Czy koreańscy towarzysze przybędą kapitalistycznym „efektywnym menedżerom” z Federacji Rosyjskiej z pomocą?

Uznanie przez KRLD niepodległości ŁRL i DRL (14.07.2022) stało się w „mediach wolnego świata” powodem do grobowego milczenia o tej sprawie w głównych wydaniach wiadomości i ewentualnie żarcików w parakabaretowych serwisach publicystycznych.

Jako że nad Wisłę takie wieści płyną okrężną drogą lub wcale, więc i świadomość naszego ciemnego luda o sprawie jest zwykle zerowa. O KRLD wiemy tyle, ile troskliwy Wuj Sam pozwala wiedzieć niewolnikom w jego bantustanach, czyli w skrócie – jedzą tam z głodu trawę i siebie nawzajem oraz mają pół bomby atomowej, którą gdyby chcieli gdzieś dostarczyć, na przykład do Waszyngtonu, to co najwyżej na plecach, gdyż będąc srogim zagrożeniem dla całego wolnego świata – zostali demokratycznymi sankcjami cofnięci do epoki kamienia łupanego. Przekaz jest jasny – KRLD należy się bać, bo to krwiożerczy reżim osi zła z połową bomby atomowej – i jednocześnie nie należy się jej bać, bo to zacofani, obdarci nędzarze, którzy niczego nie mają, bo jak to w komunizmie – niczego poza pustymi półkami z octem w sklepach i połową bomby atomowej wytworzyć się tam nie da. W PRL nie udało się wytworzyć nawet połowy bomby atomowej, choć było nas Lechitów w dwójnasób więcej i sytych, mimo 45 lat diety octowej z pustych sklepowych półek. Choć niezłomnie wierzę, że jeno katolicyzm i cywilizacja łacińska oraz paczki z zachodu uratowały królewski szczep piastowy przed całkowitym zbiorowym głodowym skanibalizowaniem się nawzajem w PRL, w którym, jak to w socjalizmie, nawet trawy zabrakło.

Swego czasu pan Piotr Badura pisywał na zlikwidowanym przez ormopolinczuwa serwisie prawica.net prawdziwą prawdę o tym państwie, a nawet i o drugim, będąc natychmiast demaskowanym jako agentzła przez czujne-dyżurne kiejkuty propagandy wolnorynkowej i wolnoświatowej.

I w tym miejscu docieramy do tematyki tłumaczonego tekstu, który przedstawi zadziwionemu polin-ezyjskiemu czytelnikowi zdumiewające fakty, że oto jednakowoż coś w KRLD jest jednak produkowane – i to na poziomie światowej czołówki. Autorzy rosyjskiego tekstu ze smutkiem naprowadzają czytelników na myśl (czy wręcz – myślozbrodnię), że tego, co potrafi robić i robi 24-milionowa Korea Północna, współczesna 146-milionowa Federacja Rosyjska pod niezmiennie światłym zarządem „efektywnych menedżerów” robić już nie potrafi.

Ja, nie będąc pod pręgierzem rosyjskiej cenzury państwowej pozwolę sobie na takie uwagi. Systemy artyleryjskie są długowieczne w tym sensie, że konstrukcja opracowana do jakichś zastosowań może być efektywnie użytkowana przez dziesiątki lat. Konstrukcja jako taka. Ale strzelają nie rysunki techniczne i arkusze obliczeń, a kupa żelastwa z domieszkami, która wyjechała z fabryki. O ile ma czym strzelać. I o ile jeszcze nie wystrzeliła tyle razy, ile wyszło w obliczeniach, że strzelić się da. Lufy w systemach artyleryjskich się zużywają. Mechanizmy ruchome działa, systemy celownicze, układy jezdne, stabilizatory itp. itd. Potem strzelać też można, ale trafiać – niekoniecznie.
Po ZSRR FR odziedziczyła przepastne magazyny i ogromny przemysł. Ale ponieważ zimna wojna się skończyła, to przemysł w części się przebranżowił, w mniejszej części – robił to co robił, ale w seriach raczej kolekcjonersko-manufakturowych niż znanych z ZSRR. W jakiejś smutnej części – po prostu został zlikwidowany. Niekiedy nawet bez demontażu maszyn i rozszabrowania hal. A niekiedy – jak u nas w strefach „poprzemysłowych”.
Sama zawartość magazynów – częściowo pojechała w świat, częściowo została … zezłomowana. Ile? Nie wiemy. Część składów amunicji na głębokich tyłach pospiesznie wybuchła samoistnie już w pierwszych tygodniach SWO, by – powiedzmy oględnie – ukryć skalę dysponowania mieniem narodu w celach prywatnych, skutkiem czego mienie narodu odbyło globalne i bezpowrotne wojaże, a w Federacji Rosyjskiej rozkwitły nieliczne prywatne pałace – lub w Szwajcarii równie prywatne konta bankowe. Chętnie poznałbym dane o bojowym rozchodzie amunicji artyleryjskiej FR (w tym rozchodzie w ramach ostrzału przyfrontowych składów HIMARSami) i zestawił to z danymi o produkcji amunicji odpowiednich kalibrów i typów oraz pozostałymi zapasami magazynowymi. Nie ja jeden. Bo, drogi nieuświadomiony czytelniku, amunicja artyleryjska to główna pozycja wydatków podczas wojny. A w poważnych państwach – także na kilka lat przed nią. Poważne państwa utrzymują moce produkcyjne amunicji artyleryjskiej na rozsądnym poziomie. A państwa zarządzane przez „efektywnych menedżerów”?

Wróćmy od amunicji do artylerii. Nawet tam, gdzie linie produkcyjne stoją zamknięte na kłódkę i zakonserwowane (Ale … kto w „złotych latach ’90” myślał o konserwowaniu maszyn, gdy zagranicznym inwestorom sprzedano nawet stocznię produkującą okręty podwodne z napędem atomowym? Do tego z okrętem na pochylni … z zainstalowanym reaktorem, z paliwem …), niekoniecznie znajdą się fachowcy zdolni je przywrócić do działania. W fabrykach aktywnych także brak personelu pozwalającego wykorzystać pełnię mocy produkcyjnych. Fachowcy z dnia na dzień się nie pojawią. A liczba typów luf i liczebność każdego z typów, które się zużywają na polach bitew Ukrainy wykracza daleko poza wyobraźnię a nawet najczarniejsze koszmary kreatywnych „efektywnych menedżerów”, rządzących sektorem obronnym FR.

Wielu systemów nie produkuje się od 30 lat (np. 2S7 Pion od 1991 roku, 2S4 Tulipan od 1988 roku) i nie opracowano dla nich żadnych następców. Jeśli ktoś wierzy, że po 30 latach da się wznowić ich produkcję – to owszem, da się. Za jakieś 5 lat.
Podstawowa, najnowosześniejsza haubica w armii FR, 2A65 – to technologia z czasów ZSRR, produkt z 1987r. – holowana 2A65 „Msta-B” i samobieżna 2S19 Msta. Przez 30 lat nie opracowano, ani nie wdrożono niczego nowego, jedynie nieco udoskonalono to, co było. Efekt? Pocisk konwencjonalny „Msty” ma zasięg 29 km. Niemiecka PZH2000 z 1998r. – [widełki, bo zależnie od modelu działa] – 30-36km, na amunicji specjalnej z gazogeneratorem: 40-47km, wspomaganej rakietowo RARP 67km. Francuski CAESAR z 2008r. strzela amunicją z gazogeneratorem na 40km, a wspomaganą rakietowo na 55km. Podobno bardzo celnie.

Tak, 30 lat rozwoju masowych haubicznych systemów artyleryjskich zostało najzwyczajniej przespane. I teraz można rzucić okiem jak w ten obrazek wpisuje się Korea Północna.


Czy koreańscy towarzysze przybędą z pomocą?

Autor: anonimowy autor bloga „Młodość w kamaszach” (Молодость в сапогах)
Tytuł: Czy koreańscy towarzysze przybędą z pomocą? (Придут ли на помощь корейские товарищи?)
Opublikowano: 05.08.2022
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Придут ли на помощь корейские товарищи?.

Krótki artykuł na ten temat opublikowaliśmy już na kanale zapasowym (niech czytelnicy wybaczą czarny humor o Mińsku-3, tfu, tfu, nie daj Boże) [Ś.: Nasi północnokoreańscy przyjaciele. blog „Spowiedź trepa”, 4 sierpnia, moje tłumaczenie całości poniżej].

A teraz spekulujmy bardziej szczegółowo.

Zacznijmy od tego, że jeszcze w pokojowym roku 2018 mówiło się (w tym całkiem oficjalnie) o decyzji o rewizji tempa realizacji programu o pięknej nazwie „Przemysłowa utylizacja broni i pojazdów wojskowych w latach 2011-2015 oraz w okresie do 2020 roku”. W 2018 roku, przynajmniej. A może nawet wcześniej.

Nagle przypomnieli sobie, że obiekty przeznaczone do złomowania nie przepracowały resursu [Ś.: technicznej normy liczby wystrzałów bądź czasu pracy, po której osiągnięciu uznaje się je za całkowicie zużyte] i można je unowocześnić stosując różne tajne „zaawansowane technologie”, a nawet sprzedać krajom trzecim, choć i nam samym są potrzebne – sytuacja na świecie się ociepla i zaprzyjaźnione siły znowu trzeba czymś tam uzbroić.

I jakby nasze mądre kierownictwo patrzyło w wodę [Ś.: idiom „wróżyło przyszłość”], dając po chciwych łapach biznesmenom z bliskiego otoczenia, którzy w zamian za faktury wozili tarczę i miecz Ojczyzny na złom, inkasując ruble i dolary. Szkoda tylko, że było już za późno.

Takie przyszły ciężkie czasy i stary sprzęt „nagle” (kto by pomyślał, tak, cóż za przeskok, i to w dobie hipersonicznej „Kuzkinej maci” 2.0! [Ś.: rosyjski idiom „pokazać komuś matkę Kuzkina”, po polsku oznacza mniej więcej „pokazać komuś, gdzie raki zimują”/”zadać komuś bobu”]) chyba znowu znalazł pracę. I nie chodzi tu o rzekomo ogromne straty, o jakich trąbi propaganda jednego, jak dotąd nie dobitego państwa-nieporozumienia, ale o samą metodę prowadzenia wojny, polegającą na ofensywie artyleryjskiej, by jak najbardziej oszczędzić życie swoich żołnierzy. Śmiemy przypuszczać, że T-62 błyskające na zdjęciach w kanałach Telegramu „przyszły do pracy” w strefie SWO jako działa samobieżne. Jedyne, co w ich przypadku grało rolę to zasięg [Ś.: nie tylko, z braku dział szturmowych oddziały ŁRL i DRL używały w walkach miejskich … 100mm przeciwpancernych dział holowanych „Rapier”, te T-62 to po prostu zastąpienie opisanego rażącego anachronizmu czymś bardziej współczesnym].

Armaty były złomowane za bezcen, przy czym nawet aktywniej niż czołgi, bo wielokrotnie łatwiej otrzymać z nich złom nadający się do sprzedaży. To, co pozostało sprawne, albo zostało naprędce przywrócone do sprawności bojowej, ma swój resurs i nie jest on nieskończony.

Również niektóre typy uzbrojenia strzelające w rejonie NWO od dawna nie są już produkowane.

Samobieżny moździerz 240 mm Tulipan nadal strzela, choć jego produkcję zakończono w 1988 roku.


Kwiecień 2022, Mariupol.

Rola artylerii lufowej w bieżących wydarzeniach jest ogromna. Podobnie jest ze zużyciem amunicji. A resurs sprzętu bojowego (lufa, elementy konstrukcyjne, podwozie systemu samobieżnego) też jest w tym tempie szybko zużywany. Naprawa i renowacja wymagają czasu i zaplecza produkcyjnego, którego personel muszą stanowić wysokiej klasy specjaliści, a nie gastarbeiterzy.

Co wygrzebią ze stogu siana odpowiednie władze MON, aktualnie wstrzymujące program złomowania – nie wiemy. Miejmy nadzieję, że w magazynach są jeszcze długie szeregi tego, co można ożywić i sprawić, by bez przerw i bez gestów dobrej woli spadała na głowy wrogów zemsta tak długo zasłużona i oczekiwana przez naród.

I wtedy w przestrzeni informacyjnej błysnęła Korea Północna w związku ze wspomnianymi wydarzeniami. Dlaczego? Oprócz faktu uznania ŁRL-DRL przez „państwo zbójeckie”, o którym miłująca pokój światowa opinia publiczna zdążyła już zrobić pogardliwy grymas, jest jeszcze jedna ważna okoliczność.

Nie, nie mówimy o nowych gastarbeiterach dla pana „X-lin”-a, władcy budowniczych wysokościowych bloków mieszkalnych [Человейников], to jest osobny temat.

Mówimy o tym, że Korea Północna od dawna jest pełną gębą „potęgą artyleryjską”, przy czym w tym rodzaju uzbrojenia jedną z najsilniejszych na świecie.

Północnokoreański las artylerii (a nie wątpliwe latające rakiety [Ś.: autorzy lekceważą północnokoerańską technologię rakietową – bardzo niesłusznie, biorąc pod uwagę, że nawet bogaty Iran kupował rakiety i technologie rakietowe w Korei Północnej; jak na kraj międzynarodowo izolowany KRLD radzi sobie świetnie także w tej dziedzinie; w 2012r. KRLD umieściła na orbicie własnego satelitę przy użyciu własnej rakiety nośnej. Zrobił to 24-milionowy kraj, wyniszczany sankcjami „wolnego świata” od 20 lat. Ile satelitów umieściła na orbicie od 2012 roku nasza 38-milionowa potęga?]) utrzymuje Seul w wiecznym chaosie – systemy artyleryjskie dalekiego zasięgu mogą w bardzo krótkim czasie zamienić drugą połowę Korei, począwszy od stolicy, w księżycowy krajobraz, bez żadnej broni jądrowej – zamorski Wielki Brat nie zdąży wysłać na pomoc kawalerii.

Korea Północna ma już doświadczenie w sprzedaży swoich systemów artyleryjskich zarówno do Afryki, jak i na Bliski Wschód [Ś.: starych wersji Koksan M-1978, potem już nie eksportowali]. Najbardziej znanym doświadczeniem jest użycie północnokoreańskich dział samobieżnych dalekiego zasięgu 170 mm w Iranie i Iraku.

Irańskie działo samobieżne 170 mm produkcji północnokoreańskiej. Działa te sprawiły Irakijczykom wiele kłopotów, będąc poza zasięgiem ognia kontrbateryjnego. Zasięg pocisku konwencjonalnego wynosi 40 km. A to przecież lata osiemdziesiąte. Od tego czasu koreańscy towarzysze nie stali w miejscu i według wielu szacunków zwiększyli zasięg swoich zmodernizowanych systemów 170 mm do 70 km z niektórymi rodzajami amunicji oraz poprawili inne cechy, w szczególności szybkostrzelność [Ś.: O obecnym uzbrojeniu armii Północnej Korei nie wiadomo praktycznie niczego. Podczas wojny Irak-Iran w 1987 najstarsza wersja, M-1978, czyli projekt wdrożony do produkcji w 1978r, strzelała amunicją wspomaganą rakietowo na 60km, wątpliwe by przez 35 lat systemu znacząco nie udoskonalono, zwłaszcza, że już w 1989r do produkcji weszła wersja M-1989, o której do dziś nie wiadomo nic. Korea Północna to poważne państwo, gdzie wrogi wywiad jak widać niewiele może.].


Przywódcy Korei dokonują inspekcji swoich dział dalekiego zasięgu.

Nie stawialiśmy sobie za cel analizy wszystkich dostępnych systemów artyleryjskich armii KRLD, zaznaczamy jedynie, że jest ich wiele. Kraj w izolacji, zamknięte społeczeństwo, głód-zimno i Dżucze [Ś.: doktryna autarkii gospodarczej], ale tu jest paradoks. Albo „armaty zamiast masła” [Ś.: przedwojenne hasło hitlerowskiej propagandy zorientowane na wzbudzenie akceptacji obniżenia dostatku społeczeństwa w imię zwiększenia potencjału militarnego; wikipedia: RU, EN], albo coś innego, czego obecne pokolenie „skutecznych menedżerów” nie potrafi pojąć ani powtórzyć.

Przez cały ten czas Korea Północna aktywnie rozwijała różne warianty samobieżnych platform artyleryjskich na podwoziach czołgów i ciągników gąsienicowych dla dobrze nam znanych systemów i kalibrów – 122 mm, 152 mm, 130 mm. Tzn. teoretycznie ich systemy artyleryjskie można włączyć do naszego systemu zaopatrzenia bez radykalnych modyfikacji – przynajmniej jeśli chodzi o użycie konwencjonalnych, niekierowanych pocisków.


Północnokoreańskie działa samobieżne 130-mm M-1992 oparte na ciągniku artyleryjskim ATS-59.

Czy taki „artyleryjski układ” jest możliwy i czy Rosja go potrzebuje? Kwestia jest skomplikowana, ale istnieją jednoznaczne przesłanki – o ile irańskie drony są potrzebne, to północnokoreańskie armaty też nie zaszkodzą. Przynajmniej milicjom DRL-ŁRL. Skoro utrzymujemy dobre stosunki, to dlaczego nie kupić broni lub nie otrzymać jej w prezencie? W historii było więcej ciekawych precedensów, gdy sprzedawano broń młodemu i agresywnemu Izraelowi lub gdy Wietnamczycy wspaniałomyślnie przekazali NRD cały batalion zdobytych amerykańskich transporterów opancerzonych.

Głównym czynnikiem jest tu stosunek Chin do omawianej kwestii. Można z dużą pewnością powiedzieć, że jeśli Chiny „dadzą zielone światło”, to współpraca wojskowa i techniczna z Koreą Północną będzie miała miejsce.

Nie ma potrzeby ironizować. Cała Europa plus Ameryka i Kanada pompują broń we wroga. Specjaliści podróżują w paczkach z tą bronią; na niektórych odcinkach linii frontu aktywne działania wojenne toczą głównie najemnicy z Europy, Ameryki i Kanady, a przy okazji także z Korei Południowej.

Trwa wojna na zasoby, które po wszystkich cudach optymalizacji struktury przemysłu i Sił Zbrojnych nie są jeszcze tak fantastyczne, jak chciałoby się wierzyć. A Iran i Korea Północna mogą stać się w tej sytuacji ważnymi sojusznikami lub partnerami. Nie ma tu nic śmiesznego, jest dużo smutku, to prawda.


Nasi północnokoreańscy przyjaciele

Autor: anonimowy autor bloga „Spowiedź trepa” (Исповедь Сапога)
Tytuł: Nasi północnokoreańscy przyjaciele (Наши северокорейские друзья)
Opublikowano: 04.08.2022
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: Наши северокорейские друзья

Nic na świecie nie dzieje się ot tak, a zwłaszcza nic nie pojawia się nagle w polu informacji w naszych zdigitalizowanych czasach.

W tej chwili mamy wypowiedź pana X o wysokim potencjale, pracowitości i taniości północnokoreańskich robotników, wypowiedź kierownictwa SK o kolejnym wzroście liczby przestępstw popełnianych przez migrantów oraz propozycję wysłania północnokoreańskich ochotników do strefy SWO wygłoszoną na razie na poziomie OBS (ale w centralnym kanale TV) [Ś.: OBS: ОБС – skrót od ” одна баба сказала”, czyli „jedna baba powiedziała”]. I wszystko praktycznie w tym samym czasie.
Chusnullin mówi, że północnokoreańscy pracownicy są bardziej produktywni niż rosyjscy (kommersant.ru)
Bastrykin powiedział, że rośnie liczba poważnych przestępstw popełnianych przez migrantów – Rossiyskaya Gazeta (rg.ru)
Korotczenko ocenił pomysł wysłania do Donbasu 100 tys. ochotników z Korei Północnej (mk.ru.)

Cóż, pamiętajmy też, że 13 lipca Korea Północna uznała LNR-DNR i okaże się, że to „ŻŻŻŻ” nie tak po prostu, jak mawiał Kubuś Puchatek [Ś.: pojęcia nie mam, co mawiał K.P.].

29 lipca 2022 r. Ambasador Korei Shin Hong-Chul spotyka się w ambasadzie Korei Północnej z ambasador DNR w Rosji Olgą Makiejewą.

W Rosji spotykali się ambasadorowie DNR i Korei Północnej – Gazeta.Ru | Aktualności (gazeta.ru)

Jest tu kilka możliwości.

Najbardziej oczywistym jest podpowiedź dla ludności byłych „partnerów”, że może zrobić się jeszcze weselej, więc niech się boją, niech się martwią.

Ta mniej oczywista to próba przynajmniej jakiegoś spłacenia mafii budowlanej, stawiającej wysokościowe bloki mieszkaniowe, która jest obłąkana na punkcie kolosalnych zysków. Spłacić bez niszczenia kraju i wywoływania niepokojów w tak krytycznej sytuacji. Jeśli to prawda, to rzeczywiście wkrótce w pobliżu wielkich zakładów przemysłowych i placów budowy pojawią się zamknięte obozy robotników koreańskich, a akademiki dla gastarbeiterów znikną z tych samych miejsc wraz z mieszkańcami. Dlatego, że, najwyraźniej nie ma nikogo kto mógłbyby wyjaśnić wspomnianemu wyżej panu, że wygłaszanie twierdzeń o niższości siły roboczej składającej się z obywateli kraju, w którym ten pan zajmuje ważne stanowisko w służbie cywilnej, nie jest dobre.

Ze sfery fikcji, ale wciąż nie kategorycznie niemożliwej, jest rzeczywiście udział niektórych jednostek północnokoreańskich w SWO, na przykład w ramach wymiany doświadczeń i szkolenia w zakresie obsługi koreańskich systemów MLRS (dożyliśmy i tego!). Działałoby więc „Okno Overtona” – oswajanie opinii publicznej z nowymi, jeszcze nie ogłoszonymi decyzjami.

Północnokoreańskie MLRS i ogólnie artyleria są obecnie na wysokim poziomie rozwoju.

Czas pokaże, jak potoczą się wydarzenia. Natomiast co do bezpośredniej współpracy wojskowej Rosji i Korei Północnej mamy poważne wątpliwości, nie co do skuteczności, ale co do możliwości. W wyglądzie północnokoreańskich żołnierzy jest wiele z tego, co w ostatnich latach tak uparcie eliminowano w rosyjskiej armii i marynarce.

Prędzej można uwierzyć w Mińsk-3, który przyjdzie nagle, niż w taki sojusz.

Jednak niejawne kontakty i pewna „współpraca wojskowo-techniczna” jest całkiem możliwa, może już trwa – kto wie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s