Pocztówki z Donbasu: Co robi polskie mięso armatnie w Siewierodoniecku i dlaczego tam trafiło? Wyjaśniają I. Girkin i A. Morozow.

Najnowsze wieści z Siewierodoniecka nieco mnie zaskoczyły, jak zapewne każdego. Cóż to za wieści? Oto Ukraina rzuciła do kontrofensywy w mieście liczne oddziały przeprawione nocą przez Siweierski Doniec pod nosem Rosjan - ponoć przez uszkodzony, lecz nie zniszczony most. Dodajmy jeszcze, że wywiad elektroniczny ŁRL (jak donosi Igor Girkin) poinformował, że wśród transmisji najemników dominuje język polski, jest nieco komunikatów angielskich. Swoiste szyderstwo historii - polscy idioci stali się mięsem armatnim banderowców rządzonych przez Żydów lokalnych i tych z mafii globalnej. To już nie jest upadek moralny i intelektualny, lecz zdrada narodowa. Ci kretyni walczą tam przeciw Rosjanom, czyli wrogom naszych realnych i śmiertelnych wrogów (banderowcom i żydowskiej mafii ukraińskiej i globalnej). Rozsądek nakazywałby minimum nie przeszkadzać w tym zbożnym dziele Rosjanom. Ale nie, to nie kretynizm polskich przygłupów mnie zaskoczył - historia uczy, ża żadne dno głupoty nie jest nie do przebicia przez Polaka. Cóż takiego zaskakującego w tej ofensywie miejskiej? Otóż jest to w dziejach operacji militarnych pierwszy przypadek ofensywy na przyczółku mostowym, w sytuacji, gdy cały obszar po drugiej stronie rzeki jest zagrożony odcięciem, a z przyczółka nie ma ani jak, ani dokąd iść. I wrócić z niego także może nie być łatwo. Ponieważ dowodzący siłami ukraińskimi nie są idiotami, należy wnioskować, że takie działanie czemuś służy. Skoro do Siewierodoniecka wysłano mięso armatnie z misją samobójczą (dlaczego samobójczą wyjaśni za chwilę "Murz"), znaczy to, że amerykańskie dowództwo uznało, że posiada nadwyżkę personelu militarnego, którą można "spalić". Jakie są potencjalne zyski?

Pocztówki z Donbasu: Andriej Morozow „Murz” zwraca uwagę na „niedociągnięcia” „taktyczne” i organizacyjne, których skutki dla morale w przedłużającej się wojnie mogą być katastrofalne.

Machina wojenna każdego narodu służy do tego, by zamieniać życie i krew żołnierzy na korzyści ekonomiczne i / lub polityczne. Ponieważ rzecz dotyczy szafowania życiem i zdrowiem rodaków, którzy ofiarują się na "ołtarzu ojczyzny" (proszę mi wybaczyć ten patos) machina musi działać tak, by jak najmniejsza część osób zdolnych do ponoszenia takiej ofiary faktycznie tą ofiarę musiała złożyć (choćby z tego powodu, by kiedyś chętnych do walki nie zabrakło). Nieracjonalne szafowanie życiem i zdrowiem rodaków bardzo szybko będzie prowadziło do zniszczenia zaufania między żołnierzem a dowódcą. Efekty długofalowe to upadek morale, prowadzący do uchylania się od walki, dezercji i buntów. W skrócie - utrata przez formację wojskową lub całe siły zbrojne zdolności do wykonywania działań bojowych.

Pocztówki z Donbasu: „Leon” opisuje, jak naprawdę wyglądały walki o Rubieżnoje (marzec-kwiecień 2022)

Czytelnik po zapoznaniu się z tym tłumaczeniem powinien zrozumieć, choćby w najmniejszym stopniu, dlaczego walki o Mariupol ciągnęły się tak długo. A w ogóle - to jak długo się ciągnęły? Od początku marca do 30 kwietnia, kiedy Ukraińcy wycofali się z dzielnic mieszkalnych do południowych dzielnic przemysłowych. Niestety, w Donbasie trwają bardzo ciężkie walki, w których ponoszone są olbrzymie straty. One wynikają zarówno ze specyfiki samych walk miejskich, jak i czasu danego Ukraińcom na przygotowanie fortyfikacji. Oraz z, powiedzmy, - "braku doświadczenia" kadry oficerskiej po stronie rosyjskiej.

Pocztówki z Donbasu: Andriej Morozow „Murz” komentuje błyskawiczne okrążenie wojsk Ukrainy w Donbasie … błyskawicznie przeprowadzane już trzeci miesiąc

Z pewnych powodów konieczne wydało mi się uzupełnienie "polityczno-strategicznej" perspektywy, którą starałem się tu prezentować, przemyśleniami bezpośrednich uczestników zdarzeń. Taka decyzja wynika z tego, że w miarę "postępów" Specjalnej Operacji Wojskowej, jest dla mnie coraz bardziej jasne, że opowieści snute przez "oficjalnych" wojskowych "ekspertów" po obu stronach ("zachód" i FR) są po prostu dezorientującym bełkotem płatnych kłamców, niekiedy będących przy tym dyletantami. Ponadto przestało mnie bawić przepisywanie raportów "bojowych", w których "głównymi daniami" od dawna jest "zbombardowanie latryn nieprzyjaciela" na przemian z opanowaniem 5-domkowej wioski.