Igor Girkin: Lokalne, stwarzające zagrożenie, sukcesy sił ukraińskich. Prawdziwa sytuacja na froncie 6-7 września 2022 i jej przyczyny.

Poniżej tłumaczenie najnowszych informacji o rozwoju sytuacji na froncie, autorstwa Igora Girkina. Jego informacje różnią się od tego, co jest w mediach rosyjskich i ukraińskich tym, że nie są propagandą wojskową, tylko opisem stanu rzeczy na podstawie nieformalnych kontaktów autora z uczestnikami zdarzeń na różnych szczeblach. Niestety nie sprawdziło się to, o czym pisałem niedawno – ofensywa ukraińska na „przyczółek chersoński” nie skończyła się – i wygląda na to, że się nieprędko skończy. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że ilość przeszkolonej piechoty pozwala Ukraińcom nacierać także w rejonie Charkowa. Czyżby zaczynał się spełniać czarny scenariusz Andrieja Morozowa:

Brak mobilizacji w RF – front nie tylko się zatrzyma, ale miejscami zacznie się powoli poruszać w przeciwną stronę. Przy dźwiękach eksplozji Kalibrów świszczących nad głowami Ukropów w locie gdzieś tam na ich tyły.

W tekście poniżej bardzo ważny fragment opisuje stan wojsk FR-ŁDRL na odcinku chersońskim (i charkowskim): 5., 6.. Sądzę, że każdy powinien się z tym opisem zapoznać. Również ten problem był dawno zgłoszony przez A. Morozowa (Andriej Morozow: Zbliża się Verdun XXI w. O błędnych decyzjach na szczeblu strategicznym i ich przyszłych krwawych dla Rosjan skutkach.)


1.
Sytuacja na froncie (stan na wczorajszy wieczór 2022.09.06):

Na froncie charkowskim wczoraj przeciwnik rozpoczął długo przygotowywaną (sądząc po ruchu rezerw) ofensywę, zadając główny cios w okolicach miasta Balakleja [Балаклея]. Zewnętrzny obwód obrony miasta utrzymywały zmobilizowane bataliony LDNR (z minimalnym udziałem broni ciężkiej), które zgodnie z oczekiwaniami nie zdołały zatrzymać przeciwnika na przedniej linii obrony. Niestety, również jednostki „Rosgwardii” na drugiej linii obrony nie były w stanie powstrzymać natarcia (w tym, jak żarliwie zauważył Władlen Tatarski [Владлен Татарский], z powodu nieumiejętności wykorzystania posiadanej siły ognia). Od wczorajszego wieczoru nieprzyjacielowi udało się wziąć garnizon Balaklei w operacyjne okrążenie, zdobywając osady Wołochowy Jar [Волохов Яр] i Wierbowka [Вербовка].
Moje źródła, oprócz nieszczęsnych braków w wyszkoleniu Rosgwardzistów, zwróciły również uwagę na wyjątkową ostrożność rosyjskiego lotnictwa, które wolało ostrzeliwać wroga z jak największej odległości, co zauważalnie wpływało na skuteczność uderzeń.
Źródła zwróciły uwagę na wybitną zuchwałość ataków wroga – „z pancerza i kół” – na zajęcie pozycji, wdzierając się na nie z dużą prędkością bezpośrednio na sprzęcie pancernym i innym, w wyniku czego artyleria straciła możliwość uderzenia na wroga na podejściu do naszych pozycji [Ś.: to ja zadam proste pytanie – jak w ogóle coś takiego jest możliwe w terenie zabudowanym? Od razu odpowiem – przez pół roku nikt nie wydał „mobikom” ani zdobycznych środków przeciwpancernych typu Javelin czy NLAW, ani nawet postsowieckich RPG-7, RPG-16 czy RPG-29. Nikt tych ludzi nie przeszkolił. W FR są setki tysięcy emerytów wojskowych, którzy mogliby to spokojnie na tyłach zrobić. Niektórzy – nawet bardzo by chcieli. Gdydy odpowiednio doposażono i wyszkolono „mobików” taki rajd skończyłby się rzezią odważnej do szaleństwa armii nacierającej. Oczywiście pozostawienie przez pół roku zmobilizowanych ludzi bez odpowiedniego do epoki (nawet na miarę lat ’70 XX w.) wyposażenia jest przestępstwem.].
Nie mam informacji o tym, że dwie jednostki rosyjskiego SOBR zostały rzekomo otoczone pod Wołochowym Jarem.

Zacięte walki trwały w kierunku Chersonia. Wczoraj wróg ponownie próbował (bezskutecznie) posuwać się w pobliżu wsi Tiernowyje Pody [Терновые Поды]. Walki trwały na przyczółku nieprzyjaciela na rzece Ingulec [Ингулец]. Przeciwnik rozpoczął kolejną serię ataków rakietowych (rakietami HIMARS) na przeprawy, sztaby i pozycje wojsk rosyjskich. W Baratowce [Баратовка ] nieprzyjaciel próbował (bezskutecznie) uderzyć na sztab 205. OMCBr [ОМСБр – samodzielnej brygady piechoty zmechanizowanej].
Wojska rosyjskie nadal uderzały na zgrupowanie wroga artylerią i uderzeniami lotniczymi (tu odnotowano dobrą pracę naszego lotnictwa).

2022.09.07 08:37:31


2.

2022.09.07 08:38:04


3.
W rejonie przyczółka wroga na rzece Ingulec, wróg nadal powoli, ale skutecznie spycha nasze jednostki do tyłu. Sytuacja w pierwszej połowie wyglądała następująco:

Ukraińcy zajęli:
Suchoj Stawok, Bieziminnoje, Kostromkę, Szczastliwoje (Karl-Marksowskoje). Próby wyparcia ich z przyczółka i powrotu na pozycje przed rozpoczęciem ofensywy nie powiodły się.

Tak głębokie wtargnięcie wroga grozi przełamaniem frontu dalej na Czkałowo (już praktycznie na linii frontu) i dalej na Berysław z rozbiciem naszego zgrupowania w tym rejonie.

2022.09.07 14:37:10


4.

2022.09.07 14:37:34


5.
Trochę o problemach (tych najbardziej krytycznych), które nie pozwalają mi krytykować bojowników i dowódców DPR/LNR, którzy (według niektórych kanapowych strategów) „nie trzymają wystarczająco mocno swoich pozycji”. To (według wspomnianych blogerów) jest przyczyną szybkiego posuwania się wroga w wielu ważnych obszarach podczas jego obecnych ofensyw.

Dla ilustracji – podam „uogólniony portret” kompanii donieckich/ługańskich „mobików” („żelaznych głów”) działających na jakimś odcinku „N-skiego” frontu.

A więc:
Kompania została zrekrutowana w ramach pułku „sto… kilka” ML DNR na przełomie lutego i marca tego roku ze zmobilizowanych mężczyzn. Z jego początkowego składu osobowego 3-5 osób wcześniej uczestniczyło w operacjach, a w ogóle kiedykolwiek służyło w wojsku (dowolnym – radzieckim, ukraińskim, DNR NMC) – kolejne 15 osób. Kompanią dowodzi oficer rezerwy, który nigdy nie walczył w 2014r. ani później. Czasami (daleko nie zawsze) ma zastępcę, który również jest oficerem rezerwy bez doświadczenia bojowego. Na dowódców plutonów wyznaczono mianowicie tych, którzy mieli czas, w latach 2014-2022, na przebywanie w środowisku „co najmniej zbliżonym do bojowego”. Nie wystarczyło ich już dla drużyn.
W ciągu sześciu miesięcy kompania (licząca początkowo nieco ponad 100 osób) znacznie schudła – od jednej czwartej do jednej trzeciej personelu. Około połowa strat została poniesiona w czasie działań bojowych – ostrzał artyleryjski, ataki snajperów, dostanie się do niewoli oddziałów dywersyjno-rozpoznawczych (ДРГ: DRG) Ukrainy itp. Reszta odpadła w wyniku zaostrzenia starych chorób, które nie pozwalały ich właścicielom na służbę i nie zostały zidentyfikowane przy zaciąganiu się z powodu całkowitego braku komisji lekarskiej (lub jej postępowania na zasadzie: „Masz głowę, dwie ręce i dwie nogi? Poniżej 70? – Zdolny do służby!”). Połowa z pozostałych 60-70 żołnierzy jest niezdolna do służby z powodu wieku i chorób, które jeszcze nie wpędziły ich właścicieli do nieakceptowalnego stanu choroby obłożnej. 85% personelu firmy – nie było na urlopie w domu od ponad 6 miesięcy, a 15% szczęśliwców – było na urlopie aż 5 dni (plus 2 dni w drodze, w których niewielu z nich mogło sobie poleżeć ze względu na trudności z transportem).

Uzbrojona jest głównie w karabiny szturmowe AK-74 II-III kategorii zużycia (egzemplarze mocno wyeksploatowane), ale na stanie uzbrojenia nadal znajduje się kilka „mosinoków” [Mosin-Nagant, karabin zaprojektowany w 1891 r.] i pistoletów maszynowych „Diegtiarjowa” (Дегтярёва DP-28). Brak moździerzy, 1-2 granatniki [Ś.: granatnik to lekki i niezbyt celny odpowiednik moździerza, u nas nazywa się „granatnikiem” także RPG, ale tu chodzi o broń stromotorową] (było ich kilkadziesiąt na cały pułk), a pułk dostarczył jeden karabin DShK [CKM 12,7 mm DShK], którego nikt w kompanii nie umiał używać, nie mówiąc już o rozebraniu i ponownym złożeniu. Nigdy nie widzieli żadnego pancerza [kamizelki przeciwodłamkowej]. Brak urządzeń komunikacyjnych. Nie ma też noktowizorów ani (tym bardziej) kamer termowizyjnych. Dowódca kompanii ma jedną prostą lornetkę optyczną (turystyczną). Żołnierze doskonale zdają sobie sprawę z istnienia bezzałogowych statków powietrznych, ale nie z powodu ich obecności w kompanii, lecz dlatego, że takie wrogie pojazdy regularnie kierują na kompanię ogień artyleryjski lub zrzucają na nią ładunki wybuchowe. Narzędzia do prac saperskich [Ś.: kopania umocnień ziemnych]- to co znaleźli i zebrali w pobliskich wioskach.

Kompania nie posiada własnego transportu (zresztą w pułku też nie ma go zbyt wiele, ale z powodów podanych poniżej nawet jego obecność w pułku nie wpływa na możliwości kompanii). Mundur i buty otrzymane pół roku temu metodą „co rzucono do dystrybucji i co zdołałem złapać” były miejscami znoszone do stanu łachmanów, ale nikt nie spieszy się z ich wymianą. Reszta sprzętu jest w dużej mierze taka sama – jest on uzupełniany niemal wyłącznie z tego, co zostawili żołnierze, którzy odeszli z pułku.

Cały pułk (w tym czasie jeszcze kompletny) na początku marca tego roku. – nie mając żadnego przeszkolenia (przez co nawet dowódcy kompanii często na początku kampanii nie wiedzieli nawet, jak załadować magazynek do karabinu maszynowego) zostały wysłane do X… rejonu X… do pilnowania tylnych punktów kontrolnych. Potem ktoś uznał, że „mobiki” są zbyt dobrze uzbrojone i „zbyt dobrze zorganizowane”. Na punktach kontrolnych zastąpiono je silnie uzbrojoną „Rosgwardią”, a pułkowi przydzielono odcinek frontu szerokości 50-70 km, przy czym wiele kompanii włączono nie tylko do różnych rosyjskich pułków i brygad, ale nawet do różnych „armii” i „korpusów”.
[Ś.: Danie PUŁKOWI (3 bataliony, 1800-2400 ludzi) do „obrony” odcinka 70-80 km to PRZESTĘPSTWO podlegające w czasie wojny sądowi polowemu lub wojskowemu. Zgodnie z polskim współczesnym regulaminem pas obrony: batalion zmechanizowany (600 ludzi) może bronić do 9 km frontu do głębokości 7 km (63 km2). Pas obrony dywizji (12 tys. ludzi) to 30-50 km frontu do głębokości 15-30 km, przy założeniu zbudowania 2-3 pozycji obronnych. W armii ZSRR, po której te regulaminy odziedziczyliśmy było podobnie. Czyli „na papierze” wolno było dać „pułkowi” do obrony maksymalnie 27 km frontu (3x batalionowy pas obrony 9km). Ale trzeba brać poprawkę na to, że te pasy obrony są dla w pełni ukompletowanych i profesjonalnie przeszkolonych jednostek, czyli osób z odbytym rocznym stażem w armii. Realnie „formacja” opisana przez I. Girkina miałaby szansę utrzymać może 10 km frontu. Gdyby dostała regulaminowy / etatowy sprzęt pułku (łączność, artylerię, wyposażenie inżynieryjne, transport, broń specjalną typu RPG itp. itd.) i została wyszkolona w jego obsłudze. Za opisany stan rzeczy odpowiadają przestępcy wojenni z Ministerstwa Obrony FR i ich Wódz Naczelny.]
2022.09.07 17:20:50


6.
Nasza „przykładowa” kompania, powiedzmy, została dołączona do batalionu „N-skiego” OMSBr [samodzielnej brygady piechoty zmotoryzowanej ОМСБр]. W batalionie (wraz z tyłami) było około 50 ludzi [etatowo 600-800], z czego połowę stanowili oficerowie. Brakująca reszta tego batalionu to 1/3 w stratach i 2/3 w „pięćsetkach” (bo batalion też nie był zmieniany i obsadzany przez pół roku) [Ś.: Igor Girkin pomija tu jeszcze jeden problem – sam „batalion” niekoniecznie miał pełny skład jeszcze w koszarach w FR – bardzo wiele jednostek armii czasu pokoju to jednostki szkieletowe, nieukompletowane, przy czym braki kadrowe są bardzo różne, mogą przekraczać 50% stanu etatowego – I. Girkin pomijając ten fakt zawyża kategorie strat bojowych (200 zabici, 300 ranni) i strat niebojowych (500 – zrywający kontrakt). Odsyłam do tekstu Andriej Morozow: Zbliża się Verdun XXI w. O błędnych decyzjach na szczeblu strategicznym i ich przyszłych krwawych dla Rosjan skutkach. ]. Prawda – batalion „podzielił się” z kompanią całym majorem wojsk obrony przeciwchemicznej (РХБЗ – RChBZ ) i chorążym – ale (jest problem!) obaj dwa tygodnie temu (powiedzmy) dostali się do niewoli ukraińskiej DRG wraz z 9 żołnierzami naszej kompanii. A dlaczego? – Ponieważ nawet nasza „nie zwarta” kompania była rozciągnięta na półtora kilometra frontu (czasem nawet więcej), jej plutony i oddziały wsparcia znajdowały się w odległościach wykluczających komunikację wzrokową między walczącymi w okopach, nikt w kompanii nie słyszał o „sekretach” [секретах – nie wiem], a dowódcy nie byli w stanie (z braku doświadczenia i autorytetu) zmusić swoich wyczerpanych walczących do wyjścia poza okopy frontowe.

Przed stanowiskami kompanii nie ma drutu kolczastego. Siatek maskujących – brak. Nikt nie wie, że w przyrodzie znajdują się miny sygnałowe, bo nikt nie widział ich na oczy. O minach przeciwpiechotnych dowiadujemy się tyle, że ma je przeciwnik, a nie my – było już kilka eksplozji na naszych tyłach (na minach podłożonych przez DRG – grupy dywersyjno-zwiadowcze przeciwnika). Min przeciwpancernych też nie ma (w „batalionie gospodarzy” – podobnie). Flary? – Dowódca „kadrówki” ma ich tyle, że może policzyć (na palcach jednej ręki), ale nie daje ich „mobikom”. To samo z „granatami dymnymi” [do stawiania zasłon dymnych] i inną amunicją inżynieryjną.

W przypadku ataku wroga rozkazuje się poinformować przez „tapik” [TA-57, kablowy telefon polowy] dowodzenia o ataku i „bronić niezłomnie, czekając na posiłki”.

Pewnego dnia pod koniec lata wróg nagle otworzył zaporę ognia artyleryjskiego na okopy kompanii. Ponieważ wszystkie pozycje były od dawna wstrzelane przez artylerię wroga, punkt dowodzenia kompanii został od razu zniszczony. Razem z jedynym „tapikiem”. Jeden pluton kompanii, który nie miał dowódcy (zachorował tydzień temu, zdjęto go ze służby z powodu cukrzycy) – uciekł, gdy tylko ustał ostrzał. Inny pluton, wychodząc ze schronu, zastał na krawędzi okopu grupę silnie uzbrojonych mężczyzn w obcych mundurach i niebieskich opaskach na rękawach. Kilku mężczyzn ruszyło się – zostali natychmiast zastrzeleni. Reszta została wzięta do niewoli. Trzeci pluton zdołał się pozbierać i spędził cały dzień ostrzeliwując wroga, a nawet zdołał (prawdopodobnie) zadać mu kilka ofiar. Jednak do wieczora plutonowi skończyła się amunicja do karabinów maszynowych i do granatników. W dodatku została ona (broniona np. w ruinach wsi Głuchy Opór [Глухой Овраг]) trafiona przez własną artylerię (brak łączności i obserwatorów artyleryjskich). Straciwszy połowę swojego oddziału, pluton wycofał się w ciemnościach na tyły, niosąc kilku rannych. Nikt nie zgłosił się na ochotnika do poddania się – trzeba zaznaczyć, że nikt tego nie zrobił.

Następnego dnia dowódca batalionu „gospodarza” zameldował w górze, że: „motłoch uciekł przy pierwszych strzałach, więc nie mogliśmy utrzymać pozycji”. O tym, że jego batalion (prowadzony przez personel punktu dowodzenia / sztabu batalionu) wycofał się pospiesznie na długo przed tym, jak wspomniany pluton zużył całą swoją amunicję – dowódca przezornie nie zameldował.

A kto mi powie, że wszystko co opisane to „kłamstwo i prowokacja” to zaśmieję mu się w twarz. Nawet jeśli będzie to śledczy.

2022.09.07 17:20:50


7.

Krótko o przechwyceniu Kodema przez „Wagnera”:

Ten postęp pozwala na usunięcie wybrzuszenia utrzymywanego przez wroga na zachód od Swietłodarska [Светлодарска], co oczywiście nie może nie cieszyć (w sensie taktycznej poprawy pozycji i po prostu wyzwolenia kolejnego zaludnionego obszaru DRL).

W sumie – w sensie strategicznym – ofensywa na tym froncie była i jest od początku marnowaniem sił. Bo tylko idiota decyduje się na atak tam, gdzie wróg jest najbardziej ufortyfikowany i spodziewa się ofensywy. (To twierdzenie nie dotyczy w najmniejszym stopniu „Wagner-a” [ЧВК „Вагнер” – prywatne przedsiębiorstwo wojskowe „Wagner”]- są oni jedynie wykonawcami idiotycznych rozkazów z góry). A upór naszych dowódców wojskowych, by nadal „rozbijać czoło” o fortyfikacje wroga, jest po prostu zdumiewający …

2022.09.07 18:49:06

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s