Andriej Sawjeljew: Instytucje i osoby, które okłamywały Putina o sytuacji na Ukrainie. Czy kremlowskim elitom uda się oszukać naród ucieczką w antyzachodnią narrację?

Poniżej tłumaczenie dwóch tekstów rosyjskiego opozycjonisty ze skrzydła nacjonalistycznego. Teksty oceniają surowo rosyjski obóz władzy, który autor, jako polityk, deputowany i działacz społeczny zdążył dobrze poznać. Obserwacje zawarte w poniższych tłumaczeniach są zbieżne z tymi, które czytelnicy mojego bloga znają już z wcześniejszych tłumaczeń (a jeśli nie znają, to powinni poznać):

Czy jest w tłumaczonych tekstach jakaś wartość dodatkowa, względem poprzednich? Jeśli miałbym ją wskazać, to pierwsze z tłumaczeń doprecyzowuje listę struktur państwowych, które zawiodły w zakresie informowania prezydenta o położeniu politycznym i nastawieniu ludności na Ukrainie. O ile faktycznie zawiodły – mamy tu problem związany z niejawnością opracowań wywiadu, natomiast wiemy, że żadne jawne opracowania nie zostały opublikowane przez żadną z powołanych instytucji „badawczych” bądź politycznych. Tekst Sawieljewa nakłada na wiedzę o „elitach” FR wyniesioną z komentarzy Morozowa i Chałdieja warstwę instytucjonalną – pokazuje, jak „obsada personalna” różnych placówek jest po prostu częścią tej samej elity.

Na poziomie strategiczno-politycznym autor (szczególnie w drugim z tekstów) ocenia działania elit FR, tą „eksplozję patriotyzmu” i „antyzapadnictwa”, która idzie falą przez „elity” w tej ich części, która jeszcze nie wyjechała do Izraela bądź państw „zachodu”, których paszport posiada. Autor uznaje że działania „elity” to po prostu „zmiana szyldu” po zmianie koniunktury, oczywiście odwracalna, gdy tylko wiatr powieje z innej strony.

Autor zwraca uwagę na ostateczne odrzucenie przez „zachód” obecnego kierownictwa FR i jego najbliższej biznesowej klienteli (albo nie klienteli tylko – tej części oligarchii FR, która zawłaszczyła dla siebie Kreml i państwo, odrzucając zwierzchnictwo „uważajemych zapadnych partniorów”). Konflikt będzie trwał dotąd, dokąd zachodowi nie uda się doprowadzić do „kolorowej rewolucji” lub zamachu stanu w FR, który osadzi u władzy ekipę marionetek „zachodu”. Otoczenie Putina wydaje się grać na przeczekanie i unikać jakichkolwiek większych ruchów, stabilizować sytuację na Ukrainie i w kraju, z nadzieją, że zmęczone społeczeństwa FR i Ukrainy w końcu zażądają jakiego bądź pokoju – byle pokoju. Nie wiadomo, czy szczegóły tego pokoju nie są już gdzieś za kulisami przyklepane.

Tymczasem w społeczeństwie rosyjskim to kunktatorstwo jest oceniane jako zdrada narodowa a „nie-wojna” – jako „ustawka” [„dagaworniak” – mecz ze z góry ustalonym wynikiem] i dla ostudzenia narodowego uniesienia patriotyczno-antyestablishmentowego konieczne wydaje się wysłanie jeszcze kilku krążowników Moskwa do zatopienia, iżby nie stały się jakąś źle się kojarzącą „biznesowym” elitom świata po dziś dzień „Aurorą” …

Czy naród wybaczy, że na froncie giną ludzie tylko po to, by społeczeństwo osiągnęło stan zmęczenia wojną i apatii, w którym będzie gotowe przyklepać jakikolwiek sposób zakończenia tej „NIE-WOJNY”, nie żądając jednocześnie dekapitacji „przywództwa”? Pewnie tak, naród (90% populacji), gdy go dostatecznie zmęczyć wojną, kryzysem, COVIDem itp. itd. myśli jedynie: „będę grzeczny, tylko zostawcie mi przynajmniej telewizor i ciepłą wodę w kranie”. Problemem obu „elit” – ukraińsko- i rosyjsko-języcznej pozostają „uważajemyje zapadnyje partniory” (szanowni partnerzy zachodni), którzy wydają się mieć inną opinię – i nie chcą zadowolić się czymkolwiek, czyli tym, co oferuje Kreml, póki jest to Kreml w tym składzie osobowym.

Spis treści:

Sylwetka autora

Andriej Sawjeljew [Андрей Николаевич Савельев] urodził się w Swobodnym, w obwodzie amurskim [Свободный, Амурская область] 8 sierpnia 1962 roku. Ukończył Wydział Fizyki Molekularnej i Chemicznej Moskiewskiego Instytutu Fizyki i Technologii w 1985 r. W latach 1985-1990 Sawjeljew pracował w Instytucie Fizyki Chemicznej im. N.N. Siemionowa Rosyjskiej Akademii Nauk oraz w Instytucie Problemów Energetycznych Fizyki Chemicznej RAN. W 1991 r. uzyskał stopień doktora w dziedzinie fizyki chemicznej. W 2000 roku uzyskał również tytuł doktora nauk politycznych. Przed wyborem do Dumy był wykładowcą uniwersyteckim, angażował się w szereg nacjonalistycznych i patriotycznych organizacji politycznych w Rosji.
Z ciekawszych epizodów z rosyjskiej wikipedii:

  • W styczniu 2005 roku był jednym z 20 deputowanych-inicjatorów tzw. Listu 5000 – apelu do Prokuratury Generalnej Rosji z żądaniem zdelegalizowania wszystkich organizacji żydowskich w Rosji za ich rzekomą nienawiść na tle rasowym.
  • Książka Sawjeljewa „Czy Kongres Wspólnot Rosyjskich może zrusyfikować Rosję” została wpisana na Federalną Listę Materiałów Ekstremistycznych

Autor: Andriej Sawjeljew, [Андрей Николаевич Савельев]
Tytuł: Organizatorzy klęski (Организаторы провала )
Opublikowano: 25.05.2022
Źródło: Организаторы провала.

Organizatorzy klęski

W kremlowskich talk show ciągle pojawia się pytanie: „A kto do tej pory był u nas odpowiedzialny za Ukrainę…?”. Powinniśmy kontynuować: „…że tam tak ugrzęźliśmy”. Nieśmiało proszą o wymienienie nazwisk i stanowisk. A potem milczą, żeby nic nie powiedzieć.

Rzeczywiście, gdy zaczęła się wojna, wszystko, czego się obawiano, stało się rzeczywistością. Zamiast uniknięcia konfliktu, weszli w niego w taki sposób, że potencjalny przeciwnik nie mógł zrobić niczego, by uniknąć stania się wrogiem realnym. I okazało się, że ostatnim lojalnym sojusznikiem Federacji Rosyjskiej jest Białoruś. I nie ma innego państwa, które mogłoby wspierać Federację Rosyjską. Przy czym nikt nie konsultował się nawet z potencjalnymi sojusznikami – takie konsultacje wymagają relacji zaufania, których nawet nie zamierzano budować. I kto jest za to wszystko odpowiedzialny?

Kto kieruje naszą polityką zagraniczną?

Oczywiście głowa państwa sprawuje ogólne przywództwo. Okazało się, że to przywództwo nie doprowadziło do silnych więzi politycznych, gospodarczych i wojskowo-technicznych. Co najwyżej jest to wymijająca neutralność w duchu „samiście tam zaleźli, to sobie sami radźcie”.

Ale obok prezydenta jest jeszcze całe Ministerstwo Spraw Zagranicznych! I kto sprawił, że znaleźliśmy się w sytuacji, w której układ polityki zagranicznej zawalił się jak domek z kart? Ławrow-Kalantaryan [Ś.: prawdziwe nazwisko Ławrowa to Kalantaryan] praktycznie przez cały okres rządów Putina (od 2004 roku) odpowiadał za wszelkie relacje z zagranicą. I? Nie wiedziałby co się dzieje na Ukrainie, nie wiedziałby co sobą reprezentują „nasi partnerzy”? Czy w jakikolwiek sposób, gdziekolwiek, wspierał siły prorosyjskie? Czy zrobił coś poza zrobieniem strasznej miny? Odpowiedź brzmi: zero, absolutnie nic. Podobnie jak w poprzednich latach, MSZ pozostał synekurą dla polityków którzy poszli w odstawkę lub dzieci „klasy wyższej” [Ś.: w tym i Zacharowej] – czyli miejscem bezczynności i realizacji prywatnych planów handlowych i zawodowych. MSZ można rozgonić natychmiast i w całości, i nie przyniosłoby to żadnej szkody Federacji Rosyjskiej. Może nawet by pomogło.

Drugi obszar to wywiad. W 2007 roku na jego czele stanął Michaił Fradkow [Михаил Фрадков], a dziewięć lat później (2016) Siergiej Naryszkin [Сергей Нарышкин]. Ten pierwszy otrzymał stanowisko po przesadzeniu z fotela premiera, gdzie jego sukcesy były zerowe. Drugi dostał ją po kierowaniu administracją prezydencką i jednym sezonie kierowania Dumą (o czym wszyscy już zapomnieli). Jego osiągnięcia na tych stanowiskach są zerowe. Zupełnie nie można było oczekiwać, że ci ludzie będą mieli „niezerowe” wyniki kierując wywiadem. Nie chcieli wiedzieć, co się dzieje na Ukrainie i jak Zachód przygotowuje się do decydujących bitew geopolitycznych. Sądząc po kompletnej porażce blitzkriegu, obaj ci szefowie wywiadu byli w kompletnej nieświadomości rozwoju rzeczywistej sytuacji – nic nie wiedzieli i nie potrafili prognozować biegu wydarzeń.

Do wywiadu należało również GRU, które zostało mocno przetrzepane przez reformatorów. Ale mimo wszystko jakieś informacje musiały stamtąd pochodzić o stanie ukraińskiej armii, o nastrojach wśród żołnierzy? A gdzie byli ci wszyscy ludzie? Nie ma ich tam – nie ma ich w żaden sposób w sferze publicznej. Ale sądząc po kompletnym nieprzygotowaniu operacji wojskowej, można ocenić, że i z GRU kierownictwo otrzymało również całkowicie nieprawdziwe informacje.

Istnieje również taka struktura federalnej władzy wykonawczej jak „Rossotrudnichestwo” [Ś.: Россотрудничество – w luźnym przekładzie „Roskooperacja”]. Ma ona zajmować się relacjami w kwestiach pomocy humanitarnej ze wszystkimi państwami. Czy ma jakieś osiągnięcia? Żadnych. Mało kto w ogóle wie o tej strukturze, jest ona tak mało efektywna. Wszystko, co osiągnęło Rossotrudnichestwo, to uznanie przez Parlament Europejski w 2016 roku za narzędzie rosyjskiej propagandy. Nie ma możliwości, aby to zmyć. [Ś.: W relacjach z Rosją władze państw zachodnich faulują na każdym kroku i ta deklaracja PE nic nie znaczy poza tym, że PE chce zdyskredytować rosyjską organizację na terytorium EU. Na marginesie: na czele Rossotrudnichestwa stoi E. Primakow [Е. Примаков], wnuk tegoż Primakowa. Na liście płac jest N. Poklonskaja [Поклонская]. Typowa synekura.]

Trzeci kierunek to kierunek parlamentarny. W Dumie, a potem w Radzie Federacji, komisji do spraw międzynarodowych przewodniczył Konstantin Kosaczew [Константин Косачев], pod każdym względem nieutalentowany aktor, który nie krępował się przyjmować nagrody i od nieprzyjaznych państw, które teraz ujawniły swoją wrogość. Przez dwa lata obijał się w tym samym Rossotrudniczestwie. Do niedawna na czele Komitetu w Dumie stał Leonid Słucki [Леонид Слуцкий], obecnie ogłoszony spadkobiercą Żyrinowskiego – przejął przywództwo osieroconej frakcji. Parlament, rzecz jasna, nie angażował się w żadną politykę przez ostatnie dwie dekady, ale chyba jednak jest coś, co parlament i jego dwie komisje z dziesiątkami posłów mogły w tym czasie zrobić? Przynajmniej bić na alarm. Nie, nie zrobiono absolutnie niczego.

Czwarty obszar to struktury badawcze, które zaspokajają potrzeby Kremla i otrzymują od niego finansowanie. W administracji prezydenckiej są wszelkiej maści stratedzy i analitycy polityczni, których hojnie karmi się bez pytania o wyniki. Na przykład handlarza dziełami sztuki Marata Gelmana [/Helman? Марат Александрович Гельман], zatrudnionego by zapewnił wygraną Janukowycza, nie pytano o porażkę w 2004 roku [Ś.: ta porażka jest bardzo dyskusyjna, drugą turę powtórzono po standardowych „kolorowo-rewolucyjnych” zarzutach o „sfałszowanie wyborów”, po czym, po ostrej nagonce na Janukowycza i standardowym socjotechnicznym „pompowaniu” Juszczenki ten ostatni „wygrał” z 52% poparcia w sfałszowanej powtórzonej drugiej turze, przy czym skarga Janukowycza na oszustwa wyborcze została – niemożliwe – odrzucona; pierwszy zachodni zamach stanu miał na Ukrainie miejsce już w 2004r.]. Nie było też Surkowa, który go nadzorował. Funkcje Surkowa pełni teraz Kiriyenko-Izrael, specjalista od wody i uczeń sekty scjentologów. Poza brawurowymi bzdurami na niepotrzebnych forach młodzieżowych, nie można się po tym urzędniku spodziewać niczego.

Poza tym są różnego rodzaju instytuty – jak Instytut Stanów Zjednoczonych i Kanady, Instytut Europy, Instytut krajów WNP. I co z nimi? Czy ostrzegali przed czymś rosyjskich przywódców i obywateli? Nie, oni załatwiali swoje czysto klanowe interesy, nie mając absolutnie na uwadze interesów państwa i narodu. Szczególnie interesujący jest Instytut Krajów WNP, którym od 1996 roku kieruje Konstantin Zatulin [Константин Затулин]. A teraz ten „patriota patriotów” (pamiętajcie: „Ciszej, ciszej, panowie! Pan Iskariotow – patriota patriotów – przyjeżdża tutaj”?) robi teraz mnóstwo szumu w talk show, gdzie jest po prostu deputowanym Dumy Państwowej, oburzonym na bezczynność innych urzędników. A co z krajami WNP? Przecież WNP miał oddziały instytutów wszędzie, łącznie z Ukrainą! Wieczny zastępca Zatulina (pięć konwokacji na osiem) mruga oczami, gdy pada pytanie: kto powinien za to wszystko odpowiadać?

Można śmiało powiedzieć, że przed rozpoczęciem wojny rządzący „na górze” nie mieli absolutnie żadnego pojęcia, że dojdzie do konfrontacji z Zachodem i że Federacja Rosyjska będzie zupełnie sama. Byli imitatorami „zachodnich wartości”, które wykorzystywali do tuszowania swojej autokracji, korupcji i zdrady. I myśleli, że dobrze odgrywają „zapadników” (zwolenników Zachodu) – nie wahając się uruchomić policyjnej machiny wobec obywateli, gdy im to pasowało. A potem okazało się, że wszystkie ich zagrywki są nic nie warte, że Zachód w nic ich nie wprowadza, że nikt nie chce z nimi negocjować w żadnej sprawie. Nawet sumienne demonstrowanie przez rząd rosyjski, że jest on tak samo całkowicie obcy narodom Rosji, jak rządy zachodnie, nie stworzyło akceptacji Zachodu dla uznania Rosji za prywatny folwark miejscowej oligarchii. Jak przewidywano 20 lat wcześniej, rosyjscy oligarchowie zostaną wypatroszeni przez większe rekiny. Nawet własnych interesów, jak się okazało, oligarchowie nie potrafili ani sprecyzować ani obronić. Nie mówiąc już o interesach Rosji!

Teraz, oczywiście, cała prozachodnia koncepcja rozpada się – top menedżerowie Sberbanku [Сбербанк] rozpraszają się, system boloński nagle okazuje się nieskuteczny, przystąpienie do WTO – lekkomyślnym … I tak dalej. I kto był za to wszystko odpowiedzialny? Zamiast „dawać mi tu Łapkina-Tiapkina” [Ś.: nawiązanie do Rewizora M.Gogola, Łapkin-Tiapkin był tam „przyczyną wszelkiego zła” – chodzi więc o wskazanie i ukaranie winnych], okazuje się, że ci sami ludzie będą dalej rządzić krajem, po cichu zastępując dotychczasowy wizerunek „prozachodnich” (na przykład cały blok finansowy, który rozwalił rezerwy państwowe [Ś.: Nabiulina i spółka (Набиуллина Эльвира Сахипзадовна)]) wizerunkiem „prawdziwych patriotów”. Wiadomo, jaki będzie wynik – totalna porażka. Za niepowodzenie wezmą od nas pieniądze – jak wielki kombinator Ostap Bender [Остап Бендер]. Żeby tylko ten „przewał” nie „przewalił” się za bardzo. Bo absolutnie nikt nie jest już w stanie uchronić nas przed porażką.


Autor: Andriej Sawjeljew, [Андрей Николаевич Савельев]
Tytuł: Strategia i codzienność historycznej klęski ErEfii (Стратегия и повседневность исторического поражения ЭрЭфии)
Opublikowano: 05.08.2022
Źródło: Стратегия и повседневность исторического поражения ЭрЭфии .

Strategia i codzienność historycznej klęski ErEfii

Polityczne oddzielenie od Zachodu jest dla Rosji czynnikiem pozytywnym – wielu jest o tym przekonanych. Czynnik ten został ukształtowany przez nagłą dla rządzącej oligarchii okoliczność, która powstała w kontekście wojny. Jako „ciało i krew” zachodniej oligarchii, oligarchia Putina naprawde oczekiwała, że wojna będzie tylko spektaklem, a zakulisowe więzi [Ś.: „krwi”, „etniczne” – to „ciało i krew” powyżej to nie figura retoryczna bez znaczenia] zostaną utrzymane mimo zewnętrznych okoliczności. Ale ta kalkulacja nie zmaterializowała się. Zachód popychał Rosję w kierunku wojny, dążąc do globalnej redystrybucji wszystkich stosunków społecznych i globalnej polityki. Zachodnie kuluary bez cienia wahania postanowiły poświęcić oligarchię Putina. Tak jak w Rosji wielkie rekiny pożerają mniejsze firmy, tak teraz globalna oligarchia bez opamiętania pożera beneficjentów polityki Putina. Sądzili, że w tym kanibalistycznym procesie Zachód jest po ich stronie.

Błędną kalkulacją ze strony oligarchii było założenie, że ekonomia będzie determinować politykę – jak zawsze uważali marksiści (a oligarchowie Putina byli wychowani na marksizmie i wierzą w „materializm” we wszystkich swoich działaniach oraz we wtórność „nadbudowy”). Okazuje się, że polityka, ze swej natury, jest przed ekonomią [Ś.: w przypadku tej wojny – nie jest – i w przypadku większości wojen także nie była – to względy ekonomiczne przesądzały o wybuchach wojen, w tym przypadku – potrzeby surowcowe i demograficzne „zachodu” oraz potrzeba zamknięcia pierścienia wokół Chin, by przejąć nad nimi kontrolę poprzez zawładnięcie trasami tranzytowymi i źródłami surowców, od których gospodarka Chin jest uzależniona. Cele i narzędzia to nadal własność środków produkcji, kontrola rynków zaopatrzenia i zbytu, ekonomia, nie – polityka. Po prostu oligarchia FR nie jest na tej szachownicy graczem na tyle znaczącym, by z jej interesami ekonomicznymi ktokolwiek z „wielkich tego świata” się liczył, zaś sama Rosja, pod kontrolą tej „wolnorynkowej” oligarchii, jest tu okrętem bez sternika, więc nie jest podmiotem polityki globalnej, a jej przedmiotem – wbrew przemówieniom kremlowskich aktorów.]. Wojna odsunęła na bok wszelkie względy równości szans, by realizować swoje merkantylne interesy, nawet w obrębie uprzywilejowanej warstwy. Oligarchia nie ma teraz wyboru, jak tylko zademonstrować swój „patriotyzm”, którym zawsze pogardzała i bez wątpienia będzie gotowa wycofać się ze wszystkich swoich deklaracji, gdy tylko wojna się skończy. Nie ma wątpliwości, że ze strony Kremla nie ma zagrożenia dla oligarchów.

W Federacji Rosyjskiej zaszły pewne zmiany polityczne, które zabraniają ścisłego związku z Zachodem, ale w pełni dopuszczają zakulisowe układy – jak ten, który pozwolił ukraińskim statkom przewozić zboże do Turcji, Afryki i Europy. Albo jak ten, który w warunkach wojny pozwala na pompowanie gazu przez terytorium wroga – do europejskich partnerów działających po stronie tego wroga. Wojna nakazuje całkowitą blokadę gospodarczą, orientacja prozachodnia – wszelkiego rodzaju sztuczki, aby obejść to naturalne prawo wojny. A omija się ją sprytnie nazywając wojnę „operacją specjalną”.

Należy zauważyć, że oligarchia Putina nie poniosła żadnych strat politycznych wewnątrz Rosji. Zamknięcie dawno nieistniejącego kanału „Echo Moskwy”, będącego tubą rusofobii, jest zbyt mało znaczącym wydarzeniem. Wszystkie kadry zwolenników Zachodu pozostały na swoich miejscach. A rosyjski nacjonalizm, który jest ideologicznym przeciwnikiem zachodu, jest tłumiony z taką samą siłą jak wcześniej – nie przysługują mu nawet prawa gwarantowane przez zapisy prawne w konstytucji Putina. Bezprawie w Federacji Rosyjskiej jest skierowane przede wszystkim przeciwko obywatelom Rosji, którzy są zastraszeni przez wcześniej ustalony system gospodarczy i system prawny, który w żaden sposób nie zmienił się w czasie wojny.

Publiczna „antyzachodniość”, jak widać, to tylko puste gesty. Zostałyby one wzmocnione, gdyby dawni zapadnicy spadli ze swoich pozycji i gdyby fałszywą liberalną retorykę zastąpiła państwowa propaganda wartości narodowych. To się nie dzieje w najmniejszym stopniu. Cała propaganda pozostaje w ramach absurdalnego paradygmatu: oni to „faszyści”, my to „biali i puszyści”, bojownicy o wolność i demokrację. W rzeczywistości ideologia państwowa pozostaje taka sama: prozachodniość, rusofobia i totalne grabienie Rosji. Wojna to wojna, ale złodziejstwo jest na porządku dziennym.

Dostrzegłszy pewien pozytyw w antyzachodniej retoryce, warto zadać sobie pytanie, czym za to zapłaciliśmy. Zapłaciliśmy „mieląc” Rosjan walczących po obu stronach frontu i „czyszcząc” rdzenne rosyjskie tereny, na których wojna pozostawia stosy gruzu i groby zabitych. Nie widać końca tej rzezi i zniszczeń. Jeśli to jest cena, którą trzeba zapłacić za tak nędzną zmianę, to jest to cena zbyt wielka. To nie jest przypadek, gdy „nie zapłacimy ceny”. Katastrofa demograficzna wkrótce nie pozostawi nic z narodu rosyjskiego i innych ludów tubylczych, a wojna, odbierając życie młodzieży i dzieciom, przyspiesza proces, w którym z całkowitą pewnością (i całkowitą obojętnością grupy rządzącej) dawno minęliśmy punkt bez powrotu.

Hipoteza, że „uprzedziliśmy atak” jest samobójcza – jest oczywiście niemoralna. Jeśli dla „denazyfikacji” trzeba zabić setki tysięcy ludzi, to czy nie nastąpiła substytucja pojęć? Ofiary okupacji Ukrainy przez „zapadników” to dziesiątki ludzi, ofiary nowej okupacji przez oligarchię Putina to setki tysięcy ludzi. Skala nie jest porównywalna [Ś.: trzeba wziąć pod uwagę, że sterowane z Zachodu państwo ukraińskie – zombie było zbrojone nie dla zabawy, tylko dla inwazji na ŁRL i DRL oraz Krym – co nie skończyłoby się małą liczbą ofiar – jeśli decyzję o SWO można potępiać, to tylko z punktu widzenia tego, że jest prowadzona o 8 lat za późno i w sposób żenująco niekompetentny na każdym poziomie. Należy pamiętać, że w momencie wkroczenia wojsk FR na Ukrainę od tygodnia (od 16.02.2022) trwał zmasowany ostrzał ŁRL i DRL]. Dlatego głosy mówiące, że „idziemy wyzwalać” zostały uciszone. Masowe ofiary wojny jakoś nie pasują do koncepcji wyzwolenia. Pozostaje tylko czyjś interes. I z pewnością nie jest to interes rdzennych mieszkańców Rosji. W naszym interesem było przeciągnięcie Ukrainy do nas. Dyplomacja Putina nie umiała tego zrobić, podobnie jak nie umie znaleźć prawdziwych partnerów strategicznych, wybiera ich z prawdziwych konkurentów geopolitycznych, gotowych w każdej chwili stać się wrogami – Turcję, Iran i Chiny. Z pewnością te obce nam kulturowo państwa nie mogą stać się bardziej wiarygodnymi partnerami niż były kraje Zachodu. [Ś.: to błędne rozumowanie – w tej chwili „zachód” to po prostu totalitaryzm etnicznej globalnej oligarchii kapitałowej, maskowany pozorami „demokracji”, w której nie ma już ani wolności słowa ani realnego biernego prawa wyborczego, a w efekcie także – czynnego – bo skoro prawdziwymi kandydatami w wyborach mogą być tylko wybrańcy oligarchii, sama instytucja wyborów traci sens; ten totalitaryzm „zachodu” chce podporządkować wszystkie państwa świata, szczególnie te, które posiadają znaczące zasoby surowcowe lub siły roboczej – chce to robić kosztem narodów tych państw i ich elit politycznych – w tej sytuacji wszystkie kraje zagrożone kolonizacją i „kompradoryzacją” mają wspólne cele i są wiarygodnymi partnerami tak długo, jak nie dojdzie do zdrady elit i dobrowolnego przyjęcia przez nie zachodniej niewoli; jedynie Turcja z tej trójki państw nie ma egzystencjalnego konfliktu z „Zachodem”, od lat funkcjonując na jego gospodarczych peryferiach]

Bez własnej twarzy politycznej Federacja Rosyjska nie ma strategii. Poza strategią oligarchii polegającą na grabieży i tłumieniu w Rosji wszystkiego, co jest żywotne i suwerenne. Ta „strategia” przyciąga tylko zdesperowane kanalie, z którymi „górne elity” ErEfii, które nigdy nigdzie nie szukały prawdziwych sojuszników dla Rosji – w tym z całkowitym lekceważeniem wszystkiego, co prorosyjskie na Ukrainie. Dwadzieścia lat skandalicznie głupiej dyplomacji i zupełnie niekompetentnego wywiadu zakończyło się wojną tam, gdzie sama historia miała zatrzeć granice.

Wojna na Ukrainie jest dowodem na całkowity upadek polityki prowadzonej przez Putina i spółkę przez te wszystkie dekady. I z tej porażki nie wyciągnięto i z pewnością nie wyciągnie się żadnych produktywnych wniosków. Cała strategia ma na celu historyczną klęskę Federacji Rosyjskiej – w tym oligarchia putinowska wspiera strategię globalnej oligarchii. Rosja znów stanie się źródłem zasobów stabilizujących Zachód – tak jak pozwalała na to polityka Gorbaczowa-Jelcyna. Tak więc, nasze kłopoty są jeszcze przed nami.

Konsekwencje wojny i zakulisowych układów są dopiero przed nami. A tymczasem kraj żyje tak, jakby wojny nie było – to tylko wiadomości, które codziennie i miesiąc po miesiącu opowiadają tę samą historię. Jeśli ktoś zauważa tę „stabilność”, to widzi w niej kompletną porażkę nie tylko strategii, ale i codziennego życia. Poza śmiercią ludzi i zapaścią gospodarczą, której skutki rozlewają się falami we wszystkich kierunkach z pól bitewnych, nie ma z tej „strategii” niczego. Jeśli zgodzimy się na strategiczną klęskę, do której ciągną nas oligarchowie Putina, to ta klęska na pewno nastąpi. Albo już się wydarzyła, ale kazano jej pozostać niezauważoną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s