zamiennikiem Milicji Ludowych. Kiedy NATO przez 8 lat szkoliło i na potęgę wyposażało armię Ukrainy w nowoczesne systemy łączności, obserwacji, lotnictwo taktyczne, kamizelki kuloodporne itp., FR traktowała nancenniejszy militarnie zasób ludzki – „milicjantów” z donieckich republik – kompletnie po macoszemu. Gdy wybuchła wojna zabrakło tam nawet „automatów Kałasznikowa” dla poborowych, rozdano im karabiny Mosina-Naganta wz. 1891. Obiecano, że tak „wyposażeni” pójdą na tyły – a posłano ich na pierwszą linię, m. in. na szturm Mariupola (patrz apel 3go batalionu 105 pułku ML DPR do Naczelnego Dowództwa [wideo PL], a także „Raport z Makijewki” A. Żuczkowskiego). Do dziś głównym źródłem kamizelek kuloodpornych dla ML są … zabici i wzięci do niewoli „UKROPianie”.

Poniżej kolejna porcja tłumaczeń.

Przypowieść o pijaku i ruderze

Autor: Igor Girkin (pseudonim wojenny „Igor Striełkow”)
Źródło: https://t.me/strelkovii/2657

(Światowid: Dla słabo kojarzących – I. Girkin komentuje tu „Drugi konkretny” etap SWO, polegający na czołowym przebijaniu się przez rejony umocnione, stawiane przez Ukraińców „przez 8 ostatnich lat” [jak zwykła mawiać pewna pani polityk]. Na Łuku Kurskim RKKA umacniała się ledwie parę miesięcy, a efekty walenia łbem przez Niemców – znane każdemu dziecku … )
Długo zastanawiałem się: z czym można porównać strategię rosyjskich sił zbrojnych w obecnej specjalnej operacji wojskowej?
Wyobraź sobie ruderę z rozpadającymi się ścianami, w których są dziury – jeśli popchniesz ścianę kolanem, to się zawali. Tylko fasada jest ułożona z kilku rzędów cegieł i wyposażona w pancerne drzwi.
(Nawiasem mówiąc, na rosyjskim południu jest wiele podobnych ruder).
Do tej chałupki podszedł pijany mężczyzna, zbliżył się do jednej z ledwo stojących ścian, szturchnął ją pięścią i ściana zawaliła się do środka. Mężczyzna przeszedł przez ruderę (w środku został pogryziony przez kundla i podrapany przez koty), podszedł do przeciwległej ściany i uderzył w nią w ten sam sposób. Wyszedł na zewnątrz, stał przez chwilę oniemiały, a potem zaszedł od frontu, wziął rozbieg i trrraaaach! – głową w ścianę. Cofnął się, potarł czoło, znowu pobiegł, bum! – Głową w drzwi! I jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz! Przechodnie mówią do mężczyzny: „Czy jesteś głupcem? Może lepiej będzie, jeśli znów wejdziesz od boku.” A on mówi: „Nie potrzebuję żadnych zasmarkanych rad!”.


Sytuacja strategiczna na „występie Lisiczańsko-Siewierodonieckim” 2022.06.04, źródło


Sytuacja strategiczna na „występie Lisiczańsko-Siewierodonieckim” 2022.05.25, źródło

Jak na 10 dni operacji postępy są „takie sobie” …

Przegląd sytuacji na froncie na 06.06.2022, 10:18 GMT

Autor: Igor Girkin (pseudonim wojenny „Igor Striełkow”)
Źródło: https://t.me/strelkovii/2665

Front charkowski – lokalne bitwy i potyczki artyleryjskie. Brak istotnych zmian.

Mniej więcej to samo można powiedzieć o wszystkich innych odcinkach frontu, z wyjątkiem rejonu Siewierodonieck-Lisiczańsk. W rejonie Awdiejewki trwa ostry ostrzał artyleryjski i próby kontrataków sił ukraińskich (małymi siłami) (Światowid: należy to nazwać po imieniu – „rozpoznanie bojem”, czyli działania bojowo-zwiadowcze przed jakimiś większymi posunięciami …). W pobliżu Ugledaru (Światowid: ok. 25km na północny zachód od Wołnowachy) siły RF i DNR „wykazują aktywność”, ale bez widocznych rezultatów.

Wszystkie główne siły przeciwników w Donbasie są obecnie skoncentrowane w rejonie Siewierodoniecka-Lisiczańska. Gdzie wzajemnie się „mielą”. Logicznie rzecz biorąc, dowództwo rosyjskie stara się „docisnąć” okrążenie zgrupowania AFU, które znajduje się w worku wokół wspomnianych miejscowości i występie w rejonie aglomeracji złotowskiej (wraz z przyległymi wsiami i osadami). Ze swojej strony AFU uparcie trzyma się każdego metra terenu i (prawdopodobnie z powodów politycznych i propagandowych) równie uparcie nie chce ostatecznie opuścić Siewierodoniecka, gdzie trwają zacięte walki uliczne. W wyniku kontrataków ze „strefy przemysłowej” (zakłady „Azot”) nieprzyjacielowi udało się przenieść walki z powrotem do miasta. Nie wiadomo, jak głęboko. Źródła UKROPU twierdzą, że „wyzwolili większą część miasta” i podają na potwierdzenie tego własne mapy (mapy te nie są jednak potwierdzone żadnymi materiałami fotograficznymi ani wideo). Nasi korespondenci wojenni odpierają te zarzuty i mówią o „nieznacznych postępach wroga, które zostały już zatrzymane”. Także całkowicie bez dowodów [audiowizualnych]. Nadal nie mam danych z własnych źródeł. Dlatego stwierdzam tylko, że moja prognoza sprzed czterech dni, że „nasze wojska zakończą opanowywanie Sewerodoniecka za dzień lub dwa, jeśli wróg nie rzuci tam na rzeź nowych jednostek”, nie potwierdziła się w pierwszej części i była uzasadniona w drugiej. Ukraińcy wysłali rezerwy (w tym osławiony „legion cudzoziemski”), a walki trwają nadal. Ocenę celowości takiej decyzji przeciwnika będzie można przeprowadzić dopiero po zakończeniu bitwy. Jeśli naszym wojskom uda się okrążyć całe zgrupowanie Siewierodoniecko-Lisiczańskie, to kolejne jednostki i formacje dostaną się do kotła i zostaną pokonane. Jeśli jednak nie – przeciwnik będzie miał okazję do związania naszych wojsk walkami w rejonie miasta na kolejne kilka dni do kilku tygodni (w zależności od rozwoju sytuacji).
(Niedawno w „telegramie” „postawiono mnie w stan oskarżenia”, że moja prognoza o „scenariuszu Popasnej dla Siewierodoniecka-Lisiczańska była nieuzasadniona”… Niestety, sprawdziła się… i jeszcze jak …)
Niezrozumiała jest również sytuacja z „zamknięciem kotła” w rejonie na zachód od Lisiczańska. Nasi ludzie twierdzą, że stopniowo posuwają się naprzód. Ukraińcy twierdzą, że „mocno się trzymają i kontratakują”. Zobaczymy. W każdym razie stawka jest dość wysoka. Dowództwo AFU właśnie traci możliwość, by w sposób zorganizowany wycofać swoje zgrupowania z rejonu Siewierodonieck-Lisiczańsk-Zołotoje bez pogromu wycofujących się jednostek i poniesienia bardzo dużych strat w sprzęcie i ludziach.
Obecnie toczą się zacięte walki z masowym użyciem artylerii, lotnictwa i pojazdów opancerzonych. I żadna ze stron nie może sobie pozwolić na zakończenie bitwy „remisem”. Otoczenie Ukraińców byłoby dla nich dotkliwą porażką. Zarówno militarnie, jak i politycznie. Niepowodzenie zamknięcia okrążenia sprawi, że dowództwo rosyjskie nie będzie w stanie pokonać nawet części ugrupowania przeciwnika w Donbasie (po niepowodzeniu planu pokonania całego ugrupowania, które już jest faktem [Światowid: natarcia zewnętrznego pierścianieia okrążenia ugrzęzły praktycznie na pozycjach wyjściowych]). Doprowadzi to również do poważnych konsekwencji militarnych i politycznych.

O Siewierodoniecku

Autor: Andriej Morozow (pseudonim: „Waleczny Kot Murz”)
Źródło: https://kenigtiger.livejournal.com/2147343.html

Wczoraj (04.06.2022) z różnych stron masowo napływały pytania dotyczące ukraińskiego kontrataku w Sewerodoniecku.
Co się dzieje i czy w ogóle się dzieje. Czy jest to przesada, czy propaganda wojenna?

Moi drodzy, kiedy i jeśli, nie daj Boże, będę dowodził 2. KA ML LNR (Światowid: 2-gim Korpusem Armijnym Milicji Ludowej ŁRL), będziecie pierwszymi, którzy się o wszystkim dowiedzą.
Miejmy jednak nadzieję, że kryzys kadrowy nie osiągnie tak homeryckich rozmiarów.

To, że jestem w ŁRL, nie oznacza, że znam wszystkich żołnierzy Republiki po imieniu i trzymam rękę na pulsie wszystkich ruchów w całej ŁRL. Gdy będę wiedział coś wiarygodnego i nie będzie to tajemnica wojskowa, opowiem/napiszę o tym.

Ogólnie rzecz biorąc, znam sytuację w Siewierodoniecku od rana 2 czerwca.

Miasto, uznane już za zajęte, podobnie jak swego czasu Wołnowacha, nie zostało jeszcze oczyszczone. Oprócz strefy przemysłowej pod kontrolą AFU pozostawało kilka dzielnic mieszkaniowych. Już niewiele, ale jednak.

Walki o miasto toczą 2. i 7. brygada ŁRL wraz z pododdziałami towarzyszącymi [wsparcia], w tym z jednostkami zmobilizowanych mieszkańców Ługańska i czeczeńskich Rosgwardii, a także, jak rozumiem, z jednostkami korpusu podległego 2. KA ŁRL. Dużo się mówi o tym, że Czeczeni to bezużyteczne selfie-wojska – być może zasługuje to na osobny wpis, bo temat pilnie wymaga obiektywizmu, ale na razie powiem, że wydaje się, iż w 7. brygadzie rozwiązano kwestię interakcji z Czeczenami – jak właściwie włączyć ich do wojskowej machiny, tak by ich gorąca chęć strzelania z tego, co mają przy sobie, okazała się istotna i przydatna. Nie bez powodu w reportażach z Siewierodoniecka dowódcy grup są obwieszeni krótkofalówkami. Nie chodzi o to, by się popisywać – chodzi o łączność z sąsiadami, z dowódcami, z siłami przybocznymi, z artylerią. Tak to wygląda, ponieważ większość tej komunikacji jest niestandardowa, a w niektórych miejscach wręcz zdobyczna. To jest straszne sprzętowe „zoo” (Światowid: jest to jakiś krok do przodu względem Popasnej – jak pisał „Leon”, patrz też komentarz pod wpisem (pytanie, dlaczego sąsiadujące drużyny komunikują się przez gońców zamiast krótkofalówki, cały wątek wart przeczytania; w skrócie – działała tylko łączność pododdziałów z dowództwem, pododdziały między sobą w ogóle bezpośrednio nie koordynowały działań)).

Nie będę mówił o „dwójce”, ale „siódemka” w szerokim zakresie przyswoiła krwawe nauki z Rubieżnego. Nikogo nie pędzą naprzód, do „worków strzeleckich”, jeśli jego sąsiedzi na flankach pozostają w tyle. Dowództwo, kierując oddziały naprzód, stara się częściej wyrównywać linię frontu, aby nie dawać UKROPianom dogodnych miejsc do kontrataku. Po prostu nie mamy wystarczającej liczby piechoty, by szastać ludźmi.

Nasza artyleria działa momentami bardzo dobrze, ze względu na dobrze rozwiniętą obserwację przeciwnika i łączność, w tym obserwację z powietrza. Niestety, rankiem 2 czerwca nasz jedyny most do miasta, biegnący od strony Lisiczańska, nie został całkowicie zniszczony, a artyleria próbuje odciąć ruch na nim, ale nie zawsze jej się to udaje.

Właściwie głównym pytaniem o powodzenie „kontrataku zagranicznych najemników” jest to, czy Ukropom udało się ukradkiem przerzucić wystarczającą liczbę świeżych sił przez rzekę i skoncentrować je w jednym miejscu. Tłumienie fal radiowych w 2-gim KA może nie jest megaskuteczne, ale RER (Światowid: РЭР, радиоэлектронная разведка, zwiad radioelektroniczny) – w pełni. Gdyby chłopcy włączyli swoje Motorole przed przeprawą przez rzekę, zajęli pozycje wyjściowe i ruszyli do ataku, to niespodzianki mogłyby się zacząć już na samym początku. Co, oczywiście, nie wyklucza sukcesu na szczeblu lokalnym. Jeśli zagraniczni goście i ukraińscy dowódcy wyższego szczebla, którzy wprowadzili ich w bitwę, zrobili wszystko jak należy, to lokalny sukces „gości” jest praktycznie gwarantowany, a w wiadomościach będzie można jeszcze kilka razy powiedzieć, że „Siewierodonieck to Ukraina”. A potem przybędzie „Smok Gorynycz” [wojskowy slang określający UR-77 „Meteoryt”]. Prawie półtorej tony plastiku, który wleci w linię obrony i zburzy budynki, i nie obchodzi go, ile kosztują wasze kamizelki kuloodporne ani jak taktyczna jest wasza uprząż (обвес). To nie jest paintball, to jest wojna. Rubieżnoje, jak już pisałem, zakończyło się po 17 wystrzałach UR-77 i UR-83P na silnie ufortyfikowane twierdze.

Znowu „Tulipany”. Mam nadzieję, że goście zostali uprzedzeni, że wybierają się na poligon tych wspaniałych moździerzy samobieżnych kalibru 240 mm, wychwalanych przez Diwowa [Дивов] w „Broni zemsty” [„Оружии возмездия”]. W przeciwnym razie okaże się to nieprzyjemne, jak w przypadku tych, których nie ostrzeżono, że może nadlecieć pocisk manewrujący.

Tak, jeśli „przybysze” w ogóle zrobią wszystko poprawnie, to uda im się odnieść lokalny sukces, odbić kilka bloków, lokalnie przełamać front w mieście, może nawet wziąć jeńców, wykorzystując efekt zaskoczenia. Jeśli nie rozproszą się na czas, zostaną pobici. Jeśli popełnili błędy na początku, a zwłaszcza jeśli „najemnicy” byli rekrutowani z różnych miejsc i nie przeszli przez proces budowy spójności bojowej, mogli już wycofać się niepełnymi oddziałami. Kwestia zabezpieczenia ewentualnego sukcesu lokalnego będzie zależała od ich wyraźnego współdziałania z ukraińską artylerią i dostępności BK (БК: ? Боекомплект; „jednostka amunicji”). Ponownie, rankiem 2 czerwca ukraińska artyleria miała w tym rejonie amunicję (БК).

Będziemy czekać na wiarygodne informacje.

Mówiono już o tym setki razy – nasz wróg jest zaradny i wytrwały. Będzie kontratakować, odgryzać się, upuszczać nam krwi. Każdy, kto nie zrozumie tego dobrze od razu, będzie nadal głupio tracił ludzi.

„Tak, wróg był dzielny – tym większa nasza chwała”
(c) Konstantin Simonow

Jeśli wyższe szczeble dowodzenia wojskiem nie wyciągną wniosków z krwawych pierwszych miesięcy wojny – przegramy ją. Piechota ŁRL to ludzie, którzy są przyzwyczajeni do dokonywania rzeczy niemożliwych, ale jeśli nie będzie tych ludzi, nie będzie komu dokonywać.

Czego brakuje…

Autor: Andriej Morozow (pseudonim: „Waleczny Kot Murz”)
Źródło: https://kenigtiger.livejournal.com/2140042.html

Na tym filmie z nietypowego użycia systemu rozminowywania, noszącego w wojsku przydomek „Gorynycz”, znajduje się komentarz „I tak siedemnaście razy”. Z tego 4 na wspomnianych wcześniej przez Leona garażach.

Na tym filmie, jeśli nie jedynym, który uwiecznia działanie UR w Rubieżnoje z quadcoptera, nie jest to UR-77, lecz UR-83P, którego rakieta dostarczyła do celu około 1350 kg plastiku, czyli około 1800 kg ekwiwalentu trotylu. W pięciopiętrowym budynku przy ulicy „Освободителей”, będącym internatem miejscowej szkoły technicznej, znajdowały się punkty ostrzału AFU, blokujące ruch naszych wojsk w sektorze prywatnym. Oprócz zniszczeń widocznych na nagraniu wideo, wybity został sufit na parterze budynku, a kwestia jego dalszej obrony przez wroga została w jakiś sposób zdjęta z porządku dziennego.

Wygląda na to, że nadal toczy się walka o miejski park przemysłowy.

Oczywiście w miarę zmniejszania się dostępnych zasobów ludzkich nasze dowództwo wojskowe zaczyna działać tak, jak powinno, przynajmniej chwilowo odchodząc od wcześniejszej uniwersalnej formuły „idźcie, tam nikogo nie ma”, która wcześniej skutecznie pożerała zarówno „kontraktowców” z ML Republiki, jak i rezerwistów. Zrozumiałe jest, że zasoby ludzkie nie są po prostu ograniczone, ale że już się wyczerpały, a jednocześnie średni poziom wyszkolenia wojsk od początku operacji oczywiście się obniżył, ponieważ wszystkie straty zostały uzupełnione przez nowo zmobilizowanych rekrutów. A wolontariusze przybywający z Federacji Rosyjskiej „odmawiają” na dość masową skalę, gdy tylko zobaczą rzeczywisty stan rzeczy. Miejscowi co jakiś czas zbierają po nich porzucone na polach mundury i sprzęt.

Kolejnym krokiem jest uświadomienie sobie przez naczelne dowództwo wojskowe, że atakowanie jakiejkolwiek pozycji celowo niewystarczającymi siłami prowadzi jedynie do powstania jeszcze mniejszych sił.

Tak! Osobno chciałbym powiedzieć coś o tym całym pięknym chórze głosów, które teraz śpiewają na blogach i w telegraficznym skrócie: „Nic nie rozumiecie! Sztab Generalny wie lepiej! Z waszej kanapy nic nie widać, nawet jeśli ta kanapa jest na linii frontu!”.

Każdy, kto śpiewa tę wspaniałą pieśń, powinien natychmiast otrzymać bilety na front. Tak, aby ci „śpiewacy”, oczywiście, jeśli przeżyją wystarczająco długo, aby to móc zrobić, zrozumieli, że od kilkudziesięciu lat armia rosyjska kultywuje kłamstwa na temat rzeczywistego stanu rzeczy na wszystkich szczeblach, od samego dołu do samej góry. „Epidemia” fotograficznego i filmowego dokumentowania każdego szokującego wydarzenia, które dotknęło armię w latach 2010-2019, była próbą zrobienia czegoś z tą sytuacją. Oczywiście na próżno. A niepowodzenie w osiągnięciu głównych celów „operacji” jest efektem tych totalnych kłamstw i mydlenia oczu (Światowid: tu nie zgodzę się z opinią „Murza”, nawet najlepiej wyszkolona i wyposażona armia świata z najlepszym morale nie zdołałaby osiągnąć celów operacji, gdyby miała działać tymi siłami, w tej dyslokacji i według tych planów, jakie otrzymała; nie jest tak, że zawiedli ludzie „na dole”, cały polityczno-strategiczny aspekt planu był błędny, ale prawdziwą katastrofą był brak „Planu B” [z zabezpieczeniem rezerw strategicznych dla jego natychmiastowego wdrożenia w razie fiaska „Planu A”] i brak adekwatnej do powagi sytuacji reakcji władz. Tragiczne jest to, że państwo o potencjale FR miało dość potencjału, by wkroczyć w konflikt w pełni gotowe na „Plan B”.). A „Sztab Generalny” jest teraz w non stop bardzo niemile zaskakiwany i przerażony łże politycznemu kierownictwu kraju, że „sytuacja nie jest taka zła”.

Oczywiście sytuacja nie jest „tak” zła.
Sytuacja jest o wiele gorsza.

Osobom o pamięci rybki akwariowej jeszcze raz przypominam, że żyjemy w świecie, w którym najbliższa rzeczywistości jest analityka predykcyjna Striełkowa (Igora Girkina). To on raz po raz opisywał wszystko to, co dzieje się obecnie, otrzymując od „patriotycznej opinii publicznej” etykietę „malkontenta-nihilisty” i „katastrofisty”. Nagle okazało się, że miał całkowitą rację.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s