Pocztówki z Donbasu: A. Morozow pisze, co w Donbasie myślą o „wymianie” „sanitariuszki” Julii Pajewskiej – „Tajry”

Tajra_Julia_Pajewska
Kolejna „pocztówka z Donbasu”, niezawodny „Murz”, Andriej Morozow. Nie ma tym razem niczego o rzeczach „wielkich i strategicznych”. Jak zwykle – nie ma o zniszczeniu latryny polowej i pięciu skuterów elektrycznych UPA. Czyli głupot, które służą do robienia mętliku w głowach, by po raz kolejny „informować”, nie mówiąc w rzeczywistości niczego. Jest za to prezentacja sposobu myślenia i określonych emocji autora i ludności Donbasu. Moim zdaniem ten tekst mówi więcej o sytuacji w Donbasie i ludziach Donbasu niż wszystkie „analizy sytuacji”, którymi jesteśmy zalewani z obu stron – propagandy ukraińskiej, sprzedawanej społeczeństwom „zachodu” jako „poświęcona prawda”. I propagandy rosyjskiej, która stara się (także w polskojęzycznym internecie) przesłaniać rzeczywistość wyliczając zniszczone „kalibrami” i „iskanderami” latryny polowe AFU. A rzeczywistość jest niestety taka, jaką ją pokazuje Andriej Morozow. Zanim jednak przejdziemy do tłumaczenia jego tekstu – muszę naświetlić sprawę Julii Pajewskiej („Tajry”). A potem – zapraszam na wycieczkę wgłąb psychiki normalnego (to nie to samo co „przeciętny” – w czasach zbiorowego obłędu i upadku normalność nie jest „normą”, co doskonale widać po polskim społeczeństwie – a „Murz” pokazuje nam, że o ile w Donbasie są „oszlifowane diamenty” narodu rosyjskiego, to w FR szerzy się parch) Rosjanina.

Jeszcze jedno – wszystkie dopiski/objaśnienia w kwadratowych nawiasach w tłumaczonych tekstach są moje, nawet jeśli nie zostały oznaczone na niebiesko.

Sprawa Julii Pajewskiej

Sprawa Julii Pajewskiej (pseudonim „Tajra”) [Юлия Паевская, „Тайра”], dla niewtajemniczonych – „sanitariuszka” batalionu „AZOV”, wg źródeł rosyjskich zamordowała w Mariupolu rodziców pary dzieci i grożąc im śmiercią kazała, by mówiły, że jest ich matką na punkcie kontrolnym. Następnie wraz z dziećmi próbowała wydostać się z „Azowstalu” jako „matka z dwójką dzieci”. Dzieci na punkcie kontrolnym poinformowały żołnierzy DNR, że ta kobieta jest zbrodniarką z „AZOV-a”. Źródło: ВСУшница пыталась прикинуться мамой двух детей, родителей которых она застрелила [kopia]

18.06.2022 wybuchł w Rosji, DRL i ŁRL skandal, po tym, jak najpierw Andriej Jermak (szef kancelarii Zełenskiego) a potem sam Zełenski obwieścili powrót „bohaterki” do ojczyzny. Rosjanie byli przekonani, że nastąpiło to w wyniku haniebnej wymiany jeńców. Pierwsza wersja (prawda.ru) głosiła, że wymieniono ją za pilotów. Źródło: Киев празднует: нацистка „Тайра” вернулась из плена. По обмену [kopia]

Sprawa tak zbulwersowała korespondentkę wojenną Irinę Kuksienkową [Ирина Куксенкова], że ta zaczęła obdzwaniać różne instytucje odpowiedzialne za organizowanie wymian oraz „zasięgać języka” w DNR, gdzie „Tajrę” przetrzymywano. O 19:55 18.06.2022 na kanale telegram poinformowała ona o swoich ustaleniach:

Tak więc wymiany nie było. Ale był nielegalny, mętny przekręt, który doprowadził do tego, że Tajra znalazła się na Ukrainie🤷♀️. Znacie mnie, jestem skłonną do gniewu kobietą.
Z moich dotychczasowych ustaleń wynika, że miał miejsce przekręt (korupcyjny, o ile mi wiadomo), w którym Isa Chaczukajew i Murad Saidow [Иса Хачукаев, Мурад Саидов] uwolnili Adama Murodowicza Grytienkę (Гриценко Адама Мурадович, syna tego ostatniego), który był przetrzymywany na Ukrainie. Oprócz zatrzymanego dostali 25 milionów rubli.
Jak w tej kreskówce: „Pomóż Maszy zrozumieć, który urząd bierze łapówki?”

W tej chwili ustalenia Iriny Kuksienkowej są nie potwierdzoną oficjalnie wersją wydarzeń. Brak oficjalnych informacji nie dziwi, trudno o większy skandal i uszczerbek wizerunkowy dla władz, których wizerunek i tak sypie się w proszek. Najprędzej możemy oczekiwać informacji, że „Tajrę” wymieniono na minimum 50 pilotów.
Autorka w innym komentarzu zastanawia się, jak to w ogóle było możliwe, że ktoś Tajrę przepuścił na punktach kontrolnych, szczególnie na ostatnim, na linii kontaktu bojowego (link).

P.S.
No tak, prawda w warunkach wojennych zmienia się jak w kalejdoskopie. Rzuciłem jeszcze raz okiem na kanał Telegramu Iriny Kuksienkowej i okazuje się (2022-06-20 18:22:34), że sam minister informacji Czeczenii Ahmed Dudajew zadzwonił i kategorycznie zaprzeczył, jakoby wymienieni powyżej panowie mieli cokolwiek wspólnego z uwolnieniem Tajry. Podejrzewam, że ludzie dostaną jeszcze kilka wersji do wyboru, aż zgłupieją, podzielą się na kluby zwolenników różnych teorii i sprawa „rozejdzie się po kościach”.


Autor: „Waleczny kot Murz” Andriej Morozow (Бойцовый кот Мурз, Андрей Морозов)
Tytuł: Mam dla Was, drodzy blogerzy, smutną wiadomość (У меня печальная новость для вас, уважаемые блоггиры)
Opublikowano: 20.06.2022
Tłumaczenie i komentarze: Światowid, swiatowid.video.blog
Źródło: У меня печальная новость для вас, уважаемые блоггиры [kopia bezpieczeństwa].

Mam dla Was, drodzy blogerzy, smutną wiadomość

Właściwie to chciałem tu wejść wczoraj rano z krótką ripostą na „sprawę Tajry”.

Miałem w związku z tym [postem] pytanie retoryczne:

Aleksander Chodakowski [2022-06-19 06:28:09]: W kontaktach z „partnerami” nie sposób ustrzec się ze wszystkiego. Organizatorzy z naszej strony starali się nie afiszować z wymianą, oni [„partnerzy”] wszem i wobec obwieścili ten fakt – i w mediach zapanowało zamieszanie…

Zastanawiałem się, kogo „Skiff” uważa za idiotę? A może z jakiegoś powodu sam udaje idiotę, dobrowolnie lub na rozkaz?

Czy władze są aż takimi idiotami, że naprawdę sądziły, że uda im się przehandlować Ukraińcom rozsławioną przez media nazistkę i utrzymać to szydło w worku [tak, by z niego nie wyszło]?

A może nasz naród jest tak zapominalski, że nie pamiętałby o niej, gdy chodzi o procesy nazistów lub ich brak? Nikt nie zapytałby: „Gdzie jest ta nazistowska szumowina Tajra, która – jak nam powiedziano – zabiła małżeństwo, aby wydostać się z Mariupola z dziećmi jako ich rzekoma matka?”.

W ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin wydarzyła się jednak rzecz, która skłoniła mnie do nieco dłuższego wystąpienia.

Poszedłem po pensję.

Nie pcham się w pierwszym rzędzie, nie wchodzę od 8 rano, kiedy „finansowi” jeszcze nie przyjechali i nie zaczęli wypłacać pieniędzy.

Przychodzę, jak wypadnie, zabierając zawczasu notes lub kartkę, bo z wieloma naszymi żołnierzami i dowódcami zobaczę się dopiero w dniu „DD” [wypłaty, skrót od „денежное довольствие”]. A oni, zobaczywszy mnie na pewno zapytają, czy mogą dostać coś przydatnego w boju. Albo rozwiązać jakieś problemy. A niektórych, jak na przykład zwiadowców czy łącznościowców, sam będę pytał – „Czego potrzebujemy?”. Przy takich okazjach zwykle stoję w ogólnej kolejce przez kilka godzin, słuchając ludzi. Poza prywatnymi rozmowami z przedstawicielami służb i pododdziałów.

Mam więc smutną wiadomość dla Was, blogerzy obywatelscy, którzy już drugi dzień dyskutujecie o „Sprawie Tajry”. Tajra nie ma znaczenia dla nikogo z tych, którzy tutaj „popychają” nasz front na Zachód. Cóż, przynajmniej nikt nie podszedł do mnie jako Moskwianina i nie zapytał: „Murz, wyjaśnij, co to do cholery jest? Dlaczego została wymieniona?!?”

Jeden z nich podszedł i poprosił o zorganizowanie odpowiedniej diagnozy i leczenia dla bojownika M., który został ranny w nogę. „Nerw jest uszkodzony, jego stan stopniowo się pogarsza, miejscowi lekarze mogą nie dać sobie rady. Młody chłopak, nie tchórz, chodził z nami do szturmów …”. Zapisuję to.

Rozmowa z moździerzowcami. „Potrzebujemy wzmocnionego smartfona, przynajmniej jednego. Jak kiedyś przychodziły, to ‚Dobry’ rozdawał. Do programów artyleryjskich [!!!]. Kupujemy zwykłe smartfony, ale wiadomo, że nie wystarczają one na długo.” Wiem, w czym rzecz. Pęknięte ekrany. Potrzeba wzmocnionego smartfona. Rozumiem. W mojej głowie zaznaczam „co najmniej Android 7, abym mógł przenieść bazę celów w jednym pliku”.

Zobaczyłem się z dyrektorem ds. uzbrojenia. Potrzebne dźwignie przeładowania do PK [ПК]. Łamią się. „Wyjaśniam im, jak to prawidłowo robić, ale sam rozumiesz…”. Odnotowano.

Poszedłem dowiedzieć się czegoś ciekawego ze świeżych wiadomości, w końcu wzięli most i skrzyżowanie „T” z tyłu Zołotego. Zajęli trochę [terenu]. „Czego potrzebujesz?” [pytanie do „Murza”] Materiały eksploatacyjne do plotera i papieru do druku map. Dużo. Baterie do „Mavic-a 3”, 10 sztuk…

Nikt. W ciągu kilku godzin nikt nie powiedział o tym [„sprawie Tajry”] ani słowa. Piechociarze mówili, że mają dość. Artylerzyści zastanawiali się, co i kiedy stanie się z BK [przydziałami jednostek amunicji] po Krasnym Łuczu [Красному Лучу; Ukraińcy zniszczyli wielki skład amunicji artyleryjskiej, co mocno komplikuje operacje zaczepne; amunicja była zmagazynowana w jednym miejscu, zamiast być podzielona między różne miejsca składowania]. I jak sprawić, by ci, którzy celnie strzelają, otrzymali więcej BK niż ci, którzy „orzą pola”. Długa gąsienica kolejki, przeważnie w zdobycznym „multikamuflażu” lub kupionym na bazarze „mchu” [„wzorek” kamuflażu mundurów], powoli posuwając się naprzód, cicho prychała i wzdychała, myśląc o tym, że zapłaci w warsztacie samochodowym za naprawę swoich frontowych pojazdów [tak, wojsko „donbaskie” samo finansuje zakup i remonty części swoich pojazdów wojskowych], wpadnie do żony, żeby oddać wypłatę, i nie będzie miała czasu na zakupy niczego poza papierosami.

Ktoś musiał o tym [„sprawie Tajry”] pomyśleć. Na sto procent. Nikt jednak nie osądzał, nie kłócił się do ochrypnięcia i nie krzyczał.

Ci ludzie, z których wielu zaczęło służbę jeszcze w 2014 r., widzieli już wszystko. Absolutnie wszystko. Wszystkie rodzaje zdrady. „Pięćdziesiąt pieprzonych odcieni zdrady.”

To rosyjski doradca, który nigdy nie był na linii frontu, krzyknął do nich, którzy właśnie uniknęli ostrzału, w szczytowym momencie obowiązywania porozumień mińskich: „To wy zaczęliście! Mój kolega ze studiów jest po drugiej stronie! Wierzę mu tak, jak wierzę sobie! On mówi, że zawsze zaczynacie pierwsi!” [Światowid: hehe].
I nikt nie powiedział temu doradcy: „No to idź i służ tam ze swoim przyjacielem, w AFU, a nie w armii rosyjskiej!”. W milczeniu patrzyli na niego, jakby był gównem. Jedyny przywilej niższego stopniem w takich sytuacjach.

A kiedy w szczytowym momencie „porozumień mińskich” do kompanii rozpoznawczej 4. brygady ML ŁRL przybył jakiś młody, nie walczący prokurator z Ługańska? W tym czasie zwiadowcy zaatakowali twierdzę ukropską, która nękała ogniem piechotę, i odebrali Ukraińcom m.in. AGS-a [АГС-17 Пламя to ręczny szybkostrzelny granatnik 30mm] i karabin maszynowy.
– Czy wtedy i tam zabraliście ukraińskiej armii karabin maszynowy numer „ten i ten” oraz AGS numer „ten i ten”?
– Tak, tak. Bo co?
– Cóż… musimy oddać… [Światowid: hehe]
Nawet go nie uderzyli. Nawet na niego nie krzyczano.
Ludzie, którzy mogli skręcić mu kark i zakopać go w polu, a potem z niewinną miną mówić: „Nie, nie było tu takiego, nie widzieliśmy go”, i którzy bardzo chcieli to zrobić, powiedzieli mu wielkimi literami „WYJDŹ STĄD”, nawet nie podnosząc głosu.

Kiedy nieżyjący już „Dobry” otrzymywał telefon z Ługańska z propozycją: „Wasi chłopcy znowu dziś strzelali do Ukraińców, podajcie mi kilka nazwisk dla oficjalnego śledztwa”, wzdychał i zaczynał dyktować: „Zapiszcie to. Ustalono, że w dniu takim i takim podpułkownik Markow, po oddaniu bez zezwolenia 29 strzałów z granatnika automatycznego AGS-17, przełączył się na karabin maszynowy SPG-9 i oddał dwa strzały…”. „Szumy na linii” zaczynały się jeszcze, zanim podpułkownik Markow dotarł do granatnika, aby z jego pomocą podstępnie naruszyć „porozumienia mińskie” [Światowid: hehe].

Ci właśnie ludzie, a nie kto inny, wysłuchiwali od przysłanych przez Ojczyznę politruków: „Wy tu wszyscy jesteście bandytami i zdrajcami, zbuntowaliście się przeciwko prawowitej władzy!”. Nie w ukraińskim radiu, ale od Rosjan. Wojskowych. Przysłanych, aby czymśtam tu dowodzić.

Nie da się już zaskoczyć tych ludzi zdradą w Moskwie, na górze, „porozumieniami” [Światowid: niekorzystnymi, z wrogiem], „ustawkami”, ignorowaniem najbardziej minimalnych potrzeb wojującej armii, gdy miliardy spłukiwane są w złotych toaletach. W tej dziedzinie widzieli już wszystko. Widzieli wszystko i jeszcze trochę więcej, aby jeszcze bardziej zapadło im w pamięć. Są nawet zbyt leniwi, by w upale poruszać językami, by dyskutować o tym po kolejnym załadunku i rozładunku BC oraz zmianie stanowisk. Nie ma możliwości, by wpłynęli na niesamowitych ludzi w Moskwie [„Murz” zastępuje najcięższe możliwe wulgaryzmy słowem „niesamowite”, wyjaśnienie tu], którzy żyją w świecie publikowanych w gazecie „Prawda” sensacji na temat „osobistości”. Mogą tylko dalej zabijać nazistów.

Przypuśćmy, że chciałbym dogadać się z którymś z nich.

– Zdajecie sobie sprawę, że ci naziści, których ci niesamowici ludzie w Moskwie wypuszczą w wymianach, wrócą, prawda? Ci triumfujący naziści będą objeżdżać całą Ukrainę, krzycząc ze wszystkich trybun: „Porąbmy Rosjan! To przyjemne i pożyteczne, a do tego nie będą za to karać!”. I na pewno wrócą na wojnę.

– I co z tego? – brązowowłosy Ługańczyk spojrzy na mnie zmęczonym wzrokiem. – Dobrze, że wróciłeś na nasz odcinek. Stań dziś przy moździerzu i koryguj „83-kę”. Żeby ich okopy były czyszczone po naszej pracy przez kompanię strzelecką, najpierw trzeba dać granaty w ziemiankę, a potem w całą resztę.

Lata wojny wykształciły w ludziach niezwykle praktyczne podejście do rzeczywistości. Ustal, co możesz zmienić, a czego nie. I rób to, co możesz.

Ludzie, których zdradzono już kilkaset razy, na których krwi oparto haniebny miński targ o powrót Donbasu do Ukrainy bez alternatywy [Światowid: tak, „Murz” ma tu całkowitą rację – właśnie temu służyły te wszystkie „formaty normandzkie”, Mińsk I i Mińsk II – reintegracji DNR i ŁNR z Ukrainą. Pięknie to wyjaśnia Maria Zacharowa na konferencji prasowej z 15.06.2022, od czasu 14:33 [po rosyjsku]], teraz zajmują się czysto praktyczną sprawą – jak zabić więcej nazistów w jednostce czasu.

Wzmocnione smartfony do szybkiego przeliczania koordynat ostrzału dla armat i moździerzy.
Dźwignie przeładowujące do karabinów maszynowych.
Baterie do quadcopterów.
Czas kupić w sklepie coś dobrego do jedzenia na służbie bojowej. I papierosy.
Zrobić tak, by mieć pewność, że ranny żołnierz nie zostanie inwalidą, ale w porę wróci na linię frontu i razem z innymi będzie dalej zabijał hitlerowców.

Długo myślałem wieczorem, kiedy pracowałem nad własnymi zadaniami, montowałem film wideo z ukraińską armią uciekającą z mostu na Lisiczańsk i odbierałem kolejny ładunek od życzliwych ludzi z Rosji myślałem – „Co mi to wszystko przypomina?” A nad ranem, po kilku godzinach drzemania przy innym komputerze z instalującym się systemem, wpadłem na pewien pomysł.

Jest taki wspaniały film. Niestety nie rosyjski ani radziecki. „Wojna Murphy’ego”, w roli głównej Peter O’Toole. Opowiada o marynarzu, który wiosną 1945 roku u wybrzeży Wenezueli przeżył atak niemieckiej łodzi podwodnej na aliancki statek. Widzi, jak Niemcy ostrzeliwują z CKMu tonących w wodzie mężczyzn, jego towarzyszy. Ukrywają łódź u ujścia Orinoko, czekając na rychły koniec wojny. Kiedy będą mogli się poddać, powiedzieć: „My tylko wykonywaliśmy rozkazy”, posiedzieć przez jakiś czas w obozie jenieckim i żyć dalej swoim życiem. Ci sami Niemcy, przybywszy łodzią do najbliższej osady, gdzie leczony jest drugi z ocalałych ze statku, zabijają go. Prawie z przeprosinami. No, jak, sorry, stary, nie możemy brać jeńców, tym bardziej rannych, a ty jeszcze powiesz, że my się tu ukrywamy.

A uparty Irlandczyk rozpoczyna swoją prywatną wojnę z załogą tej łodzi podwodnej. Podczas gdy on opanowuje sterowanie uratowanym ze statku wodnosamolotem, gdy robi bomby domowej roboty, gdy bezskutecznie próbuje zatopić nimi łódź, nadchodzi koniec wojny. Kiedy więc rekwiruje miejscowy statek-dźwig i zamierza taranować nim łódź, kapitan łodzi podwodnej próbuje wykrzyczeć „temu szalonemu Anglikowi”, że wojna się skończyła. Zgodnie z zasadami – już nie, wszyscy ludzie znów są dla siebie braćmi, człowieku. Na Murphym nie robi to jednak żadnego wrażenia, podobnie jak ostrzelanie pływającego dźwigu z karabinu maszynowego i wystrzelenie w niego torpedy.

W końcu odkrywa, że łódź, która manewruje i nurkuje, aby uniknąć ataku, jest osadzona na mulistym dnie rzeki. Marynarz, technik, uparty człowiek, pragnący zemsty za poległych towarzyszy, po przemyśleniu sytuacji odnajduje torpedę, która wyskoczyła na brzeg, zaczepia ją o dźwig, podnosi, przeciąga na punkt nad łodzią i podniósłszy wyżej, zrzuca. Łódź jest cała, ramię dźwigu zostaje urwane przez eksplozję torpedy, Murphy zostaje nim przybity na pokładzie, statek-dźwig tonie na łódź z duszącymi się w niej nazistami. W porządku, wszyscy nie żyją.

Jeśli więc ustawisz w porządku rosnącym pod względem uporu i zawziętości, Hiszpanów a po nich Irlandczyków, i dojdziesz wzdłuż tej „skali uporu” do Rosjan, i nie będziesz się zatrzymywał na pierwszych Rosjanach, tylko pójdziesz tak długo, jak to tylko możliwe, aż do całkowitego znudzenia, to gdzieś tam będzie młody, ale już z siwymi włosami, chłopak, zwany Rowienkow, walczący dziewiąty rok, czyszczący swojego „kalasza” kawałkiem zdobycznej koszulki z Trójzębem. Dalej będą pomorzanie z Archangielska i staroobrzędowcy z Uralu. I moskiewscy teleinformatycy.

PS

I tak, ja osobiście nie wątpiłem i nie wątpię, że wszyscy ikoniczni naziści i zagraniczni najemnicy, nawet i przede wszystkim ci, o których mówią najgłośniej, zostaną z pewnością wymienieni. Niektórzy z nich mogą zostać skazani za popełnienie przestępstwa, ale nie zostaną rozstrzelani, a tym bardziej powieszeni. Zostaną wymienieni.

Jest to cenny zasób. Schwytani naziści są cennym zasobem. Zmobilizowani z Ługańska i Doniecka, rzuceni na pole bitwy bez przeszkolenia, bez łączności, bez kamizelek przeciwodłamkowych i podstawowej medycyny polowej – to tani „materiał eksploatacyjny”, „nie podlegający ewidencji”, którym można się nie przejmować. A schwytani za cenę życia tego „materiału” naziści są cennym towarem na wymianę.

TRZEBA TO ZROZUMIEĆ

Uspokójcie się już, blogerzy. Nie ma dna. Przywództwo Rosji nie zna dna, nie ma co go szukać, nie próbujcie go znaleźć, nie denerwujcie się, żeście go nie znaleźli, za każdym razem, gdy wychodzi na jaw kolejna zdrada. Zapomnijcie o tym.

Trzeba przeżyć dwadzieścia lat na Marsie, gdzieś bez Internetu, żeby latem 2022 roku nie zorientować się, że nie ma dna. Nie ma dna, na które władze i elity rosyjskie nie upadły i natychmiast nie próbowały go przebić, doganiając swój główny wzór do naśladowania – władze i elity ukraińskie.

Nie ma dna, to wszystko, uspokój się, zapomnij o tym. Rosyjskie kierownictwo to dokładnie to samo późnoradzieckie kierownictwo komsomolskie, które wciągnęło Ukrainę w jej obecny wściekły nazizm. Dla nich „zdrada” to coś, czemu poświęcili całe swoje życie. Pod koniec istnienia ZSRR wstąpili do Komsomołu i Partii, czując „wiatr zmian”, aby zdradzać z większym zyskiem. Czego chcesz od nich teraz, ponad trzydzieści lat później, kiedy „zdradzanie własnego narodu, zwłaszcza jeśli daje to pieniądze” stało się powszechnym odruchem?

Zapomnij o tym. Po prostu odpuść sobie.
Vamos a matar, companeros. [Zabijajmy, towarzysze.]

Światowid: Szanowny „Murz” raczy ignorować, że narodowość zdrajców na samej górze piramidy społecznej ZSRR i FR nie była rosyjska, tylko żydowska. To Żydzi doprowadzili ZSRR do upadku i przedzierzgnęli się w „nową elitę finansowo-przemysłową”, przejęli media i sterując debatą publiczną i pojawiającymi się w niej ideami przerobili część narodów ZSRR wg swoich potrzeb – na totalne szabes-łajno. Przecież znamy to aż za dobrze z naszej historii, bo przeszliśmy od polskiego PRL, przez złodziejską III RP do „pełnowymiarowej” POLINezji. To nie jest konflikt „porządnych Rosjan” i jakiejś „rosyjskiej mafii” gnid-zdrajców niszczącej własny naród. Mafii, która zrobiła z części ogłupionych i zdemoralizowanych Rosjan swoich „współzłodziei”, poganiaczy niewolników i siepaczy. To jest konflikt narodu rosyjskiego ze śmiertelną chorobą niszczącą go od środka – żydowską mafią etniczną, która za pomocą mediów, szkół, uniwersytetów, literatury i innych narzędzi „kulturowych” zniszczyła solidaryzm narodowy i świadomość narodową u znaczącej części Rosjan – i bez rozprawienia się z tą chorobą nawet wybicie wszystkich (odtworzonych przez Żydów ukraińskich i amerykańskich) banderowców niczego nie zmieni. Tu trzeba zniszczyć chorobę u samego źródła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s