Pocztówki z Donbasu: Aleksander Chodakowski – niewidzialny z Kremla agent SBU i doniecki „ojciec chrzestny”?

Chodakowski Aleksander
Po co w ogóle dziś zajmować się jakąś prehistorią, jakimiś jatkami na samym początku walk o Donbas? Co one mają wspólnego z sytuacją dziś? Polskiego czytelnika może to tylko znudzić, jakaś „kopanina po kostkach” po rosyjskiej stronie, wyciąganie jakichś potknięć, kompromitacji, prawda? Prehistoria. W 2015r. Noworosja została „pogrzebana” przez Kreml – komuś tam się zdawało, że jest bardzo sprytny, że „rozgrywa” Ukrainę przy użyciu porozumień mińskich. W rzeczywistości – rzekomy „szachista” okazał się naiwnym dzieciakiem, któremu pod nosem, całkowicie jawnie – „przed kamerami”, zbudowano armię przeznaczoną do pacyfikacji Donbasu i Krymu. I ta armia 16-17.02.2022 rozpoczęła natarcie artyleryjskie na Donbas.

Co w ogóle chcę tym tekstem, tą „paczką tłumaczeń” osiągnąć? Po pierwsze – Chcę pokazać, że od początku w „separatystycznym Donbasie” pojawiła się grupa, której cele były odmienne od deklarowanych na wiecach. Ludzie ci, wykorzystując narodowe rosyjskie hasła w istocie przechwycili gospodarkę państwa, utworzyli para-mafijne struktury władzy i iście „gangsterski kapitalizm”, rodem z polskich wyobrażeń o Rosji z pierwszych lat po rozpadzie ZSSR w 1991r. Ale do tego zbrodnicza działalność niektórych z tych osób się nie ograniczyła. I w tym tekście-zbiorze tłumaczeń chciałbym zaprezentować kilka opracowań, pokazujących sylwetkę jednego z „twórców” DRL – osoby współodpowiedzialnej (na poziomie taktycznym i operacyjnym, bo decyzje „strategiczne” zapadły na Kremlu) za klęskę „rosyjskiej wiosny” roku 2014, idei Noworosji i samej Republiki. Paczka jest obszerna i trudno będzie się przez nią przebić. Ale to przebicie się, dla tych nielicznych, którzy przebić się zdołają – będzie ważnym elementem budowy „fundamentu” koniecznego dla zrozumienia sytuacji. Także tej dzisiejszej, bo „bohater” tej paczki tłumaczeń jest dalej ważną figurą w DNR (a może nie tylko tam).

Od opisywanych zdarzeń minęło 8 lat. Paramafijny układ polityczno-militarny w DRL [i ŁRL] pozostał nienaruszony. Przez 8 lat nikt w wywiadzie ani kontrwywiadzie FR nie nadał sprawie dalszego biegu. Kariery Puszylina i Chodakowskiego wręcz rozkwitły, ich „stronnictwo” (ludzie Achmetowa) ma się świetnie, zaś ludzie z innych stronnictw – poumierali w „nie do końca” jasnych okolicznościach albo uciekli z polityki. Nawet przystępując do wojny Kreml nie przeprowadził żadnej czystki w szeregach przywództwa militarnego ani politycznego (oligarchicznego) DNR i ŁRL. Co wskazuje na to, że stan rzeczy w ŁRL i DRL jest mu (od początku?) znany i zgodny z oczekiwaniami („PLANEM”?). Być może przesadnie optymistycznie zakładam tu, że lokator Kremla w ciągu 8 ostatnich lat w ogóle zainteresował się tym, co się realnie dzieje w Donbasie.

Jakiś czas temu pisałem [we wstępie do A. Niesmijan: scenariusz zarządzania kryzysem w FR przez „zachód” …]:

Obecna polityka Kremla w zakresie poboru i szkolenia sprawia, że do armii FR jako uzupełnienia trafiają wyłącznie ochotnicy – są to głównie silnie zmotywowani patriotycznie i nacjonalistycznie „ludzie czynu”. A więc osoby o ponadprzeciętnej inicjatywie, świadomości narodowej (patriotycznej) i zdolności do poświęceń. Można powiedzieć, że na wojnę idą „gorące serca” i osoby „wybitnie uświadomione politycznie”, spośród których powinni rekrutować się naturalni narodowi przywódcy. Rzucają się oni do walki, próbując (daremnie, tu potrzeba nie ochotników, tylko działań machiny państwowej, masowego poboru, szkolenia, formowania jednostek, wielomiesięcznych ćwiczeń – działań o skali ogólnonarodowej) ratować sytuację, do której doprowadził Kreml zarówno lekkomyślnymi decyzjami podczas przygotowywania operacji – jak i lekkomyślnymi zaniechaniami już po jej rozpoczęciu. Czyli powstaje sytuacja, w której realna elita narodu rosyjskiego idzie na wojnę, prowadzoną przez Kreml katastrofalnie źle i z ogromnymi stratami w sile żywej. Jak musi się skończyć taka sytuacja? Po jakimś czasie prowadzenia działań wojennych w taki sposób naród rosyjski zostanie pozbawiony najwartościowszej części realnej elity [realna elita to ludzie o parametrach przywódczych, etycznych i intelektualnych, które w „idealnych” warunkach narodowej merytokracji postawiłyby tą grupę na czele narodu; etniczna mafia oligarchiczna elitą realną żadnego narodu, który zniewoliła, nie jest]. Naród pozbawiony „głowy i serca (/ducha)” jest narodem martwym, bezwolnym. Narodem niewolników. I to jest najtragiczniejszy, najgroźniejszy aspekt toczonej właśnie wojny. Działania Kremla prowadzą do tego, że osoby o niskiej lojalności wobec narodu rosyjskiego w ogóle nie idą na front, a patrioci – giną. W sytuacji potencjalnego, hipotetycznego, kryzysu władzy, zamieszek podobnych do „kolorowej rewolucji” na politycznym placu boju na „tyłach” pozostaną tylko agitatorzy o najgorszych parametrach charakterologicznych i ideowych, oni będą manipulować wzburzonymi tłumami. Każdy trzeźwo myślący naród, prawidłowo zarządzający kapitałem ludzkim prowadziłby wojnę inaczej. Osoby o ponadprzeciętnych parametrach świadomości narodowej i inicjatywy byłyby kierowane na kursy podoficerskie i do szkół oficerskich, po czym byłyby delegowane do dowodzenia szeregowymi żołnierzami rekrutowanymi z „mniej zmotywowanej” części społeczeństwa – oni by tych żołnierzy mieli motywować i edukować. Putinowska Rosja stworzyła mechanizm, w którym po „wypaleniu” najwartościowszych kadr, kiedy powszechna mobilizacja stanie się koniecznością (a to jest nieuniknione i nastąpi, niezależnie od tego, jak bardzo Kreml będzie chciał tego uniknąć) – nie będzie komu prowadzić do walki zdemotywowanych mas poborowych. Oczywiście nie jest tak, że opisany mechanizm odfiltruje na ubój 100% najwartościowszych ludzi, ani nie jest tak, że wszyscy zginą. Niemniej – te najwartościowsze zasoby narodu zostaną bardzo mocno przetrzebione i może ich zabraknąć w godzinie próby.

Sugeruję czytelnikom porównać to z Uwagami A. Nesmijana z tekstu poniżej [podrozdział Wersja druga: Eliminacja idealistów].

[…] Zgodnie z tą wersją, rosyjskie kierownictwo rzeczywiście wyciągnęło „wnioski” z kijowskiego Majdanu. Wojna na południowym wschodzie z tej perspektywy jest wykorzystywana nie jako środek do stworzenia buforowej republiki Noworosji na skrawkach dawnej Ukrainy – ale, co nie mniej ważne, jako sposób na pozbycie się „mieszanki wybuchowej” z wewnątrz Rosji. Mimo rosnących notowań Putina, poziom korupcji w kraju jest nadal bardzo wysoki, a poziom życia zwykłych obywateli – bardzo niski. Aby uniknąć Majdanu w Rosji w sytuacji pogłębiającego się kryzysu społeczno-gospodarczego, lepiej od razu wyeliminować najbardziej zapalne grupy ludności – te, które na pierwsze wezwanie gotowe są chwycić za broń i pójść na barykady.
[…] Jeśli jednak przy tym [przy podtrzymaniu konfliktu w Donbasie] pojawi się szansa na pozbycie się potencjalnych dysydentów, gotowych siłą zmienić istniejący krajobraz polityczny – będą i korytarze na południowy wschód [Ukrainy] i Chodakowski jako dowódca.

Moim zdaniem A. Nesmijan pomylił się wówczas. Krwawa łaźnia zgotowana „Iskrze” nie była składnikiem kontrolowanej likwidacji dysydentów, tylko SYGNAŁEM wysłanym przez władców FR do rosyjskiej ludności FR (szczególnie środowisk nacjonalistycznych i patriotycznych), by nie mieszała się oddolnie w sprawy polityki międzynarodowej. W tym wariancie Chodakowski byłby tylko lojalnym wykonawcą, podwójnym agentem (przewerbowanym z SBU do „czegoś” co realnie rządzi w FR). Albo wykrytym agentem nieświadomie poprowadzonym wówczas przez „kogoś” do wykonania zaplanowanego zadania. Dlaczego Chodakowski w drugim z tych wariantów wciąż żyje? Bo być może został zwerbowany później. Albo na mocy jakiejś umowy realnych władz FR i Ukrainy jest jednym z „nietykalnych” – tu można, na podstawie poszlak, wymyślać dowolne teorie spiskowe, których nie zdołamy zweryfikować.

Prawdziwy przemysłowy ubój rosyjskich patriotów dopiero się zacznie – wraz ze wzrostem skali poboru „ochotniczego”. „Pierwszy rzut strategiczny” Milicji Ludowych DNR i ŁNR, złożony z osób najbardziej ideowych i zmotywowanych „sztabowcy” FR [generalicja ŁRL i DRL to nie obywatele Republik, lecz „przywiezieni w teczce” ludzie Kremla] zdołali wymordować w ciągu trzech pierwszych miesięcy SWO – inaczej nie da się nazwać strat ponad 40% stanu osobowego jednostek (patrz np. walki o Rubieżnoje i Mariupol (apel 3 batalionu 105 pułku DNR do Naczelnego Dowództwa)


Tłumaczenie, komentarze: i wyróżnienia: Światowid, swiatowid.video.blog
Spis tłumaczeń:

  1. Igor Girkin: Jak Chodakowski sabotował obronę Sławiańska
  2. Anatolij Niesmijan: katastrofa operacji przejęcia donieckiego portu lotniczego 26.05.2014: świadectwo uczestników i analiza
  3. Aleksander Chodakowski – bohater Donbasu, czy …
  4. B. Kuzin: „Kameleon”

Jak Chodakowski sabotował obronę Sławiańska

Autor: Igor Girkin (Игорь Гиркин)
Źródło: https://t.me/strelkovii/2609
Data: 2022-05-27 20:19:21
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog

Od czasu do czasu różni ludzie próbują mnie przekonać, że Chodakowski jest „nasz”, a nawet całkiem przyzwoity. Nie da się zmienić mojego zdania – ponieważ aż za dobrze pamiętam bezdyskusyjnie zdradzieckie zachowanie Chodakowskiego w lipcu i pierwszej połowie sierpnia 2014 roku, kiedy to całkowicie SABOTOWAŁ udział swojej brygady w działaniach bojowych, a ponadto wbił nóż w plecy naszej Brygadzie Sławiańskiej i innym obrońcom [DRL], wysyłając swoich agentów do jednostek bojowych i agitując za ich pośrednictwem, aby nie wykonywali moich rozkazów. W szczególności dzięki Chodakowskiemu na drodze do Szachtiorska [Шахтёрск] zdezerterował cały pluton moździerzy (i w rezultacie nie wziął udziału w walkach, które zadecydowały o losach DRL), dezerterzy schronili się w bazie Chodakowskiego wraz z bronią, której zwrotu również odmówił. I można by tak jeszcze długo wymieniać… [Światowid: W sabotowanie obrony Sławiańska było zaangażowanych więcej „dowódców polowych”. Przykładowo Bezler [Безлер], stacjonujący podczas obrony Sławiańska w Gorłowce wysłał plutonowi „Miniera” [„Минёра”] fałszywy rozkaz, rzekomo „Striełkowa”, by wycofali się do Gorłowki. Większość plutonu nie uwierzyła, „Minier” przyprowadził Bezlerowi 35 ludzi, którzy tylko cudem nie zginęli po drodze, bo jednocześnie „ktoś” poinformował inny oddział na trasie ich przemarszu do Gorłowki, że w jego kierunku idzie kolumna „prawosektorowców” (zapamiętajcie ten epizod, wkrótce się to przyda …) – sprawę wyciągnął ostatnio „Murz”.]
Cieszę się jednak, że pan Chodakowski nieustannie demonstruje swoją całkowicie zepsutą, samolubną i zdradziecką naturę, regularnie wyrażając najbardziej nikczemne i głupie „życzenia” swoich patronów. W tym przypadku znów mamy do czynienia z jawną zdradą.

L. Wierszynin: „Kończyć czy nie kończyć?”.

Aleksander Chodakowski szczegółowo wyjaśnia, dlaczego należy zatrzymać się tam, gdzie kierownictwo uzna to za stosowne, nawet jeśli jest to minimum, i popiera swoje stanowisko argumentami. Daniel Bezsonow ze swojej strony wyjaśnia, dlaczego zatrzymanie się przed całkowitą denazyfikacją…

Autor: Anatolij Niesmijan [Анатоли Несмиян]
Tytuł: Donieck, 26 maja [2014], port lotniczy. Raport uczestnika. (Донецк. 26 мая. Аэропорт. Отчет участника)
Opublikowano: 2014.07.02
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Донецк. 26 мая. Аэропорт. Отчет участника [kopia bezpieczeństwa].

Anatolij Niesmijan: katastrofa operacji przejęcia donieckiego portu lotniczego 26.05.2014: świadectwo uczestników i analiza

Wstęp

Około trzech tygodni temu rozmawiałem z osobami, które były bezpośrednio zaangażowane w jedną z najbardziej nieudanych operacji milicji donieckiej – próbę przejęcia lotniska w Doniecku. Na moją prośbę przygotowali tekst, w którym stosunkowo szczegółowo opisali to, co się wydarzyło, z punktu widzenia bezpośredniego uczestnika. Poniżej zamieszczam ten tekst – w całości, w takiej formie, w jakiej został nadesdłany.

Wszystkie wnioski i argumenty, które zostaną przedstawione poniżej, opierają się na osobistej komunikacji z bezpośrednimi uczestnikami opisywanych wydarzeń. Niektóre zeznania były ze sobą sprzeczne w szczegółach i różniły się co do liczb – niemniej jednak pozwoliły nam odtworzyć spójny, ogólny obraz szeregu tragicznych działań milicji na terytorium DNR. Niektóre rzeczy, z pewnych powodów, nie będą nazywane ich właściwymi nazwami. Ludzie znający się na rzeczy zrozumieją.

Bojownicy milicji, którzy przeżyli, mieli niewiele czasu na wykonywanie zdjęć i nagrań wideo w warunkach bojowych, dlatego załączony materiał ilustracyjny został zapożyczony ze źródeł powszechnie dostępnych. Początkowo naszym celem było zbadanie operacji zajęcia lotniska w Doniecku 26 maja 2014 r., w wyniku której zginęło około 50 milicjantów (nie licząc strat w oddziałach odblokowujących) – w większości ochotników z Rosji. Fakt ten został już oficjalnie potwierdzony przez kierownictwo DNR – nie widzimy więc sensu w ukrywaniu go, w tym obecności rosyjskich ochotników.

Operację tę można uznać za największą porażkę całego południowo-wschodniego pospolitego ruszenia, zarówno pod względem osiągniętych wyników, jak i poniesionych strat. Kolejnym starciem zbrojnym, prowadzonym i zaplanowanym przez Chodakowskiego, była bitwa w pobliżu przejścia granicznego w Marinowce, w której milicja poniosła straty w ludziach i sprzęcie – i nie wykonała postawionych zadań.

Mnogość dowódców i liderów w Doniecku oraz brak jednolitego sztabu mają negatywny wpływ na organizację obrony w samym Doniecku. Miasto jest zupełnie nieprzygotowane do obrony okrężnej. To, co się robi, jest całkowicie niewystarczające do utrzymania Doniecka w przypadku zmasowanego natarcia z wykorzystaniem pojazdów opancerzonych, które są obecnie aktywnie dekonserwowane [wyciągane z magazynów i doprowadzane do gotowości bojowej] w Charkowie w „Zakładzie Artyleryjsko-Lotniczym Małyszewa”.

Rosyjscy ochotnicy

W skład formacji ochotniczych na południowym wschodzie kraju wchodzi znaczna liczba ochotników z Rosji, którzy walczą tam z własnych przekonań. Wielu z nich ma doświadczenie bojowe z Afganistanu, Naddniestrza, Górnego Karabachu i dwóch kampanii czeczeńskich. Jednostka, która poniosła ciężkie straty podczas przebijania się z lotniska w Doniecku, zaczęła się zbierać w połowie maja 2014 r. w obwodzie rostowskim [Światowid: na terenie FR; czyli – przybyli do Doniecka już jako zwarta grupa „towarzyska”, choć bez spójności bojowej].

Ochotników zbierano za pośrednictwem sieci społecznościowych i kontaktów osobistych, a na miejscu pomocy udzieliła im [„pewna”] organizacja społeczna. Jej oddziałem w Rostowie kierował człowiek, którego będziemy nazywać „Siergiejem Iwanowiczem”. Wkrótce powstały trzy grupy, a ich starsi oficerowie nazywali się „Granit”, „Północ” i „Stary” [Гранит, Север, Старый]. Decyzją „Siergieja Iwanowicza” dowódcą oddziału został „Iskra” (który zginął w zasadzce na „KAMAZY”) [Światowid: uwaga: nazewnictwo pododdziałów jest tu „cywilne” – „grupa” Iskry to kompania – „рота”; – te trzy „podgrupy” powinno nazywać się „plutonami”: взвод].

„Iskra” był w przeszłości funkcjonariuszem OMON-u i nie miał wystarczającego doświadczenia bojowego, a tym bardziej dowódczego, ani kompetencji intelektualnych, by kierować jednostką. Miał skłonność do podejmowania pochopnych decyzji, co ujawniło się w sytuacji bojowej.

Do trzech grup w obwodzie rostowskim dołączyli wolontariusze z Krymu i Czeczenii. Łączna liczebność połączonych oddziałów wynosiła 120 ludzi. Dowództwo nad oddziałem, za namową „Siergieja Iwanowicza”, sprawował były oficer Borys Sysenko [Борис Сысенко], który w krytycznej sytuacji wycofał się z dowodzenia oddziałem. W nocy z 24 na 25 maja połączony oddział ruszył w kierunku Doniecka na pięciu KAMAZ-ach. Oddział miał dołączyć do batalionu „Wostok” i przejść pod dowództwo Chodakowskiego.

Ze względu na brak odpowiedniej osłony kontrwywiadowczej, w skład oddziału – już na terytorium Rosji – wchodził co najmniej jeden zwiadowca nieprzyjaciela. Jak się później okazało, był nim ochotnik o pseudonimie „Schumacher”. Oznacza to, że już na terytorium Rosji wróg prowadzi aktywną działalność wywiadowczą, umieszczając szpiegów w grupach ochotników. Ten człowiek przybył wraz z ochotnikami krymskimi. On sam, jak mówił, pochodził z obwodu mikołajowskiego. Powiedział, że nigdzie nie odbywał służby wojskowej, i że znajduje się na Ukrainie na liście osób poszukiwanych za przestępstwa, sporządzonej na zlecenie obecnych władz ukraińskich. Poprosił o przydział na stanowisko kierowcy.

Później w jego plecaku, przypadkowo otwartym (już po walce o lotnisko 26 maja), znaleziono następujące charakterystyczne przedmioty: 1) radiotelefon do łączności z lotnictwem, 2) skaner ICOM, 3) magazynek do AK załadowany pociskami świetlnymi (jednym z dopuszczalnych sposobów „oświetlania” celu w walce są właśnie znaczniki) oraz 4) pendrive o pojemności 32 GB, który zawierał w formie elektronicznej specjalne instrukcje dotyczące prowadzenia akcji sabotażowych za liniami wroga, w tym instrukcje dotyczące korygowania ognia artylerii i lotnictwa. Obecność instrukcji i materiałów szkoleniowych sugeruje, że wróg prowadził masowe szkolenia agentów w związku z wydarzeniami na południowo-wschodniej Ukrainie. Profesjonalny agent wywiadu nie miałby przy sobie kompromitujących dokumentów.

Jednocześnie w warunkach wojny domowej o wiele łatwiej jest stworzyć sieć szpiegów i informatorów. „Schumacher”, według naszych informacji, nie został zatrzymany ani przesłuchany. Szczegółowe informacje znajdują się poniżej. Być może nadal jest jednym z „bojowników” bojówki DNR – i nadal prowadzi działalność wywiadowczą na rzecz SBU. W otoczeniu „Schumachera” znajdował się milicjant o pseudonimie „Odessa”, który również może być agentem SB. W połączeniu z chloropikryną podłożoną w toaletach DOGA, która wywołała niedomagania wśród milicjantów i pracowników, widać, że działalność takich szpiegów jest niebezpieczna dla ludzkiego życia.

Pierwsze dziwactwa

Z grupą spotkali się ludzie Chodakowskiego. Na Ukrainie jeden z KAMAZ-ów, który był w pełni załadowany amunicją i bronią (z magazynów Sił Zbrojnych Ukrainy), „nagle” nie wjechał pod górę. Przez 20 minut KAMAZ rozpaczliwie napierał, opóźniając ruch oddziału [sabotażysta spalił sprzęgło?]. Następnie został opuszczony, aby nie utrudniać ruchu do miejsca przeznaczenia.
Nie wiedzieliśmy, dokąd pojechał KAMAZ z ładunkiem. Milicjantom powiedziano, że pojazd nigdy nie wjechał na górę i dlatego został wysadzony w powietrze wraz z zawartością, aby uniknąć przejęcia przez ukraińskie wojsko. Ani nieuchronna gwałtowna eksplozja, ani jasny nocny błysk nie były przez nikogo słyszane ani widziane. Najprawdopodobniej broń i amunicja zostały skradzione i sprzedane, bo popyt na ten towar na południowym wschodzie jest obecnie bardzo duży.

25 maja przybyły oddział ochotników wziął udział w improwizowanej defiladzie na wiecu przed budynkiem DOGA [Донецька Обласна Державна администрация – obwodowa administracja doniecka], gdzie został przedstawiony jako część batalionu „Wostok”. Technicznie rzecz biorąc, nie byli oni częścią Wostoka, ale podlegali rozkazom Chodakowskiego i Borysa Sysenki [Бориса Сысенко]. Ten ostatni był określany przez bojowników jako „generał” i prawdopodobnie w przeszłości, przed odejściem do rezerwy, był starszym oficerem.
(Wideo. Wiec przed budynkiem administracji państwowej miasta Doniecka 25 maja. Pojazdy batalionu Wostok są pomalowane na niebiesko i stoją na obrzeżach kolumny; pojazdy milicyjne w centrum są pomalowane na zielono; [jak to bywa na youtube – wideo „wyparowało”, razem z kontem, martwy link: youtu.be/xTSSx_7tKAU ; działająca kopia tu: https://ok.ru/video/1122307711]).

Operacja „przejęcia” lotniska

Operacja zajęcia lotniska w Doniecku była od początku przestępstwem [prowadzących ją oficerów], ponieważ była sprzeczna z podstawami działań taktycznych. Została ona zorganizowana i zaplanowana przez Chodakowskiego, który deklaratywnie na pierwszym miejscu stawiał istnienie nieformalnych porozumień z przedstawicielami SBU i dowództwem 3. pułku wojsk specjalnych (z Kirowogoradu; Кировогорад) strzegących lotniska. Ze wszystkich sił starał się przekonać Borysa Sysenkę i dowódców grup o istnieniu tych „porozumień”.

Wieczorem 25 maja grupa zwiadowców udała się w rejon lotniska w Doniecku. „Granit” i „Stary”, na podstawie porozumień zawartych przez Chodakowskiego, spotkali się z oficerem SBU, który odpowiadał za bezpieczeństwo na międzynarodowym lotnisku. Ten ostatni poinformował ich o sytuacji na lotnisku i pokazał plan nowego terminalu.

Po przybyciu do siedziby Granit i Stary udali się na spotkanie, w którym uczestniczyli Chodakowski, Sysenko i inni oficerowie. Wspomniana grupa, planując operację zajęcia obiektu o skomplikowanej infrastrukturze, spożywała alkohol. Raport dowódców grup, które przeprowadziły rozpoznanie terenu, nie został wysłuchany do końca. Ich argumenty, że obserwacja i rozpoznanie obiektu przed jego przejęciem powinny trwać co najmniej trzy dni, aby uzyskać pełny obraz sytuacji na lotnisku i w jego otoczeniu, nie zostały wysłuchane.
Zwiadowcy otrzymali rozkaz opuszczenia spotkania.

Dowódcy grup otrzymali jedynie schemat nowego budynku terminalu lotniska. Nie mieli ogólnego schematu lotniska, planów innych budynków ani schematu podziemnych przejść nowego terminalu – gdzie oddział wkrótce znalazł się w pułapce pod ostrzałem.

Planowanie operacji opierało się na wątpliwych informacjach, do których Chodakowski próbował przekonać dowódców. Po pierwsze, próbował przekonać wszystkich, że stacjonujące w pobliżu lotniska siły specjalne z Kirowogradu nie otworzą ognia do milicji na mocy jakichś „porozumień”, które rzekomo zostały zawarte. Uzależnianie powodzenia operacji od porozumień z wrogiem jest oznaką zdrady lub niedorozwoju umysłowego. Po drugie, na rozkaz Chodakowskiego grupy, które ruszyły w rejon lotniska, nie zabrały ze sobą przenośnych systemów obrony przeciwlotniczej [ПЗРК, w nomenklaturze „zachodniej” MANPAD], które były dostępne.

Jak później powiedział w wywiadzie dla agencji RIA-Nowosti, milicja dysponowała bronią MANPAD. Nikt jednak nie przypuszczał, że armia ukraińska odważy się przeprowadzić atak lotniczy na lotnisko, na którego odbudowę w 2012 r. wydano tak wiele pieniędzy, dlatego nakazał im, by nie zabierali ich ze sobą.

W walce na lotnisku ważna jest kontrola nad pasem startowym i przestrzenią powietrzną wokół lotniska, ale nie nad samym terminalem. Przeciwnik będzie mógł bez przeszkód desantować posiłki zarówno ze śmigłowców, jak i samolotów transportowych. Bez sprzętu obrony przeciwlotniczej (przynajmniej przenośnych systemów obrony przeciwlotniczej, takich jak „Igła”) operacja zajęcia działającego lotniska jest niemożliwa. Ponadto zajęcie terminala, które miało miejsce 26 maja 2014 r., mogło mieć jedynie niejasny efekt psychologiczny. Działania milicji w Ługańsku pokazały, że skuteczne jest utworzenie strefy niedostępnej dla samolotów nad lotniskiem za pomocą lekkich środków obrony przeciwlotniczej – takich jak MANPAD-y i ZU-23, które są skuteczne, gdy samoloty i śmigłowce podchodzą do startu i lądowania. Na lotnisku w Doniecku milicja miała ze sobą tylko jedną imitację przenośnego systemu obrony powietrznej. Operacja rozpoczęła się przy braku pełnego rozpoznania i przy całkowitej dezinformacji ze strony jej organizatora.

Około godziny 2:00 w nocy 26 maja Chodakowski wydał rozkaz przygotowania do przemieszczenia części oddziału w celu zajęcia lotniska. Według jego słów, głównym zadaniem oddziału miało być „pozowanie do kamer dziennikarskich” – ponieważ z kirowogradcami (3. pułkiem SpN [„specnaz”]) zawarto „stuprocentowe” porozumienie o nieprowadzeniu wzajemnego ostrzału.

Około godziny 3:00 oddział liczący około 80 osób udał się na lotnisko, aby wykonać powierzone mu zadanie. Bojownicy częściowo zajęli nowy budynek terminalu lotniska. Zajęcie budynku terminalu lotniska przebiegła bez walk.

Około godz. 7:00 do terminalu wkroczyły posiłki, w tym ochotnicy z Czeczenii.

Około godziny 10:00 Chodakowski zakończył negocjacje z dowództwem sił specjalnych z Kirowogradu – i wraz z bojownikami byłej donieckiej „Alfy” opuścił lotnisko. Bezpośrednim dowódcą był wówczas Borys Sysenko.

Po wyjeździe Chodakowskiego, biorąc pod uwagę posiłki przybyłe o 7.00, liczba milicjantów okupujących lotnisko wynosiła około 120 osób. Dalsze działania kirowogradzkich służb specjalnych bardzo różniły się od „porozumień”, które Chodakowski przekazał pracownikom milicji. Pozycje ukraińskich sił specjalnych znajdowały się w budynku starego terminalu lotniska i wokół niego. Nie kryjąc się i nie spiesząc, „specnazowcy” z Kirowogradu zaczęli ustawiać stanowiska strzeleckie do ostrzału terminalu zajmowanego przez milicjantów. Podprowadzili moździerze, ustawili stanowiska dla AGS-17 Flame i rozproszyli snajperów. Wkrótce na lotnisku wylądowały myśliwce PMC, które zajęły pozycje w wieży kontrolnej i wokół lotniska.

Około godziny 11:00 nieprzyjaciel otworzył ogień do ochotników kontrolujących [częściowo] lotnisko. [Światowid: Wideo z youtube jak zwykle niedostępne – link: youtu.be/j6DT2412Iro , działające wideo: https://ok.ru/video/5120394617]

Atak powietrzny przeprowadziły śmigłowce Mi-24 i samoloty szturmowe Su-25, które użyły rakiet niekierowanych [НУРС] i działek automatycznych. Snajperzy PPW [ЧВК – prywatnych przedsiębiorstw wojskowych; najemnicy] otworzyli ogień z broni snajperskiej. W rzeczywistości Borys Sysenko, który został przydzielony do grup w celu kierowania operacją, po uświadomieniu sobie, co się stało, wycofał się z dowodzenia, wysyłając bojownika do sklepu wolnocłowego po alkohol. W czasie, gdy oddział prowadził walkę, on pił alkohol, nie mając odpowiednich cech moralnych i psychicznych do zorganizowania obrony.
Zamiast obiecanego przez Chodakowskiego „łatwego przejęcia”, wprowadził on oddział w pułapkę. Następnie faktyczne kierownictwo nad oddziałami przez pewien czas sprawowali dowódcy grup działający według własnego uznania.

Siły specjalne Kirowogradu otworzyły również ogień z moździerzy, AGS-17 „Płomień” [АГС-17 Пламя], karabinów maszynowych i broni snajperskiej. Pospolite ruszenie odpowiedziało ogniem z zaimprowizowanych punktów strzeleckich. W celu ich „opancerzenia” nawet bankomaty były wyrywane i układane w stosy, aby zapewnić osłonę przed pociskami i odłamkami. Stało się to podstawą do oskarżenia milicji o grabież, mimo że już dzień wcześniej lotnisko zostało całkowicie złupione przez ukraińskie wojsko.

Część bojowników, nieświadoma, że przeciwnik wkrótce przeprowadzi nalot na terminal, zajęła pozycje na dachu, ustawiła tam punkty strzelnicze i podciągnęła AGS-17 „Płomień”.

Ochotnicy na dachu nowego terminalu lotniska.

Fot. "Cygan" z AGS i "Mirem" na dachu. Wkrótce "Cygan" odnosi niewielką ranę głowy podczas nalotu na terminal, ale pozostaje w służbie. Zginie w jednym z KAMAZ-ów podczas wyłomu. "Mir" zginie w czasie przebijania się, a jego ciało będzie leżało pod ostrzałem snajperów przez trzy dni, zanim milicja zdoła go odzyskać.
Fot. „Cygan” [Цыган] z AGS i „Mirem” [Мир] na dachu. Wkrótce „Cygan” odnosi niewielką ranę głowy podczas nalotu na terminal, ale pozostaje w służbie. Zginie w jednym z KAMAZ-ów w Doniecku. „Mir” zginie w czasie przebijania się, a jego ciało będzie leżało pod ostrzałem snajperów przez trzy dni, zanim milicja zdoła go odzyskać.

Kiedy ukraińskie lotnictwo zaczęło ich ostrzeliwać, bojownicy zaczęli wycofywać się z dachu. Materiały użyte do budowy lotniska, trafione rakietami, pociskami i minami, dawały ogromną liczbę dodatkowych odłamków i stanowiły bardzo słabą osłonę. Dach był wysypany tłuczniem, który stanowił również cel dla pocisków.

Pierwsze ofiary zostały spowodowane ostrzałem z powietrza ochotników, którzy zajęli pozycje na dachu. Czeczeni utrzymali pozycje najdłużej i próbowali zasłonić się zasłoną dymną. Środek ten nie był zbyt skuteczny. Wkrótce straty dywizjonu wyniosły dwóch zabitych i kilkunastu rannych (jeden zabity i prawie wszyscy ranni pochodzili z dywizjonu czeczeńskiego). Niektóre z elektronicznie sterowanych drzwi zostały zablokowane (mimo że nie odcięto dopływu prądu do terminalu).

W związku z tym ucieczka została zrealizowana poprzez stworzenie „sztucznego wyjścia”. Gdyby wszyscy mogli wyjść jednocześnie, być może byłoby mniej rannych. Po wycofaniu się części oddziału z dachu, pozostawiono tam rannych i zabitych. Rannych przez dłuższy czas nie dawało się wyciągnąć, ponieważ z wieży kontrolnej prowadzono silny ogień snajperski. Wszyscy zostali później wyciągnięci pod ciężkim ostrzałem dopiero przy trzeciej próbie. Ogień lotniczy i artyleryjski był bardzo dobrze korygowany. Na kanale otrzymanej „w podarunku” ukraińskiej radiostacji przechwycono rozmowy pomiędzy jednym z obserwatorów a artylerzystami moździerzowymi.


Wieża kontroli lotów, Doniecki Port Lotniczy, 26.05.2022


Wieża kontroli lotów, Doniecki Port Lotniczy, 26.05.2022

Odległość od nowego terminalu do wieży kontrolnej dominującej nad pozostałymi budynkami wynosiła 960 metrów. Pomimo znacznej odległości, ogień snajperów był bardzo celny. Strzelano z broni snajperskiej o kalibrze co najmniej 12,7 mm (prawdopodobnie M-82 Barrett lub podobne karabiny). Aby tego dokonać, należało czymś stłumić gęsty ogień snajperów-najemników. Z broni ciężkiej jednostka posiadała tylko jeden moździerz 82 mm i jeden AGS-17 „Płomień”, który został opuszczony z dachu.

Miny dostarczone do moździerza [82mm] nie miały zapalników (!!!) – i w ten sposób bardzo potrzebny środek wsparcia ogniowego zamienił się w kupę żelastwa. Ochotnicy musieli pracować po wieży kontrolnej z AGS-17 „Płomień”. Maksymalny zasięg tego granatnika maszynowego wynosił 1700 m, ale zasięg celnego ognia był znacznie mniejszy.

Ogień prowadzony z pierwszego piętra terminala po wieży musiał być korygowany przez długi czas do uzyskania pierwszych trafień, co w końcu osłabiło ogień snajperów. Następnie udało się ściągnąć rannych z dachu. W tym samym czasie mieszkańcy Kirowogradu byli gotowi udostępnić korytarz do ewakuacji rannych.

Snajperzy PPW [najemnicy] strzelali zarówno do milicjantów, jak i do oddziałów specjalnych z Kirowogradu. Mogło to wynikać ze słabej koordynacji działań przeciwników, ewentualnie z powodu porozumień dotyczących ewakuacji rannych. W rezultacie zastępca dowódcy z Kirowogradu wydał rozkaz otwarcia ognia z ZU-23 do sterowni, z której pracowali snajperzy. W ten czy inny sposób wielu milicjantów zostało rannych w wyniku ostrzału „specnazu” z Kirowogradu.

W tym czasie w Doniecku wiedzieli już o niepowodzeniu operacji. W pośpiechu przygotowywano operację mającą na celu odblokowanie grupy, która zajęła lotnisko. Wzięło w nim udział około 400-500 osób. Głównym problemem był brak koordynacji i jednolitego dowództwa. Walki w pobliżu lotniska 26 maja prowadziły: 1) batalion „Wostok” Chodakowskiego i oddział byłej „Donieckiej Alfy”, 2) bojownicy Borodaja [Бородай], 3) oddział Zdriliuka [Здрилюка], 4) oddział Puszylina [Пушилин] i 5) „Opłot” [«Оплот»].

Jednostki te poniosły również znaczne straty w wyniku ostrzału snajperskiego, a także prawdopodobnie „przyjacielskiego ognia” ze strony własnych żołnierzy w warunkach słabej koordynacji działań. Snajperzy działali praktycznie na wszystkich podejściach do lotniska: w pobliżu sklepu METRO (zabito dwóch najemników z krajów nadbałtyckich), po stronie SPARTAK-u (snajper działał z dźwigu budowlanego), od strony cmentarza i pasa startowego oraz z jednego z 9-piętrowych budynków przy ulicy Stratonawtowa.

Następnie podjęto jawnie prowokacyjne działania. „Iskra” otrzymała przez telefon komórkowy (od kogoś!!!) polecenie, aby przebijać się, ponieważ lotnisko zostało otoczone przez ukraińskie wojsko. Nie czekać do zmroku i wychodzić małymi grupkami – ale już teraz, zanim zamknie się „pierścień”, załadować się na KAMAZ-y i ruszyć w miasto, zabierając dwóch zabitych i kilku rannych. Po stronie donieckiej zabezpieczono dla nich korytarz. W rzeczywistości nowy terminal był szczelnie otoczony tylko w bezpośrednim sąsiedztwie. Oddział kirowogradzki nadal ostrzeliwał lotnisko, a w pobliżu obecni byli snajperzy-najemnicy. Nie było tam żadnych znaczących oddziałów wroga, który otoczyłby lotnisko „szczelnym pierścieniem”. Milicjanci zdołali załadować się tylko do dwóch KAMAZ-ów; dostęp do dwóch pozostałych był zablokowany przez ogień snajperów. Dlatego KAMAZ-y były załadowane po brzegi ludźmi.
Na lotnisku pozostała tylko grupa ubezpieczająca. Wycofała się później wzdłuż pasa zieleni i nie poniosła żadnych strat.

Około godz. 18:30 dwa KAMAZ-y wyjechały z lotniska. KAMAZ-y poruszały się z pełną prędkością, strzelając do wszystkiego, co się ruszało, a nawet na postoju, wskutek informacji o okrążeniu. Ta taktyka wyjścia została zainicjowana przez „Iskrę”. Być może odegrało to tragiczną rolę, gdy wkraczali w granice miasta.

Grupa ubezpieczenia wyruszyła pieszo wzdłuż pasów zieleni około 19:15-19:20. Nie było żadnych ofiar i bezpiecznie wrócili do Doniecka – kolejny dowód na to, że lotnisko nie było szczelnie otoczone. Kiedy grupy [„Iskry”] zaczęły się „przebijać”, Borys Sysenko pozostał w grupie osłonowej. Zmarł na atak serca podczas wycofania się grupy z lotniska. Grupa musiała pokonać 300 metrów pod ostrzałem snajperów i karabinów maszynowych, zanim przedarła się na teren zielony.

Rozstrzelanie KAMAZ-ów z ochotnikami

W tym czasie bojownicy batalionu „Wostok” w liczbie około 80 ludzi z 1 i 2 bazy batalionu (ustalono nazwy jednostek) – oraz innych jednostek milicji – przygotowali zasadzkę przy wjeździe do Doniecka od strony lotniska. Otrzymali informację, że z lotniska do Doniecka przedzierają się bojownicy Ukraińskiej Gwardii Narodowej. Wydano rozkaz strzelania, aby zabić. Dwa KAMAZ-y wiozące ochotników wyjeżdżających z lotniska zostały zniszczone przez bojowników batalionu Wostok ciężkim ogniem z broni strzeleckiej i granatników. Nie było żadnej zasadzki na ukraińskie siły specjalne, rozkazano otworzyć ogień do własnych bojowników.


Kamaz na Kijowskim Prospekcie

Pierwszy KAMAZ został trafiony i przewrócony na Alei Kijowskiej w pobliżu sklepu Magnolia. Przeżyło w nim więcej osób niż w drugim KAMAZ-ie. Drugi KAMAZ został rozstrzelany na ulicy Stratonautow w pobliżu mostu Putiłowskiego.

Drugi KAMAZ został rozstrzelany na ulicy Stratonautow w pobliżu mostu Putiłowskiego.

Kiedy KAMAZ został rozbity i ruch uliczny ustał, bojownicy „Wostok”-a podczołgali się bliżej – i zobaczyły na zwłokach wstążki Świętego Jerzego. Kierowca drugiego KAMAZ-a został wielokrotnie ranny – wysadził się w powietrze granatem. Drugi wybuch został przeprowadzony przez jednego z rannych milicjantów, który był przytomny (w przeszłości walczył w Afganistanie). Myśleli, że ogień pochodzi od żołnierzy ukraińskich. Z 46 bojowników, którzy poruszali się dwoma KAMAZami, ocalało 35. Kilka dni po tej zdradzieckiej operacji ochotnicy z Czeczenii opuścili DNR. Znaczna część batalionu „Wostok” zdezerterowała w najbliższych dniach, po uświadomieniu sobie konsekwencji tragicznej operacji.

Odpady

Po przybyciu do bazy, osoby, które przeżyły przebicie z lotniska, ujawniły dziwne fakty. Zanim wrócili, splądrowano już rzeczy osobiste oraz pozostałą broń zabitych. AGS-17 „Płomień”, który jechał w jednym z rozstrzelanych KAMAZ-ów, wkrótce pojawił się w oddziale Puszylina. Świadomość, że zostali zdradzeni i wysłani na rzeź przez swoje dowództwo w osobie Chodakowskiego, sprawiła, że zdecydowali się rozśrodkować po całym mieście [w praktyce – rozformować]. Potem pojawiły się kolejne fakty.

Schumacher” i „Odessa” (przypuszczalnie agenci SBU, szpiedzy-sabotażyści) natknęli się na kilku bojowników obozujących na obrzeżach Doniecka. Złożyli myśliwcom przyjacielską wizytę i natychmiast (podobno na rozkaz) odjechali do batalionu „Wostok”. Jakiś czas później uwagę obozujących zwrócił płacz dziecka i wołanie kobiety „Nie strzelać!” z podwórka sąsiedniego domu. Wyskoczyli w krzaki i zobaczyli uzbrojonych mężczyzn w kamuflażu, którzy okrążyli sąsiedni dom. Przybyła grupa specjalna prawdopodobnie w ciemności pomyliła budynki. Ich zadaniem miało być prawdopodobnie uprzątnięcie ocalałych z masakry.

Po tym wydarzeniu ocalałym bojownikom pozostało tylko jedno wyjście – wydostać się z Doniecka. Postanowili przedrzeć się do Bezlera w Gorłowce. Niektórych rannych, którzy przeżyli masakrę na lotnisku, udało się przetransportować do Gorłowki, aby uniknąć „wypadków”. To właśnie tam pojawiły się nowe, interesujące szczegóły. Okazuje się, że Bezler sam przygotowywał operację zajęcia lotniska w Doniecku, planował ją od pięciu dni i prowadził rozpoznanie. Wróg dowiedział się o tym, prawdopodobnie w oddziale Bezlera również działają ukraińscy agenci. Zamiast szturmu [oddziału Bezlera], zdecydowali się na „szturm” Chodakowskiego, „kładąc” przy okazji oddział ochotniczych sił specjalnych. Ludzie z doświadczeniem w operacjach specjalnych zostali posłani jako piechota do zdradzieckiego rozstrzelania.

Szpiega o pseudonimie „Schumacher” zdołano przypadkowo wykryć już w oddziale „Biesa” [Беса]. Bojownikom, którzy wycofali się z Doniecka do Gorłowki, udało się zorganizować transport swojego dobytku. Przypadkowo, jak to się często zdarza, przewoźnicy zaczepili o plecak „Schumachera”. Kiedy go otworzyli – znaleźli bardzo ciekawą zawartość (opisaną na początku). „Schumacher” żądał zwrotu plecaka i jego zawartości. Żądanie to zostało odrzucone [Światowid: bardzo dziwne, że sprawa nie znalazła „dalszego ciągu”].

Zdrada

Dlaczego wycofanie się milicji z lotniska w Doniecku ma być postrzegane jako zdrada? Na źle zorganizowanej i chaotycznej wojnie straty od przyjacielskiego ognia są nieuniknione. O tym, że była to zdrada – oprócz wielu innych przesłanek – świadczą relacje, które wypłynęły po tym zdarzeniu. Spójrzcie na to zdjęcie.


Najstraszniejszą rzeczą w tym zdjęciu nie jest stos rozerwanych kulami i odłamkami ciał ochotników, ale obiektywy profesjonalnych aparatów fotograficznych po prawej stronie.

Film wideo na youtube [youtu.be/N6qaOvREtrw] ma ograniczoną dostępność. Kopia tu: Донецк морг завален трупами сепаратистов ДНР из аэропорта Донецка 2014.05.27
„Jest też nagranie wideo, na którym tłum dziennikarzy, w tym mediów ukraińskich i zachodnich, zostaje wpuszczony do kostnicy w Doniecku, by robić zdjęcia zwłok …”

Jest też nagranie wideo, na którym tłum dziennikarzy, w tym mediów ukraińskich i zachodnich, zostaje wpuszczony do kostnicy w Doniecku, by robić zdjęcia zwłok. Po co? Fotoreportaż. Istnieje twarda zasada [propagandy wojennej] – nie pokazywać swoich strat, a tym bardziej nie pokazywać ich ze wszystkimi krwawymi szczegółami. Przede wszystkim rujnuje to morale żołnierzy – i cywilów, którzy oczekują ochrony ze strony wojska.
W tym przypadku – zdjęcia okaleczonych ciał milicjantów są celowo i masowo powielane w mediach. To nie tylko umożliwia „składanie raportów klientowi” [Światowid: отчитаться перед заказчиком; dwuznaczne, nie chcę tłumaczyć jako „informowanie społeczeństwa” by zachować dwuznaczność oryginału], ale jest też dla wielu osób sygnałem do zastanowienia się, czy warto walczyć o DRL.

Nie możemy ocenić, czy jest to przypadek, czy nie, ale już 20 maja „kierownictwo DNR” (które samo w sobie jest bytem mocno abstrakcyjnym) zamierzało znacjonalizować przedsiębiorstwa Achmetowa (współpracownika Chodakowskiego), jednak już w czerwcu plany te zostały publicznie zarzucone [kopia]. Być może wynika to ze świadomości, że blok siłowy w DNR jest, jeśli nie całkowicie, to częściowo kontrolowany przez Achmetowa. To samo można powiedzieć o bloku politycznym.

DNR zamierza znacjonalizować przedsiębiorstwa oligarchówDNR zamierza znacjonalizować przedsiębiorstwa oligarchów
Przewodniczący prezydium Rady Najwyższej samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Denis Puszylin oświadczył, że w regionie rozpoczął się proces nacjonalizacji.
„Ze względu na niechęć regionalnych oligarchów do płacenia podatków do budżetu DNR, podjęto decyzję o rozpoczęciu procesu nacjonalizacji” – napisano na koncie DNR na Twitterze, cytując Puszylina.
Sprawa nacjonalizacji „była na tapecie” jeszcze w czerwcu 2014: В ДНР собрались национализировать имущество Коломойского

Marinowka

Kolejnym dowodem na to jest bitwa o przejście graniczne w Marinowce 5 czerwca 2014 r. Po raz kolejny Chodakowski planuje i prowadzi tam akcję. Legenda jest taka sama: straż graniczna jest zdemoralizowana i chce się poddać. Operacja jest ściśle tajna, ale biorą w niej udział dziennikarze zachodniej gazety „Sunday Times”, którzy od trzech dni przebywają w jednostce ochotników, oczywiście z dostępem do telefonu komórkowego i Internetu. Operacja ta stała się później podstawą jednego z najlepszych raportów ukraińskiej Służby Granicznej w całym okresie ATO.

Bojownicy dotarli na swoje pozycje, aby zaatakować strażników granicznych. Zaczynają rozładowywać się ze swoich BTRów i innych pojazdów. Natychmiast pojawiają się pierwsze pociski moździerzowe – eksplodują dokładnie w miejscu, gdzie zatrzymała się kolumna. Doświadczone oko jednego z bojowników zauważa w miejscu rozładunku wojsk – kołki celownicze dla moździerzy [oznaczenie terenu kołkami dla ułatwienia korekty ognia]. Zamiast strażników granicznych, którzy „chcą się poddać”, jest gęsta ściana ognia. Jednostki batalionów „Wostok” i „Opłot” osłaniają flanki. Bardzo szybko osłona na flankach została zdmuchnięta jak wiatr. Milicja stoczyła ciężki bój z wrogiem, siedzącym na przygotowanych wcześniej pozycjach strzeleckich. Przeprowadzono atak z powietrza. Żaden z czterech PZRK [ręczny zestaw przeciwlotniczy, pewnie „Igła”] nie wystrzelił … W końcu musieli przebić się w kierunku granicy FR. Dziennikarz Sunday Times, Michael Franchetti, który towarzyszył temu oddziałowi, z przyjemnością opisuje, jak oddział 80 milicjantów bez przeszkód wkroczył na terytorium Rosji – co jest niczym innym, jak kolejnym oficjalnym potwierdzeniem rosyjskiego wsparcia dla „terrorystów” działających na południowo-wschodniej Ukrainie.

To, co dzieje się potem, jest bardzo dziwne. Chodakowski jest jednym z milicjantów, którzy w wyniku walk przedostali się na terytorium Rosji. Pozostaje tam przez około cztery dni. Potem spokojnie wraca do Doniecka. Do tego czasu nasze służby specjalne powinny mieć pełną informację o tym, co wydarzyło się na lotnisku w Doniecku – w tym o roli Chodakowskiego w tych wydarzeniach. Ten człowiek nie powinien zostać jedynie przesłuchany i zwolniony [jak to się odbyło], ale także zatrzymany jako zdrajca. Dlaczego tak się nie stało, nie wiemy.

Informacje ogólne

Po zdradzieckiej operacji przejęcia lotniska w Doniecku w Donieckiej Republice Ludowej przebywało kilku rannych rosyjskich ochotników. Ich ewakuacja nie wymagała oficjalnego uzgadniania ani działań dyplomatycznych. Nie była ona jednak realizowana. Ranni zostali ewakuowani z inicjatywy rosyjskich ochotników, którzy przeżyli bitwę o lotnisko. Na granicy z Rosją transport z rannymi został zatrzymywany przez pięć godzin. Wśród nich były osoby z urwanymi kończynami dolnymi, u jednego z rannych w ramię rozwinęła się gangrena, wielu wymagało zastrzyków ze środkami przeciwbólowymi.

Zostały przeprowadzone totalne przesłuchanie i lustracja. Choć wiadomo było, że nawet ukraińscy szpiedzy bez nóg nigdzie się nie wybierają. Transport rannych odbywał się na koszt towarzyszy broni [innych ochotników], transport zmarłych na koszt krewnych. „Siergiej Iwanowicza” z Rostowa [organizator wyjazdu], który zapadł w stan hibernacji, nie udzielał najmniejszej pomocy w organizowaniu rozmieszczenia rannych w placówkach medycznych. Lekko ranni nieuchronnie pojawili się w bazie ochotników, ujawniając w ten sposób jej położenie. Stamtąd przegonił ich „Siergiej Iwanowicz”. Ich umieszczenie w szpitalu i wsparcie spadło na barki pozostałych przy życiu ochotników, którzy wycofali się do Rosji, aby odpocząć i odzyskać siły.

Wnioski

Dlaczego dowództwo rosyjskich jednostek ochotniczych przybywających na południowym wschodzie [Ukrainy] od początku wiąże się ze zdrajcami takim jak Chodakowski? Dlaczego zaopatrzenie i wsparcie tych jednostek jest tak słabo rozwinięte? Istnieje kilka roboczych odpowiedzi na te pytania.

Wersja pierwsza: „Piąta kolumna”

Rosyjskie kierownictwo rzeczywiście nieoficjalnie wspiera DRL i LPR, nie tylko w zakresie działań w przestrzeni informacyjnej. Jednocześnie odpowiedzialni pracownicy zaangażowanych „organizacji publicznych” i „fundacji charytatywnych” są albo zaangażowani w działalność wywrotową, ponieważ zostali zwerbowani – kupieni przez wroga – albo są całkowicie niekompetentni z zawodowego punktu widzenia. W tej wersji nie ma nic nadzwyczajnego; konwoje były sprzedawane [do odstrzału przez wroga] zarówno w pierwszej, jak i w drugiej kampanii czeczeńskiej. W tym sensie podejście „Siergieja Iwanowicza”, działania Borysa Sysenki czy fakt powrotu Chodakowskiego do Doniecka po zatrzymaniu przez rosyjską straż graniczną są dowodami na rzecz tej wersji. Jeśli jest to prawda, powinny nastąpić natychmiastowe decyzje personalne, ale przede wszystkim należy zorganizować wysokiej jakości kontrwywiadowczą osłonę dla wszystkiego, co Rosja robi w południowo-wschodniej Ukrainie. Sytuacja, w której na czele formacji stoją zdrajcy, a agenci SBU przenikają do grup jeszcze w Rosji, jest niedopuszczalna.

Wersja druga: Eliminacja idealistów

Zgodnie z tą wersją, rosyjskie kierownictwo rzeczywiście wyciągnęło „wnioski” z kijowskiego Majdanu. Wojna na południowym wschodzie z tej perspektywy jest wykorzystywana nie jako środek do stworzenia buforowej republiki Noworosji na skrawkach dawnej Ukrainy – ale, co nie mniej ważne, jako sposób na pozbycie się „mieszanki wybuchowej” z wewnątrz Rosji. Mimo rosnących notowań Putina, poziom korupcji w kraju jest nadal bardzo wysoki, a poziom życia zwykłych obywateli – bardzo niski. Aby uniknąć Majdanu w Rosji w sytuacji pogłębiającego się kryzysu społeczno-gospodarczego, lepiej od razu wyeliminować najbardziej zapalne grupy ludności – te, które na pierwsze wezwanie gotowe są chwycić za broń i pójść na barykady.

Uzdrowienie rosyjskiej elity w ostatnich latach miało charakter hasłowy, propagandowy – nie towarzyszyła jej radykalna redystrybucja środków ekonomicznych w kraju. Jest bardzo wątpliwe, aby większość rosyjskiej elity (dalekiej od rosyjskości, o czym wszyscy wiedzą) popierała ideę zbierania ziem rosyjskich. Dla tych ludzi może to być co najwyżej kwestia zdobywania nowych rynków – co w żadnym wypadku nie jest równoznaczne z tym pierwszym.

Ponieważ rozdarte wojną DRL i LPR mogą okazać się w mniejszym stopniu zasobem ekonomicznym niż obciążeniem społecznym, angażowanie się w tą sprawę może wielu osobom wydawać się nieopłacalne. Jeśli jednak przy tym [przy podtrzymaniu konfliktu w Donbasie] pojawi się szansa na pozbycie się potencjalnych dysydentów, gotowych siłą zmienić istniejący krajobraz polityczny – będą i korytarze na południowy wschód [Ukrainy] i Chodakowski jako dowódca.

Co robić?

W sytuacji niepewności i braku dokładnych informacji o decyzjach podejmowanych przez rosyjskie kierownictwo, konieczne jest jednak sformułowanie konkretnego stanowiska w kwestii ukraińskiej. W tym także dla osób, które mają pewne doświadczenie wojskowe – i zamierzają wziąć udział w działaniach bojowych na południowym wschodzie [Ukrainy]. Niezależnie od nastrojów rosyjskiej elity, przyszłość Rosji tak naprawdę rozstrzyga się teraz na Ukrainie. Wkrótce być może rozstrzygnie się ona także na granicach państwa w Azji Środkowej.

Jeśli nie macie doświadczenia w działaniach bojowych – lub przynajmniej w służbie w wojsku – powinniście raczej zrezygnować z podróży. Nieprzygotowani romantycy giną jako pierwsi. Spróbujcie zdobyć podstawowe umiejętności wojskowe, które są obecnie nauczane bez konieczności służby w wojsku, nawet jeśli wiąże się to z pewnymi wydatkami. Będziecie ich potrzebować, aby w przyszłości bronić swojej ojczyzny.

Jeśli macie doświadczenie i motywację – sprawdźcie, jaki kanał przejścia oferują ci pracownicy „organizacji publicznych” i „fundacji charytatywnych”. Żadnych „Siergiejów Iwanowiczaów”, Chodakowskich i „Wostoków”. Musicie dokładnie wiedzieć, gdzie i pod czyją komendę się udajecie, jeśli nie chcecie wrócić do domu jako „bulion w cynku” – co nie jest wykluczone także w innym przypadku. Najwięcej porządku i przyzwoitości jest w jednostkach milicji LNR. W DNR dobrym dowódcą jest, oczywiście, Striełkow [Igor Girkin, wówczas – dowódca obrony Sławiańska], ale sytuacja wokół Słowiańska, będącego w operacyjnym okrążeniu, może w najbliższych dniach zmienić się.

Lepiej nie wyruszać w pojedynkę, lecz w zorganizowanych i wcześniej umówionych grupach. Porozmawiajcie z wyprzedzeniem z „pomocnikami” o warunkach wycofania się w celu odpoczynku i leczenia.

Pomyślcie o ubezpieczeniu swojego życia i pozostawieniu testamentu. Rozważcie utworzenie z najbliższymi minifunduszu na pomoc rodzinom poległych i wsparcie rannych; straty grupy w najlepszym przypadku skończą się na „trzysetnych” [rannych].

Jak powstrzymać zdrajców?

W chwili obecnej straty spowodowane zdradą i działaniami SBU, AFU i agentów zachodniego wywiadu na południowym wschodzie są porównywalne ze stratami milicji w otwartych działaniach wojennych – oraz w wyniku ataków lotniczych i artyleryjskich sił ukraińskich. Bez rzeczywistej, a nie medialnej [symulowanej], organizacji działań kontrwywiadowczych sytuacja będzie się tylko pogarszać. Jednocześnie włączenie do składu kontrwywiadu byłych pracowników SBU – którzy szybko „przefarbowali się” na DNR i LNR – doprowadzi do nowych klęsk.

Bezpośrednio w strefie walk wróg aktywnie wykorzystuje agentów, w tym kobiety, młodzież i dzieci. Jest mało prawdopodobne, by LNR i DNR były w stanie zorganizować pełnowartościową pracę kontrwywiadowczą bez pomocy Rosji. To samo dotyczy działań rosyjskich służb specjalnych – o ile ich zadaniem jest rzeczywiste wspieranie ŁNR i DRL, a nie wysyłanie rosyjskich ochotników na rzeź.

Autor: B. Kuzin, „Salamandra” [Б.Кузин, „Саламандра”]
Tytuł: Aleksander Chodakowski – bohater Donbasu, czy … (Александр Ходаковский — герой Донбасса, или… )
Opublikowano: 2014.07.02
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Александр Ходаковский — герой Донбасса, или… [kopia bezpieczeństwa].

Aleksander Chodakowski – bohater Donbasu, czy …

Część 1: Wyczyny bojowe i osiągnięcia.

Całkiem niedawno po raz kolejny dał o sobie znać dowódca batalionu „Wostok” Aleksandr Chodakowski [Александр Ходаковский]. W sylwestrową noc na kanale internetowym Dialog [Диалог] odbyła się prawie półtoragodzinna konferencja [martwy link: russorum.liwejournal.com/49126.html], którą poprowadził dziennikarz Ramil Zamdychanow [Рамиль Замдыханов]. Podczas konferencji Chodakowski zaatakował Igora Striełkowa, sugerując, że „masakra 26 maja na lotnisku w Doniecku mogła być ‚ustawką’ i prawdopodobnie została zainscenizowana przez ludzi Striełkowa, aby stworzyć odpowiedni obraz krwawej masakry dla mediów”. (Na koniec rozmowy dowódca Wostoku stwierdził jednoznacznie: „Striełkow nie jest patriotą Donbasu, jest pseudo-patriotą Rosji i jawnym nazistą! Trzymaj się z dala od Donbasu, już raz tu namieszałeś!”.

https://youtu.be/TRxCbENMnSY

Babitsky-Basayew.jpg

Ciekawe jest, że konferencja ta odbyła się dokładnie na kanale Dialog, którego twórca, były dziennikarz „Wolności” [? rozgłośnia Радио Свобода] Andriej Babicki, niesławny z powodu wywiadów z czeczeńskim przywódcą terrorystów Szamilem Basajewem, w rozmowie z The Guardian przedstawia się jako „niezależne media”, opowiadające się za dialogiem między „Donieckiem a pozostałą (sic) Ukrainą”, mające na celu ucieczkę od „mowy nienawiści”, „skromnie finansowane przez lokalnych (uwaga: donieckich) biznesmenów”. Kto i w jaki sposób finansuje ten projekt, pozostaje tajemnicą. Babicki w swoich wywiadach powtarza, że widząc, co dzieje się w Donbasie, nie mógł pozostać obojętny i uznał, że tu jest jego miejsce, zwłaszcza po tym, jak został zwolniony z Radia Wolność [Радио Свобода] w związku z publikacją skandalicznego reportażu o batalionie Azow. Czas pokaże, czy to prawda. Do tej pory Babicki dał się poznać jako zagorzały rusofob i przeciwnik polityki prowadzonej przez rząd Federacji Rosyjskiej.

Wracając jednak do tematu konferencji. Nieco inną wersję wydarzeń na lotnisku w Doniecku 26 maja i tego, kto jest za nie odpowiedzialny, można przeczytać w linku powyżej. Tożsamość Igora Striełkowa [pseudonim: И́горь Ива́нович Стрелко́в, w rzeczywistości: И́горь Все́володович Ги́ркин] jest ostatnio szeroko dyskutowana i przez wielu autorów przedstawiana w sposób wysoce kontrowersyjny, ale nie o nim teraz mówimy. Sam Chodakowski zasługuje na nie mniejszą, a może nawet większą uwagę. Dlatego zastanówmy się nad jego osobą i zobaczmy, czy wszystko jest z nim w porządku. Przedstawimy tu kilka faktów, opowiemy historie, które w pamięci ogółu uległy zapomnieniu, przyćmione przez promienie chwały bohatera Donbasu. Poruszmy też kilka kwestii, które nie bez powodu pojawiły się w trakcie studiowania przytoczonych tu materiałów.

Cóż, dlaczego nie zacząć od tej samej daty – 26 maja 2014 r. i tego samego lotniska w Doniecku, w walkach o które brał udział także batalion Wostok [Восток] pod dowództwem Chodakowskiego. Również oddział „Iskra” z 1 interbrygady Południowo-Wschodniej [интербригады – Światowid: zgaduję, że chodzi o brygadę międzynarodową złożoną z ochotników m. in. z FR]. W tym dniu, zgodnie z publikacją na stronie wkontaktje [vk.com] brygady w rocznicę wydarzeń:

„W wyniku zasadzki zorganizowanej przez pospolite ruszenie (DNR) [ополчение, ochotników] 1. interbrygada Południowo-Wschodnia straciła 30 osób, które zginęły przebijania się z okrążanego lotniska. Pod ostrzałem milicji (DNR) zginęło 30 rosyjskich ochotników różnych narodowości i wyznań, którzy przyjechali, aby zapewnić mieszkańcom Donbasu pomoc, o którą prosili Rosję…”.

Tak, wzrok Cię nie zawiódł. To właśnie rosyjscy ochotnicy zginęli pod ostrzałem milicji [DNR]:

„26 maja 2014 r. grupa rosyjskich sił specjalnych (jak sami siebie nazywali, w rzeczywistości byli grupą ochotników nigdy wcześniej nie współdziałających w ramach jednej grupy bojowej) zajęła lotnisko w Doniecku, ale podczas wycofywania się dwoma KAMAZ-ami dostała się pod ‚przyjacielski ogień'” – pisze proukraińskie źródło, podając szczegółową listę zabitych.


Z powodu intensywnych działań wojennych w Donbasie – a może z innych powodów – nie przeprowadzono dochodzenia w sprawie tego incydentu. Jednak materiały, które można znaleźć w Internecie, wystarczyłyby na osobny artykuł. W tym miejscu przytoczymy jedynie fragmenty wywiadu z jednym z członków oddziału „Iskra” – uczestnikiem wydarzeń, który miał szczęście przeżyć:

„… Wieczorem, ok godz. 17.00, nasz dowódca, tzw. kompanii „Iskra” (kompania [рота; Światowid: uwaga: nazewnictwo pododdziałów jest tu „cywilne” – to, co tu jest nazywane „grupą” powinno nazywać się „plutonem”: взвод] składała się z trzech grup [групп], wszyscy trzej dowódcy grup przeżyli, zginął tylko dowódca „Iskry”) otrzymał telefonem komórkowym rozkaz załadowania kompanii na ciężarówki KAMAZ i opuszczenia lotniska.

… Ustawił nas wszystkich w szeregu w terminalu i powiedział, że przedrzemy się przez pierścień okrążenia. „Lotnisko jest otoczone, przedrzemy się bojem przez okrążenie. Wychodzimy i strzelamy do wszystkiego, co się rusza, bo jesteśmy otoczeni. Ponieważ już zamknęli okrążenie, będą wkrótce nacierać”. W takich okolicznościach wsiedliśmy do KamAZ-ów i opuściliśmy lotnisko, strzelając.

A przy wjeździe do Doniecka – zasadzka. W rzeczywistości nie było żadnego okrążenia: wpadliśmy we zasadzkę „naszych”, 4. plutonu batalionu „Wostok”. Zaczęli rzucać w nas granatami, a samochód, w którym jechałem, został trafiony pociskiem z RPG [ręczny granatnik przeciwpancerny]. Drugi został rozstrzelany tuż przy drodze, większość przewożonych w tym samochodzie ochotników zginęła. Mieliśmy więcej ocalałych. Nasz samochód przewrócił się po uderzeniu [z granatnika], ale udało nam się uciec. A drugi samochód zatrzymał się na środku drogi i zaczęli do niego strzelać ze wszystkich stron. Przeżyło tylko trzech lub czterech, nie pamiętam dokładnie: trzech znam, czwartego nie.

… Nie potrafię powiedzieć, z kim „Iskra” [dowódca kompanii „Iskra”] rozmawiał i od kogo otrzymał polecenie, ale najprawdopodobniej był to albo pan Borodaj [г-н Бородай], albo towarzysz Chodakowski. Ponieważ z nikim innym [z dowództwa] się nie kontaktował. Nie mógł to być Striełkow, ponieważ nie ma on nic wspólnego z tym lotniskiem. Mogę tylko przypuszczać, że chodzi o towarzysza Chodakowskiego albo pana Borodaja.

… żadnego dochodzenia, nic. Po lotnisku towarzysz Chodakowski, nasz dowódca, nie pamiętam, żeby choć raz zainteresował się, gdzie są jego bojownicy, co się z nimi stało, ilu zginęło, ilu przeżyło, gdzie są ranni? Absolutnie nic podobnego”.

https://www.youtube.com/watch?w=3-ID8GdYKEo

Oto wywiad p. Chodakowskiego z 25 października 2014 r. Informuje w nim przede wszystkim, że znał z widzenia wszystkich, którzy brali udział w obronie lotniska. Jest to jednak sprzeczne z licznymi wywiadami i relacjami „twarzą w twarz”, które są dostępne w Internecie. Według Chodakowskiego, był on niemal osobiście na terenie DAP [Donieckiego Aero-Portu] i to pod jego kierownictwem doszło do udanego wycofania bojowników z nowego terminalu, po tym jak został on ostrzelany przez samoloty.
Dla tych, którzy chcieliby dokładniej zbadać tę sprawę, podano kilka linków do materiałów wideo z ANNA-news z relacjami naocznych świadków:
Relacje z pierwszej ręki. Dowódca grupy sił specjalnych Żandarmerii Wojskowej LNR „Orzeł” na operacjach w Doniecku pod dowództwem Chodakowskiego.
Świetny wywiad z milicjantem o pseudonimie „Stary” [Światowid: inny wywiad,
СОЛДАТСКАЯ ПРАВДА
], który brał bezpośredni udział w pierwszym szturmie na lotnisko w Doniecku i którego oddział stracił tam 31 z 46 zabitych. Mnóstwo szczegółów na temat tego, jak do tego doszło i czyja to wina, że zginęli ludzie.
Clooney o Chodakowskim

Po tym, jak w listopadzie 2014 r. Chodakowski próbował zrzucić z siebie winę za śmierć ochotników na lotnisku w Doniecku, agencja ANNA-news doszła do dość rozczarowującego wniosku: „Myśleliśmy, że Chodakowski rzeczywiście jest zdrajcą, ale okazuje się, że byliśmy w błędzie. On nie jest zdrajcą, on jest gorszy. Jest banalnym dyletantem (…)”. W październiku ubiegłego roku Chodakowski próbował się usprawiedliwić w rozmowie z Aleksandrem Czalenko [Александр Чаленко] na portalu Ukraina.ru, ale tak nieprzekonująco, że być może ANNA-news nie bez powodu nazwała go dyletantem. Okazuje się, że „po prostu nie mógł myśleć, że nas (przez „nas” Chodakowski rozumie siebie), ludzi, którzy byli absolutnie szczerzy i uczciwi, biorąc do ręki broń w słusznej sprawie, można oskarżać o tak mroczne i podłe rzeczy”. Dalej opowiada, że „Wostok” praktycznie nie poniósł żadnych strat w walce o lotnisko. „Ostatecznie w całej ośmiogodzinnej bitwie na lotnisku straciliśmy tylko czterech ochotników. Wyobraźcie sobie lotnisko w szklanej obudowie, które przez cały dzień jest bombardowane przez helikoptery i samoloty, a przez cały dzień było tam tylko czterech „dwusetnych” [zabitych]. Było też kilku rannych”. Podobno tylko drużyna Iskry miała takiego „pecha”, że „ktoś nie wytrzymał nerwowo”.

A były szef GRU DNR, generał Pietrowski [Петровский], lepiej znany jako „Chmuryj” [Хмурый], w swoim obszernym wywiadzie dla Icorpusu ocenia to, co się stało, ostrzej niż my:

„był kompletny brak organizacji, od głupoty do – w najgorszym przypadku – wrabiania i zdrady rosyjskich ochotników. Straszne ofiary. Straszne, co się tam stało…

To była wina Chodakowskiego, nie ma nikogo innego, kogo można by za to winić. Był odpowiedzialny za tę operację, organizował ją, a w ostatecznym rozrachunku – kompletnie sknocił.

Striełkow odpowiadając na ataki Chodakowskiego także wyraża się niepochlebnie o jego kompetencja dowódczych (cytujemy bez cięć):

„Jako dowódca polowy to kompletny nieudacznik, który zabił wielu ludzi bez jakiegokolwiek pożytku. Należy jednak zaznaczyć, że ‚położył’ on niemal wyłącznie ochotników rosyjskich. Pilnie strzegł ‚swoich’ (donieckich) dziwolągów [уродов ???] ze swojego niemal kryminalnego kręgu.”

Wyjaśniając jednocześnie brak strat batalionu Wostok, z którego Chodakowski jest tak dumny.

Z powyższego wynika, choć sam P. Chodakowski tego nie przyznaje, że „wyrządził co najmniej tyle samo szkód” na lotnisku w Doniecku, co wszyscy inni łącznie. Ale czy robił to wyłącznie na samym lotnisku? A może także gdzieś indziej w Donbasie? Pójdźmy dalej, a raczej cofnijmy się nieco w czasie. Mianowicie do początku maja 2014 roku w Mariupolu [Światowid: „Azow” pacyfikował Mariupol od 02.05.2014, mordując i katując bezbronnych ludzi], gdzie ukraińskie siły bezpieczeństwa zarówno rozpoczęły brutalne tłumienie protestów, jak i oczekiwały na przybycie batalionu „Wostok” dowodzonego przez Chodakowskiego. Ale nie doczekali się. Batalion „Wostok” w defiladzie, z flagami i eskortą, zmierzał tam, o czym świadczą liczne filmy wideo, na przykład: ‚Batalion „Wostok” zmierza do Mariupola 9 maja w Doniecku’. Spróbuj jednak znaleźć choćby jedną wzmiankę o jego przybyciu na miejsce. Jak również opowieści o udziale w jakichkolwiek operacjach wojskowych w tym rejonie kraju. W rzeczywistości batalion „Wostok” i pan Chodakowski nie mieli najmniejszego związku z toczącymi się tam walkami.

Najwyraźniej nie jest przypadkiem, że w tym samym wywiadzie (patrz link powyżej), podając ogólną charakterystykę batalionu „Wostok”, „Chmuryj” mówi:

„Kiedy trzeba było gdzieś ruszyć, mając pod komendą 1000 ludzi (w tym samym sierpniu [2014]), Igor Iwanowicz Striełkow wyznaczył im zadanie, a oni: „Nie, nie, nie pojedziemy, nie chcemy tam jechać, żeby walczyć.”

Wygląda na to, że batalion „Wostok” nie ma na swoim koncie zbyt wielu wyczynów wojskowych. Na przykład, „Chmuryj” mówi, że „przeprowadził tylko dwie operacje”. Drugą z nich jest „największa”, jak ją określa „Chmuryj”, operacja przejęcia punktu kontrolnego „Marinowka”. A raczej jej próba, gdyż

„cel nie został osiągnięty, a ludzie zginęli”. Około 80 osób weszło na terytorium Rosji, w ten sposób wrabiając Rosję, pokazując, że Rosja pomaga, podczas gdy wówczas nic takiego nie nie było widać.”

Jak dokładnie przebiegały te wydarzenia, można dowiedzieć się także ze wspomnianego wcześniej wywiadu milicjanta o pseudonimie „Orzeł” – uczestnika wydarzeń (z około 30 minuty nagrania wideo).

W sprawie tej oceny Chodakowski nie może nic zarzucić „Chmuremu” [„Хмурый”]. Dlatego też unika bezpośredniej odpowiedzi, ograniczając się do długich aluzji do jakichś tajemniczych, ale

„bardzo ważnych i trudnych do spełnienia zadań”. A także, że rzekomo „Chmuryj swoimi działaniami gra na korzyść naszych wrogów, nie odpowiemy na jego ataki i będziemy nadal wzmacniać Republikę. Tym bardziej rozumiemy, dlaczego ludzie tacy jak Chmuryj potrzebują bałaganu i bachanaliów – łatwiej jest łowić ryby w mętnej wodzie.”

I tu chcielibyśmy wspomnieć o artykule opublikowanym na portalu Korrespondent.net, z którego dziwnym trafem zniknęły wszystkie filmy: „Dowódca Donieckiej Alfy: SBU nie brała udziału w aresztowaniu Gubariewa. Ale wszyscy wiedzą, że „rękopisy nie płoną”, a tu jest dość osobliwy tekst, w którym zwraca uwagę takie oto zdanie: „Chodakowski w sposób przejrzysty sugeruje, że w rozpalanie czynnika etnicznego może być zaangażowana także strona rosyjska”.

Albo inny, tajemniczo „zniknięty” film o tytule „Chodakowski: ‚Lwia część milicjantów to margines i elementy aspołeczne’. Wideo”, które wygłosił podczas spotkania ze studentami Politechniki Donieckiej. Łatwo też znaleźć cytaty z niej. Były one zresztą szeroko powielane przez proukraińskie zasoby internetowe:

„Wiemy, że bardzo poważny procent milicji to – jak o nas mówią – margines, aspołeczni i inni ludzie. Niestety, muszę przyznać, że tak jest, często jesteśmy marginesem, aspołeczni i inni…”

oraz

„Wiele z dzisiejszych ‚bojówek’ jest odpowiedzialnych za pewien procent ofiar. Zarówno w postaci zabitych, jak i rannych. Ponieważ nie przestrzegają zasad, niepotrzebnie, ale z głupiej brawury, biegają po ulicach i wyrządzają bardzo poważne szkody cywilom, a także wojsku”.

Powstaje pytanie: „dla kogo gra” sam Aleksander Siergiejewicz takimi wypowiedziami?

Podczas walk o strategiczne wzniesienie i pomnik historyczny Saur-Mogiła [Саур – Могила] walki toczyły się nie tylko na froncie wojskowym. Ówczesne wiadomości (lato 2014 r.) pełne były doniesień o zdobyciu wzgórza przez ukraińskich spadochroniarzy (oczywiście bez ofiar) oraz o wycofaniu się ze wzgórza sił powstańczych (a następnie oskarżeniu dowództwa o niewystarczające wsparcie i odmowę udzielenia pomocy w odpowiednim czasie). Sam dowódca batalionu stwierdził 9 sierpnia 2014 r., że jego jednostka opuściła wzgórze i że obecnie znajdują się tam żołnierze ukraińscy. Kontrowersje dotyczyły kwestii, kto objął lub zachował to ważne stanowisko. Oczywiście, dzielny dowódca brygady „Wostok” (który, nawiasem mówiąc, według różnych źródeł przebywał w tym czasie w Mariupolu), naturalnie zaczął mówić, że w odpowiednim momencie nie otrzymał wsparcia ze strony posiłków i musiał wydać rozkaz opuszczenia wzniesienia. Nie możemy z całą pewnością stwierdzić, jak było w rzeczywistości, ale jeśli weźmiemy pod uwagę brawurowe wypowiedzi o marszu na Mariupol i kluczowej roli batalionu w tworzeniu i pokonaniu „kotła izywaryńskiego” [Изваринского котла], można wnioskować, że jest to kolejna gra pod publiczkę i próba usprawiedliwienia strat w ludziach i sprzęcie nie osobistymi niedociągnięciami, ale błędnymi kalkulacjami dowództwa.

Skoro, jak się wydaje, zakończyliśmy już „osiągnięcia” bojowe batalionu „Wostok”, przejdźmy do sfery gospodarki.

Część 2: Osiągnięcia w sferze gospodarki

Chodakowski zawsze opowiadał się za zjednoczoną Ukrainą, co wielokrotnie podkreślały również źródła proukraińskie. W cytowanym już wcześniej wywiadzie „Chmury” mówi: „Początkowo przekonywał szturmujących [budynki] SBU i obwodową administrację państwową, by nie robili szturmu. Powiedział: ‚Rozejdźmy się, Ukraina jest jedna’ i tak dalej, co może potwierdzić kilka osób, które od tamtego czasu były w Donbasie i brały udział w szturmie.”

Najwyraźniej to właśnie ma na myśli Chodakowski, gdy głośno mówi dziennikarzowi Gazeta.ru w odpowiedzi na pytanie o to, jak przeszedł do milicji (uwaga: jak wiemy, początkowo był dowódcą jednostki specjalnej SBU Alfa w obwodzie donieckim): „To oni stanęli po mojej stronie.

„Alpha pojechała na Majdan w Kijowie, aby walczyć z tym, co się tam działo, a nie tylko wykonywać rozkazy. Byliśmy nosicielami własnej ideologii, moja dawna jednostka – korpus całkowicie oficerski, ludzie z wyższym wykształceniem.

Gdy tylko siły na Majdanie odniosły zwycięstwo, po prostu kontynuowaliśmy w Doniecku to, co zaczęliśmy w Kijowie – przegrupowaliśmy się. Tutaj, w Doniecku, rodził się nasz własny ruch społeczny, nie ruch nomenklaturowy, sztuczny, ale ciało i krew sytuacji. Zbudowaliśmy go, wokół nas gromadziły się kadry i byli wojskowi”.

Cóż, po pierwsze, skoro rozkaz był raczej taki, by nie używać siły na Majdanie, nawet w odpowiedzi na jawne wybryki protestujących – wszyscy pamiętają spalonych i okaleczonych żołnierzy Berkutu, którzy nie reagowali na ciosy – to prawdopodobnie mimo wszystko rozkaz został wykonany. Nie jest zatem jasne, z czym dokładnie walczył w Kijowie Chodakowski. Zwłaszcza pod względem ideologicznym.

Po drugie, naszym zdaniem dość dziwne jest „budowanie struktur” ruchu społecznego poprzez wzywanie ludzi do rozproszenia się.

Jeśli chodzi o poparcie dla idei „zjednoczonej Ukrainy”, Chodakowski zaczął później dodawać: dla prorosyjskiej. Choć może poprawniej byłoby powiedzieć: „[zjednoczonej] w interesie oligarchy Achmetowa”? Przecież prowadząc działalność zarówno na terytorium DRL, jak i na terenach znajdujących się pod kontrolą Ukrainy, jest on niezwykle zainteresowany tym, by Ukraina jako państwo nie rozpadła się.
Czy to właśnie ochrona interesów Rinata Achmetowa może być powodem, dla którego batalion „Wostok” nigdy nie pojawił się w Mariupolu 9 maja 2014 roku, mimo że tak wielu widziało, jak tam jechał [Światowid: patrz też wywiad Принцип Ковалёва» z 01.06.2022, czas 15:36]? Jednak, jak już wspomniano, Chodakowski nie miał nic wspólnego z kierunkiem mariupolskim.

A nawet później, we wrześniu 2014 roku, jak wyjaśnia były premier DNR Aleksandr Borodaj, Mariupol nie został zajęty, ponieważ zrujnowałoby to plan handlu z udziałem Achmetowa:

Zgadnijcie więc, dlaczego nie zajęliśmy Mariupola we wrześniu, mimo że były takie możliwości? Bo – jak mógłby przewiozić swoje produkty z terytorium terrorystycznej (według świata zachodniego) Republiki Donieckiej do Włoch? Oczywiście, nie ma mowy. Nie może ich stamtąd [DRL] eksportować. W związku z tym muszą być wysyłane z terytorium Ukrainy, a jedynym dostępnym dla niego portem jest Mariupol. Odessa już dla Achmetowa nie istnieje. Porty w Odessie są kontrolowane przez Kołomojskiego, który nigdy nie wpuści tam Achmetowa. Dlatego też jedyną możliwością bezpiecznego funkcjonowania biznesu Achmetowa było pozostawienie Mariupola pod flagą ukraińską.

Oto jak sam Chodakowski tłumaczy swoją odmowę zajęcia Mariupola w tym samym wywiadzie dla Gazeta.ru:

Mogliśmy go wtedy zająć, był prawie pusty.
Ale według naszych informacji w Mariupolu były dwie baterie Gradowów, z których jedna była wycelowana w Azowstal.
I pomimo tego, że nie było tam praktycznie żadnej ochrony (ze strony ukraińskich sił zbrojnych – „Gazeta.Ru”), w tak ufortyfikowanych miejscach jak teraz, baterie działałyby na odwrót. A gdyby zniszczyli przedsiębiorstwo, stracilibyśmy bardzo dużo finansowo, gdybyśmy zajęli miasto. W końcu „Azowstal” to podatki do budżetu. W końcu się zatrzymaliśmy. Myślę, że była to decyzja polityczna, podjęta z nadzieją, że strona ukraińska otrzyma poważną lekcję . Okazało się jednak, że byliśmy w błędzie: zatrzymanie ofensywy nie zrobiło właściwego wrażenia. [Światowid: bez sensu, ale dokładnie tak jest w tekście – niezajmowanie Mariupola ma być zdaniem Chodakowskiego „poważną lekcją dla Ukrainy”]

Zastanówmy się jednak, w jakim stopniu takie stwierdzenie jest prawdziwe. Nawet jeśli nie weźmiemy pod uwagę, że nie było żadnych „Gradów”, ale był batalion „Azow” na 1000 bagnetów – niestety, nie możemy przedstawić dokumentów na potwierdzenie tych informacji, które otrzymaliśmy. Kogo ma na myśli A. Chodakowski, gdy mówi, że „gdybyśmy zajęli miasto, stracilibyśmy bardzo dużo finansowo”? „Azowstal, od czerwca 2006 roku MK Azowstal stał się częścią Dywizji Produktów Stalowych i Walcowanych Metinwest Group, której większościowym udziałowcem jest grupa finansowo-gospodarcza System Capital Management z siedzibą w Doniecku (Rinat Achmetow)”. Jest to powszechnie znany fakt, wystarczy zajrzeć do Wikipedii. Dlatego też Achmetow byłby pierwszym, który poniósłby straty, gdyby armia DNR zajęła Mariupol. I Ukraina, gdzie podatki Azowstalu trafiają do budżetu, a raczej do MFW, którego pożyczki Ukraina musi spłacać.

W czyim więc interesie odwołano ofensywę na Mariupol?

Można oczywiście założyć, że jako sekretarz Rady Bezpieczeństwa DRL Chodakowski ma na myśli budżet republiki, co w tym przypadku byłoby bardziej naturalne niż troska o zyski oligarchy Achmetowa i o gospodarkę Ukrainy. Niestety, takie założenie jest sprzeczne z logiką: niewdzięcznym zadaniem jest liczenie podatków, które mogłyby być otrzymane (lub nie), gdyby zostały, ale i tak nie zostały otrzymane, ponieważ to „by” nigdy nie nadeszło.

Jednocześnie, jeszcze w rozmowie z dziennikarzem Gazeta.ru, Chodakowski mówi, że

„technicznie, politycznie, ekonomicznie integracja (reintegracja DNR/LNR z Ukrainą) jest łatwiejsza do przeprowadzenia: należy rozwiązać szereg kwestii w taki sam sposób, w jaki były one rozwiązywane w poprzednich czasach. Od 2001 roku do Doniecka przestali przyjeżdżać urzędnicy mianowani przez Kijów. Wszyscy najważniejsi przywódcy – prokurator rejonowy, sędzia, szefowie SBU i MSW – wywodzili się z miejscowej elity. Zarządzanie z Kijowa było pośrednie, region był de facto niezależny. Tę samą praktykę można zastosować obecnie. Uzgodnić z Kijowem, że wszyscy mianowani, nawet strażnicy graniczni, będą naszymi przedstawicielami, przy czym Ukraina będzie formalnie kontrolować granicę.”

Jak Chodakowski wyobraża sobie to wszystko z praktycznego punktu widzenia, pozostaje tajemnicą. Biorąc pod uwagę fakt, że dyplomatyczne zwycięstwo Rosji w osobie Władimira Putina, który narzucił Ukrainie porozumienia mińskie, polega właśnie na ich niewykonalności dla Ukrainy. Przecież w przypadku ich spełnienia przestanie istnieć jako państwo, ponieważ po Donbasie inne regiony ogłoszą swoją autonomię na tych samych warunkach. Nacjonaliści, którzy mają bardzo silną pozycję na Ukrainie, po prostu nie pozwolą Poroszence na takie posunięcie. Nie jest przypadkiem, że tak bardzo opóźnia on ich realizację, że zostały one przedłużone do 2016 roku. Najwyraźniej widzi w nich coś więcej niż tylko formalną kontrolę granic dla siebie i powrót do sytuacji sprzed powstania w Donbasie, kiedy to mianowani na to stanowisko pochodzili stamtąd [Światowid: czas pokazał, że porozumienia mińskie były dla Rosji drogą donikąd, a dla władców USA, rządzących realnie na Ukrainie od 20.02.2014 – były tylko grą na czas, mydleniem oczu Putina, podczas gdy faktycznym celem była rozbudowa armii ukraińskiej i wciągnięcie Rosji w wielką wojnę partyzancką – ten plan władców USA powiódł się lepiej niż oczekiwali].

Okazuje się jednak, że powrót na Ukrainę jest dla Chodakowskiego jak najbardziej możliwy, tyle że ludzie tego nie zrozumieją. „Ludzie wieszają na samochodach flagi republiki”. Tak więc główny – moralny – problem dla Chodakowskiego brzmi tylko: „Jakie flagi będą tu wisieć?”. Nie ulega wątpliwości, że symbole państwowe są bardzo ważne – i flaga jako jeden z nich. I to wszystko? Jakiego języka należy używać? I w imię czego, Twoim zdaniem, to wszystko („rosyjska wiosna”) się odbywało? Nie mówiąc już o tysiącach ofiar. Po co, jeśli wszystko, co potrzebne, jak mówisz, było już od 2001 roku? Jeśli, jak twierdzisz, to pospolite ruszenie stanęło po Twojej stronie, a nie Ty po jego stronie, to – kontynuując ten logiczny łańcuch – kto byłby odpowiedzialny [za bieg wypadków]?
Na koniec mamy wyznanie Chodakowskiego:

„Publicznie Rinat Achmetow niemal od samego początku zajmował stanowisko ‚za zjednoczoną Ukrainą’. Odbyło się wiele debat na ten temat, akcji zrywania plakatów z billboardów, na których z inicjatywy Achmetowa pojawiły się apele o poparcie integralności terytorialnej kraju. W tamtym okresie, gdyby nie spróbować wykorzystać dojrzewającej w społeczeństwie energii, nie byłoby to ‚myślenie handlowe’. Całkiem realne interesy ekonomiczne zamiast pytań o to, jakie „flagi będą wisieć” w tym procesie.

Tym bardziej, że służba prasowa oligarchy Achmetowa potwierdza stanowisko tego ostatniego w kwestii integralności Ukrainy, zaprzeczając jednocześnie jakimkolwiek związkom z samym Chodakowskim: „Sekretarz prasowy biznesmena Elena Dowżenko wyjaśniła rosyjskiemu serwisowi BBC, że Achmetow od pierwszego dnia konfliktu zbrojnego w Donbasie przekonywał mieszkańców regionu, że mogą być szczęśliwi tylko w ramach zjednoczonej Ukrainy.”

Sam Chodakowski wielokrotnie wypowiadał się na temat tego związku, np. w wywiadzie dla rosyjskiej gazety „Forbes” otwarcie stwierdził, że jego „celem jest ochrona interesów Achmetowa”. I dodał: „Jeśli jestem człowiekiem Achmetowa – to jest on największym patriotą DNR, ponieważ finansuje jednostkę wojskową, która pozwala istnieć tej republice”. I jeszcze jedna wypowiedź Chodakowskiego dotycząca Achmetowa: „Nie jestem bezpośrednio człowiekiem Achmetowa, ale na ile moja rola – utrzymywanie jego interesów – jest korzystna dla Achmetowa, można powiedzieć, że to ‚woda na młyn’ Achmetowa. Ale nie sądzę, żeby to z czymkolwiek kolidowało”. Trudno w to uwierzyć, ponieważ nie jest to logiczne. Każdy biznesmen broniący swoich kapitałów będzie zainteresowany kontaktem z człowiekiem, który dowodzi dość dużą siłą i wyraża korzystne dla niego stanowisko. I bez żadnego porozumienia, z „własnej inicjatywy”, broni struktury biznesowej. To nie działa w ten sposób.
W wywiadzie, do którego już wielokrotnie nawiązywaliśmy w tym artykule, „Chmury” mówi, że ma „wrażenie, że Wostok” widzi swoje zadanie tylko w obronie rynków w Doniecku. …Powrót lat 90. A konkretnie miasto Donieck”. Lata po pierestrojce charakteryzowały się tym, że w sferze biznesu panowała „racja najsilniejszego”: najeźdźcy przejmowali przedsiębiorstwa, a prawa i zasady były dyktowane przez tych, którzy mieli więcej siły.

Oczywiście, takie odczucia nie były przypadkowe, skoro sam Chodakowski o tym mówi: „wostok ma kilka stacji paliw, które uległy zniszczeniu lub zostały porzucone przez właścicieli”. Co jest dość niezwykłe jak na jednostkę wojskową.
A oto kolejny odcinek, który również przenosi nas w czasy bezprawia lat 90.

Publicysta Roman Manekin napisał na swojej stronie na Facebooku, co natychmiast podchwyciły ukraińskie media:

„16.11.15 około godziny 13.00 A. Chodakowski przyjechał ze świtą do pałacu lodowego „Ałmaz” na Zaporożnej, „zapakował” dyrektora, zabrał go do Peszek i kazał przebiec przez pole minowe…
…Najbardziej zabawna jest okazja. Córka „Chodaka” podobno studiuje w „Ałmazie” i nie była zadowolona z planu zajęć. Dyrektor odmówił zmiany harmonogramu… Cóż, w rzeczywistości (możliwy prawdziwy powód), dyrektor pałacu lodowego w TV „Oplot” zdecydowanie sprzeciwił się powrotowi Borysa Kolesnikowa i jego hokeja” – powiedział publicysta.

Jeden ze świadków, którego nazwiska z oczywistych względów nie możemy podać publicznie, powiedział, że Chodakowski w tym samym czasie powiedział: „Hokej będzie teraz nasz”. Co to znaczy nasz? Takiego bezprawia nie było nawet w okresie po pieriestrojce.

Część 3: Trochę polityki

Na zakończenie kilka słów o działalności politycznej pana Chodakowskiego. W tym samym wywiadzie dla Gazeta.ru czytamy jego dziwną wypowiedź: „Jednocześnie doskonale zdajemy sobie sprawę, że Ukraina nie jest państwem faszystowskim. Trudno nam tu nawet o jakikolwiek komentarz. Kraj, w którym regularnie odbywają się marsze z pochodniami, w którym zabija się i wsadza za kratki dziennikarzy, w którym ultrasi podpalili budynek, w którym pokojowi demonstranci schronili się przed ich wybrykami, w którym publikuje się telefony zaufania, które służą do denuncjowania opozycyjnych „separatystów” i wiele innych – nie jest faszystowski [Światowid: na Ukrainie mamy państwo „nazistowskie” a nie „faszystowskie”; dziwię się, że autor tekstu nie wspomina o systematycznym rabunku na osobach podejrzanych o separatyzm, uprowadzeniach, ciężkich pobiciach, okaleczeniach, zabójstwach i „zniknięciach” – te ostatnie to często zabójstwa tak sadystyczne, że zwłok nie wydaje się rodzinom, by uniknąć skandalu – to była „norma postępowania” banderowskich oddziałów pacyfikacyjnych [EN]]. Chciałbym zatem poznać kryteria, według których państwo można nazwać faszystowskim według Chodakowskiego. I jak można żyć w jednym państwie z takimi ludźmi (faszystami)? Jednocześnie dowódca batalionu „Wostok” widzi taką możliwość [kopia]: „Ktoś poparł utworzenie DRL, ktoś opowiedział się za zjednoczoną Ukrainą, ale prorosyjską zjednoczoną Ukrainą i kategorycznie dla siebie samego nie akceptuje w ogóle samego faktu rozpadu Ukrainy” – powiedział dowódca „Wostoku”. „Ja na przykład nie jestem zwolennikiem rozpadu Ukrainy” – dodał. Nagranie wideo z tym oświadczeniem zostało niestety usunięte; zostało ono wygłoszone w sierpniu 2014 r. podczas wywiadu z Siergiejem Kurginyanem z ruchu „Esencja czasu” [Сергей Кургинян «Суть Времени»]. Porównajmy to z wywiadem z 03.07.2015 r. dla http://ukraina.ru/ „Dla mnie jest dość oczywiste, że jeśli DNR stanie się częścią Ukrainy, choćby tylko jako jednostka autonomiczna, to najprawdopodobniej nie będzie mnie już na tym terytorium”. I nie jest to jedyny przykład, że pan Chodakowski nie trzyma się jasno określonego stanowiska i zmienia swoją retorykę w ciągu jednego roku. Z całą pewnością można powiedzieć, że Chodakowski jest jak chorągiewka, wychyla się zawsze w tym kierunku, w którym zawieje wiatr.

Można też dodać, że Chodakowski nie uczestniczy w posiedzeniach Rady Ludowej DRL i był tam widziany tylko 1-2 razy.
Istnieje wiele faktów i historii podobnych do tych, które przedstawiliśmy w artykule. Być może w niedalekiej przyszłości poświęcimy im osobny artykuł. Sądzimy jednak, że nawet to, co tu przedstawiliśmy – cytaty z Chodakowskiego i świadków wydarzeń – wystarczy, by odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule.

„Salamandra”

Autor: B. Kuzin, „Salamandra” [Б.Кузин, „Саламандра”]
Tytuł: Kameleon (Хамелеон)
Opublikowano: 2016.02.12
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Хамелеон [kopia bezpieczeństwa].

Światowid: Komentarz: Babicki zmarł 1.4.2022 w Doniecku z powodu choroby serca – związanej z arteriosklerozą – raczej z przyczyn naturalnych, bo w przeciwnym razie Chodakowski również już by nie żył. Z całej historii „ważne” wątki to zaangażowanie Chodakowskiego (czyli realnie – Achmetowa?) we wsparcie finansowe jego działań. Oraz to, że działał w Donbasie dość swobodnie. Jeśli Babicki byłby przewerbowanym przez FSB człowiekiem USA, pozostałby w RWE i „nie wychylał się”. Jeśli trafił do Doniecka, znaczy to, że przewerbowany nie został. Poniższą ciekawostkę można potraktować jako „mniej ważny” element układanki z Chodakowskim w roli głównej, niemniej – pasujący do pozostałych elementów.

Kameleon


Chodakowski w programie Babickiego

Dziennikarz Andrij Babicki przeniósł się do Doniecka po – drobiazg – 25 latach pracy w Radiu Liberty [Światowid: to nowy szyld „Radia Wolna Europa”, rządowej rozgłośni propagandowej USA]. Skąd jesienią 2014 r. został nagle zwolniony za rzekome popieranie stanowiska Rosji w sprawie Krymu. Kosztowało go to ćwierć wieku lojalnej służby w Departamencie Stanu. Wcześniej przecież Babicki był znany jako zagorzały rusofob i przeciwnik polityki Federacji Rosyjskiej, a zasłynął w czasie II wojny czeczeńskiej, dzięki reportażom z Groznego i wywiadom z czeczeńskimi bojownikami, w szczególności z Szamilem Basajewem. Wystarczy przypomnieć słowa Putina na jego temat: „… Babicki i jemu podobni, w gruncie rzeczy, po raz kolejny próbowali przedstawić sytuację całkowicie na odwrót. Pracował bezpośrednio dla wroga. Nie był on neutralnym źródłem informacji. Pracował dla bandytów… Usprawiedliwiał ścięcie człowieka… Będziemy go szukać i postawimy przed sądem.”

I nagle następuje zwrot o 180 stopni. Z zewnątrz może się wydawać, że Babicki jest przedstawiany jako męczennik. Przez długi czas był zakładnikiem „obcej” mu ideologii, a potem, gdy na przykładzie Krymu przekonał się o jej fałszywości, doznał objawienia i stał się gorącym obrońcą polityki prowadzonej przez Federację Rosyjską. Nie można znaleźć większego „patrioty” niż on. Co więcej, jest obiektywnym „patriotą”, który krytykuje władze, gdy jest to całkiem stosowne, i afiszuje się ze swoim stanowiskiem w sprawie konfliktu na Ukrainie. Stara się przedstawić siebie jako niezależnego publicystę, swego rodzaju negocjatora pragnącego zadowolić obie strony. Nie należy jednak wierzyć we wszystko, co się pokazuje. A kluczowym słowem jest „pokazuje”, ponieważ często „zza drzew nie widać lasu”.

I tu dochodzimy do pytań. Czy pan Babicki sam „doznał objawienia”, czy też został poproszony (oczywiście nie za darmo) o zmianę akcentów w swoich artykułach i wystąpieniach na przeciwne.

Kim byli ci ludzie, którzy to wszystko ukartowali, oraz do czego i gdzie można go było najskuteczniej wykorzystać (a tacy ludzie są tylko materiałem zbędnym, często jednorazowego użytku)?
Odpowiedź na pytanie „gdzie” jest już oczywista: w lipcu 2015 roku Babicki kierował proukraińskim kanałem telewizyjnym w stolicy Donieckiej Republiki Ludowej, aby „budować mosty ze stroną ukraińską”. Należy jeszcze odpowiedzieć na dwa inne pytania.

Pytanie 1. brzmi: „przez kogo?”. Babicki najwyraźniej nie działał niezależnie. Zwykły, choć znany dziennikarz, który właśnie „stracił” pracę, przyjeżdża do Doniecka i tworzy kanał telewizyjny. W przybliżeniu oznacza to około 50-60 tys. dolarów kapitału inwestycyjnego i co najmniej 5 tys. [USD] miesięcznie.

Pieniądze ma Departament Stanu, z którym Babicki miał ścisłe powiązania w swojej dotychczasowej pracy. Pieniądze ma Chodakowski, z którym wiele osób w Doniecku kojarzy „Dialog” [Диалог]. Chociaż sam Babicki uparcie temu [sposobowi finansowania] zaprzecza. Jednak dwa źródła Gazeta.ru w Doniecku bezpośrednio łączą finansowanie Dialogu z osobą szefa Rady Bezpieczeństwa DRL i założyciela Batalionu „Wostok”, Aleksandrem Chodakowskim. „Mają dobre relacje, razem chodzą na kebaby. Aleksandr Siergiejewicz sponsoruje Dialog, są tam duże pieniądze.”

A skąd Chodakowski bierze pieniądze? Na przykład z Jasinowatej [Ясиноватя], lenna jego i „Wostoka”. Jest tam niezłe źródło: rura gazowa z rurociągu łączącego Rosję i DRL, węzeł kolejowy z wszelkimi możliwościami przemytu … Albo od oligarchy Achmetowa, z którym Chodakowski ma bardzo długotrwałe i silne związki. A wepchnięcie Donbasu z powrotem do Ukrainy za wszelką cenę jest dla niego niezwykle korzystne. Spróbowałoby nie być. Jak pisał w sierpniu Unian [Юниан], „największy na Ukrainie prywatny holding energetyczny DTEK biznesmena Rinata Achmetowa … wznowił dostawy węgla do elektrociepłowni Krzywy Róg … z Donbasu … przez linię kolejową Jasinowataja-Skotowataja”.

Cóż, mając takie dane wstępne, można spróbować odpowiedzieć na pytanie 2.: „Dlaczego? Wystarczy zestawić słowa kluczowe „Radio Liberty”, „Departament Stanu”, „Achmetow” i przypomnieć sobie, jak Chodakowski zawsze opowiadał się za „Jedną Ukrainą” [Єдину Ураїну – Zjednoczoną Ukrainą] i jego stwierdzenie, że „Ukraina nie jest państwem faszystowskim”. Tak więc mamy tu do czynienia z proukraińskim kanałem, który powstał za pieniądze i przy wsparciu proukraińskiego Chodakowskiego, protegowanego oligarchy Achmetowa. W sumie wygląda to na próbę zemsty ze strony USA, które poniosły klęskę militarną w Donbasie reprezentowanym przez swoje kijowskie marionetki, próbując wciągnąć Rosję w otwarty konflikt: Babicki i jego „Dialog” przygotują grunt informacyjny dla Achmetowa, oferując mu możliwości przyciągnięcia zachodnich inwestycji, rzekomo w celu odbudowy Donbasu, a w rzeczywistości w celu przekupstwa politycznego i wzmocnienia swoich wpływów.

Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale podsumowując powyższe, okazuje się, że pan Babicki został usunięty z redakcji Radia Liberty za wcześniejszą zgodą, a jednocześnie zaczął wyrażać opinie sprzeczne z polityką stacji. Po tym rzekomo widzi swoje miejsce w Donbasie, przyjeżdża tutaj, znajduje pieniądze „znikąd”, a jednocześnie wiele źródeł twierdzi (i nie chodzi tu bynajmniej o te, w których słowa należy wątpić), że Babicki otrzymał od pana Chodakowskiego środki na założenie i prowadzenie kanału telewizyjnego. Kanał ma być platformą dialogu między Republiką a [kijowską] Juntą. Połączenie wszystkich faktów i pogłosek prowadzi mnie do wniosku, że kanał jest wyraźnie proukraiński, finansowany z nielegalnie zdobytych środków i ma interesy dalece odmienne od interesów kierownictwa Republiki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s