W rzeczywistości działania antyrosyjskie są podejmowane przez rządy marionetkowych "demokracji" USA bez żadnych korzyści politycznych dla ich narodów, natomiast przy znacznych kosztach ekonomicznych. Dotyczy to zwłaszcza przypadków Litwy, Łotwy i Estonii, gdzie światopogląd społeczeństw został przekształcony tak, aby przypominał poglądy z czasów II wojny światowej, kiedy kraje te były satelitami III Rzeszy. Państwa te zapłaciły wysoką cenę - zarówno ekonomiczną, jak i demograficzną. Zasadniczo, ich społeczeństwa są demograficznie martwe, z pokoleniami w wieku produkcyjnym wyssanymi do krajów UE i żałosnymi wskaźnikami urodzeń wśród tych nędznych resztek, które pozostały. Nie mogę powiedzieć, że Polska "poszła w ślady tych państw", ponieważ w rzeczywistości to ona "wyznaczyła standardy" samobójczego idiotyzmu w każdej możliwej do pomyślenia dziedzinie.
Tag: Ukraina
A. Morozow: Cywilne ofiary rosyjskich ataków rakietowych na obiekty militarne – umieśćmy je we właściwym kontekście moralnym i historycznym
Można w nieskończoność powtarzać, że mordowanie cywilów rozpoczęła strona banderowska - od mordu w Odessie 2.05.2014, potem licznych mordów na całym południowym wschodzie Ukrainy. Mordy odbywały się tak za pomocą artylerii i nalotów, jak i za pomocą oddziałów pacyfikacyjnych sformowanych z neobanderowskich degeneratów i kryminalistów, którym hunta dała wolną rękę w kwestii postępowania z osobami, których ci uznają za "separatystów" lub terrorystów (z oczywistym skutkiem). W Noworosji od 2014r. trwała usankcjonowana przez "zachód" kampania mordów politycznych, terroru i najzwyklejszego ludobójstwa, przy czym ostrzały miast w DRL i ŁRL były tylko bardziej spektakularnymi "fajerwerkami" tej akceptowanej przez "zachód" zabawy banderowskiego "demokratycznego" reżimu. I oto, gdy na rozkaz USA kijowski reżim rozpoczął 16.02.2022 - tydzień przed rosyjską inwazją - przygotowanie artyleryjskie do szturmu na ŁRL i DRL (do którego Ukraina przygotowywała się przez 8 lat pozorowania "mińskiego procesu pokojowego") - cały "zachód" dalej milczał, dalej niczego widzieć nie chciał. Po 24.02.2022 "zachód" nagle zaczął wyć z rozpaczy nad każdym poległym ukraińskim cywilem - jeśli tylko, choćby najezczelniejszymi kłamstwami, dało się zwalić winą za jego śmierć na Rosjan. Szczególnie cenne okazały się oczywiście dzieci i kobiety w ciąży. O ile przez 8 lat "zachód" kompletnie ignorował śmierć dzieci "separatystów", o tyle teraz życie każdego dziecka na Ukrainie (po właściwej stronie linii frontu, rzecz jasna) nagle stało się na wagę złota. Jako amunicja propagandowa. Hipokryzja "zachodu" - i otumanionych przez jego tubę propagandową (także tą maskującą się jako polskie i "rządowe" media) Polaków pobudza normalnego człowieka do wymiotów. Kiedy, polski debilu zrozumiesz, że gdy ktoś do znudzenia torturuje cię obrazkami JEDNYCH zabitych czy pokaleczonych dzieci, po tym, jak LATAMI pieczołowicie ukrywał przed tobą takie same obrazki o wiele większej liczby DRUGICH dzieci, to znaczy po prostu że nie chce mu się ciebie informować, a jedynie - manipulować tobą za pomocą emocji?
Pocztówki z Donbasu: I. Girkin, A. Morozow – Sytuacja tuż za linią frontu i na głębokich tyłach. Przyczyny.
Troszkę o "kulisach" wymian jeńców. Potem A. Morozow wykłada swoją "historiozofię" odnośnie genezy wojny jako elementu natury kapitalistycznego "zachodu" i dość trafnie ocenia czym jest "westernizacja Ukrainy". Jest procesem tworzenia narzędzia wyeliminowania (ludobójstwa, wypędzenia, wynarodowienia - pozbawienia tożsamości narodowej) Rosjan na kolejnym terytorium. Cała droga do wojny nie zaczęła się na Majdanie w 2014, tylko realnie w 2004, kiedy "zachód" wszedł w "przestrzeń rosyjską" ze swoim projektem "westernizacji", który rozpoczął (analogicznie jak na Litwie, w Łotwie i Estonii) od popularyzacji nazistowskich tradycji jako istoty "patriotyzmu" i "tożsamości narodowej" w tych państwach. Nic innego nie dzieje się zresztą także i w III RP (przekształconej już w zasadzie w POLINezję) od 1989r. Jest dla mnie narodową tragedią Polaków, że nasze (niegdyś) państwo jest obecnie (nad wyraz) tępym narzędziem, wykorzystywanym przez globalną etniczną oligarchię kapitałową przeciwko narodowym interesom Polaków. Nie tylko wspieramy banderowski ludobójczy (i realnie antypolski) reżim, wyciągnięty z bezpośrednio trumny III Rzeszy, ale jeszcze szkodzimy na wszelkie sposoby Rosji i narodowi rosyjskiemu, walczącemu przeciw międzynarodowym globalnym bandytom i ich banderowskim najemnikom nie tylko dla siebie, ale i faktycznie także dla nas. Szerzej o tym pisałem we wstępie do tekstu "Igor Girkin: Sytuacja na froncie 04.07.2022 i prognoza rozwoju sytuacji. Wnioski dla narodu polskiego." - i polecam zapoznanie się minimum z tym wstępem. W ostatnim z przetłumaczonych tekstów - "Niesamowite", A. Morozow prezentuje bardzo krytyczną ocenę całości przebiegu Specjalnej Operacji Wojskowej. To gorzka pigułka prawdy, którą niestety musi przełknąć każdy Polak świadomy ego, o co toczy się ta wojna [z naszej perspektywy - przede wszystkim dla narodu polskiego].
Igor Girkin: Sytuacja na froncie 04.07.2022 i prognoza rozwoju sytuacji. Wnioski dla narodu polskiego.
W tej wojnie polski interes narodowy jest jasny - jedyna szansa na wydobycie Polski z amerykańsko-żydowskiej niewoli leży w zwycięstwie rosyjskim nad banderowską Ukrainą. Tylko wtedy pojawi się szansa na globalny kryzys polityczny, który być może zmiecie większość rządów żydowskich marionetek zainstalowanych w amerykańskiej strefie wpływów, szyderczo nazywanej "wolnym światem". Jeśli w tej wojnie Rosja nadmiernie się wykrwawi, może tam dojść do "kolorowej rewolucji" i ostatecznie - mimo klęski Ukrainy "zachód", czyli globalna etniczna oligarchia kapitałowa, zrealizuje swój cel strategiczny, jakim jest przejęcie władzy nad Rosją i pełne strategiczne okrążenie Chin (patrz "scenariusz rozpadu FR" A. Niesmijana). Dlatego ci, którzy twierdzą, że w polskim interesie jest maksymalne wykrwawienie Rosji są idiotami. Ci, którzy pragną zwycięstwa banderowskiej Ukrainy - w której dzieci w szkołach były uczone, że Ukraina to także tereny po Kraków i Lublin również są idiotami. Tym większymi, jeśli nie mają nic przeciw temu, by ukraińskie dzieci były w Polsce nauczane wg ukraińskiego programu ... Zwycięstwo Ukrainy jest równoznaczne z lokalną i geopolityczną katastrofą polskiej sprawy narodowej, bo obok chwilowo ukrytego, ale wiecznego wroga narodu polskiego dostaniemy w pakiecie likwidację naszej ostatniej geopolitycznej deski ratunku - silnej Rosji, która pozwoliłaby nam na wyjście ze statusu kolonii USA i lawirowanie między Rosją a USA albo - odbudowę państwa i narodu polskiego pod osłoną militarną Rosji (trochę myśli na ten temat w tekście Jak wyjść z NATO tak, żeby do nas samo nie wróciło?).
Pocztówki z Donbasu: A. Morozow pisze, co w Donbasie myślą o „wymianie” „sanitariuszki” Julii Pajewskiej – „Tajry”
Szanowny "Murz" raczy ignorować, że narodowość zdrajców na samej górze piramidy społecznej ZSRR i FR nie była rosyjska, tylko żydowska. To Żydzi doprowadzili ZSRR do upadku i przedzierzgnęli się w "nową elitę finansowo-przemysłową", przejęli media i sterując debatą publiczną i pojawiającymi się w niej ideami przerobili część narodów ZSRR wg swoich potrzeb - na totalne szabes-łajno. Przecież znamy to aż za dobrze z naszej historii, bo przeszliśmy od polskiego PRL, przez złodziejską III RP do "pełnowymiarowej" POLINezji. To nie jest konflikt jakiejś "rosyjskiej mafii" gnid-zdrajców niszczącej własny naród. Mafii, która zrobiła z części ogłupionych i zdemoralizowanych Rosjan swoich "współzłodziei", poganiaczy niewolników i siepaczy. To jest konflikt narodu rosyjskiego ze śmiertelną chorobą niszczącą go od środka - żydowską mafią etniczną, która za pomocą mediów, szkół, uniwersytetów, literatury i innych narzędzi "kulturowych" zniszczyła solidaryzm narodowy i świadomość narodową u znaczącej części Rosjan - i bez rozprawienia się z tą chorobą nawet wybicie wszystkich banderowców niczego nie zmieni.
Putin odkrywa, że „frontalne ataki na ukraińskie rejony umocnione w Donbasie są niecelowe”. W czwartym miesiącu „nie-wojny”.
Z ostatniej chwili: Putin, po 3,5 miesiąca marnowania najlepszych jednostek odkrywa, że szturm na ukraińskie rejony umocnione pod Donieckiem jest bezsensowny. Światowid: Schlieffen wiedział o tym już w 1906. Osiem lat przed wojną. Manstein, myśląc w ten sposób pokonał Francję w 1940, układając odpowiednie plany przed wojną. Putin po 3,5 miesiąca wojny zaczął się zastanawiać nad kwestią racjonalności zdobywania rejonów umocnionych atakami czołowymi. Odkrycie militarne WWP pojawia się dokładnie w momencie, gdy to samo mówią nawet babcie klozetowe w Omsku i Władywostoku. Tylko one - od minimum miesiąca. Może warto je rozważyć jako alternatywę przy nieuniknionych przetasowaniach kadrowych w sztabie Generalnym RF?
Pocztówki z Donbasu: A. Morozow „Murz” – Zabrakło już ludzi do tłuczenia głową w umocnienia, skończyli się.
Ofiarami nieprzygotowania kraju do wojny i braku reakcji na rozwój sytuacji militarnej (nieprzeprowadzenia mobilizacji) są zwykli żołnierze, których nie ma kim zluzować (przeprowadzić rotacji), nie ma kogo posłać jako uzupełnienia wykrwawionych jednostek. W rezultacie wykrwawione oddziały nie tylko trzymają front, ale także - idą do szturmów. Z powodu niedostatków siły żywej - te szturmy stają się o wiele bardziej krwawe niż mogłyby być, gdyby na szczeblu strategicznym - zarządzania odwodami i uzupełnieniami - działano zgodnie z zasadami sztuki wojennej i ... regulaminami. Ponieważ liczni hurraoptymiści nie są skłonni wierzyć w "ukropska propagandę", że siłom ŁNR-DNR-FR zabrakło ludzi do bicia głową w umocnienia ukraińskie w Donbasie, sugeruję im zapoznać się z materiałem wideo opublikowanym w innym moim tekście: Apel bohaterów z 3. batalionu 105. pułku DRL do naczelnego dowództwa. Do walk w ŁRL przerzucono 3. Batalion Strzelców 105. Pułku Strzelców - jednostkę, która w walkach w Mariupolu straciła 40% stanu osobowego. Bez uzupełnień, bez "urlopowania", rotacji, odpoczynku. Gdyby było kim bić głową w ukraińskie umocnienia, nie posyłanoby na front aż tak pokaleczonych formacji. Tyle pod rozwagę "hurraoptymistom".
Pocztówki z Donbasu: Apel bohaterów z 3. batalionu 105. pułku Donieckiej Republiki Ludowej do naczelnego dowództwa (Denisa Puszylina)
Jednostka występująca z tym apelem ewidentnie zdemoralizowana nie jest. Ludzie ci domagają się uczciwego traktowania i mają poczucie, że swój obowiązek wypełnili nawiązką, mimo, że zostali oszukani przez kierownictwo polityczne (obiecujące, że nie będzie od nich wymagany udział w walkach, na pierwszej linii - co było zrozumiałe, wobec ich wyposażenia i poziomu wyszkolenia: "prosto z ulicy"). Tymczasem zostali rzuceni - z karabinami Mosina-Naganta wz. 1891, bez kamizelek kuloodpornych, w hełmach i mundurach z 2 wojny światowej, w piekło bitwy miejskiej z wyszkolonymi właśnie do takich walk banderowcami z AZOV-a. Ponieśli ciężkie straty, po czym zamiast na tyły zostali wysłani na pierwszą linię - tym razem do ŁRL (zapewne w rejon Rubieżnoje-Siewierodonieck albo na występ frontu w okolicach Popasnej) Czy kogokolwiek w tej sytuacji może dziwić, że tak poharatane jednostki nie są w stanie prowadzić natarcia? Że przebicie obrony wojsk ukraińskich jest bardzo trudne, a sukcesy taktycznie nie są rozwijane w sukcesy operacyjne, bo brak sił do wprowadzenia do wyłomu - i przeciwnik, sam zdziesiątkowany (ale w obronie, więc mniej wykrwawiony niż nacierający!) - jest w tej sytuacji w stanie wycofywać się w sposób uporządkowany, unikając okrążenia? Mnie to nie dziwi. Ekspertów wojskowych jednak postawa jednostek DNR i ŁNR może dziwić. Czym? Tym, że znajdujące się trzeci miesiąc na pierwszej linii jednostki, które często potraciły niemal cały początkowy skład osobowy (czyli został on w pełni zastąpiony zmobilizowanymi rezerwistami, często bez przeszkolenia) wciąż walczą i mimo strat - nie doszło w nich do całkowitego załamania morale ani masowych dezercji.
Czy działania Kremla na Ukrainie są kopią błędów znanych z wojny rosyjsko-japońskiej z 1905r? Igor Girkin: Wojna kolonialna.
Pamiętając o tym, że do pełnego "wachlarza" scenariuszy rozwoju sytuacji nie można się przygotować, bo uniemożliwia to ograniczoność dostępnych sił i środków, trudno przejść do porządku dziennego nad sytuacją, gdy w ramach źle pojętych oszczędności przywództwo w ogóle nie przygotowuje państwa ani narodu na absolutnie żaden wariant alternatywnego rozwoju sytuacji. Nie da się przejść do porządku dziennego także nad tym, że władza, skonfrontowana z załamaniem pierwotnego planu nie reaguje ani szybko, ani stanowczo ani odpowiednio do skali problemu / zagrożenia. I nie można oczekiwać, że naród rosyjski nie zauważy niekompetencji i niedecyzyjności elit. W którymś momencie zauważy i zechce je rozliczyć. Prawdziwe elity narodowe Rosji - rosyjscy nacjonaliści odsunięci na boczny tor przez mafijną żydowską oligarchię, powinny bardzo głęboko przemyśleć, co należy robić, by rozliczanie zbankrutowanego moralnie reżimu nie doprowadziło do rozpadu Federacji Rosyjskiej i wojny domowej na wielu frontach.
Pocztówki z Donbasu: Co robi polskie mięso armatnie w Siewierodoniecku i dlaczego tam trafiło? Wyjaśniają I. Girkin i A. Morozow.
Najnowsze wieści z Siewierodoniecka nieco mnie zaskoczyły, jak zapewne każdego. Cóż to za wieści? Oto Ukraina rzuciła do kontrofensywy w mieście liczne oddziały przeprawione nocą przez Siweierski Doniec pod nosem Rosjan - ponoć przez uszkodzony, lecz nie zniszczony most. Dodajmy jeszcze, że wywiad elektroniczny ŁRL (jak donosi Igor Girkin) poinformował, że wśród transmisji najemników dominuje język polski, jest nieco komunikatów angielskich. Swoiste szyderstwo historii - polscy idioci stali się mięsem armatnim banderowców rządzonych przez Żydów lokalnych i tych z mafii globalnej. To już nie jest upadek moralny i intelektualny, lecz zdrada narodowa. Ci kretyni walczą tam przeciw Rosjanom, czyli wrogom naszych realnych i śmiertelnych wrogów (banderowcom i żydowskiej mafii ukraińskiej i globalnej). Rozsądek nakazywałby minimum nie przeszkadzać w tym zbożnym dziele Rosjanom. Ale nie, to nie kretynizm polskich przygłupów mnie zaskoczył - historia uczy, ża żadne dno głupoty nie jest nie do przebicia przez Polaka. Cóż takiego zaskakującego w tej ofensywie miejskiej? Otóż jest to w dziejach operacji militarnych pierwszy przypadek ofensywy na przyczółku mostowym, w sytuacji, gdy cały obszar po drugiej stronie rzeki jest zagrożony odcięciem, a z przyczółka nie ma ani jak, ani dokąd iść. I wrócić z niego także może nie być łatwo. Ponieważ dowodzący siłami ukraińskimi nie są idiotami, należy wnioskować, że takie działanie czemuś służy. Skoro do Siewierodoniecka wysłano mięso armatnie z misją samobójczą (dlaczego samobójczą wyjaśni za chwilę "Murz"), znaczy to, że amerykańskie dowództwo uznało, że posiada nadwyżkę personelu militarnego, którą można "spalić". Jakie są potencjalne zyski?
